Arkadyjski sen księcia Augusta

„Sam stworzył sobie Arkadię na tej ziemi”- takimi słowami rozpoczyna się poetycki nekrolog księcia Augusta von Sachsen-Gotha, opublikowany w 1832 r. w Gotha, w 12 tomie „Deutscher Ehren-Tempel”.

Urodził się w 1772 r. jako Emil August Leopold von Sachsen-Gotha-und-Altenburg. Wstąpiwszy na tron w 1804 r. przybrał imię August, jednakże w życiu prywatnym używał imienia Emil, a dla najbliższych przyjaciół pragnął być Emilią.
Lubił pokazywać się swemu dworowi w żeńskich szatach. Jak dowiadujemy się z listu napisanego przezeń w 1815 r. (przypuszczalnie do Sydonii von Dieskau), pragnął wyzwolić się z oblepiającego go, nędznego żużla siłą naciągniętej nań męskości („angeklebten erbarmlichen Schlacken der mir angezwängten Männerey”). Przy tym wszystkim był dwukrotnie żonaty, z Luizą von Mecklenburg, która zmarła wcześnie, rodząc mu córkę Luizę, a następnie z Karoliną von Hessen-Kassel.

Książę August stworzył w Gotha dwór muz, na którym dłużej lub krócej gościli naukowcy i artyści, malarze, muzycy, literaci. Jego podopiecznym i przyjacielem był Karol Maria Weber, który napisał muzykę do kilku wierszy księcia i dedykował mu II Koncert Fortepianowy. Sam próbował swych sił w poezji, prozie i muzyce. Spośród swych dzieł wydał w 1805 r. zbiór sielanek tworzących powieść, zatytułowany „Ein Jahr in Arkadien.” („Rok w Arkadii. Kyllenion”). Książka ukazała się anonimowo, ale większość współczesnych wiedziała, kto jest jej autorem.

Książę August należał do gorących zwolenników Napoleona, w którym widział ucieleśnienie idei wyzwolenia Europy, a swe uwielbienie dla często u niego przebywającego cesarza wyraził we właściwy dla siebie sposób. Gdy w 1806 r. Napoleon oznajmił gotowość spełnienia jakiegoś ważnego życzenia swego zwolennika, wówczas książę August poprosił go o pocałunek. Cesarz odwrócił się od niego, rzucając pod jego adresem: „bougre”, co w tym przypadku należy tłumaczyć: „sodomita”, określenie równie wówczas obelżywe jak dziś w języku polskim „ciota”.

Po klęsce Napoleona i kongresie wiedeńskim (1815 r.) książę August załamał się psychicznie. Uciekł od rzeczywistości w samotność i pochłaniające jego majątek kolekcjonerstwo. Odnosił się z niechęcią do narastającego niemieckiego szowinizmu. Z drugiej strony przedstawiciele sławiącego męskość a jednocześnie pruderyjnego nacjonalizmu widzieli w nim zniewieściałego frankofila. Zmarł 17 maja 1822 r. i został pochowany obok ojca na wyspie w parku otaczającym gothajską rezydencję książęcą.


„Kyllenion” to zbiór sielankowych opowieści o życiu arkadyjskich pasterzy i pasterek, zamieszkujących góry Kyllene. Dwanaście rozdziałów, noszących imiona greckich miesięcy, poprzedza wiersz poświęcony Erosowi i rozdział wstępny „Propylajon” (grec.: przedsionek). Całość zamyka zaś rozdział końcowy („Opisthodomos”, grec.: tylne pomieszczenie w świątyni) i wiersz ku czci Anterosa, brata Erosa, boga miłości odwzajemnionej. Głównymi bohaterami opowieści są Aleksis i zakochany w nim bez wzajemności Julantiskos. Nieszczęśliwy młodzieniec wędruje po Arkadii, przeżywając z jej mieszkańcami wiejskie radości i niedole, aż w końcu napotyka w górach Kyllene wołającego o pomoc Aleksisa, ciężko poranionego przez bawoła. Wdzięczny za uratowanie życia Aleksis w końcu odwzajemnia miłość Julantiskosa. Początek ich wspólnego życia opisuje kulminacyjny rozdział jedenasty „Posejdeon” (grec.: miesiąc Posejdona, grudzień-styczeń).

„Kyllenion” nie należy do literatury „wysokiego lotu”, a ponadto został napisany ciężkim językiem. Nie był też zjawiskiem nowym w literaturze niemieckiej, od dawna obfitującej w sielankową poezję, prozę i dramat. Jednakże żadne z dzieł tego rodzaju nie miało charakteru tak bardzo i jawnie homoerotycznego. „Kyllenion” to zapis najskrytszych marzeń księcia Augusta von Sachsen-Gotha. Jeden z głównych bohaterów sielanki, bogaty i przewrotny Aleksis, to on sam, pragnący, by o jego względy zabiegał młodzieniec piękny i wierny jak Julantiskos.

* * *

Emil August Leopold von Sachsen-Gotha

Propylajon.
Obietnice.

Zima owładnęła chłodną, niemą mocą śpiącą naturę, pokrywając miasto i wieś, dolinę i góry swym białym całunem. Wszystko milczało, tylko nie śnieżące huragany, głucho wyjące bezbrzeżne potoki, huczące lasy i skowyczące, wygłodniałe drapieżniki. Ludzie byliby umarli z zimna i nudy, gdyby spragnieni radości nie cisnęli się do przyjaznego paleniska. Nawet poza tym szczęśliwi Arkadyjczycy płynęli do miast, pozostawiając dozór stad swym najwierniejszym sługom, i znajdowali tam przyjaźń i rozrywkę.

Alkine jeszcze nigdy nie wydała tak wspaniałej uczy jak tym razem. Oto ponad trzydziestu gości zebrało się było w jej pięknym wiejskim domu niedaleko Mantinei. Wszyscy przyszli, by oddać się radości, a po czterech pięknych dniach złożyć darzącemu wszystkim Panu wspaniałą ofiarę dziękczynną. Alkine, pociągająca gospodyni, wspierana przez swą serdeczną przyjaciółkę Myris, była właśnie zajęta tym, aby zmęczonych trzema hałaśliwymi dniami gości pobudzić wesołymi zabawami do nowej radości.

Ojcowie biesiadowali w osobnej komnacie. Większość mężczyzn grała w kości i przy tym ucztowała, albo rozprawiała o wojnie i polowaniu, miłości i zwadach. Barys, Menalkas, Mykon i Myrtilos siedzieli podchmieleni w kącie, syci kłamstw i wina. Matki przędły, gawędząc przy palenisku o starych czasach, obgadując nowe, knując spiski i obmyślając małżeństwa. Ojnone strzegła troskliwie i trwożnie swej córki Minoe, która tylko ukradkiem spoglądała smutno na swego umiłowanego Kyparissosa. Kyparissos stał ze skrzyżowanymi nogami w drzwiach jasno oświetlonej sali, a żwawe dźwięki tanecznych melodii płynęły nie słyszalne dla jego roztargnionej duszy.

Fyllis, Lesbia, Leukonoe, Melitis, Psyche i Chrysotrychia – i jak jeszcze one wszystkie się nazywały, młode piękności z Arkadii – promieniejąc radością i miłowaniem, kołysały się szybko i lekko, niczym delikatne ważki, smukłe i podkasane, wdzięcznie osnute fruwającym, przeźroczystym bisiorem. Pośród śpiewnych fal tańca ledwie dotykały zgiętymi czubkami palców rąk zgrabnie podskakujących młodzieńców i wprawnymi czubkami stóp bezgłośnie przebiegały gładkie jak lustro, kolorowe tafle posadzki. Tak lekko i zefirowo, że ledwie szybcy tancerze Aktajos, Barys, Koryntczyk Glaukidas, Strepsychoros, Myrtezjon, jasnokędzierzawy Eufias i jego brat, pięknooki Filantias, i mały Erantos mogli je doścignąć. Nigdy nie widziano podczas uczty tak doskonałych tancerzy i tancerek.

Wszakże koryfant [1] Aleksis o boskiej postaci niczym z kości słoniowej, w której niepojętnie piękne męskie kształty i dziewiczy, delikatny powab stapiały się ze szlachetną prostotą i spokojnym dumnym chłodem, prześcigał kunsztowną gibkością i zefirową lekkością wszystkich. Także niemal równie pięknego, ciemnokędzierzawego, ognistookiego, milutkiego Julantiskosa. Już dawno obu władców serc obrano jednogłośnie przewodnikami każdej radości, każdej zabawy, każdego tańca w Arkadii. Oni natomiast nie zazdrościli sobie. Fojbos [2] – Aleksis był ukochanym mężczyzn i kobiet; natomiast Hermes – Julantiskos jabłkiem, którego zazdrościły sobie dziewczęta.

Lampy płonęły, rozprzestrzeniając miłą woń. Flety i instrumenty strunowe, tympanony [3] i krotalony [4] rozbrzmiewały żwawo graną, skoczną melodią. Skrzętne niewolnice roznosiły dokoła owoce i słodki jak nektar melikraton [5], a także chłodny różowy galaktafron [6], lekkie ciasto szafranowe i wielobarwne słodkie pemmata [7] w zgrabnych, barwinkiem i rutą uwieńczonych kalathiskosach [8].

Julantiskos siedział z trudem powstrzymując łzy i wspierał wykrzywioną, nadąsaną twarz na rozpalonej prawicy. Obok niego siedziała śliczna przyjaciółka i kuzynka Nikrion, czubkami palców pieszcząca od niechcenia jego lewicę na swym łonie. „Ależ kochany bracie, uspokój się. Czyż nie jest to tylko nieodwzajemniony pocałunek, przerwana zabawa, nagłe milczenie, gdy się zbliżasz, i ciągniona dalej rozmowa eleuzyjskich dziewcząt. Czy są to wszystko, dobry Julantiskosie, aż tak okrutne zniewagi? Ach! Czyż nie ma pośród nas takiej, która może cię zabawić?” – „Kochana Baso, miłego wejrzenia Nikrion, nie wskazujcie mnie gościnnej gospodyni, bym przewodził zabawie, bo czyż pomimo brzmienia mego głosu, pomimo wyrazu mego spojrzenia, nie powinna ustawić pośród nas swego różanego tronu trudna do ujarzmienia uciecha i łatwa do spłoszenia radość. Czyż nie jest tak? A ten dumny tam ….”.

I Julantiskos wskazał na Aleksisa, który beztrosko rozłożony na sofie pomiędzy Mitylenis i Eunome, uśmiechając się do niego, gawędził z miłą gospodynią i jej przyjaciółką. Przy tym jego głos stał się dziecięco nadąsany. Przekornie wydymał delikatne różane wargi, potrząsając kapryśnie kędzierzawą głową Majapora [9]. „Nie, ten zły duch tam, któremu przecież nie mogę odmówić wielkiego wdzięku i królewskiej wzniosłości, i miejskiej ogłady i mistycznej wiedzy, mógłby wszak czuć, że ktoś go kocha”. – „A ty mógłbyś wczuć się”, przerwała mu niecierpliwie jego przyjaciółka, wymierzając mu niczym delikatną pogróżkę lekkie uderzenie w policzek, a swym filuternym spojrzeniem wywołując na jego policzkach dubeltowy rumieniec zawstydzenia. „Ach! Mógłbyś wreszcie zrozumieć mężczyzn, którzy najchętniej, niczym Partyjczyk, ranią uciekając”.

