Wspomnienie o 'Efebosie'

Wspomnienie o „Efebosie”,
czyli o narodzinach i krótkim żywocie pewnego pisma.

Przed dwudziestu laty ukazało się w Warszawie pierwsze, niemal „podziemne” gejowskie pismo. Należałem do niewielkiej grupy ludzi, którzy je stworzyli, toteż postanowiłem spisać to, co zapamiętałem, posiłkując się moimi notatkami z tamtego czasu.

Wiosną 1987 r. miałem niecałe 24 lata i studiowałem archeologię na Uniwersytecie Warszawskim. Dopiero wchodziłem w środowisko gejowskie, jakże różne od dzisiejszego, bez gejowskich pism i stron internetowych, za to z nieciekawymi „miejscami spotkań”, jakimi były niektóre kawiarnie, parki i publiczne toalety. Szczególnie te ostatnie (zwane „pikietami”) budziły moje obrzydzenie, toteż dużo myślałem o tym, że warto zacząć coś robić, by zmienić realia gejowskiego życia, organizować się, może nawet coś wydawać.
Czasem rozmawiałem na ten temat z moimi przyjaciółmi, Jankiem i Zbyszkiem, o których wiedziałem, że działają w podziemnej „Solidarności”. Przekonywałem ich, że „Solidarność” mogłaby zająć się problemem homoseksualistów jako jednej z grup dyskryminowanych przez władze. Ale oni uważali, że to absolutnie nierealne. A gdy nalegałem, któregoś wieczora usłyszałem wprost: „Nie chcemy mieć z tym nic wspólnego. I żaden z naszych znajomych nie będzie chciał nieć z tym nic wspólnego”.
Toteż gdy w połowie maja dowiedziałem się od innego z moich znajomych, Adama, że w Warszawie zawiązała się gejowska organizacja, przyjąłem tę wiadomość niemal jak objawienie. Poprosiłem Adama, by koniecznie wprowadził mnie do tego grona. Tak też się stało.

W sobotę, 23 maja, pojechaliśmy razem na ulicę Piaseczyńską, gdzie w budynku, będącym rodzajem obszernej piwnicy pomiędzy blokami, odbywały się spotkania organizacyjne. Lokal ten był siedzibą PRON-u, czyli –wyjaśniam młodszym czytelnikom- Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Zbierająca się w nim grupa dwudziestu kilku gejów i lesbijek oficjalnie rzecz ujmując należała do Klubu Młodego PRON-owca i tworzyła sekcję środowiskową tej organizacji.
Nie budziło mojego zachwytu to, że działamy pod auspicjami PRON-u. Należałem wszak do sympatyków „Solidarności” i bardzo nie lubiłem paskudnej „Komuny” z generałem Jaruzelskim na czele. Ale skoro już wiedziałem, że „Solidarność” raczej nie będzie angażować się w sprawy gejowskie, łatwiej mi było znieść poczucie duchowego rozdwojenia. Pomyślałem sobie: idę z tymi, z którymi jest mi po drodze do celu, do którego zmierzam. A najważniejszym celem była dla mnie odtąd lepsza przyszłość środowiska, do którego należę z natury.
Oczywiście wiedziałem, że tak naprawdę władze PRL nie darzą nas gejów sympatią. Nie miałem wątpliwości, że jesteśmy kontrolowani. Pewnie niebawem jakiś historyk z IPN-u odnajdzie materiały na nasz temat usłużnie dostarczane bezpiece przez tajnych współpracowników, kryjących się … wśród nas. W każdym razie: były to okoliczności mogące budzić moralny sprzeciw, ale nie mieliśmy na nie wpływu. A większość z nas sądziła, tak samo jak ja, że pomimo wszystko warto próbować coś zrobić.

Nie było to łatwe z wielu względów. Pierwsze zebranie, na którym się pojawiłem, było zdaje się czwartym z kolei, a jego przebieg nie napawał optymizmem. Tworząca się organizacja wciąż nie miała nazwy i programu działania, jak również koncepcji planowanego pisma. W dyskusji dominowały głosy osób robiących sobie kpiny niemal ze wszystkiego lub odrzucających każdą propozycję jako za mało nowatorską lub w ogóle złą, a nie proponujących w zamian nic sensownego. Co i raz dało się słyszeć: „Nie wiem jak, ale tak na pewno nie”.
Toteż nie zdziwiło mnie zbytnio, że owym „wybrzydzaczom” nie spodobał się mój pomysł, by planowane pismo –a w przyszłości może także organizację- nazwać „Efebos”. Zaproponowałem to zainspirowany świeżo przeczytaną książką Jarosława Iwaszkiewicza „Spotkania z Szymanowskim”. Iwaszkiewicz poświecił w niej sporo uwagi wciąż mało u nas znanej, zachowanej tylko we fragmentach książce Karola Szymanowskiego zatytułowanej „Efebos”, chyba najpełniej wyrażającej homoseksualną naturę kompozytora. Sądziłem, że nadanie naszej organizacji i pismu takiej właśnie nazwy będzie pięknym nawiązaniem do tradycji. I zapewne dlatego propozycja została początkowo odrzucona głosami przeciwników odwoływania się do przeszłości.
Na następne sobotnie zebranie zaopatrzyłem się więc w wypisany ze „Spartakusa” wykaz organizacji gejowskich z różnych stron świata, noszących nazwy zaczerpnięte ze spuścizny antyku lub tradycji biblijnej. Pomimo takich argumentów, nie od razu udało mi się przekonać większość obecnych, by planowanemu pismu nadać tytuł „Efebos”. A gdy to nastąpiło, zaczęły się dyskusje o jego zawartości. Ciągnęły się one w nieskończoność, przeradzając w towarzyskie pogawędki, z których wciąż nic nie wynikało. W końcu zgromadzeni zrozumieli, że tracą czas, że nie sposób tworzyć pisma w dwadzieścia osób. Wyłoniliśmy kilkuosobowe grono redakcyjne, w którym i ja się znalazłem.

Zebrania redakcji odbywały się od pierwszych dni czerwca na Grochowie w mieszkaniu Sławka, trochę od nas starszego reżysera, lub na Żoliborzu u Krzysztofa, wówczas studenta Politechniki Warszawskiej. To tam powstawał „Efebos”, pismo Warszawskiego Ruchu Homoseksualistów, bo taką nazwę przyjęła w końcu nasza organizacja. Waldek, będący przewodniczącym lub -jak mówiliśmy w żartach- „prezesem” Ruchu, uważał, że tworzone przez nas pismo powinno zawierać przede wszystkim fotografie rozebranych chłopaków. Taka koncepcja nie podobała się nam, ponieważ wiedzieliśmy, że „Efoebos” będzie powielany na kserografie, co przy ówczesnym poziomie techniki dałoby mizerny efekt. Przede wszystkim jednak chcieliśmy stworzyć pismo o charakterze społeczno-kulturalnym. Przekonaliśmy Waldka i z zebranych materiałów, naszych lub zapożyczonych z literatury, wybraliśmy teksty na pierwszy numer pisma. Miał się on składać się z dwóch kartek A4 złożonych w pół, czyli liczyć sobie osiem stroniczek.

Strona techniczna przedsięwzięcia wyglądała tak: Każdy z tekstów został przepisany na maszynie, a następnie pocięty na kawałki, z których skleiliśmy makietę uzupełnioną rysunkami Sławka. Przygotowany w ten sposób materiał powędrował do powielenia na ksero w … Prokuraturze Generalnej. 16 czerwca rano spotkałem się w jednym z budynków Politechniki Warszawskiej z Grzesiem, który przyniósł gruby plik kartek owiniętych w szary papier. Było to pierwszych kilkanaście numerów „Efebosa” w postaci luźnych kartek, które należało samemu złożyć, zszyć i … rozdawać. W sumie planowaliśmy powielenie 50 egzemplarzy, czyli ilość strasznie małą, biorąc pod uwagę nasze zamierzenia, by pismo dotarło nie tylko do gejów, czyli do „naszych”, ale także do „reszty świata”.

Pierwszą stronę „Efebosa” wypełniał tekst od redakcji, zawierający program Warszawskiego Ruchu Homoseksualistów, który pod wieloma względami pozostaje wciąż aktualny, szczególnie jeśli chodzi o „propagowanie wśród homoseksualistów idei monogamicznych związków oraz metod bezpiecznego zachowania w sferze seksu” i „zwalczanie stereotypowego wizerunku >pedała – zboczeńca<, zatarcie karykaturalnego obrazu obyczajowości naszego środowiska”.

Po programie umieściliśmy wnikliwy, dwustronicowy komentarz Adama, wówczas studenta filozofii, który podpisał swój tekst pseudonimem Tomasz Adamski. Zacytuję z niego następujące stwierdzenie, aktualne zarówno w PRL jak i w IV Rzeczypospolitej: „Sytuacja, w której się ośmiesza bądź prześladuje homoseksualistów tworzących >małżeństwa<, prowadzi koniec końców do tego, że kwitnie ów promiskuityzm pikietowo-saunowy, ponieważ okazuje się, ze jest on obyczajowo bezpieczniejszy, bo nie grozi dotkliwymi sankcjami moralnymi, gdyż mniej rzuca się w oczy znajomym i sąsiadom, a ma co najwyżej przygodnych świadków”.

Strony 4 i 5 wypełnił następny … komentarz autorstwa Sławka, posługującego się pseudonimem Królik. Tekst ten, zatytułowany „Kim jesteśmy? Skąd przychodzimy? Dokąd idziemy?” i dziś czyta się z zainteresowaniem, aczkolwiek wielu odbiorców może razić przekonanie piszącego, że przyczyną homoseksualizmu są przede wszystkim błędy w procesie wychowania. Dalej znalazł się mój tekst „Dawid i Jonatan”, podpisany Piotr Schlegel, będący skrótem tekstu o homoseksualizmie w Biblii, który bezskutecznie od dłuższego czasu próbowałem gdzieś opublikować. Może i dobrze, że nigdy nie ukazał się w całości, ponieważ dziś nie podpisałbym go nawet pseudonimem. Chociaż, biorąc pod uwagę fakt, że nie miałem wówczas dostępu do rozsądnej literatury i bazowałem głównie na własnej analizie tekstu biblijnego, efekt i tak był niezły.

Po „Dawidzie i Jonatanie” umieściliśmy jeden z epigramów Marcjalisa, a zamknięciem numeru była odezwa Warszawskiego Ruchu Homoseksualistów, zachęcająca potrzebujących pomocy i zainteresowanych współpracą do nawiązania kontaktu. Odezwa ta była kolportowana także w formie ulotki.

Rozprowadzenie niewielkiej ilości egzemplarzy „Efebosa” wśród znajomych odbyło się bardzo szybko. W ogóle był to gorący czas – nie tylko ze względu na prawie letnie upały – i wciąż pojawiały się nowe sprawy. Któregoś dnia z inicjatywy Waldka udaliśmy się we dwóch do Ministerstwa Zdrowia, by nawiązać współpracę w sprawie profilaktyki AIDS. Pamiętam też poszukiwania innego lokalu, w którym mogłyby się odbywać spotkania Ruchu.

Na ogólnych zebraniach w piwnicy na Piaseczyńskiej rozważaliśmy wciąż problem nazwy naszej organizacji. Bogdan, wówczas pan po 50-ce, zaproponował, by Warszawski Ruch Homoseksualistów nosił imię Władysława Warneńczyka. Na tym samym zebraniu, ostatnim przed wakacjami – było to 20 czerwca – pojawili się czterej wyjątkowi goście: Marek z Wiednia, delegat ILGA na Europę Wschodnią oraz dwaj ludzie z Wrocławia i jeden z Gdańska. Ci ostatni reprezentowali działające w tych miastach, podobne do naszej, półlegalne organizacje gejowskie.
Wielu z nas przyjeżdżało na zebrania tym samym autobusem, np. 116, toteż w sobotnie popołudnia z autobusu tej linii na przystanku przy Sobieskiego wysiadała mniejsza lub większa grupa członków naszej organizacji. W żartach mówiliśmy więc, że przyjechaliśmy „ciotobusem”. Po zebraniach szliśmy często na spacer. Wszystko to rodziło wspaniałe poczucie wspólnoty, przedtem zupełnie nieznane większości z nas.

Z nadejściem wakacji większość członków Ruchu, głównie studentów, rozjechała się w rodzinne strony. Tak było i ze mną. Po wakacjach moje kontakty z działaczami Ruchu były bardzo rzadkie. Nie uczestniczyłem w przygotowaniu drugiego i – o ile mi dobrze wiadomo – ostatniego numeru „Efebosa”, liczącego zaledwie cztery stroniczki. Po prostu musiałem zająć się moją pracą magisterską, co nie pozostawiało mi czasu na udział w wielogodzinnych spotkaniach i dyskusjach.

Pierwsza strona „Efebosa”

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

18 komentarzy do:Wspomnienie o 'Efebosie'

  • ww

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Zaskoczył mnie fakt że nawet ta połowiczna legalizacja była wówczas możliwa. Szkoda, że Efebos nie był publikowany dłużej, być może przy sprzyjających wiatrach dziś wspominałoby go szersze grono.
    Nie myślał pan o zeskanowaniu i puszczeniu w obieg całości? Przyznam że mnie frapuje postrzeganie siebie przez homoseksualistów, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o Teletubisiach ;)

  • YARO z sopot

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    –fajne archeo!–BRAVO!

  • royte_pomerantsn

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Świetne wspomnienie – i niezwykła inicjatywa, wtedy… Czemu ja o tym wcześniej nie wiedziałam???

    Szkoda tylko, ze zabrakło pary na więcej numerów – choć doskonale rozumiem, jak łatwo się wykruszyć, szczególnie w czasach studenckich… Zrobiliście sporo dobrej roboty :)

  • cesare

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Poruszające, słodko-gorzkie, świadectwo historii inicjacyjnej, dojrzewania na przekór opresywnej rzeczywistości do godnego, wartościowego życia homoseksualisty, świadomego swej tożsamości i siły, niezwykle wyraziście ilustrujące, jak wiele – niewątpliwie – się dokonało, ale i jak wiele jeszcze dzieli nas od tych możliwości wyrażania siebie, jakie otwierają się przed heteroseksualną większością.

  • Czarek

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Goraco popieram pomysl zeskanowania i umieszczenia on-line wszystkich numerow! Pozdrowienia dla Redaktorow!

  • matin

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Niesamowite – kto by pomyślał, że przed pokoleniem czytelników „Inaczeja” też żyli geje :) Popieram pomysł udostępnienia skanów wszystkich numerów.

  • Erico

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    W Schwules Museum w Berlinie bileterem był siwy i nobliwy dziadziuś. Niestety, obecnie mając 30 lat, ma wrażenie, że starszych ode mnie gejów i lesbijek można policzyć na palcach jednej ręki? Gdzie są wszyscy pozostali?

  • Walpurg

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Na http://www.polgej.pl jest podobnie „archeologiczny” tekst Marcina Krzeszowca o kilku osobach z tamtych czasów – końca lat osiemiedziesiątych i początku dziewięćdziesiątych.

    Pomysł ze skanami bardzo dobry. Homiki pewnie znalazłyby trochę miejsca na wystawę „Archeologia Homików”

    Musimy jak najwięcej zachować takich materiałów. Następne pokolenia muszą wiedzieć jak to wszystko się zaczynało!

  • kasia_encanto

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    ..a ja myślałam, że o ruchu lgbt w naszym kraju wiem sporo…
    super tekst :)

  • twinky

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Z tego tekstu bardzo jasno wynika, jak zmienił sie w ciągu ostatnich 15 lat obszar działania organizacji, czy też szerzej – osób, działajacych na rzecz osób homoseksualnych. W dzisiejszych czasach na szczęście nie ma już postulatów typu – „zatarcie karykaturalnego obrazu obyczajowości naszego środowiska” – kompletnie nie wiem co to znaczy??
    Trąci to lekką homofobią wewnątrz środowiska – ostracyzmem dotykającym osoby przegięte, nie mieszczące się w tzw. heteromatriksie. Niestety, takie myślenie wciąż żywe jest wśród wielu gejów – zwłaszcza tych starszych, którzy z jednej strony chcieliby się wyzwolić z wszechogarniającej heteronomatywności zachowań, z drugiej zaś – za nic w świecie nie porzucą swojego stereotypowego myślenia o inności.
    A poza tym – tekst bardzo fajny, bo odkrywający historię początków zorganizowanych działań na rzecz LGBT, o której wiemy ciągle tak niewiele.

  • zadra

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    super teskt, zupelnie nieznana historia! ile jeszcze takich jest do odkrycia…. i czy ktos to bedzie w stanie zrobić?

  • Tomek

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Doceniam to że jest to szczere, chyba wybuchnąłbym śmichem czytająć kolejną martyrologoczną opowiastkę jak to dzielni działacze Solidarności walczyli z podłą komuną. A tu było dokładnie odwrotnie.

  • woytek

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    popieram inicjatywe zarchiwizowania on-line „Efobosów”, trzeba tez poprawić wszelkie kaledaria zycia gejowskiego w PL. Mam nadzieje ze bedzie to lekcja historii dla najmlodszych , ktorzy wkoncu zaczna szanowac starszych kolegow z branzy za trudy z jakimi sie musieli zmierzyc.

  • AnnAn

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Bardzo ciekawe :) i z pierwszej ręki!!
    Pomysł na stworzenie miejsca na stronach , gdzie można byloby zobaczyc materiały archiwalne świetny !!! jest bardzo dużo rzeczy, druków i ulotek , które są juz materiałami archiwalnymi i swiadectwami tego co dzialo sie w Polsce w ruchu LGBT ale niestety najczesciej są dostepne tylko w siedzibie organizacji lub u prywatnych osób i niewiele osob spoza ma do nich dostęp. A to jest kawał historii :) gdyby to wszystko ( dobrze – wiekszość ;) wrzucić na strony… :D

    Dla wszystkich zainteresowanych polecam:
    dzial Historia ze Innej strony , np: http://www.innastrona.pl/bq_polhist.phtml
    oraz Kalendarium LEStesmy
    http://www.porozumienie.lesbijek.org/KalendariumLestesmyPolska.htm

  • piotrek_jasiewicz

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    W tamtych czasach trzeba było rzeczywiście być bardzo odważnym, aby robić takie rzeczy. Homoseksualizm to było najgorsze zboczenie, z łatwością traciło się dobre imię bez jakiegokolwiek prawa do obrony.

  • Waldek Zboralski

    [Historia Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego]

    Ostateczna nazwa organizacji, jaką geje w Warszawie chcieli zalegalizować miała postać taką: Warszawski Ruch Homoseksualny. Paweł Fijałkowski musiał występować wtedy pod jakimś pseudonimem (jakim?), bo tego nazwiska nie przypominam sobie. Zupełnie zaskoczył mnie ten szczegół w relacji o tworzeniu Efebosa, że Waldek, „prezes” grupy zabiegał „głównie” o zdjęcia nagich chłopaków?! Nigdy bym takiego marnotrawstwa miejsca nie postulował, zwłaszcza, że miałem sensowne podpowiedzi od kolegów z Wiednia i Wrocławia, wydawców ich ETAPU, co powinno być w takmi malutkim „samizdacie”… W końcu z braku PIENIĘDZY „Efebos” stał się… efemerytą… No ale reszta tekstu się zgadza.
    Pozdrawiam
    Waldek Zboralski
    „prezes” WRH

  • pt

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    hehe tak cosna wzor bojownikow z solidarnosci tyle, ze to byli kryptokomunisci-)) nie wszyscy. zdarzali sie takze prawdziwi, naiwni jak cholera idealisci o mozgu wypelnionym woda-))

    ale swoja droga to chcialbym pismo gejowskie. jakies fajne. kiedys Nowy Men nam sie podobal. czytalismy ciekaostki i opowiadania i ogladalismy brazylijczykow. potem nastala epoka brzydkich facetow w NM. staruchy, albo w skorach, albo w kolczyykach czy z brzuchem. ohyda. i Nowy Men wreszcie padl. teraz jest net, wiec ciekawostki moze mniej sie licza, ale wciaz sie licza. mnostwo informacji o gejach i opowiadania i brazylijczycy-))) to byloby fajne-))) a moze jest cos takiego?

  • Ed

    [Re: Wspomnienie o 'Efebosie']

    Jeja, wzruszajace. Mam ochote Pawla wysciskac. Piszcie wiecej wspomnien, lza sie w oku kreci….




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa