Lesbijki. Wreszcie o nas

Książka Anny Laszuk „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy” była pozycją dawno wyczekiwaną i długo zapowiadaną. A kiedy pojawiła się wreszcie na rynku, okazało się, że to bardzo istotna publikacja, choćby tylko dlatego, że pierwsza – pierwszy zbiór opowieści o prawdziwych homoseksualnych kobietach. Nie jest to jednak jedyna przyczyna, dla której „Dziewczyny…” to jedna z fundamentalnych publikacji na półce „literatura LGBTQ i o LGBTQ”. Książka ta bowiem ujmuje temat ogromnie szeroko, z wielu punktów widzenia, z różnych perspektyw – i co istotne – z pierwszej ręki. A polskie lesbijki to element rzeczywistości zaniedbany dotychczas poważnie pod wszystkimi względami, choć fascynujący.

Jednocześnie „Dziewczyny…” to książka po prostu, po ludzku, ciekawa. Lubimy plotki, lubimy biografie, lubimy zaglądać ludziom w nocy w jasne okna mieszkań. Tutaj kilkadziesiąt kobiet uchyla drzwi do swojego życia, zaprasza i pokazuje. Trzydzieści dwie historie – głównie wywiady, wypowiedzi samych respondentek, kilka małych form opisowych. Trzydzieści dwie historie kobiet, które nie są heteroseksualne – i które zdecydowały się o sobie, swoim życiu opowiedzieć. Historie różne, a jednak niemalże nużąco podobne. Kilkadziesiąt lesbijek.

Założeniem Laszuk było przedstawienie jak najróżniejszych bohaterek – wszak łatwo osobie nie znającej tematu dojść do wniosku, że lesbijki to tylko młode dziewczyny w dużych miastach, ubierające się po męsku, którym głupoty w głowie, albo których żaden facet nie chciał. Łatwo zacząć po prostu myśleć stereotypem… Stąd, jak sama autorka pisze: [...] szukałam ciągle bohaterek jak najbardziej różnorodnych (pod względem wieku, miejsca zamieszkania, wykonywanego zawodu, światopoglądu, statusu społecznego, posiadania/nieposiadania dzieci, zaangażowania lub braku zaangażowania w działalność polityczno-społeczną itd.). Moim zamiarem było ogarnąć możliwie najszersze spektrum doświadczeń kobiet, które świadomie wiążą się z innymi kobietami (a więc, które uważają się za lesbijki i pozostaje to ich wyborem). Są tu obecne postacie, jakich polski stereotyp lesbijki nie bierze pod uwagę: matki, mężatki, rozwódki, katoliczki, byłe zakonnice, nauczycielki, a także kobiety, których orientacja seksualna zmieniła się na przestrzeni lat. Są obecne i te, którymi stereotyp chętnie się żywi, jak drag kingi czy feministki. Niewątpliwie osobie nieznającej tematu – choć takich może niewiele po nią sięgnie, ale niechby choćby przyjaciele, rodzice, rodziny lesbijek – to już dużo – ułatwi to przełamanie stereotypu. Ale „Dziewczyny…” to książka również ogromnie ważna dla nas samych, jej bohaterek, lesbijek. Czemu?

Dzięki formie wywiadu/reportażu, wybranej przez autorkę, cechuje ją przede wszystkim głęboki autentyzm. Oddając głos swoim bohaterkom Laszuk w minimalnym stopniu narzuca książce swoją osobowość, do minimum redukuje „autorskie piętno”. W „Dziewczynach…” możemy zobaczyć po prostu losy, historie, postacie około czterdziestu kobiet, opowiedziane w znakomitej większości w pierwszej osobie. To nie fikcja literacka, do której podchodzi się z dystansem – tu słuchamy prawdziwych wyznań, możemy niemal wejść w dialog z bohaterkami. Dzieje się coś, co można by nieco górnolotnie nazwać „osobistym dotknięciem losów drugiej osoby”.

Dlaczego jest to moim zdaniem tak ważne, dlaczego przesądza o wartości książki? Po pierwsze dlatego, że dzięki wspomnianemu na początku założeniu przedstawienia różnorodności historii i bohaterek spotkać tu można takie, o jakie w życiu codziennym trudno. Tu walor edukacyjny. Każdy może spotkać tu taką lesbijkę, jakiej jeszcze na oczy nie widział, dowiedzieć się, jak to jest mieszkać na wsi, mieszkać w mieście, być matką lesbijką, mieć matkę lesbijkę, być głęboko wierzącą, żyć z kilkoma kobietami jednocześnie, mieć kochającą rodzinę, być przez rodzinę wyrzuconą z domu… Z drugiej strony – co ma niewątpliwie szczególne znaczenie dla czytelniczek-lesbijek, bo zapewne one głównie po tę książkę sięgną – niezwykłym przeżyciem jest możliwość zidentyfikowania się z losami podobnymi do naszych. Poczucie wspólnoty, radość z odkrycia, że „ktoś ma też tak jak ja”. I wiedza, jak sobie z tym „tak jak ja” radzi – i jak ja mogę sobie poradzić.

Po drugie – sądzę, że im więcej historii osób LGBTQ poznajemy, tym łatwiej nam odnaleźć się we własnej tożsamości – jeśli mamy z nią trudność, łatwiej zbudować ją – jeśli jesteśmy na etapie tworzenia, łatwiej spojrzeć krytycznie – jeśli sądzimy, że jest już gotowa, stała i niezmienna. Ważne jest, że dostajemy do ręki swoisty materiał porównawczy do refleksji nad sobą, swoją seksualnością, miejscem w społeczeństwie, rodzinie czy związku, wyborami życiowymi, doświadczeniami, a także nad tym jak inaczej mogłoby wyglądać nasze życie. To walor poznawczy. Bodziec do myślenia…

Po trzecie – coś, co nazwałabym walorem „zachęcenia”, „dodania odwagi”. Celna, choć nienowa, jest obserwacja autorki o nieobecności, „nieistnieniu” lesbijek w postrzeganiu społecznym. Jakoś tak się składa, że łatwiej nam, kobietom LBTQ – dzięki społecznym normom relacji i kontaktów między kobietami niespokrewnionymi – ukryć się w tłumie i skwapliwie z tej łatwości korzystamy. Wielu z nas życie w szafie wydaje się bezpieczniejsze. Są to „nieobecne bohaterki” tej książki – te, które nie zdecydowały się na wypowiedź. Również część jej rzeczywistych bohaterek właśnie tak żyje i autorka nie ocenia, nie odmawia im prawa do tego. Ale znakomita większość nie siedzi w szafie. To historie tych drugich ukazują wartość coming outu. Co więcej – część zdecydowała się ujawnić twarze (na końcu książki umieszczono zdjęcia niektórych bohaterek), część – nazwiska. Niektóre bohaterki kwestionują wręcz samą ideę coming outu. Jest on dla nich równoznaczny z „przyznaniem się” – a przyznać się można raczej, ich zdaniem, do czegoś złego. Czy można „przyznać się” do bycia lesbijką? Być może to jest tak naprawdę najważniejsze przesłanie książki – naszym podejściem do własnej orientacji kształtujemy jej odbiór społeczny. Nawet pojedyncze wyjście z szafy opłaca się nam wszystkim.


Anna Laszuk, „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!”
Fundacja Lorga 2006,
format: 145 x 205 mm,
272 strony,
12 zdjęć,
okładka miękka

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

4 komentarzy do:Lesbijki. Wreszcie o nas

  • autorka

    [Re: Lesbijki. Wreszcie o nas]

    dziękuję:)

  • royte_pomerantsn

    [Re: Lesbijki. Wreszcie o nas]

    A ja mam takie wrażenie, ze ksiązka jest odrobinę… hmm.. zachowawcza? Temat ten poruszono zresztą na warszawskim spotkaniu z autorką, kiedy ktosia zwróciła uwagę, że nie ma w ksiażce w ogóle seksu, że jest taka „normalna”, „zwyczajna”, „codzienna”. Autorka zarzekała się, że to nie efekt zamierzony :) , ale coś w tym jest – tak jakby starała się tymi opowieściami (jakiegoś wyboru z większej partii materiału jednak dokonała, sama się do tego we wstępie przyznaje) złamac stereotyp patrzenia na homoseksualistki przez pryzmat wyłącznie łóżka, seksualności.
    Nie wiem, czy to źle. Ale jakieś zawężenie jednak to jest :)

    Przy tym absolutnie oddaję hołd pani Laszuk za napisanie tej książki. To ogromnie potrzebna pozycja na rynku, żeby tak heterycy ją kupować chcieli…

  • Gosia

    [Re: Lesbijki. Wreszcie o nas]

    Bede zbierac na ta ksiazke :P pozniej dam ja do przezczytania mamie… bo mnie nie toleruje…ech

  • Agata

    [Re: Lesbijki. Wreszcie o nas]

    Znakomita książka – z jednym zastrzeżeniem: rzeczywiście wynika z niej, że kobiety zakochane w sobie razem budują, emigrują, gotują i majsterkują, robią razem niemal wszystko prócz „tego”. Sfera seksualna między nimi nie istnieje. Potwierdza się stereotyp płciowy o erotycznej bierności kobiet. Miejmy nadzieję, że niebawem pojawi się książka o miłości les w każdym jej przejawie – tym psychologicznym i tym seksualnym.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa