„Duży Format” z Izabelą Filipiak

Poniedziałkowy „Duży Format” opublikował wywiad Katarzyny Bielas z „tokenem polskiego liberalizmu” – Izabellą Filipiak. Pisarka opowiada o swoim coming-oucie, o homoseksualiźmie w polskich warunkach. Polecamy najciekawsze fragmenty; o niewidoczności lesbijek, Marii Komornickiej i Policji Menstrualnej.
(…)
Najbardziej znany jest twój wywiad w „Vivie!” z 2002 roku, gdzie sfotografowano cię w mieszkaniu, z twoją partnerką, choć w innych mediach mówiłaś o tym dużo wcześniej. Był to gest wielkiej odwagi?

- Raczej radości, którą chciałam podzielić się ze światem. Miałam partnerkę i dom, który stworzyłyśmy razem. To miało być coś lepszego niż nasza przeszłość – twórcze, inspirujące życie.

I nic złego cię nie spotkało?

- Nie, czułam, że stałam się emblematem, tokenem polskiego liberalizmu, dowodem, że w Polsce się zmieniło – patrzcie, jacy jesteśmy otwarci, tolerancyjni, pluralistyczni, mamy nawet pisarkę lesbijkę i proszę bardzo, jest jej z nami fajnie.

Moje życie potoczyło się w ciekawą stronę, było dużo projektów, publikacji, praca akademicka mnie kręciła, „Twórcze pisanie dla młodych panien” w „Wysokich Obcasach” momentalnie chwyciło.

Trwało to kilka lat. Ale już od 2000 roku czułam, że sytuacja polityczna będzie się zmieniać.

Po czym to poznawałaś?

- Pojawiły się wyzwiska w gazetach. Wcześniej w mediach nie było na to miejsca, a tu nagle homoseksualiści zostali „dewiantami”. Każdy ma prawo mieć poglądy i je wyrażać, lecz w miarę powtarzania ich za sprawą mediów pojawiła się nowa jakość: dehumanizacja obiektu nienawiści.

Można być dumnym z tego, że polskie wojska zajmują się łapaniem „talibów” w Afganistanie, i popierać Młodzież Wszechpolską, która goni „pedałów” w Krakowie. Jedni i drudzy stają się postaciami w grze komputerowej. Łatwo sobie wyobrazić, że nie mają uczuć, nie cierpią.

Po 2000 roku zaczęłam mieć zły sen na jawie: jedno ze znaczących na świecie imperiów podbija Europę i przeprowadza rewolucję moralną – homoseksualistów zamyka się w obozach, które powstały w Polsce. Lud się cieszy: co prawda innowiercy, szkoda, że nas podbili, ale przynajmniej kraj nam oczyszczą!

Można tu protestować, że jak dotąd w Polsce przemoc odbywa się tylko w języku. Jednak Marsze Tolerancji w Krakowie co roku odbywają się w atmosferze przemocy. Jak dotąd nie potępiły jej ani władze miasta, ani biskupi, ani rząd polski.

Media „neutralnie” utrzymują lud w przekonaniu, że Marsze Równości są obrazą dla miejsc pamięci narodowej. Bo uczestnicy tych marszów w żaden sposób nie mogą być patriotami. Przecież oni nie wiedzą nawet, że homoseksualizm jest prywatną skłonnością i obnoszenie jej w miejscach publicznych to złe zachowanie. I dlatego nie można ich tolerować.

Jednak z dyskursu narodowościowego, z wypowiedzi polityków i mediów wynika raczej, że homoseksualizm jest kwestią polityczną, a Polak nie może być homoseksualistą.

A jeśli napisze raport o dyskryminacji do Unii Europejskiej, to stanie się zdrajcą.

A co z tobą?

- Ja najpierw byłam tym emblematem homoseksualnej inności w inteligenckim i feministycznym wydaniu, a potem byłam już tylko „tolerowana”, a to w praktyce oznacza, że jeśli potknę się i złamię nogę, to tolerancyjny człowiek przechodzi obok – nie skopie mnie, i za to mu jestem wdzięczna, ale też nie zapyta, jak może pomóc, i karetki też nie wezwie. W końcu zaczęło być tak, że jeśli mnie zatrudniasz, to automatycznie opowiadasz się za homoseksualnym małżeństwem i przeciwko Janowi Pawłowi II. I może ci to zostać od razu lub w przyszłości ujemnie policzone.

Pisze się dużo o gejach, także, że źle się tu czują i emigrują. Dlaczego w dyskursie publicznym lesbijki są mniej widoczne niż geje?

- Bo nie szanuje się ich nawet jako przeciwnika. Lesbijki wiele robią, powstało Porozumienie Lesbijek i stworzyło Poradnię Homofobiczną, nowym ich projektem jest UFA i Fundacja Centra. Organizują warsztaty, konferencje, festiwale, współorganizują manify.

Poznański Marsz Równości, który w listopadzie 2005 roku został spałowany przez policję, zorganizowały lesbijki. Proces z radnymi miasta Poznania, którzy porównali homoseksualizm do zoofilii, wygrały lesbijki. Ale dla mediów i dla polityków lesbijka jest bytem stojącym jeszcze niżej niż kobieta. Mimo wszystko lepiej się wygląda, walcząc z gejami.

W książce o Komornickiej badasz przełom XIX i XX wieku. W czym pomaga to zrozumieć, co się dzieje dzisiaj?

- Pod koniec XIX wieku zaczęło kształtować się nowoczesne rozumienie narodu i nacjonalizmu, działalności na rzecz kobiet, feminizmu oraz myślenia o płci, powstawała współczesna kryminalistyka, psychologia i seksuologia, rodziła się emancypacja grup mniejszościowych, nie gejów i lesbijek przecież – to są współczesne kategorie i wtedy nie były znane – ale inwertów i uranianek. Do tego syjonizm, ruch narodowy żydowski, antyasymilacyjny i planujący osiedlenie się na ziemi palestyńskiej.

Dzięki moim studiom pojęłam dzisiejszy język polityczny, który niemal dosłownie powtarza kalki pojęciowe z końca XIX wieku, kiedy to ważniejszym od zaborców wrogiem okazali się lewicujący zapaleńcy, zasymilowani Żydzi i emancypujące się kobiety.

Dziś współcześni nacjonaliści z dumą odnajdują swoje korzenie w tamtym czasie i składają kwiaty pod pomnikiem Dmowskiego.

A sama Komornicka vel Piotr Odmieniec Włast? W jaki sposób można poprzez nią opowiedzieć o polskiej kulturze?

- Przez nią widać to, co zostało wykluczone. Jako Piotr Włast promowała szlachetny kosmopolityzm, otwartość na Europę i inne kultury, a zarazem powrót do słowiańskich korzeni i mitów. Niewynoszenie jednej religii nad inne. Ujmowanie się za prawami poszkodowanych i wykluczonych – w jej wykonaniu to nie były frywolne gesty, tylko etyczny obowiązek. Wyobraźnia, ironia, wdzięk, odwaga, namiętność. Komornicka to jednoosobowa mniejszość, która domaga się dla siebie szacunku.

Jak wpadłaś na pomysł Policji Menstrualnej, która w „Absolutnej amnezji” kontroluje intymność kobiety?

- Próbowałam wyobrazić sobie – bo nie pamiętałam – czym było dla mnie doświadczenie pierwszej menstruacji. Wyciszyłam się i czekałam.

Z tego powstał rodzaj modlitwy do – nie wiem, jak to powiedzieć – bóstwa twórczości, żeby mi podpowiedziało. W rezultacie został mi przysłany sen, który wykorzystałam.

Sen rozgrywał się w klimacie politycznej opresji. Jacyś umundurowani młodzi ludzie wpadają do domu i robią rewizję. W końcu wszyscy znajdujemy się w łazience, a jeden z tych milicjantów – zaskakuje mnie, że to kobieta – odwraca się i strzela mi w pierś. Padam na podłogę, myślę, że umieram. Widzę jednak, że jest bardzo niewiele krwi. Myślę: No tak, ale pewnie mam krwotok wewnętrzny. I tu się budzę.

W kulturach pogańskich opisywanych przez Frazera pierwsza menstruacja jest stanem szczególnej mocy, ale zarazem grozy. O tym też był ten sen. (…)

1 komentarz do: „Duży Format” z Izabelą Filipiak




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa