- homiki.pl - http://homiki.pl -

Wielka Środa

[1]

To było w Wielką Środę 4 kwietnia 2007 r. Wybuchła kolejna bomba.

Na początku kwietnia prasa zauważyła działalność Wolnego Kościoła Reformowanego. Życie Warszawy na pierwszej stronie zamieściło sensacyjny nagłówek: „Chrześcijańskie śluby gejów są już w Polsce”. Cześć mediów wyraża oburzenie, że wbrew porządkowi prawnemu obowiązującemu obecnie w Polsce, kościół ów udziela nieformalnego błogosławieństwa parom jednopłciowym. Sam temat jest też ciekawy do „omówienia” przez telewizję i prasę. Zauważane jest, że „twarzą” tego wyznania jest obecnie Szymon Niemiec. Wolny Kościół nie cieszy się formalnym zarejestrowaniem jako wyznanie w Polsce (oznacza to, że jego liczba wyznawców jest wciąż niewielka).

Sam temat duszpasterstwa osób homoseksualnych w Polsce wymaga odrębnego opracowania. Zasygnalizuję tylko, co w owych dniach także było poruszane, iż wielokrotnie zgłaszano zainteresowanie taką opieką władzom już istniejących wyznań, w tym kościoła katolickiego. Coś takiego istnieje też w wielu państwach: queer-chrześcijaństwo, ale też queer-judaizm i inne. Grupa LGBT–chrześcijan wiele lat działała w ramach Lambdy Warszawy, odnotowano też inicjatywy ekumeniczne ze współudziałem znanych duchownych katolickich.

W związku z zaistniałą sytuacją mam pokusę, by wyrazić na piśmie poparcie dla ewentualnej rejestracji Wolnego Kościoła Reformowanego. Jednakże nie uczynię tego, ponieważ – nie ujawniając informacji o mojej osobie, które uważam za prywatne, a więc dotyczące wyznania, światopoglądu itp. – tego typu forma uczestnictwa w religijności mnie po prostu nie interesuje. W rzeczy samej, moja wiedza na temat działalności tego kościoła, a także na temat jego prawd wiary, jest wysoce fragmentaryczna. Z drugiej strony, pojawiające się w tych dniach dyskusje „czy można by zarejestrować, czy nie można by zarejestrować” uważam za absolutnie żenujące. W Polsce istnieje od groma związków wyznaniowych czyniących w majestacie prawa rzeczy o wiele bardziej „ekscentryczne”, niż udzielanie błogosławieństwa parom jednopłciowym. Jałowa, ignorująca stan prawny na temat związków wyznaniowych w Polsce, pseudoteologiczna debata, z udziałem między innymi redaktora Terlikowskiego (w tym o miłości płodnej i niepłodnej), napawa mnie zdumieniem.

Nie jest rolą państwa oceniać prawdy wiary wyznań. Nie jest rolą przedstawicieli innych związków wyznaniowych (takich jak wierni kościoła katolickiego) oceniać zasady czy wartości jeszcze innych religii. Oczywiste jest, że obrzędy jakiegokolwiek kościoła nie podlegają opinii wyznania większościowego czy innego (ale czy na pewno w Polsce a.d. 2007?). Nie mam też złudzeń, że gdyby nie było na tapecie tematu homoseksualizmu i celebrowania przez dane wyznanie zawierania związków jednopłciowych, działalność Wolnego Kościoła Reformowanego pozostałyby absolutnie niezauważona (jak ma to miejsce w przypadku licznych mniejszościowych wyznań funkcjonujących w Polsce). Kościół ów już uzyskał łatkę „homoseksualnego”, „kradnącego” homiczych wiernych kościołowi katolickiemu. Media są zszokowane, że w koloratce występuje diakon owego kościoła, Szymon Niemiec. W materiale TVN24 stwierdzono, iż „w takim stroju Szymon Niemiec nie wystąpi raczej na paradach równości”. Nie jest to zgodne z prawdą, bo właśnie w koloratce i z Biblią w dłoni Szymon Niemiec przemierzył trasę ostatniej warszawskiej parady w 2006 roku.

Zastanawiają zgoła inne sprawy.

Związek wyznaniowy niezarejestrowany, gdyż nie ma dostatecznej liczby wyznawców (co oczywiście nie umniejsza jego powagi jako religii), trafia na pierwszą stronę dużego dziennika. Wywołuje sensację w innych mediach i kolejną (pożal się Panie) „debatę” o lesbach i pedałach z punktu widzenia osób, których śmiem nazwać homofobami. Cześć mediów ma okazję, by wskazać palcem kolejny przykład „arogancji” homoseksualistów. A gdyby było to wyznanie polecające np. alternatywne metody odżywiania się, zapewne opisane byłoby z sześciomiesięczną zwłoką w jakimś wysoko nakładowym piśmie drukowanym na kredowym papierze w dziale „trendy”. Tymczasem poszło o dawnego, zasłużonego działacza LGBT występującego w koloratce. Jako alternatywę zaś proponuje się – uwaga, wielki powrót! – leczenie z homoseksualizmu. Uczestnictwo w zajęciach „Odwagi”, grupy o wątpliwych celach korzystającej z wątpliwej metodologii, znów przemycane jest jako przejaw cnoty, którą wykazać mogą „zagubieni homoseksualiści”. Jeśli nie, pozostaje celibat, promowany jako cnota dla osoby uczestniczącej w jakimś wyznaniu, ale nie tylko. Czyż świat nie byłby prostszy bez lesb i pedałów tworzących te wynaturzone pary?

Wniosek, jaki wyciągam po lekturze prasy / oglądaniu TV w dniu 4 kwietnia:

1. Homoseksualiści są jakoś tam OK. Pod warunkiem, że nie tworzą par, bo to dopiero pary są „groźne” dla społeczeństwa.
2. Związki wyznaniowe wzajemnie się opiniują i wyrażają opinie o sobie samych i jest to normalne we współczesnej Polsce.
3. Jakakolwiek aktywność osoby LGBT może być zaczynem „histerii”, albo histeryjki mediów, zastanawiających się, co ci „zboczeńcy” robią w Polsce.

Jeszcze jedno: z przykrością zauważam właśnie coraz dalej posuniętą tabloidyzację mediów. Temat Szymona Niemca w koloratce jest przecież taki „nośny” i atrakcyjny. Pozwolę sobie ocenić – jak cholera jest atrakcyjny. Tego samego dnia w Polsce miały miejsce inne wydarzenia, także w temacie LGBT. Nie chcę się stawiać w jednym szeregu z rzeszą polityków miauczących na media, jednakże doszukiwanie się sensacji KOSZTEM świętego spokoju lesbijek i gejów kiedyś musi się skończyć. Być może stałem się już przewrażliwiony, lecz obowiązkowe w telewizji czy prasie fotki z parad jakichkolwiek (nie tylko gejowskich i w większości nie polskich), pełne drag queens czy zbliżeń na atrybuty anatomiczne skąpo odzianych uczestniczek i uczestników imprezy, napełniają mnie po prostu złością (a to tylko taki znak – przykład w temacie).

Pozostawiam jednak Czytelniczki i Czytelników z refleksją na temat owego 4 kwietnia 2007 r., to takie case study naszej współczesności. Mieliśmy już „debaty” o wolności zgormadzeń osób homoseksualnych, teraz namiastka dyskusji o wolności religii. Zamknięto nas w jakimś dziwnym zoo w klatce, gdzie jesteśmy dla społeczeństwa dziwowiskiem. Czy Ty jesteś w tej klatce? A może to „oni” opisują klatkę, która w zasadzie jest pusta i napełniona co najwyżej treścią wyimaginowaną?