- homiki.pl - http://homiki.pl -

Pozytywny gej. Pozytywna lesbijka.

[1]

„Ciemnoskórzy są nosicielami wirusa HIV” – zakrzyknie wielu po ostatniej głośnej sprawie nosiciela wirusa. A ja odpowiem: „Są dwie strony księżyca, chociaż ziemianie oglądają tylko jedną”.

Czemu o Księżycu? Ano dlatego, że zaobserwowałam bezrefleksyjne przyjmowanie nośnych haseł czy opowiedzianych historii. A nad każdym wydarzeniem warto się zatrzymać, próbując poobserwować i dostrzec także to niewidoczne lub niepokazywane świadomie. Ledwo umilkła afera z molestowaniem dziewczynki, które doprowadziło do jej samobójstwa czy seksafera w Samoobronie, a już pojawił się wróg publiczny: ciemnoskóry mężczyzna, który wykorzystywał niewinność kobiet, by bezdusznie przekazać im śmiercionośnego wirusa.

Jako lesbijka z dreszczykiem czekam na jakąś aferę związaną ze środowiskiem LGBT. Pewnie pojawi się niebawem jakiś nasz „pozytywny” gej lub lesbijka i społeczeństwo będzie wiedziało, że jesteśmy groźnymi nosicielami HIV. Niektórzy dziennikarze telewizji publicznej przygotują program, z którego będzie wynikało, że należy wystrzegać się kontaktów z osobami homoseksualnymi, bo na pewno będą stanowić zagrożenie dla polskiej rodziny. Niedawno w programie o wspomnianym Afrykańczyku usłyszałam, że feministki powinny wiedzieć z kim się zadają i komu nagrody dają.

A najlepiej przecież na publiczny ostracyzm skazać. A jeśli to nie pomoże, to wyleczyć z homoseksualności, wykorzystując kościelne metody i specjalistów, a jak historia pozwala mi założyć, także pieniądze państwowe. Bo zaradność sług bożych skłoni ich do sięgnięcia po fundusze z Narodowego Funduszu Zdrowia (kler nie płaci podatków, kościelne budynki powstają na koszt państwa, katecheci mają wypłacane pensje z budżetu, Kościół Katolicki w największym stopniu wykorzystał europejskie fundusze…)

Długo myślałam, skąd my to mamy. Pragnienie znalezienia ofiary i ukarania jej, w najbardziej okrutny i publiczny sposób, nie zważając na okoliczności. W Polsce jest przecież silna tęsknota za karą śmierci, która pewnie PiS-owi pozwala utrzymywać większość. W większości naszych miejscowości były pręgierze publiczne, duża część społeczeństwa do tej pory deklaruje konieczność publicznych egzekucji winnych większych lub mniejszych uczynków. Może nasza niechęć do analizy, do doszukiwania się kontekstu, odnajdywania odpowiedzi w motywacjach?

Czy człowiek zakażony HIV, z przekonań wyniesionych z rodziny, wierzący, że „odda” wirusa napotkanym na drodze seksualnej kobietom, zasłużył na ten publiczny pręgierz, jaki mu opinia społeczna podsycana przekazami medialnymi, zgotowała? I zadam pytanie ważniejsze. Czy w oparciu o ten bulwersujący przypadek mamy prawo formułować opinie o wszystkich ciemnoskórych? Dreszcz mnie przeszywa, kiedy słyszę u znajomych: „Ale przecież wiadomo, że w Afryce jest najwięcej chorych na AIDS.” Bo myślę sobie, że medialny atak odniósł pożądany skutek: Ludzie zaczynają myśleć tak jak chcą ci, którzy widząc w tym interes polityczny (?), podjudzają do nienawiści wobec innych.

Cudownie zapoczątkowany proces budowania nienawiści wobec mieszkańców Afryki.
Owszem, zgodzę się, że w Afryce jest duża ilość ludzi żyjących z AIDS. Jednak tak samo prawdziwe jest twierdzenie, że w Afryce mieszka najwięcej głodujących. I jakoś media nie podejmują publicznej debaty o dożywianiu. Czy chłopcy, w swych „końskich zalotach” obnażający koleżankę na oczach innych są winni w takim stopniu, w jakim winnymi przedstawiły ich media?

Wbrew wszystkim wypowiedziom powiadam Wam, że słysząc ojca, który skomentował ich zachowanie słowami: „Przecież to były żarty” uwalniam ich od odpowiedzialności i uważam, że to dorośli powinni zająć ławę oskarżonych. Zarówno rodzice, nie potrafiący przekazać im szacunku wobec innych, wpoić zasady nietykalności, jak i pedagodzy, nauczyciele nie reagujący na widoczne gołym okiem osamotnienie dziewczynki w grupie. Że już o nieobecności dorosłego opiekuna około trzydziestoosobowej grupy dzieci, nie wspomnę.

Podniosą się głosy sprzeciwu i je zrozumiem, ale warto pamiętać o pewnych obowiązkach, jakie wobec młodzieży, my – dorośli, jej opiekunowie – powinniśmy wypełniać z należytą starannością. Doszukałabym się tu też ignorowania naruszania czyjejś godności w imię „młodzieńczych żartów”. W pamięci zachowałam sytuacje, w jakich ładniejsza część naszych dziewcząt ze szkoły podstawowej się znajdowała, kiedy chłopcy obmacywali ich ciała w imię dobrej zabawy z przekonaniem, że je wyróżniają. I to właśnie zapewne mieli na myśli ojcowie komentując zachowanie swoich synów. A przyglądająca się molestowaniu niejedna dziewczyna zazdrościła molestowanej, bo chciałaby zyskać zainteresowanie chłopców, by pokazać klasie, że jest przez nich wyróżniona.

Z żartów dzieci wyrastają, ale pewne niewytłumaczone przez dorosłych mechanizmy objawiają się w późniejszym okresie fałszywymi przekonaniami na swój temat lub nieprawdziwymi interpretacjami rzeczywistości: „Jak bije, to znaczy że kocha.” Bo niektórzy mężowie w taki sposób udowadniają swoją uwagę i zainteresowanie. Czy jednak na podstawie opisanych wydarzeń można zbudować twierdzenie, że młodzież jest zdemoralizowana i wymaga więcej dyscypliny? Odpowiedzcie sobie sami. Ja dodam też, że zupełnie osłupiałam, kiedy minister wprowadził w odpowiedzi na to wydarzenie program do szkół: „Zero tolerancji”. Dlaczego nie użył adekwatniejszego do sytuacji hasła: „Stop przemocy wobec kobiet” lub po prostu: „Stop przemocy”?

Może ma inne strategiczne cele? Może chce dać społeczeństwu do zrozumienia, że jeśli wyrażą zgodę na obecność tolerancji w szkole, już nie daj boże z udziałem odczarowywania stereotypów o lesbijkach i gejach, to może spodziewać się właśnie takich skutków?
I, jeśli jesteśmy już przy tym ostatnim podmiocie nagonki, to nie ukrywam, że się bardzo obawiam. Obawiam się tego, że prędzej czy później pojawi się w przestrzeni medialnej osoba nieheteroseksualna chora na AIDS lub będąca nosicielem wirusa i wówczas „huzia na Józia”. Z absolutną bezwzględnością tzw. obrońcy „wartości” podejmą temat niemoralnego prowadzenia się lesbijek i gejów, powołają komisję sejmową i nakażą przymusowe leczenie z homoseksualności, na koszt państwa, bo zapewne będzie ono obligatoryjne.

Niszcząc i poniżając przy okazji osoby zakażone, które podkreślam: są ofiarami i należy się im wsparcie a nie ostracyzm!

————————————-
W ilustracjach do artykułu wykorzystano fragmenty animacji Geralda Scarfe przedstawiające Oskarżyciela oraz Sędziego z filmu Alana Parkera „Ściana” („Pink Floyd The Wall”) z 1982r.

Autorzy:

zdjęcie Anna Zawadzka (anka zet)

Anna Zawadzka (anka zet) [2]

kobieta ceniąca wartości rodzinne, jakie we własnym podwórku od przeszło 13 lat ze swoją – nadal nieślubną – żoną uprawia. Niestrudzona edukatorka, wierząca, że dzięki ustawicznej pracy dojdziemy do wielkich zmian. Potyka się czasami o przeszkody, ale strzepuje pył i podąża z uśmiechem i hełmem na głowie wśród bardziej lub mniej zawiłych korytarzy życia.