- homiki.pl - http://homiki.pl -

Ciotostwo a sprawa polska

[1]

Już pierwszej (i jedynej naszej narodowej) dynastii polskiej znany był grzech „sodomski” (czyli, tak po prawdzie, biseksualizm). Mimo oględności kronikarzy i innych historyków, co nieco wiadomo o ulubionym hobby księcia Leszka Białego, który zginął w sile wieku (lat 43 mając zaledwie) podczas ucieczki z łaźni – na golasa! Było to w roku 1227 podczas zjazdu w Gąsawie, który miał zakończyć spory terytorialne między różnymi książętami piastowskimi w okresie rozbicia dzielnicowego. Książę był akurat w kąpieli z pozostałymi uczestnikami zjazdu (co się tam działo, kroniki milczą!), gdy nastąpiła napaść gdańskiego Świętopełka (Gdańsk nieraz odstawiał Polsce różne numery, choćby ostatnio przed ćwierćwieczem…), który był tą ugodą książąt mocno wkurzony. Dość powiedzieć, że uciekającego nago na koniu Leszka Białego wraża strzała jednak dosięgła – i to na amen!

Znany z dynastii Piastów jest także przypadek Bolesława Wstydliwego, który zmarł w roku 1279 bezpotomnie, a to z powodu złożonych z małżonką Kingą „ślubów czystości”. Mamy tu przyczynek do zrozumienia obsesji seksualnych instytucjonalnego Kościoła Katolickiego, który nawet seks małżeński uważa(ł) za „brudny”, jak również wyjaśnienie, dlaczego rzeczona węgierska Kinga nie miała innego wyjścia jak zostać świętą (patronką od soli)! Oczywisty jest też przydomek „Wstydliwy”, nadany Bolesławowi przez kronikarzy kościelnych (innych wtedy jeszcze nie było), aczkolwiek wiadomo o tym księciu, że wstydził się tylko dziewczynek a chłopców – już nie!

Dodatkowego smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż Bolesław V był synem wspomnianego wyżej Leszka Białego, co rzuca również interesujące światło na temat genetycznego (dziedzicznego) pochodzenia „homikowatości”. Ciekawe jest również, jaki genom ten ród w sobie nosił, skoro tak potężnie rozrodzona dynastia po pewnym czasie zaczęła wymierać a dokonało się to w stosunkowo krótkim czasie dwóch-trzech pokoleń!

Ale oto jurny Litwin Jagiełło (na chrzcie nadano mu Władysław a kronikarze dopisali rzymskie II) założył kolejną dynastię, i to jak najbardziej unijną. Nie warto zliczać jego żon (pierwsza, Jadwiga, została świętą zanim się nią zajął), dość powiedzieć, że nasz bohater Władysław III urodzony został przez czwartą z kolei (i bynajmniej nie ostatnią). Mamy tu interesujący przypadek syna spłodzonego przez nazbyt energicznego i jurnego ojca, który ponownie napotkamy przy omawianiu Michała Korybuta Wiśniowieckiego.

Tak więc i Władysław, później zwany Warneńczykiem, wspominany jest jako uległy, niedoświadczony (często decydowali za niego ludzie, wobec których nie potrafił zdobyć się na stanowczość), ale przy tym dzielny, odważny, przepojony cnotami rycerskimi i chęcią obrony wiary, skromny. Jak notowali współcześni, mimo braku urody, potrafił jednać sobie ludzi miłym sposobem bycia. I przez to, w świętym zamiarze ubicia pohańskiego sułtana, podczas szarży na jego obóz pod Warną utracił głowę, którą potem ujrzano zatkniętą na turecką dzidę. Oczywiście, to wszystko przez dupy (a przez co najpewniej głowę można stracić?), gdyż – jak donosił papieżowi jego legat podczas „świętej” wyprawy – nasz 20-latek całą noc przed bitwą spędził na bezecnych orgiach z przystojnymi wojami, chlejąc przy tym tęgo. Wiadomo, jak po takiej nocy funkcjonuje następnego dnia Polak, nawet jeżeli ma litewski korzeń…

Skoro już tak o(b)mawiam Władysławów, to pora na kolejny numerek – IV. Onże zmarł w 1648 (tuż po wybuchu powstania Chmielnickiego na Ukrainie), ale w spadku pozostawił żonę swemu młodszemu (przyrodniemu) bratu Janowi Kazimierzowi. Tenże, zanim tak się stało, długo trwał w kawalerskim stanie, aż za żonę wziął „panią Marysię” z portretu jasnogórskiego, przez co uczynił ją „Królową Polski”. (Śluby te współcześnie odnowił Stefan Wyszyński, kardynał i prymas Polski.) Potem jednakże po swoim starszym (i już wówczas nieżyjącym) bracie pojął za żonę niejaką Ludwikę Marię Gonzagę, bo po co miał włóczyć się za babami po świecie?… Jako jezuita żywot zaczął i także go po abdykacji – już we Francji zakończył.

Są pewne dane na temat ulubionych zajęć braciszków (zwłaszcza co lubią księża – każdy wie!), ale szczególnie rąbka tajemnicy uchylili historycy w przypadku Władysława IV. Wspominają o rywalizacji o względy króla (a przedtem jeszcze królewicza) Władysława, która była powodem niejednego skandalu pośród młodszej (synowskiej) a przystojnej generacji magnackiej… Padają najświetniejsze nazwiska!

Chronologicznie, teraz wypada tu wspomnieć o małym antrakcie – bo jak inaczej nazwać 4-letnie panowanie Michała Korybuta Wiśniowieckiego (następcy Jana Kazimierza). Jako władca był całkowicie nieudolny, latał tylko za przyjemnościami i nieprzyzwoicie tył (…kiem ruszał też!). Szlachta wybrała go na króla na złość magnatom, ale też ze względu na ojca, Jeremiego (sienkiewiczowskiego „Jaremę”) Wiśniowieckiego, męża wojowniczego wielce. Dodać więc tu tylko można, że mając takiego despotycznego starego, biedna „Michasia” nie miała innego wyjścia jak zniewieścieć do reszty i płeć zmienić na „trzecią”.

I wreszcie, Z importu mieliśmy ciotę zawołaną – Henryka de Valois (Walezjusza), który też okazał się, w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, dupą wołową. I tacy władcy psuli Polskę, ale nie można Polakom ówczesnym zarzucić, że byli uprzedzeni… Oczywiście dlatego, iż byli po prostu nieświadomi! Ale niechęć do niemęskich zachowań u (domniemanych) mężczyzn pozostaje i – śmiem twierdzić – jest zrozumiała w pełni.

Pozytywne słówko o naszym ostatnim królu. To prawda, ze młody „Poniatoszczak” dogadzał rosyjskiej (a właściwie – z pochodzenia – niemieckiej) Katarzynie, gdy była jeszcze wielką księżną. Lecz do jej łóżka trafił bezpośrednio z sypialni posła angielskiego, którego był sekretarzem. Pan poseł był wielce z nią zaprzyjaźniony, ale swojego szpiega przy (spodziewanie) najważniejszym rosyjskim łóżku i innych sprawach wolał mieć… Nigdy byśmy się nie spodziewali, do jakich poświęceń zdolne są cioty!

Inna rzecz, że nasz ostatni król spokojnie mógł pracować na obu poletkach, gdyż nosił zasłużony, acz nieoficjalny, tytuł „pierwszego kawalera Europy” (odpowiada to umieszczanym współcześnie w seks-anonsach stwierdzeniom o „hojnym obdarzeniu przez naturę”)! Raz, że był kawalerem naprawdę, a dwa, że są kobiety, które potrafią docenić walory dawnych, dobrych kochanków. Królem Stasiem został, gdyż – jak to mówią – stara miłość nie rdzewieje i, będąca już naonczas carycą, Katarzyna II przypomniała sobie jego zasługi dla jej… tronu, powiedzmy.

Czyż nie jest to dobre wskazanie dla nas wszystkich: skoro książąt z bajki brak, to dlaczego niektórych nie mianować samej/mu? Kto chce odnieść sukces w nasyceniu chcicy, musi postępować jak ona: polować trzeba jak mężczyzna po to, by w odpowiednim momencie rozłożyć nogi jak kobieta!!! Osobiście na co dzień widzę to u Czeszek a sam(a) stosuję tę metodę od wielu lat…

Popsuci byli nie tylko nasi królowie. Ale to od nich się zaczęło. I nie chodzi tu orientację seksualną! Raczej o to, że nawet najbardziej zdyscyplinowane społeczeństwo da się w końcu zeszmacić, jeśli władza centralna uparcie nad tym pracuje. Nie jest dobrze, gdy ta władza ma ciotowski „miękki nadgarstek” i to nawet w sprawach „być albo nie być” dla państwa! Nie można wiecznie pozostawiać po sobie nierozwiązane problemy – samym sobie, gdyż zaczną się nawarstwiać aż doprowadzą do katastrofy. A przykładów na to w naszej historii mamy dość…

I tak, przez ostatnie 200-300 lat stała się rzecz niesłychana – w Polsce wszystko jest na niby! U schyłku Polski szlacheckiej pojawiały się „arcydzieła” naukowe, jak np. „Nowe Ateny – Akademia Wszelkiej Scjencyji Pełna…”,
gdzie podano „najlepszą” możliwą definicję konia: „Koń jaki jest – każdy widzi!” To czasy saskie, lecz i Oświecenie nie było wiele lepsze. Nieliczne były (za to prawdziwe!) elity, które z królem Poniatowskim pracowały nad reformą państwa. Cała ta reszta arystokratycznej bandy jedynie nosiła pudrowane i perfumowane ciuchy a peruki oraz paplała po francusku – idee Racjonalizmu były im całkowicie obce! Chyba cioty jakieś…

Nie było w Polsce międzywojennej faszyzmu? Niby nie, ale ostry nacjonalizm i antysemityzm był – nie tylko u endeckich psichkrwi! Ciągoty faszystowskie i fascynacje „wodzami” w tych kręgach były, ale nawet tego nie chciało się nikomu robić do końca – pójść na całość… Skądinąd wiadomo, że to akurat i lepiej.

Przechodząc do czasów współczesnych – przecież to samo mamy i dziś. Nieżonaci młodzi mężczyźni „hajlują” na imprezach, zaś nawet ich przystojny przewodniczący (jakież to śliczne dziecko do zerżnięcia!) nie wydaje się zbyt rozgarnięty w sprawach damsko-męskich… Prawdziwi wszechpolacy!

Mamy na niby prawo i na niby demokrację, bo prawo pokomplikowane, zaś demokratycznie wybierać nie ma spośród kogo. Niedługo załamie się budżet i po raz kolejny w historii okaże się, że polskie państwo też było na niby, bo niczego swoim obywatelom nie było w stanie zapewnić. „Sesonstaat”, czyli „państwo sezonowe”, jak mawiał dobry kanclerz Adolf, który starał się ogromnie, by koniec tego sezonu przyśpieszyć. I tak właśnie wygląda porządna robota, a nie na niby!

W tym wszystkim ktoś w kółko narzeka na polską homofobię! Czyli na co? Czy nagminne jest rozwalanie bejsbolowymi kijami gejowskich głów, jak to się dzieje w, ponoć demokratycznych, Stanach Zjednoczonych? Czy prawo nas dyskryminuje, czy raczej chroni? Nie mówię tu o bezskutecznych próbach jego zmiany na naszą niekorzyść, bo dzięki członkostwu Polski w EU jednak to się nie uda i w końcu sami „kaczyści” to zrozumieli. Zawsze dowodziłem, iż prawdziwa homofobia w Polsce nie istnieje. Ona jest też na niby! A wy, koleżanki, nie przedstawiajcie swojej niezaspokojonej chcicy jako efektu homofobii społeczeństwa…

Niechronologicznie, za to logicznie w tym właśnie miejscu należy przytoczyć przypadek – chyba w sumie najbardziej znany – króla Bolesława Śmiałego. Oj, śmiały to on był a szczególnie do dorodnych chłopaków z rodu (skądinąd wielce zasłużonego) Jastrzębców! Z nich to utworzył swoją przyboczną drużynę wojenną, lecz nie tylko gry wojenne z nimi uprawiał, ale i miłosne… Prawda, panie hrabio?!

Przegrał tron (i życie) nie przez to jednak. Otóż naraził się innej ciocie, panującej wówczas na krakowskim tronie biskupim Stanisławie ze Szczepanowa. A poszło o rzecz niebagatelną – wizję państwa! Stanisław ze Szczepanowa nauki był na Zachodzie pobierał i chciał skopiować do Polski dobre wzorce wykorzystując swoją pozycję. W sumie myślał dobrze, bo to raczej król był tą stroną konserwatywną. Ale tak to właśnie jest, gdy dwie ambitne cioty nie są zdolne do wypracowania kompromisu (znacie to skądś, koleżanki-działaczki?) i każda wykorzystuje swoją władzę przeciw tej drugiej. „Ziuta” krakowska śmiała królowi publicznie wypominać jego pedalstwo (coś wam to przypomina?)! Tymczasem król załatwił biskupowi Stanisławowi proces o obrazę majestatu, poczekał spokojnie na wyrok sądu, kat biskupowi dumny łeb odjął i… bynajmniej nikt nie myślał, że krzywda jakiegoś męczennika spotkała! Ciało było poćwiartowane i posolone dopiero po śmierci. Ale ten eksces był zbyteczny i w końcu Władysław Urodziwy, biseks jakich mało, bo i żon kilka zdążył zaliczyć, marnie na węgierskim wygnaniu skończył. Oczywiście, poprzez dobieranie się do cudzej baby – a może i kogoś jeszcze?

Historycznie wygrał krakowski biskup. Wiedząc, że była to niezła kanalia, kościelni odczekali całe 150 lat od jego śmierci aż sprawy ulegną całkowitemu zapomnieniu. Dopiero wtedy puścili w lud pierdułki o jego rzekomej męczeńskiej śmierci. I tak po trochu sfabrykowali z niego świętego – i to jednego z najważniejszych w Polsce. To się właśnie nazywa chciejstwo, ale to trzeba umieć robić!
Współczesnej „Ziucie” nie wystarczy wejść na ambonę, obrzygać stamtąd „zboczeńców”, autorytatywnie orzec, iż AIDS jest karą za grzechy a kogoś jeszcze nazwać „nadubekiem” tylko dlatego, że chce dojść prawdy. Dziś nie może powiedzieć, że Polska jest katolicka, bo ona ma tylu a tylu ochrzczonych w swoich rejestrach. W końcu ja też w nich figuruję, będąc przy tym jednym z milionów ateuszy i antychrystów. Przy tych możliwościach dostępu do informacji, jakie daje chociażby Internet, chciejstwo „Ziuty” i jej homofobia, zaszczepiana ludziom, nie mają sensu, gdyż prawda jest jak oliwa…

To, na co cierpią „normalni” (zresztą, nie wszyscy i nawet nie większość!), to nie jest homofobia, tylko głupota. Z nikim, powtarzam, z nikim w życiu lepiej się nie wypieprzyłem jak z heterykami!!! Oni po prostu uznają podwójną moralność („pani Dulskiej”): dobre jest wszystko, pod warunkiem, że inni się o tym nie dowiedzą. Nie wierzcie w świadomą homofobię, wynikającą z nienawiści. Tę mogą bowiem odczuwać tylko i wyłącznie homoseksualiści, którzy swojej orientacji seksualnej nie zaakceptowali. Znajdziecie ich wszędzie, ale najwięcej pośród skinów, różnych „wszechpolaków”, duchownych oraz… polityków! I to właśnie z nimi nie warto się pieprzyć ani w ogóle zadawać!!!

————————————————-

Terminy używane w niniejszym opracowaniu:
chciejstwo – termin ukuty przez Melchiora Wańkowicza (bądź jeszcze wcześniej przez Witolda Gombrowicza), oznaczający widzenie świata w taki sposób, jak gdyby obiektywnie on wyglądał tak, jak to sobie życzymy, a nie tak, jak rzeczywiście wygląda;
chcica – stan bezustannego napięcia w okolicach krocza (u ciotek także odbytu), który nie może być w żaden sposób zaspokojony (jako że książąt z bajki brak!) – u osobników bardziej męskich znana też jako „chuć”, co ma zapewne związek z identycznym czeskim słowem oznaczającym apetyt;
„Ziuta” – osobniczka w czarnej, powłóczystej sukni (a czasem też w purpurze), do tego z prolongowaną prymasurą (na skutek wpadki TW „Wielgus”);
Polska – dziwny kraj (ponoć europejski), którego powstanie ponad tysiąc lat temu było w ogromnym stopniu zrozumiałe i przydatne, a którego dalsze istnienie w chwili obecnej – wręcz odwrotnie, i to w tym samym stopniu!
Bolesław II Śmiały (Urodziwy), Leszek Biały, Bolesław V Wstydliwy, Władysław III Warneńczyk, Władysław IV i Jan Kazimierz Wazowie, Michał Korybut Wiśniowiecki oraz Stanisław August Poniatowski a między nimi wszystkimi importowany z Francyjej Henri de Valois – wszyscy w randze co najmniej książąt, mający dodatkowo wspólną cechę zwaną „homikowatość” (termin objaśniony poniżej);
homikowatość – naturalny popęd seksualny do osobników tej samej płci, w przeciwieństwie do perwersyjnego heteroseksualizmu, usiłującego w jednym akcie (płciowym) pogodzić ze sobą światy, które są nie do pogodzenia;
kaczyzm – termin ukuty przez posłankę i profesorkę w jednym, odznaczającą się dźwięcznym głosem Joannę Senyszyn, mający zaś określić aktualny ustrój Polski (termin objaśniony powyżej), a będący nieudolną kopią faszyzmu ożenionego z narodowym polskim, przaśnym katolicyzmem, który z kolei zintegrowany jest (również nieudolnie) ze strukturami państwowymi – a wszystko to dla powstrzymania złodziejstwa, „układu” (ten termin nie zostanie objaśniony, z tego powodu, że „Jarcia”, która toto wymyśliła, sama nie potrafi go należycie wyjaśnić), PO, postkomuny, pedalstwa i chuj wie, czego jeszcze.

Autorzy:

zdjęcie w_kasprzak

w_kasprzak [2]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 196; nazwa: w_kasprzak