- homiki.pl - http://homiki.pl -

Coming in

Posted By PTT On 3 grudnia 2007 @ 19:13 In Świadectwa | 28 Comments

[1]

Coming in, czyli o potrzebie wejścia do szafy

Zaakceptowanie własnej seksualności, pogodzenie się z własną tożsamością zajęło mi trochę czasu. Przeżywałem całą masę negatywnych odczuć i stanów emocjonalnych: lęk, poczucie winy, okres negacji, chęć „naprawy”, palącą potrzebę coming outu, wreszcie serię ujawnień, następnie smutek, złość, potem wściekłość, pytania do Boga, potem w powietrze: dlaczego ja?, szamotanie się, szukanie przyczyn… Niejednokrotnie byłem wściekły na środowiska gejowskie (te, które znałem z telewizji i Internetu), na samych gejów, że z pogardą czy poczuciem pewnej wyższości patrzą na tych homoseksualistów, którzy nie mogą siebie zaakceptować, którzy się ukrywają, którzy nie potrafią się przyznać do własnej orientacji seksualnej, którzy z nią walczą; z drugiej strony zazdrościłem im tego właśnie, że godzą się na siebie, umieją żyć i cieszyć się życiem.

Dziś wiem, że cała ta frustracja, i smutek i złość były potrzebne i doprowadziły (może lepiej powiedzieć: prowadzą, bo w jakimś stopniu uobecniają się w pewnych okolicznościach) mnie do wolności. Kiedyś myślałem, że wystarczy coming out, żeby wyjść z szafy i poczuć się ze sobą dobrze. Więc nadszedł jeden, następny i kolejne… a ja wcale nie czułem się dużo lepiej. Do tego potrzebny był coming in, wejście do szafy, żeby pobyć ze sobą, porozmawiać, dać możliwość negocjacji dwóm wrogim obozom wewnątrz siebie, co wiązało się z burzliwym przeżywaniem negatywnych stanów ducha, które okazały się konieczne i zbawienne dla niego samego. Tylko tak mogłem doprowadzić do samoakceptacji, do zgody na siebie, co, jak chyba nie muszę dodawać, zakończyło się odkryciem siebie na nowo i odbudowaniem własnej wartości.

Nie można uciekać od negatywnych emocji, bo one są, bo są konieczne. W przeciwnym wypadku – uciekamy od siebie, a ta ucieczka prowadzi do najgorszego chyba rodzaju oszustwa – oszukiwania siebie samego. Nikomu nie zazdroszczę udawania samoakceptacji. Sam przez pewien okres swojego życia udawałem, że siebie akceptuję, próbując sobie to na każdym kroku udowadniać, co prowadziło do hiperseksualizacji własnego życia. Byłem wściekły na wszystkich, którzy nie akceptują gejów, a tak naprawdę to ja sam nie akceptowałem siebie.

Nie bójmy się swoich uczuć, nie wstydźmy się przyznać, że wcale nie jest nam dobrze z własnym homoseksualizmem. Nie ma nic złego w odczuwaniu złości z powodu, że nigdy nie założę własnej rodziny (rodziny rozumianej przez nasz kawałek kultury za naturalną, czyli heteroseksualne małżeństwo i dzieci); nie ma nic złego w odczuwaniu przykrości, że koledzy z podwórka, z którymi bawiłem się w piaskownicy brzydzą się pedałów i śmieją się z ciot. Nie ma nic złego w odczuwaniu smutku, że nigdy nie będę miał dzieci, w odczuwaniu lęku przed przyszłością, przed samotnością, przed starością za kontuarem gejowskiego baru… Kto przy zdrowych zmysłach będzie wobec takich faktów odczuwał radość? Żeby rzeczywiście być osobą homoseksualną i odczuwać prawdziwą, nie udawaną radość, najpierw trzeba przejść przez morze złości, żalu, smutku, lęku i frustracji. To jest, moim zdaniem, podstawa samoakceptacji i emocjonalnej dojrzałości.

Wydaje mi się, że często od tych uczuć uciekamy, bo bolesne. Uciekamy przed sobą. Uciekamy w rozpaczliwe poszukiwania tego drugiego człowieka, który nas pokocha, zaakceptuje i będzie z nami. I nie znajdujemy, bo tak naprawdę to najpierw my musimy zaakceptować siebie i pokochać miłością własną, żeby móc naprawdę kochać kogoś innego. W przeciwnym razi grozi nam mnóstwo nieudanych, nieszczerych i nieszczęśliwych związków, brak emocjonalnego spełnienia. Uciekamy w bezemocjonalny, fizjologiczny seks, który nie daje pełni szczęścia, a tylko jego marne namiastki. Uciekamy wreszcie w poniżanie innych osób, bo brak akceptacji siebie przerzucamy w agresję wobec podobnych sobie. I zamiast wsparcia, którego od siebie w dość ciężkich, polskich warunkach potrzebujemy dostajemy tylko pozorne wsparcie, namiastki akceptacji, a tak naprawdę wzajemną agresję pod maską udawanego wyzwolenia. Szkoda.

Bądźmy ludźmi, którym ma prawo być źle. Wtedy dopiero będzie dobrze. Wiecie co powiedziała moja siostra, kiedy powiedziałem jej, że jestem gejem? „Będę miała dwóch szwagrów!” (mamy bowiem jeszcze jedną siostrę). I to najlepsze co mogła mi powiedzieć. Była szczera. Było jej przykro, bo wolałaby, żeby brat ułożył sobie życie bez narażania się na agresję ze strony homofobicznego społeczeństwa, żeby nie musiał walczyć z nieakceptacją, z dyskryminacją, żeby wreszcie mógł czuć się bezpiecznie. Ale mimo własnego smutku, zaakceptowała mnie. To jest miłość. I ja postąpiłem tak samo, dałem sobie prawo do przeżycia wszystkich negatywnych emocji towarzyszących odkrywaniu własnej orientacji seksualnej po to, żeby móc pokochać siebie, a w przyszłości i mojego partnera. Mam 22 lata i wreszcie czuję się wolny!

Obrazki do artykułu przygotowała mei. Dziękujemy!

Autorzy:

zdjęcie Banderius

Banderius [2]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 250; nazwa: banderius


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2007/12/coming-in/

URLs in this post:

[1] Image: http://homiki.plimages/foto/comingin2.jpg

[2] Banderius: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_250/

[3] Przebudzenie: http://homiki.pl/index.php/2006/01/przebudzenie/

[4] ABC Coming outu: http://homiki.pl/index.php/2005/05/abc-coming-outu/

[5] Moja historia: http://homiki.pl/index.php/2005/01/moja-historia/

[6] Coming out -: http://homiki.pl/index.php/2004/08/coming-out-2/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.