Powiedziawszy to wstała, aby wmieszać się w gromadę dziewcząt, które zawistnymi spojrzeniami trzymały pod strażą poufale gawędzących. Także Julantiskos podniósł się wolno, ułożył lekką szatę w wytworne fałdy i podał swej przyjaciółce rękę do tańca. Właśnie chór śpiewał lekką, żwawo wznoszącą się melodię, a on chciał zagłuszyć swój nastrój w szybkim strumieniu porywającej radości.

Matka Minoe, wielce doświadczona Ojnone, dotąd tak surowa nadzorczyni, zagłębiła się w przepastnych tajemnicach małżeństwa, szybko i żarliwie szepcząc z pięcioma swymi przyjaciółkami, a Kyparissos, wiernie kochający pasterz, wykorzystał sprzyjającą chwilę i splótł, chciwy miłowania, swe ramiona z ramionami ukochanego dziewczęcia. Ich serca biły w jednym rytmie, ich spojrzenia splotły się i podążyli w podskokach za szybko unoszącym strumieniem, którego byli dwoma stopionymi falami.

Natomiast Aleksis gawędził wciąż z czterema uroczymi dziewczętami. „Tak, tego, tego chcemy”. A jego długorzęse, onyksowe oczy skrzyły się przy tym dubeltowo pięknie w blasku świętej, boskiej radości, a zwykła dlań duma złagodniała na znak najradośniejszego marzycielstwa. „Także Eunome i jej córka Agatylis wycierpiały wiele przez spustoszenia Orasis [10]”. I położył trzy małe złote monety w przysłonięty kalathiskos, który litościwa Alkine obniosła dookoła, kwestując pośród swych gości. „Także resztki pokarmów”, powiedziała, „otrzymają moi biedni arkadyjscy wieśniacy”.

Aleksis, zakrywając ziewanie skrajem swej chlamidy, szeptał Myris w ucho: „Na Anterosa! Julantiskos jest piękny”. „Słusznie się zaklinasz”, szepnęła filuternie jego sąsiadka Mitylenis, „wszak ty jesteś jego kapłanem”. „I … jego ofiarą?” – odrzekł, udając nieświadomego, ten najbardziej uwodzicielski z mężczyzn. „Mów cicho”, zaszczebiotała skrycie rumieniąca się Eunome i szepnęła swemu sąsiadowi w ucho: „Zachwycasz się nim, a przecież tak srogo go krzywdzisz”.

Z niezadowoleniem i zimno się uśmiechając Aleksis zeskoczył z puchatego posłania, lekkim skłonem pozdrawiając cztery dziewczęta. Właśnie umilkły dźwięki i zmęczone pary rzuciły się zdyszane na kolorowy kobierzec niskiego perikline [11]. Chwycił zmieszanego Julantiskosa za wzbraniającą się rękę i popłynął z nim szybko przez rozległą przestrzeń sali tanecznej tam i z powrotem. „Nie zawsze można tańczyć, nie zawsze gawędzić, nie zawsze bawić się. Lampa potrzebuje oleju, a radość odmiany”, powiedział po długim milczeniu, a Julatiskos po długim westchnieniu: „Miłość i miłość odwzajemniona”. – „Co! Tak miłujesz? Biedny chłopcze”, przerwał mu niewdzięcznik i wzruszywszy ramionami zmierzył go powątpiewającym spojrzeniem. „Chyba będzie z ciebie gołąbek, tak mój mały?” – „Nie, paw!” I młodzieńcy rozstali się natychmiast z urazą w sercach.

Julantiskos mówił prawdę. Miłość umiera bez miłości odwzajemnionej. Ale Aleksis również powiedział prawdę. Nie zawsze można tańczyć, nie zawsze gawędzić, nie zawsze bawić się. Ponieważ znudzenie zaczęło już wyziewać swoje trujące mgły na zmęczonych gości, zwłaszcza na poróżnionych królów zabawy, każdy zirytowany dąsał się w swym kącie. Wszyscy wzdychali, przecierając sobie oczy. Ach! Gdzież jesteś miła odmiano? Ale ona nie przybywała.

Nagle otworzyły się cedrowe odrzwia sali. Katapetasma [12], ozdobiona fimbriami [13] i szkarłatnym lamowaniem, podniosła się z szelestem i weszła zadyszana, wpadła niczym gnana przez wiatr, jedna ze służących Alkine, radośnie wołając: „Dziś spotkała nasz dom wielka chwała i to tak późną nocą! Boska Aletofone domaga się odświętnej sukni i pucharu wina. Skoro tylko się ogrzała i nastroiła swą lirę, namaściła włosy i uwieńczyła rutą, przesyła przeze mnie swe pozdrowienie szlachetnej gospodyni i pragnie jej oraz gościom odsłonić na życzenie przyszłość”. – „Niech będzie pozdrowiona!”, zawołała Alkine, pośpieszając na przeciw Tajemniczej.

Wszyscy klaskali w dłonie z radosną niecierpliwością, wszyscy cisnęli się wykrzykując radośnie, spragnieni nowości, ku podwojom. A Aleksis, Mitylenis i Eunome szeptali do siebie ukradkiem: „Eleuzis [14]!”. Nagle napierający tłum rozstąpił się. Dostojna Demeterissa [15] wkroczyła swobodnie i pięknie do jasno oświetlonej sali i pozdrowiła wszystkich słowami: „Agapan kai filopan filois” [16].

Przywitała się ze wszystkimi niczym z dobrymi znajomymi, ze starym i młodym, kobietą i mężczyzną, panną i młodzieńcem, dziewczyną i chłopcem, przyjaźnie podchodząc i wypełniając każde serce głęboką czcią i miłym wzruszeniem. Nikt nie ważył się pytać, nikt nie śmiał prosić, a wszyscy milczeli lękając się i oczekując. Tylko ci, którzy szeptali o „Eleuzis”, ukryli swą gwałtowną radość pod wieloznacznym uśmiechem domyślających się z wyprzedzeniem szczodrej tajemnicy. Aletofone odgadła życzenie wszystkich i strojąc swą lirę usiadła na pozłacanym, hippogryfowym[17] krześle przyjaznej gospodyni.

„Przybyłam”, powiedziała Wielewiedząca [18], „by pocieszyć, by ostrzec”. I to mówiąc potarła pieszczotliwie swym policzkiem o koniuszki palców Alcine, które stojąca za nią położyła na jej krągłych ramionach barwy kości słoniowej, a jej piękne usta złożyły się jak do pocałunku. Teraz chciała od każdego z otaczającego ją kręgu usłyszeć o jego upodobaniach i w znajomym rytmie udzieliła każdemu ostrzeżenia lub przepowiedni. Każdy odczuł moc prawdy, policzki każdego zabarwiła nadzieja lub wstyd. Lecz wszyscy zapisali sobie głęboko w sercu to, co zaśpiewała, ponieważ nawet nagana Nadobnej była delikatna i pochlebna.

Barysowi, który na poły trzeźwy zataczał się, zaśpiewała:
„Kto w końcu siebie zna, ten pije”.
Barys odszedł, aby napić się. Lecz nie poznał siebie.

Nieprzystępnej Oniklei zaśpiewała:
„Przeklnie Cię miłość,
Ukarze za zuchwałe czyny,
Ponieważ łasując wykradłaś nektar,
Broni podstępnie jej pozbawiając”.
Lecz ta kiwała obojętnie i nie rozumiejąc swą dumną głową.

Dalej śpiewała:
„Przyjemną jest nimf odpłata,
Obfitującym ich łagodne panowanie.
Wierność zbliża się do mrocznego miejsca,
Składa mrucząc świętą przysięgę”.
A Kyparissos i Minoe spojrzeli na siebie ukradkiem i z nadzieją. Natomiast inni nie wiedzieli, dla kogo to było ważne.
I od nowa podnosząc swój melodyjny głos, mówiła:
„Czy znasz ten brzeg, dawnych czasów
Czarodziejskie zwierciadło,
Gdzie wiecznie lilie niewinności kwitną?
To jest tajemnic święta kraina”.

I obejmując przy tym Nikrion, włożyła jej swój ruciany wianek na dziewczęce czoło. Niektórzy zazdrościli Julantiskosowi towarzystwa Basy. Toteż do Julantiskosa zwróciła się Wszystkowiedząca, składając pocałunek na jego delikatnych rzęsach:
„Milutki, dokąd to, dokąd?
Przez płomienie, przez tęsknotę,
Przez pocałunki, przez podniety
Pędzi cię twój śmiały zmysł
Ku zakazanemu niebu”.

Julantiskos skrył się rumieniąc, a promień nadziei rozjaśnił jego ponurą duszę. Wszak, gdy go całowała, powiedziała mu cicho: ”Wierność zwycięża”. Lecz gdy wycofywał się w tłum młodych Arkadyjek, Aleksis rzucił mu drwiące spojrzenie, które wszakże ściągnęło na niego surowy wzrok Wszystkowidzącej pieśniarki:
„Wierność zwycięża.
Wierność zdobywa najpiękniejszą nagrodę.
Niech nie odstraszy cię
Chłodna wyniosłość.
Promienie podążają za promieniami
Aż znikną chmury”.

I serca rozpaczających niekochanych wypełniły się nadzieją, a ich pobladłe policzki zabłysły w różanym świetle pomsty. Lecz Julantiskos musiał odejść na bok, aby ukryć swe łzy, a Aleksis swój zrodzony z cudzego nieszczęścia uśmieszek. Natomiast Kyparissos i Minoe uścisnęli sobie radośnie dłonie, uwolnieni od presji rodziców dzięki osłaniającej ich obecności Aletofone.

Jeszcze niejedno zaśpiewała Demeterissa, co tylko niektórzy zrozumieli. Następnie osłoniwszy się swym tysiąckrotnym welonem i pozdrowiwszy każdego, odchodząc sięgnęła pieszczotliwie po piękne ramię gospodyni, i gdy młody i stary, wychwalając i dziękując, i wielbiąc ją, towarzyszył jej aż do cedrowych odrzwi sali, odwróciła się jeszcze i odsłoniła swe wspaniałe oblicze. Potrójny urok łaskawości unosił się ponad boską sylwetką Aletofone, a kiedy podawała wróżącą szczęście lewicę Julantiskosowi i karzącą prawicę Aleksisowi, tak proroczo powiedziała:
„Gdy byka i orła krew skropi cię,
królu gór,
a delikatne złoto boskiego oblicza
otoczy blaskiem,
który obfitością darzy niwy, kolebkę
szukających się dusz,
wtedy, o Erosie, obejmie cię Anteros, na zawsze
z tobą pojednany”.

I gdy siła świętej przepowiedni zmiękczyła dwa zagniewane na siebie serca, zasłoniła się znowu, na powrót obejmując ramię swej gospodyni. Nagle umilkł chór, pogasły lampy i każdy, skradając się wyczerpany i oszołomiony, powrócił do swego łoża. Lecz nie po to, by spać, nie, lecz po to, by czuwając wspominać Aletofone. O czym marzył Julantiskos, pozwalały się domyślać jego koralowe usta i pobladłe policzki. Także pełne nadziei zbliżenie Minoe i Kyparissosa przy bomosie[19] Pana zdawało się być spełnieniem ich marzeń. Co natomiast niejednemu innemu się zdawało, wiedzieli tylko Aletofone i wszystko pojmujący bogowie. Wszak nie wszyscy pozostali dla złożenia ofiary.

Literatura:
[August von Sachsen Gotha], Ein Jahr in Arkadien., [Jena] 1805.
O. Brühl, Emil August, der >peinliche Herzog<, tekst na stronie internetowej: www.olafbruehl.de/ea-art.htm.
P. Derks, Verbotner Himmel und entfernter Frühling, w: August Herzog von Sachsen Gotha (1772-1822). Ein Jahr in Arkadien. Nachdruck der Ausgabe von 1805, wyd. P. Derks, Berlin 1985.
O. Jurewicz i L. Winniczuk, Starożytni Grecy i Rzymianie w życiu prywatnym i państwowym, Warszawa 1973.
Der kleine Pauli. Lexikon der Antike, wyd. K. Ziegler, W. Sontheimer, t. 1 – 5, München – Stuttgart 1967-1975.
H. Licht [właść. P. Brand], Sittengeschichte Griechenlands, t. 1-2, Berlin b.d. [1925].
J.F. Reichardt, Vertraute Briefe geschrieben auf einer Reise nach Wien und den Österreichischen Staaten zu Ende des Jahres 1808 und zu Anfang 1809, wyd. G. Gugitz, t. 1-2, München 1915.
E. Wolff, H. Zelton, Der neue Literaturführer. Deutsche Dichtung vom Nibelungenlied bis zur Weimarer Klassik, Wilhelmshafen 1996.

Przypisy:
[1] Autor zlewa tu w jedno dwa pojęcia: korybant (grec.) – kapłan-tancerz, uczestniczący w orgiastycznych obrzędach bogini Kybele i koryfajos (grec.) – przewodnik chóru lub pierwszy tancerz, wodzirej.
[2] Fojbos – jeden z przydomków Apollina.
[3] Tympanon (grec.) – bębenek, tamburyn.
[4] Krotalon (grec.) – grzechotka, kastaniety.
[5] Melikraton (grec.) – napój będący mieszaniną wina i miodu.
[6] Galaktapfron (grec.) – pienisty napój mleczny.
[7] Pemma (grec.) – ciastko.
[8] Kalathiskos (grec.) – koszyczek.
[9] Majapor – syn Mai, czyli Hermes.
[10] Właściwie: horasis (grec.) – widzenie, spojrzenie, zjawisko; być może chodzi o pojawiającego się w dalszej części książki potężnego orła.
[11] Perikline (grec.) – dookolne łoże, ustawione wzdłuż ścian pomieszczenia.
[12] Katapetasma (grec.) – zasłona okrywająca drzwi.
[13] Fimbria, – ae (łac.) – frędzel, frędzle.
[14] Eleuzis (grec.) – miasto w Attyce, ośrodek kultu Demeter i Persefony, czczonych podczas misteriów zwanych „eleuzyńskimi (grec.: Eleusinia); eleusis (grec.) – przybycie.
[15] Demeterissa – czyli kapłanka Demeter, chodzi o Aletofone.
[16] „Agapan kai filopan filois”- pozdrowienie oznaczające mniej więcej: „Braterstwo i umiłowanie przyjaciołom”
[17] Hippogryf – mityczne zwierze w rodzaju gryfa.
[18] Chodzi oczywiście o Aletofone, zwaną dalej także Wszystkowidzącą i Wszystkowiedzącą.
[19] Bomos (grec.) – ołtarz.

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

1 komentarz do: Arkadyjski sen księcia Augusta

  • Erico

    [Re: Arkadyjski sen księcia Augusta]

    no rzeczywiście, miejscami ostre:
    „jego koralowe usta i pobladłe policzki”
    „Przekornie wydymał delikatne różane wargi”
    Lubie kawałki, w których akcja zaczyna się gdy się wszystko się kończy
    Ale po orgii przymiotników coż jeszcze zostało?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa