Jest taka mniejszość

Zupełnie niedawno dotarło do mnie, że jestem przedstawicielką dyskryminowanej mniejszości. Oczywiście, od dawna zdawałam sobie sprawę ze swojej inności, ale dopiero ostatnio uświadomiłam sobie, że ta inność ma wymiar społeczny: że z jednej strony naznacza mnie piętnem, z drugiej zaś ofiarowuje mi poczucie wspólnoty z podobnie naznaczonymi.

Żyjemy w dość nietolerancyjnym kraju i dlatego członkowie owej grupy wyrzutków bywają często narażeni na niewybredne docinki, jawne obelgi oraz różnego rodzaju dyskryminację. Formalnie rzecz biorąc, mają oni równe prawa na rynku pracy; są jednak zawody praktycznie przed nimi zamknięte. Istnieje ponadto zjawisko „ukrytej dyskryminacji” ze strony pracodawców: w konkurencji z merytorycznie równorzędnym przedstawicielem większości odmieniec taki jak ja nie ma szans.

Co gorsza, rozmaici ludzie czują się w prawie, aby publicznie (czy to osobiście, czy w sieci) dawać wyraz swojemu obrzydzeniu wobec „innych”, w ogóle nie licząc się z uczuciami słuchających lub czytających. Przedstawiciel mniejszości nigdy nie wie, kiedy następny raz spotka się z nieuzasadnioną agresją albo raniącą bezmyślnością. Złe słowa potrafią paść z ust nauczycieli, kolegów z klasy, ekspedientek w sklepach, współpasażerów w autobusie czy tramwaju, a nawet ze strony księdza na spowiedzi.

„Innym” takim jak ja trudniej znaleźć życiowego partnera; po prostu pula potencjalnych kandydatów jest mniejsza. W dodatku spośród osób gotowych na taki związek, niejeden szuka tylko seksu bez zobowiązań (często przez internetowe portale randkowe). Gdzie przynależność do tej specyficznej mniejszości łączy się z pragnieniem stałego związku, opartego na lojalności i zaufaniu, tam poszukiwania partnera stają się tym trudniejsze i obarczone ryzykiem niepowodzenia i frustracji. Istnieje zresztą w społeczeństwie stereotyp przypisujący zwłaszcza członkiniom owej grupy seksualne wyuzdanie (którym w swej desperacji próbują one rzekomo zastąpić braki sex-appealu).

Jeśli nawet w końcu trafi się poważniejszy kandydat do związku, to wcale nie oznacza końca kłopotów. Wielu mężczyzn w typowych związkach z kobietami (i niektóre kobiety w typowych związkach z mężczyznami) traktuje partnerów do pewnego stopnia jak trofea, którymi można się pochwalić przed kolegami bądź koleżankami. Partner „mniejszościowy” niespecjalnie się do takiego potraktowania nadaje – koledzy nie docenią, a mogą nawet wyśmiać. Rodzi się mechanizm ukrywania związku: ludzie uważają się za parę, ale nie występują publicznie jako taka. To męczy oraz wywołuje konflikty między partnerami (napotkałam gdzieś dramatyczny opis konfliktu tego rodzaju, szczęśliwie zakończonego, kiedy partner – jak to ujęto – „dojrzał wreszcie do coming-outu”).

W sytuacji społecznego wykluczenia tym cenniejsze stają się dla przedstawicieli mniejszości więzy rodzinne i przyjacielskie. Rodzice zazwyczaj stanowią ważny punkt oparcia psychicznego, choć czasem im samym trudno jest pogodzić się z odmiennością dziecka. Bywa, że ojcowie postrzegają wtedy swoich synów jako mniej męskich (i niekiedy irracjonalnie widzą w tym pośredni zamach na własną męskość). Bywa, że matki zamartwiają się perspektywą staropanieństwa i bezdzietności swoich córek, albo czują, jakby zdradziły one wspólną sprawę wszystkich kobiet: „zróbmy wszystko, aby podobać się mężczyznom”.

Zwłaszcza w przypadku osób bliskich nietolerancja przybiera zwykle postać nie prostej agresji, ale skłaniana bądź zmuszania do terapii. Przyczyny odmienności, o której mowa, są złożone i nie do końca poznane przez naukę; mówi się z jednej strony o uwarunkowaniach genetycznych, z drugiej o utrwalonych wzorcach zachowań i nawykach ukształtowanych w dzieciństwie. Jedne i drugie są, rzecz jasna, skrajnie trudne do zmiany, szczególnie jeśli samemu zainteresowanemu brak silnej wewnętrznej motywacji. Cechy genetyczne zresztą nie podlegają modyfikacji wcale, co zapewne jest jedną z przyczyn skłaniających osoby co bardziej nietolerancyjne do negowania istnienia tego czynnika – w ten sposób łatwiej obarczyć kogoś „winą” za jego odmienność.

Próby „leczenia”, jeśli są podejmowane, polegają zazwyczaj na psychoterapii (często grupowej) połączonej ze ścisłą kontrolą niepożądanych zachowań; niekiedy dołącza się do tego farmakoterapię (m.in. hormonalną). Czasem przyjmują one formę zamkniętych turnusów terapeutycznych, którym wiele źródeł przypisuje wprowadzanie wojskowego drylu oraz pranie mózgów. Ich skuteczność (a szczególnie trwałość efektu terapeutycznego) jest wątpliwa, a koszty psychiczne całego przedsięwzięcia trudne do oszacowania. Mimo to pewna część przedstawicieli mniejszości sama szuka takich możliwości, pragnąc uwolnić się od niechcianego piętna. Inni twierdzą jednak, że rzekoma terapia przynosi więcej szkody niż pożytku, a właściwym podejściem byłaby tu pomoc w zaakceptowaniu własnej inności.

Pomoc taką, w postaci wsparcia ze strony sobie podobnych, znajdują przedstawiciele mniejszości w spontanicznie formujących się grupach wsparcia oraz społecznościach internetowych, skupiających się wokół portali informacyjno-towarzyskich tworzonych przez samych zainteresowanych. Słowo „pozytywnie”, pojawiające się już w tytule jednego z popularniejszych serwisów internetowych tego rodzaju, określa postulowany stosunek do siebie i swojej odmienności. W rzeczywistości użytkownicy funkcjonującego pod tym samym szyldem forum prezentują szeroką gamę mniej lub bardziej „pozytywnych” postaw, od melancholijnej akceptacji (niekiedy przetykanej okresami frustracji i buntu), po afirmację siebie graniczącą z samouwielbieniem. Do tego dołącza się niekiedy ideologiczne zacietrzewienie „zawodowych działaczy”, głoszących już nie tylko równość, ale wręcz wyższość mniejszości nad resztą świata. (Dla równowagi okazjonalnie na forum pojawiają się „misjonarze” – osoby nie wiedzieć czemu poczytujące sobie za obowiązek wytłumaczenie nieszczęsnym odmieńcom, że są oni osobami chorymi, a ich samozadowolenie – żałosnym samooszukiwaniem się.)

Innym sposobem na przekuwanie kompleksów w dumę są publiczne demonstracje. Organizuje się różnego rodzaju imprezy, na których omawiana mniejszość celebruje swoją odmienność. Przykładowo parę lat temu miała miejsce kampania promocyjna, w ramach której opublikowano serię zdjęć portretowych, ukazujących osoby wywodzące się z napiętnowanej mniejszości. Zwykłe, sympatyczne fotki, czasem z subtelnym podtekstem erotycznym, naocznie przekonywały, że rzekomy odmieniec jest zdolny do miłości, a także sam zasługuje na miłość i szacunek, w nie mniejszym stopniu, niż przeciętni członkowie społeczeństwa.

Na koniec wyjaśnienie. Opisana w powyższym tekście mniejszość składa się z osób tzw. puszystych, czyli mówiąc po prostu – grubych (z nadwagą lub otyłością). Wiedzę o problemach tej grupy czerpię z własnego doświadczenia oraz z portalu xl-pozytywnie.pl (a szczególnie działającego przy nim forum). Wszelkie podobieństwo do jakichkolwiek innych mniejszości jest czysto przypadkowe 😉

————-
Ilustracje do artykułu są fragmentami obrazu Petera Paula Rubensa „Trzy Gracje” z 1639 r.

Autorzy:

zdjęcie Katriel

Katriel

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 205; nazwa: Katriel

8 komentarzyJest taka mniejszość

  • Uschi

    [Re: Jest taka mniejszość]

    GENIALNE!!! :)))

    Dziękuję autorce za świetny chwyt i efekt zaskoczenia :). Sama przynależąc do wiekszości chudych, ale mniejszości homików, po raz pierwszy chyba dokonałam tak wyrazistego przetransponowania swojej mniejszościowej sytuacji – na mniejszość, której jako dyskryminowanej mniejszości wcale nie postrzegałam zbyt świadomie.

    Naprawdę znakomite :)))))

  • Niph

    [Re: Jest taka mniejszość]

    Najpierw sami nauczmy sie tolerancji, dopiero pozniej uczmy jej innych…

  • ARTUS

    [Re: Jest taka mniejszość]

    Swietny merytorycznie i od strony formalnej tekst!

  • Yenny

    [Re: Jest taka mniejszość]

    Bardzo dobry tekst, chwilami nawet wpadłam na to, że autorki nie mówi o homoseksualizmie. Dobry tekst, napisany bardzo dobrym stylistycznie jezykiem, jednak troszkę przez to za ciężki 😉
    Ale miło się czytało!

  • jacek

    [Re: Jest taka mniejszość]

    dyskryminacja – nawet na cmentarzu -. Dobty tekst

  • moje imię

    [Re: Jest taka mniejszość]

    WOW, genialny chwyt 🙂

  • Saskia

    [mniejszość [?]]

    Wszystko się zgadza, ale… nic sie nie zgadza!

    Płynność granic, po pierwsze. Czy równamy do billboardowego „wzorca”? W takim razie to ów wzorzec reprezentowany jest przez mniejszość.

    Po drugie, ja moją mniejszościową orientację seksulną, kiedy zechcę, ukryję… a bardziej (naprawdę) chcę, niż muszę.

    Zachęcałabym do zajrzenia na: http://grubababa.ask.blink.pl/index.html

  • Er

    [Re: Jest taka mniejszość]

    Pozytywny tekst. Przyznam sie, ze zaczalem od komentarza i po przeczytaniu pierwszego zdania rzucilem sie na poczatek „Jest taka mniejszosc…”
    Ja bym potraktowal go jako prztyczek w nos skierowany do osob skupiajacych sie wylacznie na wlasnych problemach zwiazanych z „innoscia”. I nie przywiazywalbym wagi do innych aspektow tekstu. Moze poza tym, ze dobrze zostal napisany.

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa