Odnawialne, niepowtarzalne


Pukam. Otwiera drzwi, przecierając oczy. Wnętrze zadbane, komoda, jedna szafa i duże lustro. Mieszkanie trzy pokojowe.

- Tu jest salon, tam sypialnia, a po lewej prywatny darkroom – mruga żartobliwie.

Marek ma 32 lata. Średniej budowy, dość przystojny, o czarnych oczach i brązowych włosach. Często przeciera oczy – mówi, że to przez uczulenie na słońce. Kiedyś jak był we Włoszech na wakacjach ze swoim byłym, to wyglądał jak Chińczyk. Tak mrużył oczy. Musieli wracać i ich pobyt skrócił się o tydzień – jego były nie był zadowolony.

- Czasami wpada do mnie znajoma. Taka świrnięta trochę jest. Wiesz, artystka – uśmiecha się. Zaparza kawę w kuchni i nastawia płytę. – Barry White, to jedna z jej ulubionych. Nie lubię go, ale wyobraź sobie, że ona jak ma te swoje natchnienie, czy według mnie kaca – lekko rechocze. – potrafi przez kilka godzin go słuchać i wtedy gada coś bez sensu. Nawet lubię te jej fazy.

Rozglądam się po pokoju. Zauważam więcej szczegółów. Plakat Marylin Monroe, kilka płyt Elvisa i autograf Maleńczuka. Czuję woń kawy. Marek zbliża się pewnym krokiem i siada obok mnie na sofie. Zza okien widać osiedle, jakich wiele, trochę bloków, trochę drzew, światła w oknach. Przyjął mnie wczoraj życzliwie. Spotkaliśmy się przypadkiem, na warsztatach literackich. Zapytałem, czy mogę przyjść dzisiaj i zapytać o parę spraw. Nie pytał, dlaczego.

- Jeśli mogę poznać nowe osoby, nie muszę znać ich motywów – spojrzał gdzieś poza mnie. – Zresztą zawsze chodzi albo o seks, albo o pieniądze.

Zapytałem, co planuje? Jakie ma marzenia i jak to teraz jest u niego? Znów się uśmiechnął i po chwili powiedział, że za chwilę przyjdzie jego znajoma. Artystka. Dodał, że to tak dla ochrony, bo z ludźmi to nigdy nie wiadomo, co im po głowie chodzi. A ona jest OK, taka aktywistka. Wisiała na drzewie, jak była afera z Rospudą i krzyczała fuck off do mieszkańców Augustowa. Potem dostała kamieniem – ktoś jednak rzucił. Po chwili wrócił do tematu i dodał, że niby spotkanie, a może jakiś świr. W sumie nie zdziwiłem się tak mocno. Zaprosić kogoś do domu, po pierwszym spotkaniu i to nie w celach randki, rzeczywiście wygląda podejrzanie.

- Nudzę się tutaj. Sam wiesz jak jest. Nieźle zarabiam, mam mieszkanie i potrafię się zająć kwiatkami tak, aby nie zwiędły. Tylko jestem sam. Za stary dla młodszych, im się wydaję takim, co to chce wykorzystać ich niewinność. Tymczasem wystarczy, że pójdą do jednego z branżowych klubów i już po ich niewinności. Równolatki w ogóle sobą się nie interesują, no, bo jak to tak!? Żeby z równolatkiem, to prawie normalny związek – śmieje się i popija kawę. – Starsi są na tyle zniechęceni, że poświęcają się tylko uciechom. Wiesz, takie ciotki od Witkowskiego. A przecież ktoś musi być tatusiem, mamusią. Mamusia z penisem – jak ta modna ostatnio, co u Jandy dawała pokaz.

Marek podszedł do okna. Znów przetarł oczy. Miał na sobie dżinsy i ciemną koszulę. Na parapecie stały same kaktusy.

- Ci młodzi. Teraz mają łatwo. Nawet nie wiedzą jak łatwo i dzięki komu to wszystko. – Z kuchni dochodziły odgłosy muzyki. – Gdyby wchodzili w swoje najlepsze lata wtedy, co ja, inaczej by się zachowywali.

Rozległo się pukanie. Po chwili wpadła młoda dziewczyna. Myślę, że miała z 23 lata. Niewysoka, ubrana w ciemne kolory. Zamiast włosów dredy. Rozbiegany wzrok. Szybko zdjęła buty. Marek odwrócił się i uśmiechnął.

- Kasia. Jeden ruch i po tobie. – Podała mi rękę i szybko dodała – Mareczek, to specjalnie dla mnie? No, dzięki, ale nie trzeba było. Wiesz on taki jest nastrojowy, trochę sentymentalny typ – mrugnęła i napiła się z mojego kubka. – A dawno mu mówiłam. Zmień się, stań się tacy jak oni. Powyrywaj trochę tym pedałów. Bądź jak inni. Przecież wszystko jest względne. Ha! Nawet jest takie powiedzenie. Gdy jesteś wśród wron, kracz jak one!

Marek podszedł do nas i usiadł. Trochę blisko mnie. Barry White leciał dalej. Marek spuścił wzrok i powiedział, żeby się zamknęła, bo świruje trochę. I spytał się czy piła coś. Po chwili wszyscy przenieśliśmy się do kuchni, bo Kasia lubiła jej atmosferę.

- A co mam mówić, k***a!? Że jesteś pracowity, kochasz kino i Grażynę Torbicką, że wieczorami masz dół, bo jesteś sam i zapewne są to początki depresji, że planujesz wyjechać do Anglii, i tam spróbować szczęścia! Pieprzony uchodźca! – Spojrzała na mnie. – Tylko się nie wystrasz. Czasami się unoszę, ale to tylko chwilowe. Potem wracam na dobry kurs.

Kasia miała w sobie coś dziwnego. Harda dziewczyna, ale jej niepewny, rozbiegany wzrok wskazywał także na inne cechy. Marek nagle stał się małomówny, jakby przygasł, znów podszedł do okna.

- Rodzice nie żyją. Z rodziną jestem tylko na święta. Mam siostrę, więc jadę do niej. Mam też siostrzenicę i siostrzeńca. – Ciągnął, a Kasia zaczęła przeglądać płyty. – Lubią mnie, bo zawsze daję dużo pieniędzy na prezent. A dlaczego nie? – Postukał palcem w szybę. – Na co mam je wydawać? Z siostrą zazwyczaj pytamy się, co u siebie nawzajem.

Nagle Kasią przerywa.

- Odpowiada mu, że OK i on jej też, dasz wiarę?!? Dzisiaj wystarczy odpowiedzieć komuś, że OK i już ma się czyste sumienie. Jaki był seks? Ok. Czy myślisz, że wojna w Afganistanie jest dobra? Jest OK. Czy znów po nieudanym spotkaniu, popijesz tabletki alkoholem? Nie, jest OK. Czy nie przeszkadza ci, że Masłowska i jej naśladownicy to produkty postmodernizmu, którzy się wyrwali z rąk oligarchii niskiej literatury, pisząc nieprawdopodobne bzdury, których nikt nie rozumie? Nie, ona jest OK. – Spojrzała na Marka.

Marek zawstydził się, a może po prostu całkiem zgasł. Czułem, że jest rozżalony i że nie tak miało być. Czuł że coś przegrał, że coś go ominęło – ale to chyba nie było najgorsze. Czuł, że nie wiedział dlaczego.

- Kiedyś wierzyłem. W wieku siedemnastu lat człowiekowi się wydaje, że wszystko przed nim. Idąc na studia – także wszystko przed. Po studiach praca i – tutaj na chwilę się uśmiechnął. – No właśnie i co? Rodzina. Tylko nie w moim przypadku. Związek, ale nigdy nie miałem szczęścia. Może byłem zbyt naiwny, a może mam po prostu pecha. A może za często wydawało mi się, że to ten jedyny – a wtedy cały się poświęcałem. Zrobiłem to raz, drugi, trzeci, dalej nie pamiętam.

Kasia zmieniła płytę na lekki jazz.

- Kiedyś czytałam – zaczęła, gestykulując nadmiernie – jak jedna prostytutka mówiła młodej podopiecznej, żeby dobrze się zastanowiła. Pasja pasją, ale po trzecim razie nie pamiętasz kolejności. K***a, niezła książka to była.

Marka znała od dwóch lat. Wtedy, jak to powiedziała, była ideowa. I po tym, jak zrezygnowała z wolontariatu w hospicjum, zaczęła pracę non profit w miejskim szpitalu. Tam poznała Marka.

- Myślałam, że zagubiony, ale hetero jest. A tu okazał się gejem. Ale i tak go polubiłam. Nie jęczał, nie użalał się nad sobą. Nie zakrywał nerwowo nadgarstków. Był tylko tak niezwykle cichy. Więc czytałam mu – uśmiechnęła się i spojrzała na Marka – To mój fetysz po hospicjum, bardzo dużo tam czytałam. Nawet lektury szkolne. Sami schorowani ludzie, często nie wiedzieli czy jest zima, czy jeszcze lato. A Marek chłonął każde słowo. Choć dziś wiem, że raczej to były silne leki.

Marek w końcu jakby doszedł do siebie i stał się niezwykle energiczny. Powiedział, że to przeszłość i w Anglii na pewno będzie lepiej. Choć bierze także pod uwagę, strzeżone osiedla w Warszawie. Kiedyś w Dużym Formacie wyczytał, że około 87% mieszkańców takich miejsc nie ma nic przeciwko gejom. Ma nadzieję, że może pozna tam kogoś i Anglia nie będzie konieczna. A Kasia będzie mogła do nich przychodzić.

Powoli zapadał zmrok. W mieszkaniu robiło się coraz ciemniej, dopóki Kasia nie zapaliła światła. Cisnęło mi się jedno pytanie na usta. Mniej więcej od połowy naszego spotkania. Ilu zna sobie podobnych?

- Nie wiem. Czasami wydaje mi się, że jestem tylko ja. Kiedy indziej, że są inni. Widać ich na portalach towarzyskich, w komentarzach na Youtube, gdy wywoła się Bajm, Maanam czy Kasię Kowalską. Widzę, jak poszukują. Niektórzy robią to cały czas, wciąż mają nadzieję. Wtórnie piszą swoje anonse, wtórnie wychwalają zapomniane przeboje, wtórnie piszą swoje słowa, wtórnie się rozczarowują.

Kasia nie powstrzymała się i powiedziała:

- Ech, wczoraj byłam znów w hospicjum. I myślałam, że kiedy znów spróbuję tam wolontariatu, to kompletnie mi odbije. Ale nie. To znaczy, nie stało się nic nadzwyczajnego. Tylko zauważyłam, jak o wiele bardziej ruchliwsi pacjenci żyją z dnia na dzień. Ja nie jestem taką pieprzoną minimalistką – nie umiem tak. Im została jednak nadzieja, nie taka wtórna, powtarzalna, ale jednodniowa. Odnawialna. Chcę się tego nauczyć. Nauczę i Marka.

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

13 komentarzy do:Odnawialne, niepowtarzalne

  • ww

    [Re: Odnawialne, nie powtarzalne]

    „Zamiast włosów dredy.” dready to fryzura – to są wlosy.

  • Luksasz

    [Re: Odnawialne, nie powtarzalne]

    super, bardzo mi sie ten tekst podobal. Swietnie napisany

  • Adam

    [Re: Odnawialne, nie powtarzalne]

    2ww: Też tak myślałem, dopóki pierwszy raz czegoś takiego nie dotknąłem…

  • ww

    [Re: Odnawialne, nie powtarzalne]

    Ja dotykałem wiele razy i zapewniam, że włosy to są. Duzo mniej naturalne i na pewno mniej włosy przypominające, są takie, które pokrywa gruba warstwa żelu lub innego świństwa. A Dready, to tylko włosy odpowiednio skrecone, ale dotykając ich dotykach włosy, a nie jakieś święcące coś.

  • LSD

    [Re: Odnawialne, nie powtarzalne]

    Ładne :)

  • Muri

    [Re: Odnawialne, nie powtarzalne]

    Ciekawe i dobrze napisane. Podoba mi się ten styl. Całość ma w sobie coś z roztrzepania Kasi i melancholii Marka. I kwestia załatwienia wszystkiego poprzez ‚ok’ – już raz mi się to obiło o oczy w branżowych tekstach i faktycznie jest w tym coś niepokojącego. Człowiek zamyka swoje problemy w dwóch sylabach i myśli, że tak będzie lepiej, że dzięki temu nikt nie wejdzie mu z buciorami do życia i nikomu nie będzie niepotrzebnie robić problemu. Tylko potem jest ciężko, jak się zostaje samemu ze wszystkim tym, co ukryło się w ‚ok’.

  • pt

    [Re: Odnawialne, nie powtarzalne]

    jak u wielu gejow – pozerstwo. trudno dopatrzec sie normalnego faceta. albo szpaner i co to on nie ma albo wpada w depresje. chce czytac o normalnych gejach zadowolonych z zycia.

  • Paolllo

    [Re: Odnawialne, niepowtarzalne]

    napisane tak, jakby facet był 302 latkiem i wszystko przeżył. Ponure. Mam 31 lat i jeszcze nie umarłem, znam jeszcze „starszych” i oni to dopiero żyją!! Kolesia albo na leczenie wysłać, albo zmienić redaktora tekstu – jakiś taki listopadowo-trumienny jest.

  • Solaris

    [Re: Odnawialne, niepowtarzalne]

    Bardzo nastrojowe :-)

  • mateusz

    [Re: Odnawialne, niepowtarzalne]

    Tekst super !!!

  • made by elf

    [Re: Odnawialne, niepowtarzalne]

    Tekst bardzo fajny lekko się czyta! Bravo ;)

  • mojeimię

    [Re: Odnawialne, niepowtarzalne]

    Wszystkim się świetnie żyje. Mamy kochających partnerów z którymi uprawiamy seks 24/7. Pieniądze same wskakują nam do już i tak wypchanych portfeli. Wszyscy cenią nas za gust, inteligencję, zaradność blablabla. Okłamywać innych jest bardzo łatwo, ale ileż można się okłamywać. Życie nie jest sielanką. Nie można zamknąć oczy i powiedzieć „nie ma mnie”, „ten problem mnie nie dotyczy”. Artykuł bardzo fajny. Pozdrawiam.

  • pt

    [pt]

    moze nie wszystkim sie zyje wspaniale, ale ci ktorym sie zyje dobrze tez sie nalezy cos do czytania o takich samych osobach;))




Skomentuj: Adam Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa