Noc jest dziewicą


Oto Gabriel: snob, gwiazda peruwiańskiej telewizji, bohater tysiąca plotek, syn dewotki i konserwatysty. Zainteresowania: koka (byle czyściutka), chłopcy (najlepiej blond i przypakowani) oraz – ewentualnie – dziewczyny.

Posłuchajcie Gabriela, który opowie wam o nocnym życiu wielkiego miasta, o swojej wielkiej miłości do boskiego Mariana i o innych, pomniejszych miłostkach. Będzie to opowieść o słodko-gorzkim romansie w rytmie ostrego rocka; o wielkich tęsknotach; o hipokryzji i o rozpasaniu; historia pełna humoru, erotyki, złośliwych obserwacji, zabawnych epizodów i ciętych ripost.

Noc jest dziewicą nie rości sobie żadnych pretensji – tylko bawi. Nie sili się na autentyzm – jest autentyczna. Może cię zgorszyć, zwłaszcza jeśli gustujesz w moherowej konfekcji. Pewnie ma coś z Wojny polsko-ruskiej, Heroiny, Trainspotting, ale Jaime Bayly jest jedyny w swoim rodzaju.

O książce pisze Roberto Bolaño:

Skąd wziął się Bayly? Na pierwszy rzut oka jego literaccy poprzednicy są ewidentni. Bayly pochodzi bezpośrednio od Vargasa Llosy, przede wszystkim tego z Rozmowy w „Katedrze” , powieści, która jest, między innymi, kompletnym zbiorem prawie wszystkich językowych rejestrów w Peru. Słuch Vargasa Llosy odnajduje w słuchu Bayly’ego swojego najzdolniejszego ucznia. Yo amo a mi mami przypomina z drugiej strony Świat dla Juliusza Bryce’a Echenique. Bez wątpienia proza Vargasa Llosy ma większy ciężar niż pisarstwo Bryce’a Echenique, ale też ciężar tego drugiego jest nie do pogardzenia. Z Brycem łączy Bayly’ego ta sama skłonność do rzucania się do otwartego grobu i zostawianie na potem albo na kiedyś, na sam moment aktu pisania, formalnej strony powieści: Bryce i Bayly to pożeracze białych stron. Nie jest to ich jedyne podobieństwo: obydwaj posiadają poczucie humoru, które wydaje się nie do okiełznania, obydwaj są autobiograficzni (albo takie sprawiają wrażenie, pewnym autobiografiom lepiej tak do końca nie wierzyć), obydwaj mają angielskie nazwisko, a w takim kraju jak Peru to coś znaczy, i obaj są „sentymentalnymi facetami”, jak brzmią słowa jednej piosenki.

Oczywiście pewne rzeczy ich od siebie odróżniają a nawet oddalają, ale nie wydaje mi się, żeby to był dobry moment na robienie spisu tych niezgodności. Przychodzi mi za to do głowy inny punkt, w którym się do siebie upodabniają: uczuciowość, swoiste współczujące spojrzenie na świat, które niektórzy dostrzegają u Bryce’a, ale nie chcą dostrzec u Bayly’ego. O współczuciu Bayly’ego, które czasem ukrywa się pod maską drapieżności i cynizmu, jeszcze wspomnę.

Trzeba być bardzo odważnym, żeby pisać o homoseksualizmie w Peru. Trzeba być bardzo odważnym, żeby pisać z punktu widzenia homoseksualizmu w Peru. Zwłaszcza, jeśli ktoś robi to nie prosząc nikogo o wybaczenie, ani tych z prawa, ani tych z lewa, którzy w tej kwestii podobni są do siebie, jak dwie krople wody, co każde nam sądzić, że lewica nie jest taką znowu lewicą, chociaż prawica owszem jest prawicą.

