O rozwiązłości słów kilka

Publicyści katoliccy często przedstawiają rozwiązłość jako immanentną cechę gejów i lesbijek. Sugerują, że homoseksualiści zawsze i wszędzie będą zachowywali się jak biblijni sodomici. Za przykład niech posłuży wypowiedź ks. Dariusza Oko zaczerpnięta z wywiadu, jakiego ów kapłan udzielił miesięcznikowi ZNAK (11/2007):

”Niektórzy katolicy przekonują jednak, że gdyby homoseksualistom stworzyć możliwość życia w ‘małżeństwie’ zbudowanym na wierności, nie będą oni tak często zmieniać partnerów. W tym jest oczywiście dużo dobrych intencji, ale opinie te wynikają raczej z przesłanek ogólnoludzkich (ze współczucia) niż ze znajomości faktów medycznych. Wyniki badań przeprowadzonych w USA pokazują, że geje uprawiają seks z kimś innym aniżeli ich pierwotny partner w 66 procent związków w pierwszym roku, wskaźnik ten wzrastał do 90 procentach związków po pięciu latach trwania związku (podaję za Josephem Harrym, Gay couples, New York 1984).”[1]

Doszukiwanie się przez filozofujących teologów uniwersalnych własności tam gdzie ich nie ma i tworzenie na ich podstawie dziwnych antropologii nie jest niczym nowym. Idąc tokiem rozumowania ks. Oko należałoby uznać, że niższy IQ jest w sposób istotny związany z czarną rasą, a jako uzasadnienie przytoczyć wyniki badań, jakim poddawano kiedyś społeczeństwo amerykańskie. Stawiają one Afroamerykanów zdecydowanie w gorszym świetle.

Duchowny wykazuje totalną ignorancję, jeśli chodzi o znajomość psychologii społecznej. Nie można bowiem inaczej nazwać zupełnego bagatelizowania wpływu kontekstu społecznego na zachowania ludzi. Jeden z najsłynniejszych eksperymentów w historii psychologii pokazuje, jak silny potrafi być ów wpływ. W 1971 roku Philip Zimbardo podzielił losowo dobranych studentów na strażników i więźniów. Przez dwa tygodnie strażnicy mieli jedynie pilnować, by nikt nie uciekł z więzienia. Doświadczenie przerwano przed czasem ze względu na skalę przemocy jaką strażnicy stosowali wobec więźniów. W eksperymencie istotny jest fakt, że studenci, zarówno przed jaki i po badaniu nie wyróżniali się niczym szczególnym na tle społeczeństwa pod względem moralnym. Gdy było już po wszystkim znów stali się zwykłymi, w miarę przyzwoitymi ludźmi.[2]

Ks. Oko nie wierzy, że zmiana stosunku do homoseksualistów poprzez „stworzenie im możliwości życia w małżeństwie” zmniejszy wśród nich promiskuityzm. Widocznie trudno w to uwierzyć, gdy w walce z homoideologią dysponuje się jedynie filozofią i teologią. Chwila namysłu wystarczy jednak, by skonstatować, że trudno jest znaleźć partnera/partnerkę na całe życie, gdy ma się do dyspozycji zaledwie kilka procent społeczeństwa, jest się niewidocznym w przestrzeni społecznej, a gdy się go/ją już znalazło, najbliżsi robią wszystko, by rozbić związek.

Eksperyment Zimbardo pokazuje, że źródłem zła jest nie człowiek, a konkretna sytuacji. Być może ludzie są pod pewnymi względami bardziej plastyczni niż sądzimy. Uświadomienie sobie tego faktu jest cenne również ze względów ogólnohumanistycznych. Sprawia, że pozbywamy się infantylizmu w postrzeganiu drugiego człowieka. Dociera do nas, że nie należy zbyt pochopnie oceniać innych ludzi. Negatywny stosunek do homoseksualistów może działać jak samospełniające się proroctwo, dlatego uważam, że społeczeństwo powinno mieć przynajmniej świadomość, że obserwowana nierzadko wśród gejów i lesbijek rozwiązłość może być wypadkową czynników kulturowych a nie czymś, co jest na stałe związane z tą orientacją.

Bibliografia:

[1] ks. Dariusz Oko, Krystyna Strączek, Janusz Poniewierski, Zmaganie z głębi wiary, str. 23, Miesięcznik ZNAK (11/2007), red. Michał Bardel, Kraków: Społeczny Instytut Wydawniczy znak.
[2] Elliot Aronson (2001), Człowiek istota społeczna, str. 271 Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Obrazki do artykułu przygotowała mei. Dziękujemy!

Autorzy:

zdjęcie Jan Schulz

Jan Schulz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 226; nazwa: JanSchulz

9 komentarzy do:O rozwiązłości słów kilka

  • pt

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    w kontekscie folozofii permisywizmu uwazam promiskuizm za normalny sposob zycia czlowieka. szukanie dziury w calym. czy sie ktos bzyka duzo i z wieloma czy malo i z jednym, czy sam ze soba, jakie i dla kogo to ma za znaczenie? ale zwroce polmozgom uwage,ze wysluchalem w tok fm ( czesto tam gadaja bzdury i sa pewni siebie niczym ja ) heheh, ze malo sexu, czy masturbacji skutkuje ograniczeniem na trwale libido. wiec bzykajcie sie na potege. dla mnie to zupelnie indyferentne! robta co chceta. moze nawet inaczej – fajnie ze sie ludzie bzykaja, bo to mile-)))

  • pip

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    no wlasnie, trzeba zaczac od tego, ze w swietle czego promiskuityzm jest zjawiskiem negatywnym? w swietle moralnosci katolickiej. wiec nie widze powodu zeby sie z tego tlumaczyc, wstydzic sie tego albo wypierac. jesli ktos lubi seks, to ma prawo go uprawiac kiedy chce i z kim chce (o ile ta druga osoba wyraza na to zgode), podobnie jak jesli ktos lubi ryz, moze go jesc tonami, a ktos, kto lubi sie modlic, moze nie wstawac z kleczek przez caly dzien.

    osobnym faktem jest oczywiscie wystepowanie tego zjawiska po obu stronach – wsrod homo i hetero. ci, ktorzy sa w zwiazkach, siedza cicho w domu i sa niewidoczni, proste.

  • antoś

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    dajmy spokój katolikom, ich sprawa. gdyby tabu obejmowało np jedzenie cierpieliby z głodu

  • cesare

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    Jeśli homoseksualizm jest w naszych warunkach zepchnięty do hermetycznego getta, wyparty z przestrzeni publicznej, to trudno się dziwić, że na takiej jałowej glebie nietrudno natknąć się na rozmaite patologie. Zastanawiam się, jak inni polscy homoseksualiści (ci, którzy się z własnym homoseksualizmem godzą) radzą sobie z, dla mnie (pomimo że, pewnie i z przyczyn opisanych w tekście, nigdy nie miałem ukochanego mężczyzny, który gotów byłby moją miłość odwzajemnić) nieznośnym, uczuciem totalnego zniewolenia w ekspresji samego siebie jako homoseksualisty. Jak sobie radzą ze świadomością, że każdy przejaw ich miłości, publiczny pocałunek czy objęcie partnera, może być nawet ścigany przez Policję. I jak w tym kontekście postrzegają namiętnie kultywujących swą miłość heteroseksualistów – bo dla mnie świadomość, że za analogiczne pocałunki czy objęcia wymieniane przeze mnie z ukochanym mężczyzną mógłbym zostać w majestacie prawa rytualnie upokorzony – jest koszmarna. Myślę, że dopóki to się nie zmieni i polscy homoseksualiści na pewną zauważalną skalę nie odważą się na normalne funkcjonowanie, obszar opisywanych patologii będzie wciąż istnieć w naszym, wciąż silnie zgettoizowanym środowisku.

  • pip

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    to uprawianie seksu jest patologia? ojoj.

  • tlpp

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    –>> cesare
    Bez przesady, nie kazdy przejaw miłości do faceta jest ścigany przez prawo. Jednak rzeczywiście, np bardzo trzeba się pilnować, szczególnie w mieście w którym mieszka sie od urodzenia.
    Sposob zwracania sie do siebie, takze musimy kontrolowac :| Ale jak jedziemy samochodem, szczegolnie z obca rejestracja, to nasze rece zawsze leżą na udach innego :)
    Na wakacje, trzeba jezdzic do krajów, gdzie nie mają nic przeciwko homo. W tym roku pierwszy raz po 4 latach odwazylismy sie pojechac razem z Polakami (do tej pory nigdy nie lecielismy nawet samolotem z Polski) i juz ludzie sie dziwnie patrzyli. Ale powiem szczerze, ze zaczyna mi to zwisac, i nawet jak sie ktos zle na nas patrzy, to potrafie spac oparty na moim facecie np w samolocie.
    To tylko mały przykład tego jak w PL jest ciezko byc homo…. niestety…

  • cesare

    [do tlpp]

    Dzięki, że ustosunkowałeś się do moich słów; kodeks wykroczeń niezwykle precyzyjnie określa, jakie „przejawy miłości do faceta” są ścigane przez prawo: „nieobyczajny wybryk” oraz wywoływanie tymże (niekoniecznie nieobyczajnym) wybrykiem „zgorszenia” w miejscu publicznym… Myślę, że gdybym się w kimś ze wzajemnością zakochał, mnie również by to cudownie zwisało, miłość byłaby najważniejsza i byłbym w stanie wiele zrobić, by swoje prawo do niej wyegzekwować. Tyle że w polskich warunkach już samo znalezienie homoseksualisty zdolnego żyć godnie i normalnie (a zatem korzystającego ze swojego prawa do wyartykułowania siebie w stopniu równym heteroseksualistom) jest czymś niełatwym (a może, w co z mojej perspektywy nie chce mi się wierzyć, polscy homoseksualiści naprawdę nie mają takich potrzeb?; z pewnością natomiast nie mają tych potrzeb uświadomionych); mnie nie interesuje babranie się w jakieś namiastce wolności i szczęścia w klubach gejowskich – typowych gettach, które siłą rzeczy muszą generować określone, i opisywane w tekście, patologiczne układy; takie układy tworzy przecież ze swej natury zamknięcie w każdym getcie. Nie tylko w samolocie, ale w prowincjonalnym pociągu, na prowincjonalnej ulicy chciałbym móc nie tłamsić siebie i swojej de facto godności; gdyby podobne potrzeby odczuwaliby i inni, to coś musiałoby wreszcie drgnąć – nawet gdyby to miałoby być okupione jakimiś ekscesami ze strony władzy; bądź co bądź Polska nie pozwoliłaby sobie na kolejny międzynarodowy skandal, że ściga homoseksualistów za objęcie partnera na ulicy.

  • pt

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    hehehe a myslalem,ze ktos wysmieje sie ze uzylem jak pacan wydumanych slowek, bo byla to prowokacja a tu cisza, kazdy to olal jako normalne-))) ( permisywizm i promistuizm heheh )

    ok zartuje-))

    cezarze strasznie opanowany z ciebie facet.chyba problem z homo zadusil w tobie iskre zyciowa-)))

    i idealista – niechby geje odwazyli sie bardziej puublicznie okazywac uczucia, to cos drgneloby-)) hehehe cos na pewno hehe-))

    a ja ci powiem tak, to zalezy od osoby.tacy jak ty siedza cicha i sie marwtia i dziela wlos na czworo. tacy jak ja zyja sobie dobrze i sa pewni siebie. nie mowie o zagranicy,bo tam sobie nie folgujemy w ogole ale wlasnie nie folgujemy ale i nie mamy potrzeby jakiegos sciskania sie ciagle. ale w polsce niezle prowokujemy. potrafimy w arkadii np isc trzymajac sie za dupke-)) hehehe albo za reke, przez chwile, tak dla prowokacji, zeby ludzie zauwazyli ale zeby to nie b yla demonstracja. chcemy tylko pokazac, ze my ejstesmy gejami ale nie pajacami, co beda paradowac objeci po arkadii i robic na kazdym wrazenie. wystarczajace wrazenie jest przez te parenascie sekund heheh.

    ja tam wiekszego problemu nie widze w homo. zyje mi sie dobrze-))) tzn nie nie, w ogole problem i homo to antagonizmy!!!!!!!!!!! homo to szczescie-)))

  • Erico

    [Re: O rozwiązłości słów kilka]

    odrzucenie przez nas Heteromatrixu nie oznacza, że nie można korzystać ze wzorców hetero typu szczęśliwa para forever. Ale z drugiej strony – rządając tolerancji warto być tolerancyjnym też wobec swoich. I nie różnicować, jaki sposób życia jest najlepszy. Czy to parki, czy single, czy otwarte poarki, czy wielokąty, każdy reżyseruje swoje życie samodzielnie i to jego własna sprawa.




Skomentuj: pip Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa