Jak masz na imię? Pies

Zacznę od wyjaśnienia. Powieść Edwarda Pasewicza „Śmierć w darkroomie” chciałbym Państwu polecić nie dlatego, że pojawiam się w niej w epizodzie, ani nawet nie dlatego, że jest to świetny kryminał (książka została wydana w serii Polska Kolekcja Kryminalna). Powieść Edwarda Pasewicza „Śmierć w darkroomie” chciałbym Państwu polecić, ponieważ jest pięknym pedalskim trenem; żałobną opowieścią o utraconym chłopcu. Chłopcu, który odszedł.

Zacznę od początku. Po spacyfikowanym przez policję poznańskim Marszu Równości w darkroomie tamtejszego klubu Grzechu Warte znalezione zostają zwłoki uczestnika tego marszu, Igora. Co się stało? Nieśmiałe podejrzenia sterroryzowanego homoseksualnego środowiska padają na policję, która przesłuchiwała chłopaka i być może go pobiła. (Że bili, poświadczają inni.) Śledztwo zostaje jednak umorzone – Igor był synem miejscowego notabla, który nie chciał, żeby świat dowiedział się o tym, iż jego potomek był „pedałem i anarchistą”.

Po pewnym czasie w Poznaniu zjawia się brat Igora, Zielony. Pracuje jako policjant w Warszawie i – nękany wyrzutami sumienia, że zbyt mało uwagi poświęcał chłopakowi za jego życia – postanawia rozwikłać zagadkę tej śmierci. Zaczyna od nowa.

Poznaje środowisko, w którym obracał się zamordowany. Poznaje jego chłopaka Mikołaja – także „pedała i anarchistę”, dla odmiany syna komendanta policji. Dotąd mu obcy świat gejowsko-lesbijski zaczyna przed nim odsłaniać swe uroki. Zielony to najmniej barwna postać w galerii bohaterów powieści. Pasewicz ma bowiem talent do konstruowania niesamowitych figur, jak choćby Młodego – Chłopca Psa, który szuka swojego Pana, Oskara i Olafa, efemerycznych braci bliźniaków polujących na naiwnych i skinów, czy Eminencji, krakowskiego księdza, który odegra znaczącą rolę w rozwiązaniu zagadki śmierci Igora. Tymczasem Zielony to postać żywcem, a raczej papierem zanurzona w konwencji gatunku. Wypisz wymaluj Olgierd Halski: starzejący się, mający problemy ze zdrowiem. Na dodatek zostawiła go kobieta.

I wszystko jest tak jak ma być, bo kryminał to tutaj tylko pozór. Wartością „Śmierci w darkroomie” nie jest zawiła intryga (bo takowej nie ma) z dużą ilością trupów (dwa) i „momentów” (jedna scena stricte erotyczna oraz jedna erotyczno-sentymenalna). Powieść Edwarda Pasewicza jest ponad dwustustronicową żałobą. Smutnym pożegnaniem z chłopcem – którego poznajemy poprzez lekturę fragmentów jego zapisków oraz wspomnienia Mikołaja. Zamykająca książkę scena, w której Mikołaj wraca myślą do dnia, kiedy poznał Igora, jest jedną z piękniejszych scen poznania (tak chyba należy to nazwać), jakie dane mi było przeczytać:

Usiadłem na stoliku przy barze, a on poszedł się odlać. Myślałem sobie: Boże, jest tak piękny, że chciałbym, żeby był mój.

A wtedy on, wracając z tego kibla, stanął przy mnie, pochylił się, wziął coś z podłogi i trzymał to w zamkniętej dłoni. I patrzyłem mu w oczy, i nie wiedziałem, o co chodzi. I tak było, jakby wszystko zamarło na tę jedną minutę, jakby się żadna sekunda nie zapadła w nicość.

A on powiedział:
- Pomyślałem sobie, że jeśli ten papieros to będzie „lucky strike”, to powiem „tak”.

Był.

Prawda, że pięknie? Trochę smutno? Ale bywa też śmiesznie. Bo taki już jest ten pedalski światek, smutno-śmieszny. Znajdziemy zatem w książce Pasewicza klasyfikację ciot (przypomina się „Lubiewo”): „Ciotki dzielą się na frakcje, ugrupowania, kółka wzajemnej adoracji, kanapowe partie, a każda ciotka dzieli się jeszcze wewnętrznie”. Mamy więc ciotki lewaczki, ciotki blokersówki, ciotki księża (jednego nawet ogłoszono papieżem na pedalskim, pijackim konklawe), ciotki konsumpcjonistki… Te ostatnie nie poszły na Marsz Równości, wolały siedzieć z zakupami w niedalekiej kawiarni i narzekać, jak się je prześladuje. Prawda, że prawda? Pasewicz dzielnie tropi i wyszydza przywary rzeczywistości: i tej ciotowskiej, i tej III albo IV RP. Bo „Śmierć w darkroomie” można też odczytać jako sprzeciw wobec autorytarnego państwa. Głos w obronie wolności, której prób ograniczania wszyscy jesteśmy ofiarami.

Edward Pasewicz
„Śmierć w darkroomie”
Wydanictwo EMG
Kraków 2007

7 komentarzy do:Jak masz na imię? Pies

  • Tomek

    [Re: Jak masz na imię? Pies]

    Najlepsze są ciotki złośniczki obecne tu na portalu :) ), jedyne co potrafią to udawać pseudomęskich gejów i krytykować transów a same często im nie dorastaja do stóp. O nich by trzeba napisać drugie Lubiewo conajmniej.

  • Erico

    [Re: Jak masz na imię? Pies]

    ciotki? złośniczki? męskie i krytykujące?
    za dużo oskarżeń, proszę o szczegóły!

  • pt

    [Re: Jak masz na imię? Pies]

    hehe ciotka nie ejst w stanie udawac meska-)) ale jest cos innego gej wygladajacy na inteligenta krakowskiego i super przestrzegajacy prawa i regul. to jest najgorsze. bo ciotki sa smieszne a ci sa zalosni-))

  • Tomek

    [Re: Jak masz na imię? Pies]

    Zgadza się, ale równie żałośne są te tzw. męskie ciotki czyli tzw. geje (i nie mam tu na myśli ich wyglądu zewnętrznego, tylko raczej to co mają w głowach – to są ciotki moralne :) ) . Prawdziwe Ciotki przy nich przynajmniej są naturalnie z cała ich śmiesznościa, przegięciem itd…

  • pt

    [Re: Jak masz na imię? Pies]

    ciotka moralna? to juz nie ciotka ale slabeusz. na zewnatrz stara sie byc silny i normalny ale w srodku jest slaby. tak ma wielu ludzi, w tym jak najbardziej hetero tez. nie, ta kategoria to nie ciotki. ale jest sporo drazniacych gejow. mnie ciotki nie draznia ale smiesza. draznia mnie te przeinttelektualizowane w super wykrochmalonych spodniach ale draznia mnie naaaajbardziej!!!!!!!!!!!! zaklamani geje!! i bi!!!!!!!!!!! to dopiero zakala!!to oni sa wlasnie emscy ale w srodku slabi i zalosni! ale to juz nie ciotki-)) do bycia ciotka potrzeba przegiecia-))

  • mTV

    [Re: Jak masz na imię? Pies]

    Świetna książka. Moim zdaniem za mało się o niej mówi. A szkoda.
    Może i smutna, ale rzeczywistość IV „rzplitej” nie napawa optymiznem. Pisałem o tym w 2005 na tym portalu. Nie tylko o tym jednak traktuje Pasiewicz. Dogłębnie charakteryzuje środowisko. Przywołany przez powyższego recenzenta Pies to postać chyba najbardziej ujmująca, lecz nie jedyna. Eminencja, Biełyje Rozy – zdublowana doskonałość czy wielki nieobecny – Igor. Autor dobrze wie o czym/kim pisze. Każdy z nas znajdzie tu więc znanych i (nie)lubianych.
    Nie o to jednak idzie. Pobycie z piękną polszczyną czy wciągającą akcją z gejowizną na pierwszym planie jest warte poświęcenia kilku złotych i wolnego czasu. Bardzo polecam!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa