- homiki.pl - http://homiki.pl -

Kto ma tyle wdzięku co ja- czyli sposób na tożsamość

[1]

Cioty są z reguły zarozumiałe. Aroganckie niczym nasi parlamentarni wybrańcy narodu i wyniośli jak prezydent Kaczyński na tronie, tuż przed odwołaniem Trójkąta Weimarskiego. Niektóre bywają też przemądrzałe, zwłaszcza te intelektualistki z wyciągniętymi przed laty przewodami doktorskimi, nie obronioną w terminie magisterką czy też odkładanym w nieskończoność egzaminem maturalnym. Są przy tym takie erudycyjne, elokwentne i nonszalanckie, że głowa boli od samego słuchania, bo patrzeć – to i tak już się nie da.
Te blisko spokrewnione z Hanką Bielicką, Violettą Villas, Marylą Rodowicz, Barbarą Streisand, „Hello Dolly!”, Boney M, Abbą i całym musicalem „Cats” ciotki-snobki uwielbiają błyszczeć w towarzystwie, stanowić centrum uwagi wszystkich i przedmiot uwielbienia i, co tu dużo mówić, także pożądania, czyli tak zwanej chuci. A że zarówno inteligencja, jak i młodzieńczy wdzięk czy uroda już nie te, zaś złośliwa konkurencja siła zabójczej ploty podkopuje fundamenty naszej towarzyskiej wartości i wiarygodności, to już inna sprawa.

Źródeł tych wszystkich, jakże ludzkich przypadłości i przywar upatrywać należy:

a. w kompleksach wyniesionych z dzieciństwa (oczywiście tu nieśmiertelna dominująca matka się kłania)

b. frustracjach okresu dorastania (byliśmy tacy śliczni i wyjątkowi, a tu obrzucano nas obraźliwymi wyzwiskami na boisku typu: Ty cioto! Co za baba! , tylko dlatego, że nie potrafiliśmy kopnąć w dziwny i bezsensowny przedmiot zwany piłką, za którym z podziwu godną, acz niezrozumiałą pasją, ganiało 11 naszych kolegów).

c. cierpieniach młodego Werterka, gdy półświadomi swej seksualności podkochiwaliśmy się platonicznie i skrycie w panu od WF-u czy koledze z klasy, a obiekty tych westchnień, nie dość, że nie zwracały na nas uwagi to jeszcze z jakąś perwersyjna złośliwością przedkładały nad nasze towarzystwo obecność samic!!!

d. wreszcie w zbyt małej ilości androgenów oraz dodatkowym chromosomie X, co zdeterminować miało nasze jakże wyjątkowe i wspaniałe, a jednak niedocenione i wyśmiewane przyszłe życie.

I tak, proszę szanownych czytelników, doszliśmy do problemu tak zwanej tożsamości.

Czy nasza identyfikacja, jest czymś, z czego można być dumnym? Czy słynne „proud to be gay” i „jestem dumny z tego, że jestem Polakiem” mogą być ze sobą nierozłącznie związane? Czy bycie pedałem (nawet tym ślicznym i najinteligentniejszym) wyklucza bycie dobrym Polakiem? Pytanie to nie jest kierowane w stronę tak zwanych „Wszechpolaków” – cokolwiek by to słowo „wszech” znaczyć miało.
Każdy z nas ma potrzebę identyfikacji. Pozytywnej! – należy tu podkreślić. Tożsamość to zarówno poczucie przynależności i identyfikacji, jak i wykluczenia. Stopień, w jakim subiektywny proces kształtowania świadomości jest przez nas postrzegany odzwierciedla się w jego społecznym pojmowaniu, a uświadomienie sobie tego aktu stanowić może podstawę do uzasadnionej krytyki stosunków społecznych i własnej emancypacji. – No i czy nie jestem genialna? Sama to wymyśliłam!!!

Nasze poczucie identyfikacji od początku zagrożone było zewnętrzna krytyczną i negatywną oceną naszej tożsamości. To taki konflikt poznawczy: z jednej strony postrzegamy siebie jako cos wyjątkowego, niezwykłego a przez to fascynującego. Z drugiej strony nieustanna krytyka, potępienie i stres spowodowany nieustannym poczuciem zagrożenia i niepewności. Co tu dużo mówić, nawet najbardziej wyemancypowane osobniki nie znajdują w naszej ukochanej krainie miejsca, gdzie do końca mogliby być wolni i szczęśliwi. No, może gdyby mogli od rana do wieczora przebywać w swoim ulubionym klubie, ale tam też są godziny zamknięcia, a do pracy, szkoły, czy na uczelnie chodzić przecież trzeba; a wtedy czasem największy tupet i pewność siebie nie pomogą. Otoczenie heteryckie różne niespodzianki przygotować może. („Są tylko dwa typy heteryków na tym świecie. Jedni nienawidzą cię i nie kryją się z tym, a drudzy nienawidzą cię za twoimi plecami” – Queer as folk, odc. 2). Cała ta sytuacja nie jest z pewnością komfortowa, a niewielu z nas ma psychikę ze stali, żelaza czy marmuru. Wielu szuka dróg ucieczki i pomocy. Nie ze względu na swoją orientację, lecz z powodu sposobu jej postrzegania przez tzw. otocznie.

Ciotki intelektualistki podbudowują zazwyczaj swoją samoświadomość studiując biografie wybitnych pedałów. (Jestem jednym z nich – oni byli genialni i dlatego niedoceniani – ja tez jestem taki). Imponują otoczeniu ilością przeczytanych dzieł lub ukończonych fakultetów. Wiodą niezwykle intelektualne spory i tonem nie znoszącym sprzeciwu dowodzą swych niepodważalnych racji, znawstwa i wszechogarniających kompetencji w każdej dziedzinie, z przewagą tych humanistycznych i wysokiego lotu.

Ciotki imprezowiczki odczuwają nieustanne pragnienie bycia trendy, jazzy i na topie. Odbija się to na zasobności portfela, ale i tak bycie niczym model od Versacego czy Jean Paula Gaultiera stanowi dla nich najwyższy stopień satysfakcji, z czym tylko orgazm z księciem z bajki równać się może. Kreacja jako sposób tworzenia siebie. I am my own special creation. Któż ze mną równać się może?

Bycie szarą myszka zakłada smutne pogodzenie się z losem outsidera, zboczeńca czy grzesznika. Dlatego jako antidotum cioty wymyśliły przegięcie. Jako sposób na siebie. Jestem babą – tak twierdzicie, wy wszyscy wstrętni (ale i pożądani) heterycy. Dobrze, będę nią i to w stopniu doskonałym. Takim, jakim żadna wasza osobista kobieta nigdy nie będzie. To ma być superlatyw kobiecości. Niech żyją fatałaszki, falsecik, gestykulacja z afektacją i drobny kroczek gazeli. Wiwat wszystko, co słabe miękkie, puszyste, delikatne i subtelne. Co błyszczące, rozkrzyczane, rozhisteryzowane i powyginane. Dużo brokatu i piór. To nic, że skrycie pragnę tego męskiego, samczego macho-świata. Nie akceptujecie mnie takim, jaki jestem – więc stworze swój własny świat.
Taka kreacja stanowi dla wielu z nas od lat sposób na życie. Często tylko od święta, rzadziej na co dzień. Najczęściej w weekendy. To takie ciotowanie na zakończenie tygodnia. Sposób na odreagowanie świata. Aktorstwo doprowadzone do perfekcji, nawet jeśli ci nasi Joop lub Pierre Cardin nie do końca tacy oryginalni i markowi. Nie o kreacje i kosmetyki w końcu tu też chodzi. To dla każdego jakiś sposób na pogodzenie ze światem, który nie jest zresztą taki zły. A nawet gdyby takim był, zaś kaczyzm oraz jego formy pochodne – rydzykizm i giertychizm – miały jeszcze przez jakiś dłuższy czas zatruwać nam samopoczucie- głowa do góry. Nie przyszliśmy na ten świat, by być takimi, jakimi inni chcieliby nas widzieć!

Wasza jedyna i niepowtarzalna

Ciocia Juanitta

W ilustracjach do artykułu wykorzystano fragmenty plakatu Andrzeja Pągowskiego z roku 1989 do filmu „Osaczona”.

Autorzy:

zdjęcie Ciocia Juanitta

Ciocia Juanitta [2]

Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia 😉