O stałości i zmienności

Lat mam w tej chwili dwadzieścia dwa, czyli, jak by na to nie patrzeć, mało. Seksualności swojej świadom jestem od lat gdzieś tak siedmiu. Szmat czasu, w moim przypadku. Wystarczająco długo, żebym zdążył dokonać paru przełomowych dla mnie odkryć, zafundować sobie i innym kilka spektakularnych coming outów, doświadczyć roztrzaskania się idei o bruk na własnych oczach i skórze i wylądować od czasu do czasu na kozetce psychoterapeuty.

Mam wrażenie, że siedzę jakoś okrakiem pomiędzy dwoma światami. Jednym, w którym rozgrywa się debata na temat zalegalizowania związków homo i na temat adopcji dzieci przez pary gejowskie, w którym to świecie ludzie cenią, powiedzmy, post-chrześcijańskie wartości, jak miłość, godność, szczerość, zaufanie, czy stałość, w którym ma się jakiś plan i dąży do osiągnięcia jakiegoś celu. Drugi świat to ten, w którym nie wypada oczekiwać od partnera zbyt wiele, bo rozumiane jest to jako przejaw egoizmu. W świecie tym wszyscy „zeszli na ziemię”, są pogodzeni z faktem, że miłość nie trwa wiecznie, więc nawet tej wieczności nie szukają. Tutaj się po prostu umawia na spotkanie i patrzy, co z tego wyjdzie, a bliskość nie jest czymś, co się buduje, a raczej czymś, co się pojawia lub też nie. Świat numer jeden można dla zwięzłości umownie nazwać romantycznym, czy neoromantycznym, a świat numer dwa – postmodernistycznym.

Jakkolwiek staram się uciekać od rozsądzania, który z tych światów jest lepszy i która z postaw bardziej godna naśladowania, to podejrzewam, że nawet z powyższego opisu widać, że najzwyczajniej w świecie boli mnie, że tak trudno jest znaleźć sobie stałego partnera, ba, nawet – znaleźć kogoś, kto stałego partnera w ogóle szuka. Nie mam bladego pojęcia, z czego to wynika. Najoczywistszą diagnozą wydaje się, że – no, po prostu świat idzie do przodu, zmieniają się hierarchie wartości, rewolucja seksualna pozwoliła na swobodną ekspresję tej sfery, żadna wojna ani widmo niedostatku nad nami nie wisi, więc wreszcie ludzie mogą się skupić na sobie, w tym na własnej cielesności, i pieprzyć z kim chcą, jak chcą i tyle, ile chcą. Tak jest autentyczniej. Bez oszustw, zdrad, fałszywych deklaracji, małżeństw, itepe. Moja koleżanka z pracy tak to podsumowała gejowskie podejście do życia: „oni nie mają żadnych problemów ze sobą, oni po prostu nie chcą stałych związków”.

No ale na Boga! Nie wiem, może ja jakoś krzywo obserwuję, ale wydaje mi się, że w kulturze popularnej jest pełno przejawów tęsknoty za wielką, romantyczną miłością. Melodramaty są ciągle oglądane i ciągle kręcone, teksty piosenek są ciągle o tym samym, a jeśli o świat homo chodzi, to nawet faceci, którzy się pieprzą jak króliki na prawo i lewo, rzadko kiedy deklarują, że taki styl życia ich zadowala w pełni i ani myślą się z kimkolwiek wiązać. Tak jakby ideały ciągle istniały, ale przestały być czymś, do czego ludzie dążą, a stały się raczej marzeniami i fantazją.

Tak jakoś wyszło, że od dwóch lat z hakiem jestem sam. Wcześniej był okołoroczny związek, a wcześniej też nic. Owszem, nieśmiały jestem, więc zapewne to się też nakłada na taki stan rzeczy. Ale tak poza tym, to chyba całkiem równo pod kopułą mam, nie mam macek ani siedmiu gałek ocznych i nawet się lubię. Nie mogę powiedzieć, że nikogo nie szukam, przeciwnie, z dziką chęcią wybrałbym się na randkę, taką najzwyklejszą, do restauracji jakiejś, czy choćby i na ten browar. Sęk tkwi w tym, że przez „randkę” rozumiem pojęcie zaczerpnięte wprost z nienowoczesnego heteromatrixu, to znaczy, takie spotkanie, gdzie się człowiek z człowiekiem poznaje, potem się ta randka kończy, potem przy odrobinie szczęścia następuje następna i się ludzie poznają jeszcze lepiej, potem się znów kończy, potem jakiś SMS, czy coś, potem się znów spotykają, i tak dalej. A słowo daję, na tak rozumianej randce nie byłem przynajmniej rok, chociaż potencjalnych petentów szukam dość intensywnie (internetem, bo na kluby za nieśmiały jestem, żeby sam chodzić). Czy to faktycznie egoizm z mojej strony, spodziewać się wspomnianego wyżej podejścia do randek w dzisiejszych czasach?

Gdyby tylko udało mi się przekonać samego siebie, że w świecie nastąpiło faktyczne przewartościowanie, że znaleziono jakiś alternatywny sposób zaspokojenia potrzeby bliskości, że uda mi się poprowadzić życie w moich oczach spełnione bez wiązania się, albo czekania na wiązanie się z facetem na stałe, wtedy nie miałbym aż takiego zmartwienia. Odpowiedziałbym sam sobie, że lepszy jest świat numer dwa, i żyłbym spokojnie. Problem w tym, że świat numer jeden wydaje mi się dużo lepszym środowiskiem dla mnie samego. Ale chociaż bardzo intensywnie szukam, to mało znajduję świata numer jeden w świecie rzeczywistym.

Autorzy:

zdjęcie VonM

VonM

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 202; nazwa: VonM

32 komentarzy do:O stałości i zmienności

  • Kanapka

    [Re: O stałości i zmienności]

    VonM,
    Dobrze, że ktoś wreszcie napisał o tym. Tak naprawdę każdy marzy o romantycznej miłości, pełnej ciepła i sielanki. Jeśli ktoś mówi inaczej, to pewnie kłamie, by usprawiedliwić się przed samym sobą z nieudanych związków. Możliwe są jeszcze inne powody, ale w nie nie wnikam. W każdym razie każdy wybrałby alternatywę stałego, bezpiecznego i spokojnego związku na podstawie miłości, jeżeli miałby wybór.

    Ja szukam.
    Ty szukasz.
    Inni też szukają.

    A jeszcze innym po prostu nie chce się wysilać czy czekać i zadowalają się namiastkami. Bo tak najłatwiej. Tak najszybciej.

  • Niph

    [Re: O stałości i zmienności]

    Sa tez tacy ktorzy nie szukaja, bo nie lubie rozczarowan, marza o wielkim cudownym i romantycznym zwiazku bojac sie jednoczesnie przelotnie lozkowych znajomosci… tak po prostu…

  • Silbia

    [Re: O stałości i zmienności]

    Ech, szkoda,że ludzi o takich poglądach jak Ty jest tak niewielu…Masz poukładane w głowie.Pozdrawiam :-)

  • Marcin

    [Re: O stałości i zmienności]

    Są tacy co szukają na stałe…uwierz mi…są tacy co się gubią, rozczarowują i rezygnują z poszukiwania tego kogoś bliskiego, na rzecz lużnych łóżkowych znajomości…bo tak jest najprościej.

  • Krakus

    [Re: O stałości i zmienności]

    Albo i tacy, którzy największą i najpekniejszą miłość już przeżyli i nie potrafią uwierzyć, że możliwe jest coś jeszcze… Każdy kolejny związek wydaje im się ubogi w porównaniu z tym pierwszym.

  • tomek wroclaw

    [Re: O stałości i zmienności]

    Drogi VonM,
    sądzę, że popełniasz zasadniczy błąd pisząc o jakiejkolwiek ”wielości” światów, dzieląc świat na pół i nierównomiernie go charakteryzując. Nie ma już mowy o świecie ”heteryków” i ich postmodernistyczno-chrześcijańskich poglądach oraz jakimś naszym bardzo prywatny ”światku” gejowskiej rzeczywistości. Dobry początej jakiegokolwiek związku to nie: kino, piwo czyli spotkanie, póxniej znów to samo i ta zapierająca Cię w piersiach sytuacja, czekania na maila lub sms-a od ukochanego. Różnie się miłosci szuka i kazdy ma zupełnie inne ”narzędzia” by ją później przy sobie zatrzymać. Zgadzam się z hipotezą iż brakuje ”nam” miłosci ale ten brak nie dotyczy się jedynie homosexualnych facetów czy kobiet ale każdej sfery i życia jakie napotykamy na swojej ścieżce, życiowych lub mniej ale jednak przygód – WSZYSCY PRAGNIEMY TEGO SAMEGO – czuć sie szczęśliwie czyli kochać i na miłość z drugiej strony zasłużyć!
    Nie trać wiary w to, co na wyciągnięcie dłoni lub w Twoim wypadku – na wyciągnięcie klawiatury i myszki; Ona (Miłość i tak przypomni Ci o sobie).
    Pozdrawiam serdecznie
    Tomek z Wrocławia
    lat 27 ha ha ha

  • lothriel

    [Re: O stałości i zmienności]

    Tak każdy z mówi o szukaniu miłości itp a potem puszcza się, za potrzebą dolnej połowy ciała – taka jest prawda, potem żałuje i przeprasza, ale sorry kolego spadaj :)

    Ja pocieszam się tym, że znam pozytywny przykład długiego homoseksulanego związku, i statystyką rozwodów u heteryków ;)

  • M.

    [Re: O stałości i zmienności]

    Bardzo „przyzwoity” tekst. :) Podzielam opinie i wątpliwosci, a wiec zycze udanych poszukiwań Tobie… i sobie :)
    POzdrawiam!!!

  • Tom

    [Re: O stałości i zmienności]

    Może po prostu nie warto szukać miłości? Sama się znajdzie, gdy okoliczności będą sprzyjające. Nie warto zresztą robić niczego na siłę, bo to idealny wstęp do rozczarowania, kiedy wyobrażenia i marzenia na siłę materializuje się w zupełnie przypadkowej osobie, tylko dlatego że była ciut powyżej poziomu innych.

  • Goldar

    [Re: O stałości i zmienności]

    Wiatm,

    Cóż, ja mam to już za sobą. Mam kogoś. W pełni świadomie podpisaliśmy wspólnie cyrograf z bankiem na 30 lat. Jak to kiedys ktoś powiedział nic nie cementuje związku bardziej niż kredyt hipoteczny.
    Co do znalezienia tego Jednego. Poświęciłem cały okres studiów na znalezienie Jego. Dopiero na V roku znalazłem i po drugim spotkaniu wiedziałem i On też że to jest to. Nigdy nie przypuszczałem, że może się w dzisiejszych czasach coś takiego zdarzyć czyli prawie tzw miłość od pierwszego wejrzenia.
    Oboje pracujemy, mieszkamy razem, mamy ustalone jasne zasady, nikt nam się do niczego nie wtrąca, a w te wakacje idziemy jako para na wesele mojego kuzyna. Coż czas na totalny coming out, bo małe już były czyli takie przed najbliższą rodziną.

    Pozdrawiam i życzę wszystkim jeszcze więcej szczęścia niż mnie spotkało.

  • SPIRROBOY

    [Re: O stałości i zmienności]

    –i tak długo szukasz?i nie możesz znaleść?–może zxa bardzo wybredny jesteś?–stawiasz bardzo wysoko poprzeczkę?–ja jestem po 2 związkach=3-4letnich.i teraz w 3-cim związku—DLA CHCąCEGO NIC TRUDNEGO!-WYTRWAłOśCI!

  • Daniel (danny80)

    [Re: O stałości i zmienności]

    A ja sobie żyję w swoim mini światku. Mieszkam z przyjacielem hetero. Ja jego kocham a on odwzajemnia się tak jak umie czyli poprzez przyjaźń. Szanujemy się i cenimy. Niby nic nas formalnie nie wiąże, a jednak gdy parokrotnie w wyniku „niby-sprzeczek” zanosiło się na to, że jeden z nas się wyprowadzi to każdorazowo druga osoba odczuwała smutek i jakoś dochodziliśmy do zgody. Niedługo minie już dwa lata naszego wspólnego bytowania. Jest to więc w jakaś „stałość”.

    Nie będę zaprzeczał, że chciałbym móc mego przyjaciela przytulić. Chciałbym i to bardzo, ale wiem, że on nie czułby się wtedy komfortowo. Przyjaźń nasza jest dla mnie czymś czego trwałość jest dla mnie dużo ważniejsza niż jakieś chwilowe „ochy” i „achy”.

    Daniel (obecnie z Krakowa), lat 26

    Ps. A tak w ogóle Macieju. Parę lat temu gadaliśmy sobie przez GG. Znajomość tę zerwałeś niestety. :(

  • p.s.

    [Re: O stałości i zmienności]

    To trudne.

  • Peter

    [Re: O stałości i zmienności]

    ty marzysz, ja marze… tylko dlaczego jest tak, ze jak kogos spotkam, to szybciej wyladuje z nim w lozku niz go poznam… Lepszy seks niz nic? I rano okazuje sie, ze ten ktos nic wiecej ode Mnie nie oczekuje.

  • Daniel (danny80)

    [Re: O stałości i zmienności]

    VonM jeśli zawsze zrywasz kontakt gdy pojawiają się różnice poglądów to nie dziwię się, że wciąż szukasz. Nie obrażaj się o to zdanie. Życzę Ci byś jednak w końcu znalazł.

    Ja znalazłem, a to co znalazłem lokuje się z całą pewnością w pierwszym z wymienionych w tekście światów. Nie jest to może pełnia szczęścia, ale nikt mi tego nie obiecywał.

    W moim odczuciu budowanie związku nie polega wyłącznie na unikaniu konfliktów. W ten sposób można rzeczywiście długo szukać i niczego nie znaleźć. Związek (szeroko pojęty, również nie motywowany popędem seksualnym) buduje się również poprzez to w jaki sposób radzimy sobie z konfliktami. Nie bez powodu napisałem w poprzedniej swojej wypowiedzi o sprzeczkach. Takie sytuacje wbrew pozorom działają budująco. Przykładowo. Gdy ustępujemy i przepraszamy pokazujemy, że nam zależy. Gdy przeprosiny przyjmujemy – również.

    Na koniec chciałbym podzielić się jeszcze jedną refleksją. Historycznie gdzieś między romantyzmem a modernizmem lokował się pozytywizm. Gdy mieszka się razem trzeba razem zmagać się z trudami codzienności. To nie jest jednorazowy wyczyn (jak romantykom mogłoby się wydawać). Bywa tak, że jest to ciągłe pasmo poświęceń. Wyobraźmy sobie, że jedna osoba w związku zachoruje. Przykładowo niech to będzie udar mózgu i np. związany z tym częściowy, lecz nieodwracalny paraliż. Są przypadki, że trzeba pomóc w najbardziej podstawowych czynnościach higienicznych i fizjologicznych. Czy każdy pragnący pięknego związku „z pierwszego świata” będzie gotów opiekować się partnerem aż do śmierci?

  • VonM

    [Re: Re: O stałości i zmienności]

    Z calym szacunkiem, danny80, zejdz ze mnie. Co do pierwszego zdania Twojej ostatniej wypowiedzi – nie, nie zawsze. Tylko, jesli mnie ktos do bialej goraczki doprowadzi. Mam gleboka nadzieje, ze to wyczerpuje temat. Pozdrawiam serdecznie.

    A pomijajac powyzsze, to dziekuje wszystkim za komunikaty zwrotne, bardzo mnie podbudowaly, naprawde, az mi sie cieplo zrobilo :)

  • Daniel (danny80)

    [Re: O stałości i zmienności]

    Moja wypowiedź miała charakter ogólny (choć oparty na motywach osobistych). Nie miało to zresztą na celu obrażenie nikogo co już w drugim zdaniu zaznaczyłem. Wprost przeciwnie, chcę i życzę jak najlepiej. Temat „białej gorączki” o której nigdy mi nie wspomniałeś rzeczywiście jest zakończony. Temat który zapoczątkowałeś swym tekstem, zakończony nie jest. Wprost przeciwnie będzie żyć własnym życiem w pamięci czytelników.

    Reszta mojej wypowiedzi odnosi się nie tylko wyjściowego tekstu ale także innych komentarzy. Opiera się też na moich osobistych doświadczeniach, pytaniach, wątpliwościach i problemach (przykładowo wątek udaru mózgu jest motywowany moimi refleksjami w związku z chorobą mojej matki). Nie krytykuję niczyich uczuć i pragnień lecz stawiam pytania (przede wszystkim sobie, ale także innym).

    Choć zostałem „wyłączony” z podziękowań, w swoich własnych nie wyłączam nikogo. Temat jest pozornie prosty, a jednak wypowiedzi jakie się tu pojawiły skłoniły mnie do kilku ciekawych przemyśleń.

    Przykładowo myśl Goldara o kredycie hipotecznym wydaje się zawierać pewną prawdę, która jednak mnie wydaje się raczej smutna, bo coś we mnie brzydzi się jakimkolwiek przymusem (także ekonomicznym) wobec drugiej osoby i wydaje mi się, że tęsknotą „pierwszego świata” jest zaufanie i wiara, że żadne „cyrografy” potrzebne nie są.

    Pozdrawiam wszystkich.

    Daniel

  • Daniel (danny80)

    [Re: O stałości i zmienności]

    A tak jeszcze odnośnie wypowiedzi Goldara. Nie chciałbym by znowu zabrzmiało to jakbym posądzał Cię o przymuszanie partnera. „Wspólne mieszkanie” brzmi w mych uszach jednak o wiele przyjaźniej niż „cyrograf”.

    To wystąpienie jako para na weselu o którym wspomniałeś jest czymś co naprawdę robi na mnie wrażenie i tchnęło we mnie nadzieję, że w kraju naszym coś powoli zaczyna się zmieniać.

    Dzięki raz jeszcze wszystkim

    Daniel

  • Krzysiek

    [Re: O stałości i zmienności]

    No cześć! Ja czekałem 23 lata… nie wiązałem się z nikim, nie byłem z nikim w łóżku, aż do teraz… Mam 23 lata i jestem szczęśliwy… mam nadzieję, że na zawsze… Wiem, że czekałbym na taki dzień nawet kolejne 23 lata… Warto… Miłość jest czymś pięknym… Pozdrawiam…

  • Andrew

    [Re: O stałości i zmienności]

    Czytam posty i zastanawiam się jak mi się udało znaleźć „tego jedynego”, z ktorym jestem od 15 lat. Mieszkamy od początku pod jednym dachem. Nie było łatwo go znaleźć ale dążyłem do tego za wszelką cenę. Dziesiątki spotkań (internet był w zalążku) . Nie dzieliłem świata na ten czy inny. Po prostu korzystałem z każdej nadarzającej się okazji spotkań do poznawania ludzi. Ważne jest by byłbyś gotowy na kompromis. To podstawa. Pamiętać trzeba, że każdy z nas jest niepowtarzalną osobowością i chcieć (umieć) . Jest to trudne ale osiągalne.

  • gmanstory

    [Re: O stałości i zmienności]

    Wow. Przeczytalem to, co napisales, i zdecydowalem przeczytac jeszcze raz. Naprawde byla ta lektura zaskoczeniem przyjemnym, bo napisales dokladnie o tym, co ja czuje i o czym marze. Jestem pewny, ze facet, ktory jest w stanie tak mocno czuc, trzezwo myslec i ladnie pisac, jest facetem godnym pozazdroszczenia. I nawet ze nie znam Ciebie, zaprosilbym Cie z przyjemnoscia na kawe… gdybym mieszkal blizej. Powodzenia. Romek.

  • DrStrangelove

    [Re: O stałości i zmienności]

    Bardzo dobry temat, dwa światy, dokładnie to, co staje się powoli moim, przypuszczalnie osobowościowym problemem.
    Mam zaledwie 22 lata, a za sobą już dwa poważne związki i jestem w trakcie trzeciego – 2 lata z hakiem. W czym problem? Ano w tym, że już miotam się, chcę zmiany, chcę uciec, odmienić moje życie, zmienić otoczenie i ludzi, którzy mnie otaczają. Nie byłoby może w tym nic strasznego, gdyby nie to, że tak jest za każdym razem. Inna sprawa, że mam pecha do facetów i z każdym jest zawsze jakaś afera, która rani głęboko i wymaga długotrwałego upartego wybaczania. A może ja nie potrafię wybaczać? Bo jeśli wynika jakieś nowe nieporozumienie, automatycznie niemalże dokłada się do niego jakieś zatęchłe przykre przeżycie, które powinno być dawno już temu przetrawione i zapomniane. Odkąd skończyłem 16 lat można powiedzieć, że nieprzerwanie jestem w jakimś związku, okresy między nimi były bardzo krótkie, czasem następny związek zaczynał się, kiedy bolał jeszcze rozpad poprzedniego. Czasem kogoś krzywdziłem, bo podświadomie porównywałem go do utraconego partnera, który okazał się kimś innym, gdy znowu „nie kochał mnie ten obcy ktoś”.
    Generalnie, raczej nie byłem sam, ciągle szukałem i marzyłem o tej jednej miłości, o kolacji, lampce wina, wspólnej kąpieli, wypadzie do kina, teatru. Znajdowałem, grzałem miejsce, wiązałem się emocjonalnie, a potem nieoczekiwanie pragnąłem „skoku w bok”, wyuzdanego seksu z kimś zupełnie obcym, zbliżenia z człowiekiem bez twarzy, tajemniczym nieznajomym – czasem się to zdarzało, choć z pewnymi wyrzutami sumienia.
    Mój obecny związek ma staż ponad dwóch lat, a ja zaczynam się rozglądać za innym życiem, właściwie, nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, dlaczego. Zaznaczę też, że dotychczasowe moje pożycia nie były jakoś specjalnie ogniste, może to dlatego? Zawsze tez brakowało mi tej intensywności uczucia z drugiej strony, jaką ja dysponowałem. Czy to ze mną jest coś nie tak, czy z facetem, który notorycznie umawia się z kimś za moimi plecami, nałogowo odwiedza plaże naturystyczne, przy czym twierdzi, że to nic takiego i nic dla niego nie znaczy? Czy jestem egoistą, dlatego, że nie zgadzam się na innych „bliskich” przyjaciół, którzy w przyszłości pewnie z nami zamieszkają (jeden na pewno)? Zakończylibyście związek, który Was nie cieszy, czy staralibyście się ratować, widząc nawet brak seksualnego zainteresowania partnera, jego ukierunkowanie na zewnątrz, głoszenie deklaracji, że z jednym człowiekiem można „zdechnąć” z nudów?

  • b.20

    [Re: O stałości i zmienności]

    duzo racji masz… niestety to co napisales to zrozumialem jakos pol roku temu… bo od tego czasu jestem sam… po 2 latach rzucil mnie moj chlopak…. i pol roku juz tkwie w samotnosci i tak jak obserwuje ten swiat numer 2 kreci sie w duzej mierze w okol seksu…

    i co z tego ja ze ja szukam na stale, jak pewnie i tak nie znajde ;/
    w Bialymstoku te srodowisko sie dobrze zna… i malo jest osob godnych zainteresowania….

    powodzenia w szukaniu zycze i pozdrawiam

  • Janusz

    [Re: O stałości i zmienności]

    Problem polega na tym, ze homoseksualisci to ludzie gleboko poranieni.Czesto nie zdaja sobie sprawy jak bardzo i przez kogo. Oni szukaja milosci z uporem maniaka, nawet jej okruchow. Ich zbiorniki milosci sa pusciutkie i szukaja pelnych. Z tym, ze kazdy homoseksualista ma pusty zbiornik . Dlatego tez nie stale zwiazki w swiecie gejow naleza do wyjatkow. Homoseksualizm to nie choroba ale objaw, symptom braku milosci, zwlaszcza ze strony ojaca.
    Temat dlugi i zawily…

  • Solaris

    [Re: O stałości i zmienności]

    No cóż, na pewno nie każdy szuka miłości. Nawet jeśli szuka, to różne rzecz pod tym pojęciem rozumie. I cóż się dziwić? :-)
    Może zamiast mówić o miłości (jak również np. patriotyzmie), mówić dokładniej co się ma na myśli? Związek? Opiekę na starość? Chwile radosnego zauroczenia? Bo gdyż nie ma zauroczenia aż po grób, tak jak nie ma zaufania po kilku minutach znajomości – tylko trzeba to sobie uświadomić. Co boli :-)

  • Mar

    [Re: O stałości i zmienności]

    Ja o sobie „wiem” odkąd zaczełam rozumiec ze to coś co mam przed oczami to nie miś tylko moja własne ręka. warto czekać. Mając lat 20 (mało) wiem , że poprostu warto. Miałam wiele okazji na jakies nic nie znaczące romanse czy krutkie związki. Byłam raz zakochana ale wiedziałam ze to minia i mineło bardzo szybko bez zadnego bolu. Czekałam bo wiedziałam że prawdziwy związek nadejdzie. I nadszedł. Moj pierwszy związek trwał 3 lata- i trwa nadal. Ta miłość będzie trwała wiecznie i to jest kwestia świadomości. Ludzie maja takie „przebudzenia” wcześniej czy poźniej (większość poźniej) i wtedy wiedzą jak żyć w związku, dlatego potrzebujemy tylu „prób” chociaz to słowo niezbyt tu pasuje. Moj pierwszy związek trwał trzy lata, w chwili obecnej są to juz 3 lata i 2 miesiące ^^

  • lukasz

    [Re: O stałości i zmienności]

    jezeli swiatowa organizacja zdrowia uznaje ze to nie choroba , to kazde panstwo powino uznac zwiazki homosexualne i zawieranie ich stanie cywilnym, zaden czlowiek niepowinien byc skazany na samotnosc, waszelka dyskryminacja surowo karana przez prawo, to sa ludzie i zaden nieurodzil sie zwierzenciem, kazdy ma prawo do radosci i milosci

  • nieznacząca

    [Re: O stałości i zmienności]

    VonM,
    tekst niesamowity…..każde serce rodzi się w poszukiwaniu miłości….czasem się gubi bo przypisane jest mu to jedno tylko dla niego, choć sama miłość to pojęcie uniwersalne-otrzymujemy j ą od rodziny a nawet ludzi zupełnie obcych….w moim przypadku rozwój osobowości, seksualności został przerwany , naruszony, zmieniony…przez długi czas interesowałam się jeszcze jako dziecko tak bez zahamowań dziewczętami- wiec nie znając jeszcze stereotypowego podejścia do życia….pierwsze kontakty poznawania swojego ciała, rodzenia się zmysłowości doznawałam z koleżankami….w tym samym jednak czasie kochałam również chłopców….śniłam o miłościach z kolegami z klasy-nic nowego. Nie wiedziałam dlaczego tak jest, że potrafiłam kochać obie płcie jednakowo bez wstydu….potem jedno wydarzenie…-nawet nie słowa ludzi wokół mnie, nie babcie , nie stereotypy, bo ich wtedy dobrze nie znałam, nie znałam słowa „bi”-…wydarzenie straszliwe….krzywda ze strony tych, których matki nazywają synami…..koledzy z osiedla………..cisza niedopowiedzenia….Od tej pory nie wiem kim jestem i nie wiem czego pragnę? Szukam chyba miłości…a może zguby?….już sama nie wiem…teraz kończę już 23 lata i nadal…brzydzę się wszystkiego co związane jest z cielesnością a zarazem pragnę jej nieskończenie bo żyć bez niej nie potrafię….miłość to również akceptacja samego siebie, bo oszukując siebie ranisz drugiego człowieka, który w tobie pozostawia wszystkie troski, słabości a czasem i siłę poszukuje w twym sercu…teraz nie wiem czy sięgać po miłość kobiety-która mnie nie zraniła czy mężczyzny, którego pragnę tak samo-wiem kochać bez zastanowienia…..ale jak się przełamać…jak pozbawić się wspomnień…złych wspomnień….?

  • Wojtek

    [Re: O stałości i zmienności]

    Jak w dawnych czasach rodzina swatała młodego człowieka, to było źle. Teraz pełna wolność, to jeszcze gorzej, bo nie można znaleźć.
    Bez przesady. Może warto założyć profil np na Fellow, pojść raz do klubu i uważnie się rozejrzeć.

  • caro

    [Re: O stałości i zmienności]

    Trwały związek mogą stworzyć tylko dojrzali ludzie, a przynajmniej jeśli jedno jest dojrzałe. Ludzie przyciągają się ze względu na swoje braki, traumy, problemy z emocjonalnością. Bliskość to czasem potrzeba, za którą stoi lęk, a nie przejaw miłości. Człowieka się wtedy potrzebuje a nie dojrzale kocha. Z takich „spotkań” nie będzie nigdy trwałego związku. Myślę, że każdy z nas przeszedł niezły magiel emocjonalny, mamy na sobie wiele zranień, tych których nie widać, a także tych, których ślady trudno ukryć. Mamy ich na pewno więcej niż ci, którzy nazywają się normalnymi. Mamy je często właśnie dzięki nim. Może dlatego tak trudno jest nam stworzyć dobry, trwały związek.

  • vito222222

    [Re: O stałości i zmienności]

    Trafny post i trafna opinia Caro. W szczególności zgadzam się z oboma autorami, że związek należy zbudować a nie wymagać że przez seks sam się stworzy a więc do tego potrzeba ludzi dojrzałych i mądrych i jak bardzo słusznie uwzględnił to caro – przynajmniej jedna osoba taka być musi. Brawo. Tak pisze tylko ktoś kto jest mądry, to nie jest powtarzanie utartych formułek. Gratuluję i wyrazy uznania!

  • vito222222

    [Re: O stałości i zmienności]

    I druga bardzo ważna opinia caro – związki często są budowane po to żeby nie być samemu a nie po to aby kochać. Do tego dodajmy całą resztę związków typu dla kasy, dla ludzi, dla religii, dla potomstwa, itp. i wyjdzie nam, że owszem dużo ludzi jest w związkach ale te związki nie są oparte na miłości, bardziej przypominają spółkę z dwoma wspólnikami i wspólnym majątkiem.

    Rzadko spotykam tak mądre poglądy jak VonM czy caro. Raz jeszcze gratuluję! I Życzę powodzenia. Takim jak Wy musi się udać, bo nie jesteście sami a ludzie tego pokroju dość łatwo się rozpoznają.




Skomentuj: Marcin Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa