- homiki.pl - http://homiki.pl -

Słońce zachodzi na prowincji

Posted By PTT On 11 listopada 2007 @ 22:37 In Świadectwa | 7 Comments

[1]
Zawsze wydawało mi się, że moja przyszłość to właśnie dom rodzinny, że wystarczy tu być, aby poczuć się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. To nic, że ciągle słyszałem od znajomych, że małe miasteczko nie da mi ani miłości ani satysfakcji. Zawsze się wtedy śmiałem, bo co oni mogą wiedzieć o życiu tutaj. Właśnie to małe miasteczko dało mi przyjaciół, pracę i pozwala mi każdego dnia mijać znajome twarze. Piękna okolica – moje miejsce na świecie.

Uśpiłem w sobie pragnienie kochania, bo przecież na prowincji ciężko o miłość, a na pewno nie będę mógł patrzeć komuś w oczy siedząc w parku. Doszedłem do wniosku, że i bez tego mogę się czuć spełniony. Będę miał pracę, spłacał kredyt za mieszkanie i często wpadał do rodziców, żeby zobaczyć co słychać. Do tego jeszcze studia – co z tego, że zaoczne, ale rodzice zadowoleni, że coś robię i pewnym krokiem zmierzam do otrzymania naukowego tytułu. Wszystko było naprawdę pięknie – nie dostrzegałem tego, że robi się ze mnie warzywo, że naturalne pragnienia zdusiłem w sobie jakbym dusił komara, który dobiera się do mojego ciała. Obudowałem swoją świadomość uśpioną prowincjonalnością i myślałem, że będzie pięknie, spokojnie i to pomimo tego, że nie spełnię oczekiwań rodziców względem wnuków i żony. To nic – będę szanowanym mieszkańcem z dobrą pracą i perspektywami. Do czasu jednak…

Dostałem zaproszenie na ślub. Oczywiście pojechałem i poznałem wspaniałych ludzi ze stolicy. Zauroczyłem się sposobem bycia, postrzegania świata i dystansem do wszelkich inności. Cudowni ludzie, dla których świat to nie tylko odcienie szarości. Mój pancerz został skruszony, wróciły myśli o innym życiu – o moim życiu. Pierwszy raz od kilkunastu miesięcy pomyślałem o swojej przyszłości – nie tutaj, ale tam. Wróciłem do siebie i cały mój spokój runął jak domek z kart. Ze studiów mnie skreślono, bo mi się wydawało, że jak pójdę na urlop dziekański to odwlekę decyzję o zrezygnowaniu z realizacji planów moich rodziców.

Dostałem świstek, że to koniec studiowania i co najdziwniejsze – naprawdę poczułem się wolny. Wydawałoby się, że teraz wystarczy tylko wybrać coś innego i zacząć robić to, co mnie interesuje. Ziemia zatrzęsła się znowu. Ktoś na ulicy zaczął za mną krzyczeć jak wszechpolacy do idących w paradzie równości. Pierwszy raz w życiu poczułem, że się boję o swoje życie, że moje miejsce na ziemi stało się klatką, w której zło będzie mnie trzymało jak w uścisku. Poczułem się jakby ktoś zniszczył mnie kompletnie bez prawa obrony. Dziś boję się, że za moment ktoś wsadzi mi nóż między żebra, bo jestem inny i niepasujący do małomiasteczkowego życia. Od kilku dni nie śpię, zmuszam się do jedzenia i nie wychodzę wieczorami. Czekam, aż ktoś odpowie na ogłoszenie w sprawie pracy w stolicy. Najbardziej jednak boli mnie myśl, że to właśnie tutaj staję się dla ludzi śmieciem.

Kiedyś pisałem tutaj, że lubię słońce, że jest symbolem szczęścia i realizacji gdziekolwiek. Bardzo się myliłem. Ono tu nie wschodziło nigdy – ono tu dla mnie zachodzi…


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2007/11/soce-zachodzi-na-prowincji/

URLs in this post:

[1] Image: http://homiki.plimages/foto/prow2.jpg

[2] chocolate: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_224/

[3] Raz. Dwa. Trzy. Katodewohomopowieść. : http://homiki.pl/index.php/2007/06/raz-dwa-trzy-katodewohomopowie/

[4] Generacja 40+ czyli geje starzeją się szybciej: http://homiki.pl/index.php/2006/10/generacja-40-czyli-geje-starzej-si-szybciej/

[5] Moje wyjście z cienia: http://homiki.pl/index.php/2005/05/moje-wyjcie-z-cienia/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.