Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)…

W drugim numerze już legendarnej rubryki „Blog nasz powszedni” będzie mmmm… gorąco, ostro i wilgotno… Wymęczymy blogi erotyczne… No, prawie…

Na początek wskażmy na klasyczkę gatunku, Olę i jej męskie_spytki, które doczekały się nawet artykułu w tygodniku Polityka. Ola bawi się wybornie na rozmaitych czatach – kosztem jej rozpalonych, dość dziwacznych rozmówców. Ach, ci heterycy! Zaiste, zwierzęta i zboczeńcy! Zapraszamy do lektury osoby o mocnych nerwach i niebanalnym poczuciu humoru, zacznijmy od takiej notki (tylko w linku).

***

Nie tylko miłośnicy internetowych hetero-amorów powinni mieć się na baczności. W sieci grasuje, oprócz Oli, także Jacuś, co miłego w sobie ma cuś, zwany też poszukiwanym. Na gejowie.pl (zwanym też innąstroną.eu, oj nieładnie! A fe, nieuczciwa konkurencjo!) wyszukuje wyjątkowo sympatyczne ogłoszenia towarzyskie. Oto próbka:

[ogłoszenie z gejowa.pl / innejstrony.eu:] Nie posiadam wielu znajomych czy przyjaciol „z orkiestry” Szukam przyjaciela, nieprzegietego faceta w podobnym wieku, chetnie grubszego do wspolnych dyskusji, na piwo, wyjazdu w gory. […] Wsrod moich zainteresowan sa podrozowanie, gorskie wedrowki, obserwowanie przyrody, zamki (cale jak i zrujnowane) oraz wszystko co wiaze sie z rycerstwem i sredniowieczem. Pozdrawiam czytajacych ogloszenie

Dopisek bloggera: Z chęcią się spotkam. Zrujnujemy coś? Rycerz

Albo takie wyczaił ogłoszenie:

Zapraszam do zapoznania się z możliwościami jakie daje Medycyna Naturalna. Jeśli zawsze chciałeś spróbować, masz jakiś zdrowotny problem, a masz opory i nie lubisz chodzić do lekarzy to przyjadę do Ciebie. W zaciszu Twojego domu pokażę Ci co potrafią zdziałać metody naturalne w zakresie bólu, stresu, różnych schorzeń, nałogów…

Trafne spostrzeżenie blogmastera: Jak można dyskretnie zareklamować delikatne sado-maso?

He he. To na zakończenie tego wątku:

Hej. Szukam Azjatów z Lublina na dobry seks.

A autor bloga dodaje od siebie, jak zwykle tryskając humorem: Da się wyczarować za drobną opłatą. Sztukmistrz.

Jak chcesz, poczytaj.

***

Teraz będzie jeszcze bardziej pikantnie. Kolejny blog anonsowany jest milusimi panami w krawacikach głoszącymi hasło I don't believe in love… I believe in FUCKING!. No dobra, kowboju, hm hm, pokaż, co masz do zaoferowania…

(Acha, pan od bloga lansuje się jako krakowski Brian Kinney. Ojojoj, a ja taka nieuczesana! No, dobra, czytamy…)

Facet podjechał pode mnie (wypasiona Toyota, może być!), pojechaliśmy do Galerii Kazimierz, zjedli hot-doga i poszli na koszmarnego hollywoodzkiego knota, „Życie od kuchni” (przewidywalny w 100 % już po 5 minutach).

Podjechał pode mnie? Mmmmm… Czy to metafora? Po hot-dogu i kuchni od życia, nadal gotujemy:

[ciąg dalszy:] Potem zaprosił mnie do siebie do domu, ugotował włoską kolację, prosciutto, pasta, sałata, wino i do łóżka. Fajny szpakowaty misiek z bródką. Jeżeli mam jakiś fetysz, to właśnie te przyprószone skronie.

…. No i? I co? I co??

W taki to sposób po raz pierwszy od lat trzech bodajże byłem na randce. Z kinem, kolacją, winem, seksem w ŁÓŻKU i śniadaniem do niego podanym. I spaniem w czyichś (szerokich) ramionach. Minusy: za dużo gadał i mieszkał w BLOKU, a ja dostaję klaustrofobii w mieszkaniach niższych niż 3 metry.

Eeeeeeee ………. Bian Kinney…? Na pewno chcesz mieć taką ksywę? A, ten seks w łóżku… Zwykle na żyrandolu?
No dobrze, może jakieś śniadanko?

Rano jednak sytuacja skomplikowała się. Zaglądnąłem do drugiego pokoju – biblioteki i zamarłem. Było tam kilka tysięcy książek religijnych. Modlitewniki, hagiografia, historia kościoła. A w szafie (oczywiście w takiej sytuacji musiałem być wścibski) wisiała sutanna i jakieś fioletowe szaty (prałata?). Psycholog tłumaczył się, że mieszkanie kupił 10 lat temu po zmarłym księdzu (…).

…………
o mamo…………..

Gratulujemy pierwszej od trzech lat randki, drogi lanserze! Ale było gorąco! Let's believe in fucking with Brian Kinney from Kraków – jak rzekłby anglojęzyczny bohater poprzedniego wydania tej rubryki! Tutaj ten blog (zaznaczony jako od lat 18, choć ja bym mu dał „dla czytelników w wieku 18 – 18,5 lat”). O wiele bardziej ekscytujące są – nawet dla mnie – telewizyjne „Dziewczyny w bikini”

***

A na zakończenie blog z wyjątkowo odrażającym layoutem i następującą treścią (acha, bohater przebywa w Hiszpanii na wakacjach):

Nasze wspólne włuczenie się po gejowskim Torremolinos i Sitges. Jeszcze raz piękni faceci, ich szerokie ramiona, wąskie jędrne tyłeczki… Kluby a raczej ich dziesiątki wypelnione męskimi półnagimi ciałami. Ubikacja w klubie gdzie myślałem, że stoję przy pisuarze a ponad nim lustro, a to była tylko iluzja. Na cieńkiej ściance działowej zawiesone 6 pisuarów, po trzy z każdej strony. Załatwiam się, podnosze wzrok i co widzę…? [Tutaj zróbmy przerwę. Autor stara się bowiem (oj tak, stara się) opisać, co widzi, a widzi to, co zwykle można zobaczyć przy zatłoczonym pisuarze, ale kulturalne osoby się nie rozglądają. Dodatkowo, wycinam przez szacunek dla czytelników, którzy właśnie jedzą.] Pózniej na sali, lekkie klepnięca w tyłeczek, ręce na ramionach… rozmowa przed klubem z paroma ladnymi Włochami… Te słowa; You look like a brothers, but you are very cute… spojrzenie głębokie w oczy, dobrze zaalkoholowany mózg…
… i mogło być tak przyjemnie, tak niesamowicie, ta ciemna karnacja, ten zarost, te paręnaście minut rytmicznych ruchów i parenaście minut przyjemności….
… a jednak nie stało się tak…

Prawda, że piękne? To nie był pisuar… To była iluzja… A oto piękny tytuł bloga: http://tulipanpana.blox.pl/ (też niby od 18 lat…)

Czy Czytelnik zauważył, że netowi blogerzy to bardzo często erotomani-gawędziarze? Oj, a mogłoby być tak pięknie… Może by było, gdybyś, autorze bloga, nie marnował czasu przed komputerem…?

***********************************************

To już prawie koniec, jeszcze tylko blogowe newsy!

Otóż portal gazeta.pl lansuje videoblog niejakiego Miłosza (nie mylić z Czesławem.) Videoblog to taki blog, na którym zamieszczane są wideo. W wydaniu Miłosza polega to na tym, iż autor siedzi i mówi prosto do kamery różne rzeczy. Tu możesz pooglądać, może się spodoba. http://milosz.blox.pl/html Specjalne pozdrowienia dla manekina pojawiającego się gościnnie w odcinku „Wspomnienia z wakacji”.

Do widzenia niebawem w trzecim odcinku!

24 komentarzy do:Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)…

  • tobik

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Szkoda tylko, że zabrakło blogu onanisty. To już klasyka w Polsce…

  • Nina2

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Onanista zamilkl, zreszta archivum na haslo. Odszedl do reala, podobno stracil ochote na pisanie.
    A Brianem Kinneyem jestem zachwycona. Pioro ma doskonale. Rzecz psychologicznie ciekawa. Wyczuwam bratnia dusze, LOL. Extremka.

  • Tor

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Brian Kinney – on jest bardziej przerazajacy niz oryginal. Moze po prostu trafiles na gorszy wpis. Za to dobrze pisze – wyczucie stylu i bezbledna ortografia – rzadko sie trafia wsrod blogowiczow. Gdybys czytal dokladniej, to bys wiedzial co znaczy ten seks w lozku, a nie na zyrandolu. On sie zawsze pieprzy po darkroomach, czyli pewnie na stojaco.

  • BrianKinney_kr

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Dwóch pijaków siedzi sobie pod Pałacem Kultury i obserwuje krążącą w górze lotnię. Nagle ta rozbija się o ścianę PKiNu.
    -Popatrz, pierdolnął, mówi jeden przełykając jabola.
    -Jaki kraj, taki terrorysta, powiada drugi…

    Piszę to, gdyż kumpel doniósł mi o artykule, który pojawił się tutaj.

    Nie powinienem się tym przejmować, jest za to okazja, by wyjaśnić kilka rzeczy.

    A więc, jaki kraj, taki Brian Kinney, albo raczej Brajan. Podobnie jak Bydgoszcz – Wenecją Północy, czy Szapołowska – polską Deneuve. Poza tym Brian jest fikcyjny, a ja jestem prawdziwy. Trudno oczekiwać, żebym prowadził życie jak w serialu. Wszystkie zdarzenia i postaci opisane tutaj są zawsze autentyczne. Zmienione są tylko imiona bohaterów, adresy, zawody, a czasem drobne okoliczności, aby chronić choć w minimalnym stopniu prywatność znajomych. Z jakim skutkiem? – trudno powiedzieć.

    Brajan nie ma nawet w 10 procent urody Briana. Nie pracuje w agencji reklamowej, a jedynie w instytucji kulturalnej. Nie jeździ dżipem. Nie nosi garniturów od Armatniego, tylko skórzaną kurtkę. Nie mieszka w lofcie, a w kamienicy. Jest bardziej refleksyjny i baaardzo lubi czytać. Zdecydowanie woli starszych od siebie, więc w życiu by nie poleciał na żadnego Justina, nawet gdyby zaćpał się na amen.

    Jeżeli coś go łączy z bohaterem QaF, to hasło:

    I don’t believe in love. I believe in fucking. It’s honest, it’s efficient. You get in and out with the maximum of pleasure, and minimum of bullshit. Love is something that straight people tell themselves they’re in, so they can get laid. And they end up hurting each other, because it was all based on lies to begin with.

    I stosunek do życia – instrumentalnie traktowanie facetów, z którymi się pieprzy i na drugi dzień nie pamięta ich imion, pęd do imprezowania i niespożyta chęć konsumowania używek. Nie wchodzi też z mężczyznami w żadne relacje emocjonalne, choć prawdopodobnie doszedł do tego w inny sposób niż Mr Kinney.

    Poza tym, czy zauważyliście, że weekendowe wpisy są do siebie zwykle bardzo podobne? Bo weekendy są praktycznie zawsze takie same! Obojętnie czy jest to krakowski Cioton, czy pittsburski Babylon. Te same twarze, ta sama muzyka, identyczne afery. Wie to chyba każdy, kto od lat tydzień w tydzień uczestniczy w takich imprezach.

    Seks jest też zwykle taki sam :-) Czystej pornografii nie będę uprawiać, bo to jest dopiero nudne! Owszem, przedostatni wpis MÓGŁBY mieć akapit:

    „Portugalczyk chciał, żeby go wyfistować. Robiłem to parę razy jako aktyw, dwa raz próbowałem jako pasyw, ale prawie nic nie wyszło. Tym razem też się nie udało, bo nie miałem w domu Crisco i mam raczej duże dłonie. Za to musiałem potem zmieniać pościel. Po jaką cholerę chce fistingu, jak nie zrobił sobie wcześniej lewatywy? Skończyło się na tym, że przeleciałem go na pagony, a potem on mnie, ale miał za wolne tempo, za słaby docisk i za szybko doszedł więc nie byłem specjalnie szczęśliwy”.