Niedawno Jesús Ferrero opowiadał mi o pewnym epizodzie ze swojej podróży do Gwatemali. Ferrero przyjeżdża do Gwatemali, bierze taksówkę, bo nikt nie czeka na niego na lotnisku, i zagłębia się w nieznane miasto. Zapada zmierzch i ulice, uwznioślone przez ciemności i oświetlenie uliczne, które pewnie jest bardzo słabe albo wręcz nadmierne, plączą się jak gdyby taksówka jechała przez labirynt. Nagle taksówkarz zatrzymuje się, nie wiemy, czy z niepewności czy ze strachu, żeby przyjrzeć się mapie miasta i Ferrero obserwuje przez okno samochodu grupkę transwestytów zebranych wokół ogniska na jednej z przecznic. To tutaj, mówi taksówkarz, proszę wysiadać. Ferrero wysiada, walizka w ręku, i zostaje sam pośrodku ulicy, którą nie jedzie nawet jeden samochód. Taksówkarz rusza, a ci najbardziej złowrodzy transwestyci świata zaczynają się do zbliżać do Ferrero. To Indianie i Metysi. To miejscy Indianie i Metysi, których ściągnęły do stolicy konwulsje tego kraju. To kobiety prowadzące złe życie, które mieszkają w ciałach zgwałconych mężczyzn. To mężczyźni mieszkający w dziwnych ciałach i w mieście też dziwnym, starający się dopasować te swoje ciała do wizerunku miasta: kosmicznej dzielnicy wewnątrz środkowoamerykańskiej stolicy z krwawą przeszłością. W każdym razie w ogóle nie przypominają europejskich transwestytów. Mają się tak do transwestytów europejskich jak tyranozaur do czapli. I te dzikusy zbliżają się do Ferrero, poruszając się jak miejska partyzantka, osaczają go, otaczają, odcinają możliwe drogi ucieczki, i wtedy, kiedy coś strasznego ma się przydarzyć pisarzowi, oni odzywają się do niego, wymieniają uwagi na temat kolonialnej architektury na przykład, albo o pracach drogowych na ulicach miasta Gwatemala, i pytają go, skąd jest, a potem wskazują mu, z uprzejmością, którą muszę nazwać uprzejmością Majów albo grzecznością prekolumbijską, właściwy adres, a nawet odprowadzają kawałek, bo o tej porze i w tej części miasta jest bardzo niebezpiecznie, chociaż dla nich nic nie jest niebezpieczne.

(…) W powieściach Bayly’ego pełno jest kumpli. To słowo, kumpel (pata) , zawsze wydawało mi się tajemnicze. Kumpel to przyjaciel. Skąd wzięło się słowo „kumpel”? Suche, łatwe do wymówienia, jedyne słowo, jakie może się z nim równać, to meksykańskie cuate, które też znaczy przyjaciel i którego etymologia również jest mi nieznana, chociaż wszystko wskazuje na to, że cuate oznacza bliźniaka.

Kumple Bayly’ego nie są tacy jak kumple Rulfo, to jasne, ani jak kumple Salazara Bondy’ego, który, jak mi się zdaje, nigdy nie użył tego określenia, chociaż łączy ich ta sama wieczorna gotowość terytorialna i wszystkie te typy wyglądają jakby były z piekła rodem, ale to jedyne, co mamy, jedyne, na czym możemy polegać.

W Yo amo a mi mami ponownie pojawia się postać, którą ja uważam za najbardziej ujmującą w całej twórczości Bayly’ego: dziadek, dziadziodzio, który pojawił się już w Los últimos días de “La Prensa” (Ostatnie dni „La Prensa”). Jedną z charakterystycznych cech dziadziodzia jest, że kiedy idzie do klozetu, mówi „idę nakarmić Chilijczyków”. Poważna i jednocześnie zabawna obraza. Wydaje mi się, że w Los últimos días de “La Prensa” też tak mówił. Mnie, Chilijczykowi, wyrażenie to wydaje się urocze. Jego zięć, ojciec Jimmy’ego, jest dla odmiany wielbicielem Pinocheta. To znaczy, że kiedy ojciec Jimmy’ego idzie do klozetu, nie karmi, przynajmniej świadomie, Chilijczyków.

Niektórzy zarzucają Bayly’emu brak dbałości o formę. Przy nieczęstych okazjach byłem jednym z nich. Ale tak naprawdę uważam, że Bayly wcale nie zaniedbuje tak formy, jakby się mogło zdawać na pierwszy rzut oka. Myślę, że Bayly próbuje znaleźć, zwłaszcza od swojej trzeciej powieści, formę, która przypasuje do jego mocy narracyjnej, do jego niewyczerpanego strumienia słów. Bo trzeba tu wyjaśnić jedną rzecz: siła Bayly’ego jako narratora, siła jego dialogów, umiejętność wydostania się z każdego ślepego zaułka są niesamowite. Każdemu pisarzowi by to wystarczyło. Nikt nie wymaga od Balzaka, żeby był Stendhalem. Od Balzaka wymaga się tylko, żeby był Bogiem. Od Bayly’ego nie należy wymagać formy, tylko światów, tłumów, telenowel z prawdziwego życia, humoru na tony, od Bayly’ego należy wymagać tego, co już nam daje: najpotężniejszego słuchu w nowej prozie po hiszpańsku, spojrzenia, często poruszającego, które na samo siebie patrzy bez pobłażania i które na innych patrzy z humorem i ironią, i także z czułością, czułością kogoś, kto ocalał, przywołującą czas, który już upłynął i który prawdopodobnie istniał tylko w snach narratora, Peru agonalne albo Peru, które jest już tylko zgliszczami tego, czym było.

Co za ulga czytać Bayly’ego po tych wszystkich hieratycznych i żałosnych typach, którzy mylili realizm z dogmatyzmem, informację z propagandą. Co za ulga obcować z literaturą Bayly’ego, po tym bezkresnym szeregu latynoskich samczyków bez krzyny talentu, fircyków zagorsetowanej prozy, grzmiących biurokratycznych herosów proletariatu. Co za ulga czytać kogoś, kto ma narracyjną wolę nieunikania niczego.

Proza Bayly’ego, której nie wahałbym się nazwać błyskotliwą (błyskotliwą i odważną, ale nie chodzi tu o blask pustyni albo lasu, ale o blask miejskich zachodów słońca, i nie o odwagę straceńczą ani nie odwagę ponurą, ale odwagę, z którą człowiek sam sobie stawia czoła nie tracąc przy tym radości), nie jest odosobnionym zjawiskiem w literaturze języka hiszpańskiego. Bayly’ego trzeba czytać także w tym kontekście: kontekście nurtu prozy, w którym po raz pierwszy idą w pewien sposób razem powieści powstające po tej i po tamtej stronie Atlantyku. W odróżnieniu od grupy boomu, składającej się wyłącznie z Latynosów, w tym wciąż jeszcze nieokreślonym zbiorowisku prozy końca tysiąclecia mieszczą się Hiszpanie i Latynosi, i wpływ jest obustronny, czego dowodzi, na przykład, literatura Enrique Vila-Matasa, Césara Airy i Javiera Maríasa, Katalończyka, Argentyńczyka i Madrytczyka, prawdopodobnie trzech autorów, którzy zaszli najdalej w głąb nowego terytorium do eksploracji. Jakie jest to nowe terytorium? Takie jak zawsze, ale inne, co jest pewną formą powiedzenia, że nie wiem. W każdym razie to terytorium, na którym leżą kości Cervantesa i Valle-Inclána, i jest to terytorium nie zadeptane, terytorium zmarłych i terytorium przygody. I myślę, że zdąża ku niemu przynajmniej dziesięciu pisarzy, o których książkach można powiedzieć, że są żywe, a jednym z nich jest Jaime Bayly.

Lateral, 53/1999. Polski przekład tekstu ukazał się w „Literaturze na świecie”, nr 9/10, 2004 wraz z fragmentem powieści Noc jest dziewicą.

Roberto Bolaño (1953-2003, Chile) jest uważany powszechnie za najwybitniejszego pisarza latynoamerykańskiego po boomie, autor wybitnej powieści „Detectives salvajes” (Dzicy detektywi). W Polsce znany jak dotąd z książek „Chilijski nokturn” oraz „Gwiazda odległa” (2006).

O autorze:

Jaime Bayly (czyt. Hajme Bajli) urodził się w Limie w 1965 roku. Szerokiej publiczności dał się poznać jako dziennikarz i prezenter telewizyjny, ale prawdziwie międzynarodową popularność zyskał jako pisarz. Słynie z sarkazmu, ironii i cynizmu, co wspólnie z jego bezkompromisową szczerością zjednało mu sympatię, a zarazem licznych wrogów.

Debiutował w 1994 roku powieścią No se lo digas a nadie (Nie mów nikomu), śmiałą opowieścią gejowską, w której można dopatrzeć się autobiograficznych akcentów. Publikacja wywołała skandal (Bayly już wcześniej bywał bohaterem podobnych afer: np. w 1985 roku zwolniono go z telewizji za zadawanie bezczelnych pytań ówczesnemu prezydentowi Peru Alanowi Garcíi), zwłaszcza, że kilka znanych person rozpoznało się na kartach owej powieści (plotka głosi, że pewien generał peruwiańskiej marynarki wojennej dostał zawału po przeczytaniu rozdziału z udziałem dziwnie podobnej do siebie postaci). Książka jednak okazała się być czymś dużo poważniejszym niż towarzyska sensacyjka: to początek jednej z najwyrazistszych karier literackich w młodej prozie latynoamerykańskiej. Mecenasem młodego pisarza stał się zresztą sam Mario Vargas Llosa, wychwalający słuch i językowe wyczucie autora – a także śmiałość w podejmowaniu poważnych i kontrowersyjnych tematów (kilka lat temu obaj panowie jednak się poróżnili – tyle że na tle politycznym).

Kolejne książki Bayly'ego – Fue ayer y no me recuerdo (To było wczoraj i nie pamiętam, 1995), Los últimos días de La Prensa (Ostatnie dni „La Prensa”, 1996) – ugruntowały jego pozycję, zaś przełomem okazał się rok 1997 i wydanie powieści Noc jest dziewicą (La noche es virgen) , która otrzymała hiszpańską nagrodę Premio Herralde de Novela. W książce tej Bayly połączył śmiałą tematykę, bezlitosny portret współczesnej Limy i humor z potoczystą, kolokwialną stylizacją językową.

Potem pojawiły się Yo amo a mi mami (Kocham moją mamusię, 1999) – opowieść o dzieciństwie w głęboko klasowym Peru lat 60. i 70. – Los amigos que perdí (Przyjaciele, których straciłem, 2000) – bardzo osobista spowiedź z grzechów popełnionych wobec bliskich – La mujer de mi hermano (Żona mojego brata, 2002) – rzecz o wyjątkowo trudnym trójkącie miłosnym – i wreszcie kolejny ważny punkt literackiej kariery Peruwiańczyka: Y de repente un ángel (I nagle anioł, 2005), historia przyjaźni czterdziestolatka z niepiśmienną służącą.

Jaime Bayly wydał w sumie 9 powieści i tom poezji. Jedno z jego wczesnych opowiadań ukazało się także w słynnej antologii nowej prozy z Ameryki Łacińskiej pt. McOndo.

Atmosfera skandalu towarzyszy literackiej drodze Bayly'ego od samego początku. Z jednej strony wynika to z jego telewizyjnej sławy i podejmowaniu kontrowersyjnych tematów (seks i homoseksualizm to stałe elementy jego prozy), z drugiej zaś bierze się ze swoistego, literackiego ekshibicjonizmu: utwory Bayly'ego, choć fikcyjne, obficie czerpią z jego biografii (np. Gabriel Barrios, bohater Nocy… , do złudzenia przypomina pisarza, a przez strony wszystkich powieści przewija się galeria postaci opartych na rzeczywistych osobach: rodzice, dziadek, znajomi z pracy…). Bayly żongluje faktami ze swego życia, autobiografizuje fikcje, zaciera granice – jedni mają mu to za złe, inni zauważają, że stąd właśnie bierze się autentyzm i moc jego książek.

Jest to bowiem proza odmienna od tego, do czego przyzwyczaiła nas literatura latynoamerykańska. Bayly przemawia tylko i wyłącznie w swoim imieniu, nie interesują go narody, historia, tożsamość i inne wielkie tematy. Bayly jest pisarzem prywatnym, opisującym świat jednostki i dramaty rozgrywające się w ludzkim wnętrzu. To proza osobista, intymistyczna i subiektywna.

A przy tym – co docenili czytelnicy w Hiszpanii i całej Ameryce Łacińskiej – jego książki świetnie się czyta i prócz piekła emocji, miłości i seksu, można znaleźć w nich mnóstwo humoru, językowej wirtuozerii i błyskotliwego cynizmu.

Powieści Bayly'ego ukazały się m. in. w przekładach na francuski, niemiecki, niderlandzki i portugalski; dwie z nich sfilmowano.

Jaime Bayly, Noc jest dziewicą
przekład Tomasz Pindel
wydawnictwo muchaniesiada.com
Kraków 2007
wydanie I
format 125×205, s. 176
ISBN: 978-83-924645-1-8
cena: 26 zł
seria postm@condo: nowa proza z Ameryki Łacińskiej

132 komentarzy do:Noc jest dziewicą

  • Yann

    [Re: Noc rozprawicza]

    Dorwałem te ksiażeczkę na stole w Empiku… Zaczyn asię intrygująco. Czek amnei zatem bezsenna noc. I pomyślec z eani ze mnie dziewica, ani prawiczek…

  • Yovi

    [Re: Noc jest dziewicą]

    Przeczytalam w jeden wieczor. Bardzo prawdziwa, ale smuci mnie takie zycie bez zadnego planu… Troche jak zycie zwierzat… wstajesz, zjesz, pogadasz, gdzies pojdziesz, popieprzysz sobie, wezmiesz jakis staff i zlegasz gdzies na spanie… a nastepnego dnia to samo… Kap, kap, plyna lzy…

  • Czytelnik

    [Noc jest od spania]

    Niestety książka mnie rozczarowała. Tak naprawdę odczytałem ją jako smutny opis chwilowego zauroczenia, w które nawet sam zainteresowany co jakiś czas wątpi. Gdyby bohaterem był ktoś heteroseksualny o książce nikt by nawet nie usłyszał i chyba to jest w tej historii najsmutniejsze.

  • adam

    [Re: Noc jest dziewicą]

    Mnie również książka rozczarowała. Płytki opis narkotycznych imprez poprzetykanych przypadkowym seksem. Do tego jeszcze wulgarna . Lekturę tak naprawdę można przerwać w każdym momencie i bez żadnej straty. Stracony czas i pieniądze :(

  • ptaku_zielony

    [Re: Noc jest dziewicą]

    Rozumiem, że ta książka, jak każda, może kogoś rozczarować. Dla mnie jest świetna – pozornie czytadło, potrafi rozśmieszyć, ale jest też w niej wiele smutku. Podwójna osobowość bohatera – podwójny język – ten poprawny i gładki, którym wypowiada się telewizyjny prezenter i ten wulgarny, którym klnie w myślach druga osoba – smutna, niemająca odwagi mówić głośno. Książka, która rozśmiesza, szokuje i zastanawia. Pozwolę sobie zacytować początek najtrafniejszej opinii jaką znalazłem na ten temat i podpisuję się pod nią: Paweł Adam Piotrowicz i jego doskonały podkast o nowych książkach http://www.glosa.info :
    ”Są książki, które odkłada się albo od razu po pierwszym, albo dopiero po ostatnim zdaniu. Taką pozycją jest wulgarna, ale doskonała powieść Jaime Bayly’ego „Noc jest dziewicą”.”

  • Bass

    [Noc jest dziewicą - nalezy do nas]

    I ja sie przyłaczam do pozytywnych komentarzy z sieci. Jeden z klientów Merlina napisał tak:

    Rodak Mario Vargasa Llosy pozwala sobie na bezkompromisowość w literaturze, a dzięki temu również wyrazistość tak pożądaną przez czytelnika. (…) Warto się przekonać, co skrywa wydana „Noc jest dziewicą”!

    WYSTARCZY ODKRYć WIELOśC SMACZKóW TEJ KSIążCE pod skorupą gejowskiego romansu i złej Limy.

  • dansemacabre

    [Re: Noc jest dziewicą]

    Wydanie kolejnej na naszym rynku księgarskim powieści gejowskiej, znanej już od lat w ojczyźnie autora, natychmiast zostało okrzyknięte peruwiańskim „Lubiewem”, wszak trudno jest odnieść książkę o tematyce homoseksualnej do innych pozycji, gdyż ta tematyka dopiero nieśmiało ujawnia się w kraju moherowej propagandy, w którym takie opowieści nadal stanowią swoisty obyczajowy skandal literacki.
    Nie zamierzam porównywać marnej książki Bayly’ego do dokonań Michała Witkowskiego. Jest to bowiem książka zupełnie inna, a jedynym motywem łączącym jest bohater – gej, skoncentrowany na sobie i bezpardonowo krytykujący otaczającą go rzeczywistość i ludzi. Powieść peruwiańskiego prozaika jest niepohamowanym i szalonym zapisem stanów świadomości Gabriela Barrioso, znanego prezentera telewizyjnego, syna rozmodlonej i zakochanej w polskim papieżu matki i dość konserwatywnego ojca.
    Gabriel wielokrotnie zdradza się z tym, iż wszystko, co opisuje jest już przeszłością. Nie wiemy więc, czy nadal mieszka w znienawidzonej przez siebie Limie, którą atakuje wieloaspektowo i dość przekonująco. W brudnym, dusznym mieście straconych szans, gdzie jedyną rozrywką ludzi jest idiotyczne wpatrywanie się w ekrany telewizorów, w których obserwują z zainteresowaniem szaleństwa Gabriela prowadzącego program na żywo, nasz bohater lubiący przystojnych chłopców i kreski kokainy męczy się okrutnie, a dowodem jego męki są ze wszech miar krytyczne opisy ludzi i miejsc, w jakich przebywa.
    Bohater jest skrajnym egocentrykiem, który traktuje ludzi przedmiotowo i nie szczędzi im oszczerstw. Czyni to jednak głównie w myślach, ponieważ przyklejona już do jego twarzy telewizyjna maska pajaca udającego zrozumienie i szacunek dla innych nie pozwala mu na ujawnianie prawdziwych emocji. Gabriel zakochuje się nieszczęśliwie w wiecznie naćpanym muzyku rockowym, wchodzi też w swoistą grę z jego siostrą. Dąży do zaspokojenia swoich własnych potrzeb i za wszelką cenę próbuje uwieść Mariano, który w zasadzie nie ma nic przeciwko temu, przynajmniej przez jakiś czas. Zupełnie nieprzekonujące i zwyczajnie nudne, bo powtarzalne „ochy” i „achy” Gabriela zapełniają szczelnie każdą stronę pisanego konsekwentnie bez użycia dużych liter tekstu, spadającego w swą własną lingwistyczną przepaść tak, jak bohater spada w otchłań niezrozumienia i rozpaczy.
    Książka już w kilku pierwszych rozdziałach ujawni całą swą treść. Potem można się już tylko uśmiechać, śledzić poczynania Gabriela i próbować zrozumieć jego zawikłany tok myślowy. Bohater kilka razy podkreśla, że odbiorcami jego wywodów są geje. Próbuje więc mizdrzyć się do nic w specyficzny, przyjęty w środowisku sposób. Niewiele jednak z tego wynika. Książkę przeczytają nie tylko geje, a opisana w niej rzeczywistość przez swą subiektywność niekoniecznie może zostać zrozumiana.
    Jedno trzeba autorowi przyznać – ze swadą i dość umiejętnie atakuje wszelkie narodowe przywary Peruwiańczyków. Nie jest więc dziwne, że w jego ojczyźnie książka wzbudziła wiele skrajnych emocji. W Polsce zostanie raczej pominięta milczeniem, bo niczego odkrywczego w sobie nie ma, a o świecie widzianym oczyma geja przeczytaliśmy na kartkach naszego rodzimego „Lubiewa”.

  • bb

    [Recenzja z Onetu: Noc jest dziewicą]

    I w Onecie pojawiła się już oficjalna recenzja:

    http://czytelnia.onet.pl/0,73855,0,22759,0,0,0,miedzy_niebem_a_pieklem,recenzje.html

    Między niebem a piekłem

    Tytuł powieści „Noc jest dziewicą” prowokuje… Może wybrzmieć nawet jak odezwa: zatrać się w nią. Jaime Bayly skupił się jednak w swojej homoerotyzującej książce, którą w dniu polskiej premiery okrzyknięto peruwiańską wersją „Lubiewa”, na czymś zupełnie innym niż szukanie taniej sensacji czy powodów do skandalu. Zamiast pouczać, nawracać albo zbawiać mniejszości seksualne, pisarz z Ameryki Południowej chce zabawić czytelników, przemycając ważne dla siebie kwestie. W narkotycznej opowieści – stylizowanej na autentyk dzięki wycinkom autobiografii nieokiełznanego prezentera telewizyjnego – pomieścił elementy współczesnego, raczej nieprzyzwoitego, erotykonu oraz historię wiecznego nienasycenia i samotności w wielkim mieście („nie mogę dalej być gejem i kokainistą w limie. wykończę się. lima mnie wykończy”).




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa