- homiki.pl - http://homiki.pl -

Siatkówka w Pradze

[1]
Co może robić blisko 200 osób homoseksualnych z 11 krajów Europy w jednym miejscu w Pradze? Hm… Wyobraźnia niektórych z Was robi wrażenie:) Nie tańczą, nie kręcą filmu z seksem zbiorowym i nie pikietują na ulicy. Ci geje i lesbijki, o których będzie mowa w tym tekście, grają w siatkówkę

W stolicy Czeskiej Republiki odbył się 8 coroczny turniej siatkówki gejowskiej Prague Rainbow Tournament 2007. Udział w turnieju wzięło 28 drużyn z takich krajów, jak: Czechy, Francja, Anglia, Włochy, Niemcy, Hiszpania, Węgry, Holandia, Austria, Słowacja i Polska! Najliczniejsi byli oczywiście Czesi (wystawili aż 7 zespołów), ale wyjątkowo ciepło przyjęto właśnie nas – Polaków. Był to bowiem pierwszy w historii turniej gejowski, na którym pojawiły się aż dwie biało-czerwone drużyny! Zresztą jedna z nich stanęła nawet na podium… Ale nie wyprzedzajmy faktów:)

Drużyny gejowskie podzielone były na 3 grupy: B+ (najsilniejsza), B– (średnia) i C (poziom podstawowy). Jako że do Pragi przyjechały także 2 teamy lesbijek – stworzono dla nich osobną grupę i już w pierwszym meczu rozegrały mecz finałowy.

Walka była bardzo zacięta i większość meczy stało na naprawdę wysokim poziomie. Polskę reprezentowały drużyny z Warszawy (Volup) i Śląska (Zabójcze Ryjówki). W sumie na parkiecie pojawiło się 17 Polaków (jeden z nich – Łukasz – grał w Londyńskiej drużynie i zajął z nią pierwsze miejsce w grupie B–).Drużyna warszawska walczyła jak zwykle bardzo dzielnie, ale tym razem to Zabójcze Ryjówki zaklasyfikowały się wyżej. Jako że jestem kapitanem tej drużyny, to chętnie się pochwalę, że zajęliśmy trzecie miejsce w grupie najsilniejszej  B+. Był to dla nas duży sukces, biorąc w dodatku pod uwagę, że w Pradze graliśmy nasz pierwszy turniej siatkarski. Było nas ośmiu i każdy z nas wniósł coś od siebie do drużyny. W „małym finale” udało nam się pokonać francuską ekipę, która wcześniej wygrała z nami w grupie. Zemsta była słodka, tym bardziej, że Francuzi nie wykorzystali trzech meczboli! My za to, z polską fantazją, uderzyliśmy w tiebreaku i wygraliśmy w nim zdecydowanie! Emocji nie brakowało, a wiele akcji było na profesjonalnym poziomie. Parę miesięcy temu nie uwierzyłbym jeszcze, że geje tak dobrze mogą grać w siatkę:) Całe zmagania wygrała drużyna Gospodarzy, pokonując w finale Włochów z Milanu.

Oprócz tego, że mogliśmy ze sobą porywalizować na boisku, nie zabrakło też części „rozrywkowej”. W końcu turniej trwał 3 dni, a chyba nie myślicie, że wieczorem szliśmy grzecznie spać:) Nasi wspaniali organizatorzy przygotowali imprezę w jednym z praskich klubów gejowskich. Przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy na scenie zobaczyłem jednego z chłopaków. W ciągu dnia grał przeciwko nam w jednej z drużyn, wieczorem wcielił się w postać Tiny Turner i dał prawdziwy popis animacji:) Zresztą na dyskotece pojawiła się też Marylin Monroe i kilka innych gwiazd drag-queen! Zabawa była przednia, a na parkiecie daliśmy jak zwykle czadu:)

Takie turnieje dają możliwość do spotkania się ludzi z całej Europy. Nawiązały się nowe przyjaźnie i znajomości, które w przyszłości zaowocują pewnie kolejnymi spotkaniami. Dla mnie jednak najważniejsze było to, że mogłem się czuć sobą. Nikomu nie przeszkadzało to, że chodziłem ze swoim chłopakiem za rękę (zresztą okazało się, że w centrum Pragi to częsty obrazek), a wręcz przeciwnie – spotykało się to z akceptacją i sympatią. Tak bardzo to uwewnętrzniłem, że kiedy wyszliśmy już z hali, znowu chciałem przytulić moją drugą połówkę i nagle uprzytomniłem sobie, że teraz muszę już się liczyć ze wzrokiem przechodniów. To był dla mnie mały szok kulturowy – przejście ze świata mi przyjaznego w rzeczywistość. Tym bardziej było to przykre, że w metrze spotkaliśmy się z homofobicznym nastawieniem do nas. Smutne, ale prawdziwe.

Jeden z Francuzów podszedł do mnie po meczu i zapytał, czy w Polsce wciąż rządzą „bliźniacy”. Kiedy powiedziałem, że tak, złożył na moje ręce wyrazy współczucia. Pozwólcie, że nie zacytuje jego słów, ale znał ich nazwisko i parę faktów na temat ich „popisów”. Obiecałem, że kiedy będziemy organizowali jakiś turniej w Warszawie, to nie zaprosimy ich na jego otwarcie:)

Zamknięcie imprezy odbyło się w praskim teatrze. Każda z drużyn otrzymała pamiątkowy plakat, a najlepsze – sympatyczne upominki. My dostaliśmy puchar za trzecie miejsce. Ładnie wygląda na moim biurku, ale samotnie… Na następnym turnieju postaramy się mu o większego „braciszka”, ale broń Boże nie „bliźniaka”:)

Autorzy:

zdjęcie Siatkarz

Siatkarz [2]

felietonista, pisarz, wykładowca przedmiotów psychologicznych, tłumacz literatury słowackiej, a także aktywista promujący sport w środowisku LGBT. W życiu osobistym miłośnik sportu, dobrej książki i spokojnych pubów.