    TYLKO PO CO?

    Tyle mam na swoją obronę!

  • Alex

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Brian jak zwykle w samo sedno. Doszedl. Blog jest ok, napisany tak jak z pewnosica Mr Kinney zyje – z przytupem. Wiec po co bawic sie w załosne dopie*dalanie? moze lepiej wziąć troche lekcji z czytania ze zrozumieniem?

  • W - abiekt

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Autorzy blogów są dość drażliwi na uwagi na swój temat… choć reakcja Briana jest chyba alergiczna. Co nie znaczy, że nie lubię jego bloga – są tam perełki, szczególnie językowe – a od komentowania stylu życia Pan Minałło chyba nie jest

  • Maciek Londyn

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    autor artykulu z homiki.pl wyciagnal pochopne i w dodatku bledne wnioski. sam nie bede ja ich wyciagal wobec autora ale jeden cisnie sie na usta: zazdrosc, moze nie stylu zycia, bo to rzeczywiscie rzecz dyskusyjna, ale emanuje jakas bezinteresowna zawisc o swietny styl, lekkosc piora i zazdrosc o boczytnosc wciaz rosnaca. Blog rewelacyjny, wczesniejsze kometarze … nic dodac nic ujac. Brawo Brian.

  • Kamasutra

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    jak na nawróconego geja, to niezłe strony czytasz! czyżby jakieś mimo wszystko tęsknoty i miłe zabawy w czasie czytania?

  • Brześ-jeden z bohaterów bloga

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    właściwie to nie wiem,czy twórca tego artykułu robi reklamę tym blogom czy przeciwnie…zastanawiają mnie te nieścisłości i pobieżność w ocenie.jest milion innych homoblogów,głupich i proszących się o wyszydzenie!dlaczego wybrał właśnie Brajana? może dlatego,że Brajan pisze o niebo lepiej od niego! a może jest homofobem? a może ma problem z własną seksualnością?
    a może jeszcze z czymś innym?

  • Erico

    [ale afera!]

    no właśnie, czytajmy ze zrozumieniem:-P
    czy zadaniem autora było dopierdolenie komukolwiek, czy po prostu zapoznanie czytelników z ciekawymi kawałkami w necie?

    Czy Homiki mają pisać same peany, najlepiej na kolanach? Na kolanach Homiki zapewnie robią inne rzeczy niż pisanie peanów.

  • Brześ

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    no może na kolanach to im lepsze rzeczy wychodzą, niż pisanie….

  • Brześ

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    bo to tak wygląda jak pisanie na kolanie….

  • Anka

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Nie znam Brajana osobiście,szkoda,ale blog czytam namiętnie.Niesamowity polot,lekkość pióra,ktorej mogę pozazdrościć.Nie wyczuwam u niego chęci lansowania się,jego pikantne i prawdziwe posty mnie nie odstręczają,poza tym widze wiele analogii go mojego heteryckiego życia:)

  • niebarjan

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    alescie przewrazliwione ciotki, artykul pisany z jajem i na luzie, czy ktos kogos ocenia po tekscie? raczej robi sobie jaja bo taka jest konwencja i tyle,
    nikogo nie krzywdzi przy tym, bo blogi to nie literatura piekna, sa anonimowe zreszta, dostepne etc.
    Brajanie Kinej powinienes bardziej sie wyluzowac, po co sie kompromitowac i reagowac, po co ta „obrona”!!! nie ma najmniejszej potrzeby,
    co maja powiedziec twoi bohaterowie, ktorzy nie moja mozliwosci obrony?, a niejednego juz opisales dosc szczegolowo.
    blog fajny i tyle, autor zas niefajny, skoro nie potrafi zdystansowac sie wobec jajcarskiego wpisu. Nie mowiac juz o obroncy-bohaterze bloga Brzesiu niejakim, ktory chyba za bardzo wczul sie literacka kreacje. zenada.
    wiecej luzu

  • ...

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Chodzi o to, ze autor cytuje wybiórczo. W taki sposob mozna zrobic z kazdym tekstem i z każdym blogiem wszystko. Pokazał to ostatnio recenzent kulinarny, ktorego tekst wykorzystano bez jego zgody jako reklame restauracji:

    „Jest, jest, jest! Heureka! Nowa knajpa (…) szczęśliwi ludzie (…) Pobiegłem natychmiast (tu pomijam opisy, bo nuda – WN) i zadowolony usiadłem do stołu (…) porcje rozsądne (…) jest tu bardzo obficie (…) niezbyt drogo (…) sznycel olbrzym (…) dostałem wielką deskę (…) niczego mu nie brakowało (…) dwie pyszne kiełbaski jagnięce (…) kelnerzy biegali z kuflami (…) z gigantycznymi porcjami ryb i mięs (…) w bardzo udanej dekoracji (…) całkiem rozsądnie się najeść, a także słuchać, jak starszy pan śpiewa live (…) to wal jak w dym.”

    A cóż za debil napisał te bezładne bzdety? Ano napisała je, szanowni obywatele, jakaś „Gazeta Wyborcza Kraków”, bezimiennym piórem. Znaczy – niby ja sam.

    No to poczytajcie sobie TEN SAM TEKST, tylko w nieco innym wyborze:

    „(…) ponure pomieszczenia tej restauracji (…) jej wstrętna kuchnia (…) znad chłodnika przypatrywałem się tatarowi: (…) spokój odbierał fakt, że mięso zostało zmielone, i podane (…) w niezbyt pięknych robaczko-wałeczkach. To danie wiele mówi o profilu restauracji w hotelu Royal (…) sałatkę ziemniaczaną odrzuciłem, bo była felerna (…). Kiełbaski jagnięce (…) na (…) bezsensownej mieszaninie dodatków – kapusty na gorąco, frytek i żółtego ryżu. Po co ryż, czemu żółty; dlaczego frytki?”

    A temu Brunnerowi od cytowania radzę szczerze: ty, Brunner, nie cytuj już więcej. Nie ze mną te numery.

    (zródło: GW, Kraków, Wojciech Nowicki, http://serwisy.gazeta.pl/cjg/1,33269,4505568.html)

  • Brześ

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Dokładnie! Rzetelność recenzenta bloga wymaga, żeby przeczytać wszystko i napisać obiektywną recenzję, a nie wziąc pierwszy lepszy fragment, pokawałkowac go, wyrwac z kontekstu całości – czyli innych wpisów i wykpić.

    Pani recenzentka blogów zachowuje się jak recenzentka kulinarna, która nie zjadła obiadu, a tylko wpadłą na 3 minuty do restauracji, zaglądnęła komuś do deseru i na dodatek opisała z niego wisienkę, a wyciągnęłą wnioski na temat wszystkiego.

    Jak sie bawić w recenzenta blogow, to dokładnie i rzetelnie, a nie wypisywać pierdół – na kolanie…

  • niebrajan again

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Brzesiu, nie przesadzaj, tekst mial z gory wysmiewac, bo jest taka konwencja przyjeta – autor tekstu wysmiewa wszystkie blogi – to sarkazm, taka retoryczna figura, o ktorej Brajan naukowiec se poczytal do poduszki nie raz, przeciez Brajan Kinej tez robi sobie jaja, jest za sprytny, by nie miec swiadomosci stylu i prowadzenia narracji! nikt nie atakowal autora bloga, tylko kreacje, ciagle ruchansko w darkroomach etc, po co tu rzetelnosc?? kogo to obraza?, Brajana z Krakowa, ktory nie istnieje? Brzesia, ktory rowniez nie istnieje??

    dla mnie zenada sa wasze odpowiedzi, branie tego na powaznie, brak dystansu wobec wymyslonych przez Brajana kreacji, a tu Brzes wyskakuje z „obiektywna” recenzja.

    Przeciez styl autora tekstu nie jest obiektywny od poczatku pisaniny swej o blogach i o to w tym chodzi. Ma byc sarkastycznie – stad lapanie za slowka, wyjmowanie z kontekstu.
    Zobaczcie reakcje Ygi Kostrzewy (ktora podpisala sie nazwiskiem pod blogiem), jej komentarz pod odcinkiem 1 i uczcie sie od niej dystansu.

    Czego Brajan i Brzes oczekuja, „obiektywnej” piatki plus za fajnego bloga? Za lans piatka jak najbardziej sie nalezy:)

    Do Michala autora, masz swietny, blyskotliwy, tabloidowy styl – pielegnuj go, a pisaniem o anonimowych i wyimaginowanych Brajanach, nie robisz im krzwydy.

  • BrianKinney_kr

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Ale sie narobilo…. bez sensu.

    Problem w tym, ze w tym blogu nie ma ZADNEJ KREACJI. My wszyscy istniejemy. I zachowujemy sie, i ruchamy tak, jak opisano. Nie jestesmy w najmniejszym stopniu wyimaginowani, ale opisani, zrelacjonowani, wręcz mimetycznie!!!!!! (nie wnikając tu w istotę mimesis)

    Ten blog nie jest LANSEM (bo lans zakłada z góry jakiś element fikcji i nieautentyczności), ale pamiętnikiem, wiernym sprawozdaniem z tego jak zyjemy i co robimy.

    Ok, mamy juz dawno po poststrurkuralizmie i ogloszonej przez Barthesa śmierci autora.

    Usuwam się więc z dyskursu…

    Brian

  • DJ

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Jako jedna z postaci przemykajacych gdzies tam przez elektroniczne kartki wyzej wspomnianego bloga dodam autorowi artykulu to, co juz chyba kilkakrotnie w komentarzach padlo – to nie sa kreacje a wszystko opisane na ww. blogu ma swoj odnosnik w rzeczywistosci. To nie fikcja, to pamietnik. Zupelnie realny i prawdziwy. Zatem zastanow sie na przyszlosc zanim zaczniesz wyciagac pochopne wnioski i obrazac PRAWDZIWYCH a nie wyimaginowanych ludzi.

  • antoś

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    jak sie pisze bloga należy być przygotowanym na to, ze ktoś go po pierwsze przeczyta, po drugie skomentuje. i niekoniecznie na waszej stronie, gdzie komentarze możecie moderować, ale gdziekolwiek

    skoro to wasze życie i wystawiacie je w blogu na widok publiczny powinniście się z tym liczyć

    ps najfajniejszy blog jacusia cytowany na początku, bardzo polubiłem!

  • marcin

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Sześć postaci scenicznych w poszukiwaniu autora – nasuwa mi sie ten tytuł jak czytam komentarze oburzonych bohaterów bloga.
    Nie rozumiem was, podziękujcie lepiej autorowi tekstu za reklamę,

  • iras

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Ale ciotki nietykajki. Na blogu występują, o blogu piszą, a one niezadowolone i obrażone.

    ps. na blogu brajana rzeczywiście można rozpoznać wiele „autentycznych” osób, zaszyfrowanych, a czasem bezlitośnie wyszydzanych, to jest dopiero luksus, wylewać pomyje pod pseudonimem!

  • ...

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    Ale nas skomentowali tu tak, ze grzeczne cipy z nas zrobili, dobrych chlopcow, ktorymi sie brzydzimy i gardzimy!

    O TO CHODZI!!! Nikt nie napisał, że pieprzymy się z kim popadnie i jesteśmy z tego dumni! Na wierność i monogamię rzygamy! I na wszystkie zwiazki idiotyczne! My prawdziwe pedały jesteśmy! Ot to!

    Jestesmy ćpunki afterowe, lwy darkroomowe, ladacznice i łajdaki. wrrrrr!

    A nas tutaj ugrzeczniono, naszą kurewską, cześć nam zabrano!
    O TO CHODZI!

    Bohaterowie

  • BoskiJulio

    [Re: Blog nasz powszedni 2: czytamy blogi dla tygrysów (albo prawie)...]

    No i ciocia sie obraziła i bloga skasowała. Nie zniosła krytyki tego jej narkotykowo-darkroomowo-weekendowego i pustego emocjonalnie zycia…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa