Najnormalniejsza sprawa na świecie


Mam na imię Łukasz i jak miliony innych jestem normalnym 25-letnim chłopakiem i jestem gejem. Tak, teraz to wiem i mogę o tym mówić bez skrępowania, bo jest to dla mnie najnormalniejsza sprawa na świecie, ale dojście do tego zajęło mi 8 długich lat. Bardzo długo zastanawiałem się czy napisać ten list i opowiedzieć moją historię i stwierdziłem, że może tych parę zdań napisanych przeze mnie pomoże komuś pogodzić się z samym sobą. A przecież to jest najważniejsze!

O to, że nie jestem taki jak wszyscy zacząłem podejrzewać siebie w pierwszej klasie szkoły średniej. Zaczęło mnie zastanawiać dlaczego oglądając film zwracam większą uwagę na mężczyzn, dlaczego idąc ulicą mój wzrok przyciągają chłopaki a nie dziewczyny, dlaczego mimochodem w szkolnej szatni spoglądam na przebierających się kolegów? Co się dzieje, co jest ze mną nie tak, czy jestem nienormalny!?
To jest chyba standardowy zestaw pytań jaki zadaje sobie każdy kto odkrywa swoją seksualność. Teraz wiem, że nie trzeba się tych pytań bać, po prostu trzeba sobie na nie szczerze odpowiedzieć. No cóż, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić!

Po jakimś czasie, mimo przerażenia, jak płód w łonie matki, w mojej głowie zaczynała rozwijać się myśl: „chłopie jesteś gejem i pogódź się z tym!” Moja osobowość została brutalnie rozerwana na dwie nawzajem zwalczające się części. Jedna pełna strachu i obrzydzenia udawała, że jest wszystko w jak najlepszym porządku. Chodziła do szkoły, z kumplami na piwo, śmiała się i płakała. Jednocześnie cały czas starała się aby nikt nie dowiedział się, że „jest ta druga”. Druga, która w dalszym ciągu spoglądała na przebierających się kolegów, potajemnie przeglądała strony internetowe, kupowała pisma o tematyce gejowskiej, na ulicy oglądała się za chłopakami czerpiąc z tego dziką i zwierzęcą satysfakcję. Żyłem jak nie przymierzając dr Jeckyll i Mr. Hyde, to trwało, bardzo długo trwało. Bałem się tego, że nie dam rady i moje życie będzie koszmarem. Walczyłem ale gdzieś w podświadomości wiedziałem, że to walka Dawida z Goliatem! Były momenty, że nienawidziłem siebie. Patrząc na swoje odbicie w lustrze nie widziałem siebie tylko tego drugiego, zboczeńca na widok którego dostawałem mdłości. Co będzie jak dowie się rodzina, koledzy z podwórka, ze szkolnej ławki? W najlepszym wypadku odwrócą się ode mnie w najgorszym wyląduję na OIOMie. Zwłaszcza, że mieszkam w małym mieście gdzie ludzie nie są w żadnym stopniu tolerancyjni i oklepać maskę mogą nawet za krzywe spojrzenia.

Później też nie było lepiej…

Skończyłem szkołę. Poszedłem na studia i do pracy, taka kolej rzeczy. Pomyślałem sobie: spoko, zmiana środowiska, nowi znajomi, będzie dobrze! Gówno prawda, większość znajomych z pracy i studiów to zatwardziali homofobi. Czyli z deszczu pod rynnę, pięknie nie ma co. Mówi się trudno i żyje dalej. Więc żyłem, o ile można to nazwać życiem. Praca, szkoła, dom, szkoła, praca… zboczeniec w lustrze i tak w kółko. Na domiar złego trzeba pamiętać o zachowaniu pozorów przy rodzinie, kolegach, znajomych. Trzeba kłamać, kluczyć i udawać. Śmiać się z dowcipów o gejach (przepraszam, o pedałach), oglądać za dziewczynami na ulicy, robić jak to mówią dobrą minę do złej gry. Więc kłamałem, wszystkim i o wszystkim. Nauczyłem się kłamać na poczekaniu w domu w szkole w pracy. Opanowałem tą umiejętność do perfekcji (chyba jak każdy z Nas). Po pewnym czasie sam już nie odróżniałem co jest prawdą a co kłamstwem. Jedynym miejscem gdzie mogłem być sobą, moim azylem był dom. Mój pokój w którym najchętniej bym się zamknął i nie wychodził do końca świata a może nawet jeden dzień dłużej. Niestety, nie trwało to długo coraz częściej, zwłaszcza przy okazji jakichś rodzinnych imprez pojawiały się teksty w stylu: „zrób coś ze sobą”, „znajdź sobie w końcu dziewczynę”, „ja w Twoim wieku już byłem żonaty”, „wszystkiego najlepszego – fajnej laski” . Słuchając tego wszystkiego chciałem wykrzyczeć im w twarz – JESTEM PEDAŁEM, ODPIEPRZCIE SIĘ ODE MNIE I DAJCIE MI JUŻ WRESZCZIE ŻYĆ!! Jednak milczałem. Jasne, myślałem, kopcie leżącego, może już nie wstanę i będę miał święty spokój! Nie wiem ile bym jeszcze tak pociągnął… depresja wisiała w powietrzu, przynajmniej tak mi się wydawało!

Wtedy wydarzyło się coś (pozwólcie, że zachowam to jednak dla siebie i nie miejcie mi tego za złe) co wywróciło mój i tak już nieźle popaprany świat do góry nogami. Leżąc w łóżku miałem mnóstwo czasu na przemyślenia, więc myślałem… i doszedłem do wniosku, że: jestem GEJEM – i CH… za przeproszeniem! Co więcej – nie mam zamiaru z tym walczyć, bo wiem że i tak stoję na przegranej pozycji. Jestem człowiekiem i to jest najważniejsze, mam prawo kochać, być kochanym i nikt nie może mi tego zabronić! A to czy lubię „pierogi” czy „parówki” nikogo nie powinno obchodzić bo jest to moja, tylko i wyłącznie moja sprawa. Jak się komuś nie podoba to… to że jestem gejem nie znaczy, że nie mogę przypier…!

Po tym jak doszedłem do ładu z samym sobą podjąłem jeszcze jedną ważną decyzję, może nawet ważniejszą niż zaakceptowanie samego siebie. Postanowiłem komuś o tym powiedzieć. Dobra, nie ma sprawy, pomyślałem, tylko komu? Rodzina, przynajmniej na razie odpada. Koledzy, tylko którzy? Dla nich gej jest tylko i wyłącznie ciotą z głupich dowcipów. Po kilku tygodniach głębokich przemyśleń i poszukiwań doszedłem do wniosku, że jest jedna osoba. Nie, nie osoba. Przyjaciel, który jak mi się wydawało mógłby TO zaakceptować. Czy miałem wątpliwości – jasne, że tak! Przecież poinformowanie kogoś, że jest się gejem to nie to samo co powiedzieć: nie lubię galaretki. Nie wiedziałem, czy mam prawo obarczać go moim problemem, czy mam prawo kłaść na Jego barki taki ciężar, prosząc jednocześnie aby to zaakceptował. Czy się bałem – pewnie! Bałem się reakcji z Jego strony, bałem się, tego, że zareaguje jak większość. Bałem się, że po tym co usłyszy nie będzie chciał mnie znać a codziennie obaj musielibyśmy patrzeć na siebie i udawać, że nic nie zostało powiedziane a przecież pracujemy razem. Nie zniósłbym tego! Mimo tych wszystkich przeciwności zapadła decyzja i padło na Niego.

W końcu nadszedł ten dzień. Zadzwoniłem i poprosiłem żeby przyszedł. Miałem wszystko zaplanowane co do minuty. Doszedłem do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie powiedzieć wprost: JESTEM GEJEM i czekać na to co się stanie. Ale gdy stanął w drzwiach cały mój misterny plan poszedł się je… Zapomniałem języka w gębie i nie wiedziałem od czego zacząć a to co miałem powiedzieć nie chciało mi przejść przez gardło. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie a ja gadałem o jakichś pierdołach, nawet już nie pamiętam jakich. Po jakichś dwóch godzinach wyskoczyłem z tekstem: „… nie rajcują mnie dziewczyny…” głupie jak cholera, wiem, ale nic innego nie przyszło mi do głowy. Dzięki Bogu domyślił się o co mi chodzi i zapytał wprost czy jestem gejem? Zaschło mi w gardle, zacząłem się trząść jak galareta i najchętniej zapadłbym się pod ziemię zostawiając Go bez odpowiedzi. Ale pomyślałem: gościu, masz co sam chciałeś! Teraz albo nigdy! Odpowiedziałem jednym słowem: TAK. Zapadła cisza. Patrzyliśmy przez chwilę na siebie nic nie mówiąc. Trwało to kilka sekund, kilka najdłuższych i najgorszych sekund w moim życiu. Usłyszałem od Niego: jest OK. Po prostu powiedział, że jest OK. Wyjaśniłem, że jestem tego pewien i że jest pierwszą osobą której się ujawniłem. On pytał ja odpowiadałem. Rozmawialiśmy jeszcze długo, spokojnie, bez emocji jak przyjaciel z przyjacielem.
Gdy zamknąłem za Nim drzwi poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

To było niecały roku temu. Do nie dawna był jedyną osobą w moim otoczeniu która wiedziała o mnie całą prawdę. Jednak jakichś kilka tygodni temu postanowiłem, że opowiem o sobie jeszcze komuś.
Wydaje mi się, że to jest normalna kolej rzeczy. Najpierw jedna osoba, później jeszcze ktoś. Może za jakiś czas kolejna? Zobaczymy.

Wybrałem kolegę z którym razem studiuje. Niestety, studia zaoczne nie sprzyjają częstym kontaktom i rozmowie sam na sam zdecydowałem się napisać emaila. Nie wiedziałem czy to dobre rozwiązanie czy nie ale z drugiej strony „papier” przyjmie wszystko. Napisanie listu zajęło mi trochę czasu. Kilka razy go poprawiałem zanim uznałem, że ta wersja jest na tyle dobra, że można wcisnąć „wyślij”.
Na odpowiedź nie czekałem długo. Przyszła na drugi dzień. Chyba z pół godziny wpatrywałem się w monitor za nim zdecydowałem się ją otworzyć i przeczytać. Gdy wreszcie podjąłem decyzję, trzęsącą się ręką kliknąłem przycisk na myszce i znowu cieszyłem się jak dziecko bo to co przeczytałem jest powodem do radości:
„… jeśli chodzi o twoją orientacje to mogę mieć tylko pretensje, że znacznie wcześniej mi o tym nie powiedziałeś. … bardzo się cieszę że mi to powiedziałeś i wiedz, że ani trochę mi to nie przeszkadza. … zawsze chciałem mieć takiego przyjaciela jak Ty. … to jest Twoja sprawa i będziesz żył tak jak chcesz i nie ma powodu czemu ta sytuacja miała by wpłynąć na nasze relacje…”

Dwie osoby, dwa skrajnie odmienne charaktery, potrafiły zachować się tak samo. Zaakceptowali to co dla wielu innych jest nie do przyjęcia. Czy to możliwe? Najwidoczniej tak. Są mi najbliższymi osobami na świecie! Są przy mnie zawsze gdy ich potrzebuje, nie zadają zbędnych pytań, rozumiemy się bez słów.
Po prostu są! i za to ich kocham!

„Przyjaciel to taki dziwny człowiek. Wszystko o Tobie wie, w szczegółach, a mimo to bardzo Cię lubi.”

Czy było warto – jasne, że tak! Teraz jest inaczej, jestem wolny, szczęśliwy i spokojny. Zawdzięczam to Im! Mimo tego, że strach będzie zawsze, większy czy mniejszy ale będzie, to dzięki Nim potrafiłem zrozumieć, że bycie gejem to najnormalniejsza sprawa na świecie! I tego Wam wszystkim gorąco życzę!!

Obrazki do artykułu przygotowała mei. Dziękujemy!

Autorzy:

zdjęcie Łukasz

Łukasz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 38; nazwa: Łukasz

11 komentarzy do:Najnormalniejsza sprawa na świecie

  • Arek

    [Re: Najnormalniejsza sprawa na świecie]

    O boże, najbardziej w tym tekście mi się podobało to, że był bardzo prawdziwy i emocjonalny. Taki życiowy, nie książkowy, nie przerysowany ani w te ani we wte. Jednym słowem prawdziwy ;) I zawsze lubie czytać o czyiś outach, ale takiego tekstu, tak prostego, a zarazem tak napisanego, że sam się wczułem do końca jeszcze nie czytałem :)

    Łukaszu, powodzenia i dalszych sukcesów (jeśli można tak powiedzieć) w kolejnych comming outach :)

  • [Ja i mój Stanisław...]

    … 15 grudnia będzie 11 lat!
    Kto da więcej co ja!” Pardon, co my

  • Siatkarz

    [Super!!!!!!]

    Rewelacja Bracie! Naprawde rewelacja. Życzę kolejnych comming-outów i szczęście. Kolega z poprzedniego artykułu:)

  • mei

    [:)]

    świetny tekst. pogratulować. yeah! tak trzymać!!

  • pt

    [Re: Najnormalniejsza sprawa na świecie]

    co za tandeta. redaktor wyspecjalizowany w tekstach o coming outach powinien pisac mniej cukierkowe teksty. wszytskie te pisanki sa takie same. tym samym stylem napisane. i wreszcie za przyjaciela uwaza sie kogos kto mowi ze homo jets ok. hehe. dzis w towarzystwie kazdy tak mowi bo to trendi. tak samo zareaguje jak ktos powie ze wstapil do sekty itp. denny artykul. piszcie lepsze.

  • yaro z sopot

    [Re: Najnormalniejsza sprawa na świecie]

    –bravo!–DUżO SZCZęśCIA!

  • pv

    [Re: Najnormalniejsza sprawa na świecie]

    oj pt, idź się sam(a?) wyoutuj, to zobaczysz że to za każdym razem nadaje się na „tandetny” wyciskacz łez, niezależnie czy efekty będą tak pozytywne jak tu, czy mniej. ;-)

  • pt

    [do pv]

    ale ten tekst nie jest prawdziwy. to opowiadanie.wolalbym prawdziwe historie.

  • Vigen28

    [Re: Najnormalniejsza sprawa na świecie]

    Ja powiem tak. Fajnie żę on to napisał bo to może faktycznie komuś pomóc. Ja o tym wiem doskonale bo przechodziłem to bardzo podobnie, w każdym razie pierwszą naprawdę silną i dostrzegalną ulgą było tak jak on pisze przedstawienie tego jednej konkretnej – NAJBARDZIEJ ZAUFANEJ osobie. Ulga jest rzeczywiście potężna i podejrzewam, że kto ten schemat przeszedł dobrze wie. Jest to coś w rodzaju sporego wyładowania. Jeżeli człowiek nie ma komu od czasu do czasu o tym powiedzieć to powstają naturalnie potężne wewnętrzne naprężenia które mogą doprowadzić w końcu do utraty jakiejś równowagi psychicznej… Zdecydowanie ten schemat polecam wszystkim totalnie ukrytym w sobie!!! Tylko jest ważna sprawa – trzeba bez pośpiechu!!! i rozsądnie wybrać osobę do tego zajścia – przeanalizować jak prawdopodobnie się zachowa (chociaż to ciężkie trochę) ale to bardzo ważne bo pierwsza reakcja obcego tematem człowieka wywiera na nas (nieświadomie nawet) b.duży wpływ na przyszłość a konkretnie na właśnie ujawnianiu się i przyzwyczajaniu do świata od nowa. Efekt który przedstawił nam autor pierwotnego artykułu zalewa człowieka dosłownie siłą nan przyszłość do kolejnych takich posunięć. Z czasem wokół nas jest już więcej zaufanych osób które o mnie wiedzą wszystko i czujemy śię bezpieczniej jakby ktoś zachował się odmiennie. Radzę tylko uważać by tą pierwszą osobąnie trafił się ktoś kto narobi Ci przykrości – bo podejrzewam że skutek będzie gorzej przeżywalny i mniej optymistyczny na przyszłość… To jest oczywiście sposób dla tych którzy wolą powoli się zamaczać w lodowatej wodzie, ale szczerze mówiąc nie wiem czy skok na bańkę jest rzeczywiście lepszy… Kwestia odporności chyba na szok termiczny… ;) POZDRO

  • Olaf

    [Re: Najnormalniejsza sprawa na świecie]

    Ja również mam wielkie szczęście, bo mam przyjaciela, któremu mogłem o sobie powiedzieć prawdę. Mam także wspaniałą siostrę, której odważyłem się powiedzieć o sobie i która bardzo mnie wspiera. Naprawdę życzę każdemu takich ludzi na swojej drodze. P.S. Ten portal robi bardzo dużo wspaniałego, m. in. poprzez publikację tego typu świadectw. Dziękuję Wam za to.

  • Samotna

    [Re: Najnormalniejsza sprawa na świecie]

    A ja jestem samotna




Skomentuj: mei Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa