Seks, przemoc i brzydkie wyrazy

Z Bartoszem Żurawieckim, autorem książki „Ja, czyli 66 moich miłości” rozmawia Xerxess.

Xerxess: Interesującym bohaterem „Ja, czyli 66 moich miłości” jest arcybiskup. To zresztą nie pierwszy wątek w Twojej twórczości, gdzie pojawia się postać geja – dewota, barwnie odrysowanego, z dużą dozą dystansu. Czy inspiracją dla tworzenia tej postaci był może poznański arcybiskup Paetz??

Bartosz Żurawiecki: Gdy mieszkałem w Poznaniu, nie miałem, niestety, okazji uczestniczyć w imprezach odbywających się w pałacu arcybiskupim. Dlatego musiałem puścić wodze fantazji. Ale bardziej od osoby Paetza zainspirowali mnie liczni duchowni, których nie trudno znaleźć na portalach gejowskich. Zawsze się zastanawiałem, jak oni godzą swoją erotyczną aktywność z oddaniem się Kościołowi katolickiemu i utwierdzaniem przesądów, uprzedzeń oraz obsesji, jakie tenże żywi wobec seksu i seksualności. Ze zderzenia tych dwóch przeciwnych wektorów – popędu i posługi – wyszła mi taka oto dziwaczna, czyli queerowa postać Arcy.

Nie sądzisz, że jest to typowo polska osobliwość – połączenie geja z żarliwym wyznawcą katolicyzmu nie jest u nas zjawiskiem odosobnionym. Może wypracowaliśmy paradoks jedynie nam – Polakom właściwy?? Zresztą chyba takie postaci, jak Arcy, czy wcześniej Jan z jednego z Twoich dramatów, są dla Ciebie dobrym pretekstem do ironii na naszą rzeczywistość?

B.Ż.: Tak, na pewno. Odrzuca i fascynuje mnie jednocześnie ten typowo polski splot obłudy i rozpaczy. Dominująca u nas bezpardonowo kultura katolicyzmu połączona z ideologią narodową stawia sprawę jasno – Polak to katolik, a katolik to nie-gej. Czyli Polak to nie-gej. To, co najwyżej – jak łaskawie napisał niedawno jeden z prawicowych brzydali – homoseksualista, który „robi w domu po kryjomu”, a w sferze publicznej jest heteronormatywny. Nacisk kultury dominującej z jednej strony, a z drugiej coraz silniejsze fale homoseksualnej emancypacji stawiają tych wszystkich ukrywających się gejów i ukrywające się lesbijki w bardzo niekomfortowej sytuacji. Miotają się, szamoczą – co czasami jest komiczne, a czasami tragiczne, a najczęściej zarazem komiczne i tragiczne. Ciekawe, czy przynajmniej część z nich ma świadomość, że pewnego dnia będą musieli dokonać wyboru? Że nie da się pogodzić ognia z wodą? Bo nie sądzę, by np. Kościół szybko zliberalizował swoje stanowisko w kwestii gejów. Żałuję bardzo, że tak mało jest w polskich homoseksualistach autonomii i odwagi, a tak wiele konformizmu. Wynikającego, jak sądzę, właśnie z braku silnego alternatywnego wzorca kulturowego, w który można się wpisać.

Lektura „Ja, czyli 66 moich miłości” wzbudziła we mnie pewne konotacje z dziełem „120 dni Sodomy” de Sade’a. Z lekką dozą przesady można by określić twoją najnowszą powieść jako współczesną cyberwersję tego głośnego dzieła. Czy więc twórczość D.A.F. de Sade’a była dla Ciebie jakąś inspiracją? Czy może to tylko przypadkowe zbieżności?

B.Ż.: Owszem, Boski Markiz inspiruje mnie, odkąd sięgnę pamięcią. Nie przypadkiem jedna z postaci książki nosi jego „ksywkę”. Pociąga mnie zwłaszcza gawędziarstwo seksualne, które De Sade uprawiał, a które – moim zdaniem – przeniosło się teraz w rejony wirtualne, choć rzadko sięga w swej perwersji i wyrafinowaniu poziomu Mistrza.

Czy nie jest tak, że spod płaszczyka delikatnego libertynizmu „Ja, czyli 66 moich miłości” sterczy ostry pesymizm na kondycje współczesnych gejów? Dominującym tematem jest seks – praktyczny, rozmowy o nim, próby znalezienia partnera. Do Starego Oblecha dobija się ‚miłość’, która okazuje się zwykłym wyrachowaniem. Czy nie dominuje tu pewna korozja celów, wartości czy pragnień bohaterów?

B.Ż.: Satyra społeczna na polskich gejów jest tylko jednym z elementów tej książki. Generalnie przegrywają ci, którzy najmocniej próbowali się „znormalizować”. Ale, gdy opadnie już zgiełk społeczny i polityczny, każdy z nas, gej czy nie-gej, zostaje z garbem pytań egzystencjalnych, tyczących miłości, seksu, przemijania, śmierci etc. Postrzegam sieć, a zwłaszcza te tzw. „portale randkowe” jako teatr, w którym snują się lub ganiają fantomy próbujące chwycić jakąś miłość, jakiś seks, jakąś nieśmiertelność. Lub przynajmniej jakieś pieniądze.

No właśnie, toksyczna przestrzeń cyber jest dominującą w powieści. Taki bezpieczny świat kolektywizmu i absolutnego braku odpowiedzialności. Czy czasem nie mamy tendencji do zbyt pochopnego szukania wroga na zewnątrz, a zapominamy o dwulicowej mikrokulturze, którą sami tworzymy?

B.Ż.: Ona bywa toksyczna, owszem, ale wcale nie musi. Nie wydaje mi się, bym miał prawo moralizować czy kogokolwiek oceniać i pouczać, bo w końcu sam jestem podłączony do sieci. Już chyba wszyscy jesteśmy. Nie ma od tego ucieczki. Internet niewątpliwie wpływa na zmianę form komunikacji społecznej, ich język i narracje. Chciałem się po prostu przyjrzeć tym zmianom.

Bohater powieści w pewnym momencie zmienia płeć. Czy jest to próba ataku na nasze skostniałe przyzwyczajenia, na mieszczańską moralność opluwaną już przez Nietzsche’go? Czy też może symboliczna próba przekroczenia swoich własnych ograniczeń, przyzwyczajeń, neuroz?? Czy jest tu jakiś pierwiastek autoterapeutyczny? Po lekturze twoich wszystkich dzieł odnoszę wrażenie, że kobiecość stoi na wyższym poziomie w hierarchii, w przeciwieństwie do męskości, która naznaczona jest pewną dawką kompleksu i upadku.

B.Ż.: W każdym z moich dotychczasowych utworów kryje się – jak sądzę – pytanie o alternatywę. Co i jak by było, gdybym miał inne życie, gdybym był kimś innym, z kimś innym, gdzie indziej… Internet takie pytania intensyfikuje, bo daje nieograniczone możliwości przymierzania innych tożsamości. Może to właśnie ta przymierzalnia jest już dzisiaj centrum, a tzw. „real” zaledwie marginesem rzeczywistości? Mój narrator nie ma ściśle i raz na zawsze określonej płci, wieku, orientacji, imienia. Nie wiadomo też, jak wygląda. On/ona się nieustannie stwarza. Moja książka to taka współczesna Księga Stworzenia (się).
Co do kobiecości, jeśli już miałbym generalizować… Myślę, że kobiety mają bardziej niż mężczyźni wyostrzoną świadomość. Widzą przenikliwiej, szerzej, swobodniej… Dlatego też znacznie lepiej się z nimi dogaduję. Mężczyźni, zwłaszcza w Polsce, są często „zafiksowani”, zacietrzewieni, próżni i agresywni. Sami siebie obarczyli zbyt dużym ciężarem powinności i stereotypów, bardzo często nie wiedzą, jak się go pozbyć lub jak z nim harmonijnie żyć.

Skąd tak dominująca rola seksu w Twojej prozie? Czy aby czasem współczesna emancypacja środowisk queer oraz, w dużej mierze, utrata kontestacyjnego szlifu, nie oddziałują powoli w ten sposób, że praktyki seksualne stają się jedynym wyrazistym wyznacznikiem różnicującym świat homo i hetero?

B.Ż.: Peter Greenaway powtarza często, ze „wszystko sprowadza się do seksu i śmierci”. I ja się z nim zgadzam. Seks to coś, co można traktować i śmiertelnie poważnie, i niezwykle żartobliwie. Coś, co napędza i uwstecznia zarazem. Budzi podniecenie i trwogę. Stanowi energetyczne jądro egzystencji, a zarazem jest najdziwniejszym absurdem, z jakim się dotąd zetknąłem. Jednym słowem – seks i wszystkie jego konotacje są dla mnie niewyczerpanym źródłem natchnienia. Poza tym, nie zapominajmy, że właśnie seks jest punktem zapalnym w sporze miedzy „odmieńcami” a większością. Myślę, że tolerancja czy nawet akceptacja wielu osób załamuje się w obliczu wyobrażenia, co „ci geje” robią ze sobą w łóżku i innych darkroomach. Ale zarazem osoby te nie są w stanie tych wyobrażeń się pozbyć czy je zinternalizować. One w nich rosną i nierzadko – choćby w przypadku (nie)sławnych ulotek Stowarzyszenia im. Piotra Skargi – kumulują się w perwersyjnych, wampirycznych wizjach, których nie wymyśliłby najbardziej nawet wyuzdany gej czy lesbijka. Takich jak np. tarzanie się w fekaliach. Jeszcze jedno – po „Trzech panach…” zarzucono mi, że sceny erotyczne w książce są jakieś takie mikre i nieliczne. No to postanowiłem napisać powieść, która będzie się składać wyłącznie z seksu, przemocy i brzydkich wyrazów.

Kiedy wrzucam twoje nazwisko do przeglądarki w sieci, jak zaklęcie pojawia się przy nim określenie „nihilista – domator”. To wyraz outsiderskich skłonności? Jaki jest Twój stosunek to wielkomiejskiego stylu życia – modnych knajp, częstych imprez, szybkich internetowych znajomości czy pikiet? To dystans nihilisty – domatora czy może entuzjazm?

B.Ż.: Kolejny cytat, tym razem z… Hugh Granta. W jednym z wywiadów określił on siebie jako człowieka, który „siedzi w domu i narzeka na program telewizyjny”. Myślę, ze to dobra definicja domatora – nihilisty”. Nie chadzam po knajpach i klubach, bo głównie się tam męczę. Nie lubię hałasu i dymu papierosowego. W dodatku nie odpowiada mi poziom usług w polskich lokalach, a tzw. selekcją doprawdy gardzę, bo uważam ja za przejaw chamstwa, polskich kompleksów i zaściankowej buty.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że jesteś pisarzem tworzącym na zamówienie. Przypomina to trochę wypowiedź Anji Orthodox, która powiedziała niegdyś, że grałaby nawet disco polo gdyby lepiej płacili. Jaka jest więc Twoja motywacja do pisania powieści. W jakim stopniu stymulowane jest to potrzebą rynku, a w jakim wewnętrzną potrzebą penetracji mało rozgrzebanego etosu pedalskiego w polskiej literaturze.

B.Ż: Nie pamiętam już dokładnie tamtego wywiadu, ale chyba powiedziałem w nim, ze mógłbym pisać na zamówienie, gdyby takowe istniało. Czy istnieje choćby w tzw. środowisku gejowskim? Wątpię. Polacy generalnie mało czytają i nie są zbytnio ciekawi tego, co nie mieści się w medialnym mainstreamie. Oczywiście, potrzebuję zewnętrznych bodźców – takich jak np. umowa z wydawnictwem, by zebrać się do kupy i sfinalizować rozpoczęta książkę. Ale, jak na razie, moim głównym zajęciem pozostaje krytyka filmowa. Pisanie beletrystyki to dla mnie dość intymna czynność, której oddaje się głównie z różnych wewnętrznych powodów i wyzwań.

Publikacje ostatnich kilku lat nazwano już szumnie polskim nurtem literatury gejowskiej. Czy nie uważasz, że określenie jest zbyt wczesne? Zauważasz może jakiś wyraźny kierunek, w którym zmierza ta literatura?

B.Ż.: Łatwo jest zebrać różne – na razie nieliczne – książki do kupy i wrzucić je do wspólnej szuflady. Opatrzyć etykietką i mieć problem z głowy. Mógłbym się domagać bardziej zniuansowanego podejścia do sprawy, ale to chyba na razie pobożne życzenie. W każdym razie, niech sobie już będzie nurt, byle tworzyły go silne osobowości i ciekawe pozycje.

Planujesz już może kolejną pozycję beletrystyczną o tematyce gejowskiej? Rodzi się jakiś konkretny koncept? Czy może „wakacje” i skupienie na krytyce filmowej?

B.Ż.: A może planuję cos o tematyce niegejowskiej? Na razie zamierzam zapaść w sen zimowy. Choć nie wiem, czy mi się to uda.

O autorze
Bartosz Żurawiecki (ur. 1971) jest z zawodu krytykiem filmowym, z zamiłowania domatorem nihilistą. Publikował m.in. w: „Filmie”, „Przekroju”, „Tygodniku Powszechnym”, „Dialogu”, „Aktiviście” i „Ha!arcie”. Jest współautorem książek Homofobia po polsku i Autorzy polskiego kina. W 2005 zadebiutował w wydawnictwie Sic! jako prozaik powieścią Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Opublikował także Erotica alla polacca. Nowele dramatyczne (Sic! 2005). Mieszka w Warszawie.

Patroni medialni: Onet.pl, Sympatia.pl, Homiki.pl

Bartosz Żurawiecki
Ja, czyli 66 moich miłości, Sic!,

Warszawa 2007,
ISBN 978-83-60457-37-5
oprawa miękka, 135 x 205 mm, 232,
cena 34,90 zł.

Autorzy:

zdjęcie Marek Idzi

Marek Idzi

Piotruś Pan w klatce z azbestu. Permanentnie postindustrialny i posthumanistyczny.

7 komentarzy do:Seks, przemoc i brzydkie wyrazy

  • Jacek

    [Re: Seks, przemoc i brzydkie wyrazy]

    BTW: o czym mysla i czego szukaja zaoceaniczni konserwatysci

    http://agonist.org/ian_welsh/20071120/what_do_conservatives_spend_their_time_thinking_about

  • raduga

    [Re: Seks, przemoc i brzydkie wyrazy]

    Zgadzam sie z wieloma myslami Zurawieckiego, ale brakuje mi w tym co on pisze – afirmacji, radosci zycia. Zastanawiam sie dlaczego chlopak, ktory byl w szkole prymusem i przystojniakiem, przed ktorym swiat stal otworem wszedl w taka ciemna uliczke, gdzie nie zaglada promien slonca? Dlaczego rozmysla o samobojstwie? Czy to nie rozpaczliwy krzyk czlowieka, ktory nie umie znaleźć miłości? Przepraszam za te refleksje, dotyczą one chyba juz czegos innego, nie jego literackiej tworczosci.

  • Jacek

    [Re: Seks, przemoc i brzydkie wyrazy]

    „Afirmacją jest forma.”

  • Walpurg

    [Re: Seks, przemoc i brzydkie wyrazy]

    No proszę! I oto Homiki mają u siebie znacznie ciekawszy wywiad z Żurawieckim niż „Wysokie Obcasy” :)

  • Erico

    [Re: Seks, przemoc i brzydkie wyrazy]

    zamyśliłem się nad tym Markizem De Sade. Czy on też był taki dosłowny?

  • pt

    [Re: Seks, przemoc i brzydkie wyrazy]

    z przykroscia musze napisac -=)))))) ze niczego poza jednym nie moge sie czepic. bardzo podoba mi sie co mowi zurawiecki i co u mnie rzadkie heehe wyrazam podziw i zadowolenie, ze facet tak mysli. a przynajmniej pisze-))) nie zgadzam sie z jego ocena bab – pisze ze widza szerzej itp. baby owszem widza szerzej ale te sama rzecz w pieciu odcieniach i nie wiedza ktory jest prawdziwy hehe. ja tez sobie mysle nad roznicami bab i facetow, psychicznymi i wcale nie jest mi blizej do bab. co w nich najbardziej lubie? ciepolo, kobiecosc, ale faceci tez sa bardzo ciepli w wydaniu meskim. chyba jasne co dla mnie lepsze. faceci nie sa zimni. nie to nowe pokolenie. znam wspanialych chlopakow z tzw bananowej mlodziezy, sa nowoczesni i czuli. wiec akurat z prymatem bab nad facetami w aspekcie relacji towarzyskich sie nie zgadzam. ja wole facetow! podkreslam nie chodzi mi o sex, po prostu najlepiej se z nimi dogaduje i mam najwiekszy szacunek dla facetow.

    ok ale zurawiecki bardzo rozsadnie mysli. o ile to inna jakosc od raczka!! wstydz sie raczek. zeby zrobic reklame ksiazki ujawniles ze jestescie para a zurawicki reklamuje ksiazke swoimi pogladami. wybieram zurawieckiego!!! zaraz kupie w merlinie-)) i przeczytam a potem napisze co mysle. pewnie malo ambitna ale przeczytam z uwagi na wywiad z zurawieckim-))

  • pt

    [Re: Seks, przemoc i brzydkie wyrazy]

    hehe kupilem i dorzucilem Berka, zeby dostawa byla gratis-))) no i co drozsze? zurawiecki!!! hehehe-)))ciekawe. poczytam sobie i na pewno wypluje z siebie pare zdan o tych ksiazkach-))




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa