Taniec z gwiazdami

„Mają dziś dziewczyny gust i styl.
Byle czego tym dziewczynom już nie wmówi nikt.
Samochody, restauracje i dyskretny chłód.
A i chłopcy jakby wprost z żurnali mód.

Całe życie kręci im się tak jak film.
Gdy kochają, to spełniają chłopcom wszystkie sny”
(Zdzisława Sośnicka, A kto się kocha w tobie?)

Peru to taka Polska. A Lima to taka Warszawa. Podobnie jak stamtąd, stąd także wszyscy chcieliby kiedyś wyjechać. Takie mi się nasunęły wnioski, kiedy nie wychodząc z domu z powodu okropnej pogody, zakończyłem lekturę powieści Jaime’a Bayly’ego [czyt. Hajma Bajliego] Noc jest dziewicą.

Autor, rocznik 1965 – o wyglądzie, jeśli wierzyć zdjęciu na okładce, amerykańskiego nastolatka (ech, jezioro marzeń) – najpierw był gwiazdą peruwiańskiej telewizji, ale nie takim od telezakupów, tylko prawdziwą gwiazdą, w stylu naszego Kuby Wojewódzkiego. A potem, z równym powodzeniem, zajął się pisaniem. Skandalizuje bez przerwy i niekiedy dostaje za to nagrody. Wydał już dziewięć powieści oraz jeden tom poetycki, a zadebiutował dopiero w 1994 roku.

Nie bez powodu poświęcam tyle miejsca biografii autora. Bohater Nocy…, Gabriel, ma bowiem z nim wiele wspólnego. Prowadzi popularny program w telewizji, ale marzy o pisaniu. Pochodzi z „zacnej” rodziny – z tradycyjnie nieobecnym ojcem oraz matką-dewotką, fanką „polskiego papieża”. Interesuje się futbolem, ale też uwielbia Madonnę. Twierdzi, że ma niezły tyłek. Nienawidzi miasta, w którym żyje, chciałby się przenieść do Miami. (Tylko tam robi zakupy.) Nienawidzi też ludzi. Czasem sprawia wrażenie osobnika lekko sfrustrowanego, irytującego dupka, któremu nic się nie podoba. Gwiazda, jego prawo!

W Niebie, popularnym nocnym klubie, Gabriel poznaje Mariano. To miłość od pierwszego wejrzenia, pierwszego wciągnięcia koki w toalecie. Tak, bo trzeba wiedzieć, że narkotyki darzy nasz bohater równym uwielbieniem jak przystojnych chłopców oraz powabne dziewczęta. Sam siebie niezmiennie określa jako geja (a „ciężko jest być gejem w Limie”, powtarza bez przerwy), ja powiedziałbym raczej, iż kieruje się w życiu zasadą przyjemności.

Opowiada o swoim romansie z perspektywy czasu: czytelnik wie, jak to się skończy. Wie, że nie skończy się dobrze. Dlatego niemal od początku można czytać tę powieść jako hymn na cześć utraconego kochanka. Gabriel przemawiający do nas z kart Nocy jest już pisarzem i mieszka w wymarzonym Miami. Paradoksalnie jednak tęskni za Limą: „chętnie bym zapłacił, żeby tylko wkręcić się na ostrą imprezkę w niebie. zapłaciłbym. nawet nie wiecie, jak bosko jest wciągać kokę, popijać i gadać o głupotach z sympatyczną żulerią tego miasta. tutaj takiego klimatu nie złapiesz, z jankesami w miami”.

Ten cytat to próbka stylu książki. Małe litery, krótkie akapity, momentami ostry język. Swobodny przepływ myśli, słów, obserwacji, dygresji. Taki rodzaj pisania lubi się albo nie. Podobnie lubi się lub nie takich osobników jak Gabriel. Ja, jak już wspomniałem, niezbyt go polubiłem. Niby uroczo cyniczny i autoironiczny, ale też pretensjonalny, z tym swoim ciągłym ćpaniem oraz wiecznym bólem z powodu seksualności. Przypomina mi trochę Daffyda z Małej Brytanii: karykaturę cierpiącego homoseksualisty, powtarzającego na każdym kroku, że jest jedynym gejem we wsi.

To jednak nie powód, by powieść Bayly’ego odrzucić. (Czy trzeba lubić bohaterów ulubionych książek?) Styl pisarza osiąga momentami prawdziwe wyżyny przegięcia. Doskonale konsumuje się takie na przykład fragmenty: „przynoszą mi ciasteczko z mlecznym kremikiem (wybaczcie, że mówię jak kolorowy, to z nostalgii za moim peru najukochańszym), zajadam powolutku, bo nie chcę wyjść na prostaczkę wygłodniałą, co to zasuwa mlask, mlask, mlask, bez manier, bez wychowania, otóż nie, jem jak prawdziwa elegantka, z wolna, jak szwedzka mistrzyni cukiernictwa, trzeba dawać przykład dobrego wychowania, żeby się kolorowi poduczyli, kochana. i rozmyślam o tym, że w sumie nie tak źle jest mieszkać w mieście, gdzie jest tylu brzydali i gdzie w każdej chwili można zginąć w wybuchu, jeśli ma się pecha i przechodzi akurat ulicą, na której eksploduje kolejny samochód pułapka (mieszkanie w limie stało się loterią, moje drogie)”. Albo (ni stąd, ni zowąd): „co za wariactwo, trochę powagi, moi państwo, gdzie my jesteśmy, to wygląda jak jakiś cyrk z napalonymi ciotami”.

Wydawca w nocie na okładce porównuje powieść Bayly’ego do Lubiewa – i jest coś chyba na rzeczy, szczególnie gdy idzie o język (autor Nocy dokonał ponoć w literaturze peruwiańskiej rewolucji na miarę „naszej” Masłowskiej). To jednak książki z zupełnie innych bajek. Gabriel, gdyby był Polakiem, nie rozbijałby się po pikietach, tylko spędzał czas w warszawskich Luzztrach, gdzie każdy weekend kończy się w czwartek.

Jaime Bayly, Noc jest dziewicą
przekład Tomasz Pindel
wydawnictwo muchaniesiada.com
Kraków 2007
wydanie I
format 125×205, s. 176
ISBN: 978-83-924645-1-8
cena: 26 zł
seria postm@condo: nowa proza z Ameryki Łacińskiej

1 komentarz do: Taniec z gwiazdami

  • Izka

    [Promocja książki ]

    Macho i homo…
    Czyli o innej literaturze latynoamerykańskiej

    Poznań, Bookarest, 10 maja (czwartek), godz.18:00

    O najgorętszej i najświeższej literaturze latynoamerykańskiej dyskutować będą:
    prof. Barbara Stawicka-Pirecka oraz dr Błażej Warkocki
    Spotkanie prowadzi: dr Tomasz Pindel

    Zapraszamy!
    http://www.bookarest.pl




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa