Kim są 'My'?

Jeden z uczestników tegorocznego Marszu Równości, zapytany przez dziennikarza czy jednym z postulatów gejów i lesbijek jest adopcja dzieci przez pary homoseksualne, odpowiedział: - Oczywiście, że my nie domagamy się adopcji dzieci. Adopcja nie jest w żadnej mierze naszym postulatem. Pamiętam, że strasznie się zdenerwowałem, jak to usłyszałem i wykrzyczałem do mojej przyjaciółki, która oglądała ze mną ową relację: – Jacy my?! Jakim prawem ten facet wypowiada się w moim imieniu?! Czy on mnie zapytał o zdanie?! Kto mu dał prawo wypowiadać się w imieniu wszystkich gejów?! Jacy „my” do cholery?! Potem, jak już mi przeszło, kiedy już wyłożyłem moje pretensje wszystkim moim przyjaciołom, postanowiłem zagłębić się nieco bardziej ową wypowiedź i zastanowić się, kim są „my”?

Odpowiedź na to pytanie okazała się druzgocąca. Po głębszym zastanowieniu i licznych rozmowach z wieloma osobami, okazało się, że nie wiadomo, kim są „my”, bo „my” w ogóle nie istnieją. Oto uczestnik wspomnianego marszu, wypowiadał się w imieniu wirtualnej, nieistniejącej grupy. Pointa o nagim królu nie sprawdza się w tym przypadku nawet na jotę. Jak król może być nagi, skoro nie istnieje? Ale wątki rojalistyczne zostawmy na boku, a zajmijmy się problemem reprezentacji gejów i lesbijek, bo ten wydaje się interesujący.

Kwestia wypowiadania się w imieniu gejów i lesbijek nie istniała właściwie w Polsce do czasu pojawienia się pierwszych organizacji, które zaczęły w społecznym, politycznym i medialnym mainstreamie wypowiadać się w tzw. „imieniu”. I tu pojawia się pierwsze pytanie: w imieniu kogo? Kto dał organizacjom gejowsko-lesbijskim prawo do wypowiadania się w imieniu wszystkich? Odpowiedź jest dość prosta. Nikt. Dosadniej rzecz ujmując takie organizacje powinny się wypowiadać w swoim imieniu, bo liderzy i liderki tychże nie reprezentują nikogo, poza członkami i członkiniami stowarzyszeń, którymi kierują.

Sam do niedawna kierowałem Fundacją Kultura dla Tolerancji i zapytany przez dziennikarkę Telewizji Kraków, w programie z szefem krakowskich wszechpolaków, o postulaty gejów i lesbijek, powiedziałem mniej więcej coś takiego: - My walczymy o równe prawa, bo jesteśmy takimi samymi obywatelami, jak heteroseksualni mieszkańcy tego kraju. Tylko kogo ja miałem na myśli mówiąc „my”? Czy po mojej wypowiedzi jakiś gej w Polsce nie zaczął wściekle krzyczeć do swojej przyjaciółki: – Jacy my?! Jakim prawem ten facet wypowiada się w moim imieniu?! Czy on mnie zapytał o zdanie?! Kto mu dał prawo wypowiadać się w imieniu wszystkich gejów?! Jacy „my” do cholery?! Po tym programie i dłuższym okresie autorefleksji, poczułem się jak uzurpator.

Teraz kilka banałów. Środowisko gejów i lesbijek, tak jak inne grupy społeczne, jest mocno zróżnicowane. Mamy różne poglądy polityczne i zapatrywania społeczne. Są geje antyklerykałowie i pobożne lesbijki. Niektórzy geje i niektóre lesbijki maszerują na paradach równości i tolerancji. Są tacy i takie, którzy/które potępiają parady, bo to, z kim sypiam to jest moją sprawą i nie muszę tego ogłaszać całemu światu. Są wegetarianie i mięsożercy. Zwolenniczki aborcji i jej przeciwniczki. Jednym słowem tzw. środowisko jest takie, jak całe polskie społeczeństwo. Jest zróżnicowane i wielobarwne.

Oczywiście są pewne dominujące trendy w kwestii poglądów społeczno-politycznych gejów i lesbijek. Są przecież jakieś powody, dla których 85% amerykańskich Żydów głosuje zawsze na Partię Demokratyczną, 80% muzułmanów we Francji głosuje na Partię Socjalistyczną, a 100% słuchaczek Radia Maryja głosuje na partię Kaczyńskich. Powód jest podobny to tego, jaki skłania zdecydowaną pewnie większość osób homoseksualnych w Polsce do głosowania na centrolewicę, tudzież partie platformiane. Tym powodem są wolnościowe i antydyskryminacyjne podglądy grup mniejszościowych. A tego typu poglądy są żelaznym kanonem wypisywanym na sztandarach partii socjalistycznych i liberalnych (przynajmniej niektórych). Jest więc jakieś pole wspólnych poglądów, czy nie? Czy jest choć mały skrawek wspólnego podzbioru „my”? A może zamiast szukać tego, co nas łączy, wyeliminujmy różnice? Warto spróbować.

Nie ma w środowisku osób homoseksualnych zgody, co do adopcji dzieci. Nie ma zgody w kwestii małżeństw czy też rejestrowanych związków partnerskich. Nie ma zgody w sprawie parad i generalnie publicznej obecności gejów i lesbijek. Dla wielu Robert Biedroń jest zbyt przegięty. Dla Roberta zbyt przegięty był chłopak z reklamy Ery „Tanie numerki”. Pomocy! Ale eliminujmy dalej. Wielu twierdzi, że postaci życia publicznego powinny się ujawnić (jak długo można eksploatować Jacka Poniedziałka?), wielu ma pogląd przeciwny, argumentując to dyskrecją życia prywatnego. Część tzw. środowiska uważa, że trzeba się angażować politycznie, część ma przeciwny pogląd. Więc co nas łączy? Gdzie są „my”?

Ja osobiście nie znoszę, jak ktoś się wypowiada w moim imieniu bez mojej zgody. Jakiś czas temu szlag mnie trafił, gdy przeczytałem, że Jacek „Wehrmacht” Kurski powiedział: Polacy nie akceptują zachowania Güntera Grassa w sprawie ujawnienia jego przynależności do Waffen SS. Ja bardzo intensywnie zastanawiałem się, kiedy to ja powiedziałem o tym Kurskiemu. Okazało się, że nigdy z nim nie rozmawiałem. Poprosiłem go wówczas, via email, żeby z łaski swojej wypowiadał się w imieniu własnym, swojej żony, swojej partii lub swoich wyborców, a nie w imieniu wszystkich Polaków, bo nikt mu takiego prawa nie dał i ja sobie generalnie nie życzę. Podobnie jest z wypowiadaniem się w imieniu gejów i lesbijek. Mnóstwo osób rości sobie prawo do reprezentowania wszystkich i nie mówię tu tylko o liderach organizacji gejowsko-lesbijskich. Wszyscy mamy skłonność do generalizowania i uzurpowania sobie praw, których tak naprawdę nie mamy. Może czas z tym skończyć? A może są gdzieś jacyś „my”, tylko ja o tym nie wiem?

Mike Urbaniak jest redaktorem Forum Żydów Polskich i gospodarzem Żydowskiego Salonu Literackiego w Krakowie.

23 komentarzy do:Kim są 'My'?

  • pablo

    [Re: Kim są 'My'?]

    sorry Mike, ale niepotrzebnie pietrzysz problemy.

    Po to decydujesz i wypowiadasz sie w imieniu wlasnym w wyborach, by miec wplyw na rzeczywistosci.
    po to masz obywatelstwo polskie, by identyfikowac sie z jakas grupa, przeciez obywatlestwo to twoj wybor – mozesz sie zrzec.
    jak sobie wyobrazasz funkcjonowanie zbiorowosci w takim razie. przeciez spoleczenstwo jest kwestia umowna, grupa ludzi powiazana jakimis zaleznosciami etc.
    pomijam juz tak wazna kwestie, jaka jest strategia polityczna i zadania gejow i lesbijek, w imieniu ktorych wystepuja liderzy organizacji, czy politycy.
    w ogole ktos przeciez dal im mandat w wypowiadaniu sie za zbiorowosc. Za KPH czy Lambda tez stoja jacys geje i lesbijki.
    inna rzecza sa naduzycia, jak przypadek kurskiego.
    jesli chcesz sie wypowiadac za siebie, zbierz przychylnych ci ludzi i glos dobra nowine.
    w Polsce nie ma tradycji indywidualizmu, jestesmy gleboko osadzeni w esencjalizmie, do ponowoczesnosci daleko.
    pomieszanie z poplataniem w moim komentarzu, ale tekst uwazam za nierozsadny i tyle.

    Mieszam wiec dalej: niech wiec Lambda i KPH, lub partie polityczne wywalcza prawa dla gejow i lesbijek, wowczas reszta – w imieniu ktorej sie nie wypowiadali ich liderzy, niech nie ma mozliwosci korzystania z praw… niech sobie wywalczy…
    ale po co popadac w paranoje.

    taki jest system, ze ktos musi byc na czele i przekazywac glos wiekszosci/mniejszosci, generalnie chodzi o prawo, by bylo sprawiedliwe dla wszystkich i nie dyskryminowalo nikogo – a do tego daleka droga.

  • y00rek

    [Re: Kim są 'My'?]

    No ale właśnie pablo o ten „głos” chodzi – CO on mówi? Wie kto? O to właśnie chyba Autor pyta.

    Ja tam osobiście wolę niskie podatki i mam w d… bój o przywileje analogiczne do tych, które mają pary hetero – za połowę tego, co mi Urząd Skarbowy zarąbie co roku, mógłbym sobie u notariusza kupić sto takich umów cywilnoprawnych, które regulują większość spraw problematycznych, kłopotliwych itp. pojawiających się we wspólnym życiu dwóch facetów lub dwu kobiet.

    Jak to kiedyś ktoś pięknie ujął:

    „The best way to keep the devil at the door is to be rich”.

    Całego zła tego świata się przed drzwiami nie zatrzyma, ale sporo tego szaleństwa owszem.

    Zdaję sobie sprawy, że pozostają sprawy leżące np. w „jurysdykcji” kodeksu rodzinno-opiekuńczego (dzieci jednego z rodziców, a prawa drugiego rodzica itp. – to chyba jednak ciężko załatwić i notariusza) – no ale mówmy („my” – tak mi się powiedziało) wtedy głośno i otwarcie – chcemy regulacji dotyczących przysposobienia dzieci jednego z rodziców żyjących we wspólnym jednopłciowym gospodarstwie domowym itp, a nie mitycznych i mało konkretnych „wolności” i „sprawiedliwości”.

    W sprawie dyskryminacji i prawa – a to wcale nie jest oczywiste, że uregulowania prawne w zakresie np. wprowadzenia związków (znaczy rejestrowanych) jednopłciowych zniosą dyskryminację, zły PR itp. Od tego, że masz papier na to że ty i twój miś, lub twoja misia jesteście ze sobą „legalnie” a nie na „misią łapę” co głupsi sąsiedzi nie przestaną mazać sprejem po drzwiach „pedały”. A może przestaną?

  • pablo

    [Re: Kim są 'My'?]

    „Oto uczestnik wspomnianego marszu, wypowiadał się w imieniu wirtualnej, nieistniejącej grupy” – mniej wiecej o tym jest ksiazka Jacka Kochanowskiego, o fantazmacie polskich gejow. Jacku, jesli to czytasz – napisz slow kilka.

    Tak roznimy sie, ale coz tego wynika na plaszczyznie politycznej? jak wokol roznicy budowac strategie walki o prawa dla gejow i lesbijek, na tym poziomie sie nie da, po prostu. Bo nie o roznice tu chodzi, ale o rownosc. Jesli geje i lesbijki stana sie przezroczysci, tzn ich orientacja seksualna nie bedzie widoczna, bedzie rownoprawna orientacja, tozsamoscia etc, jesli beda mieli takie same prawa jak wszyscy, wowczas beda mieli wybor i mozliwosc wypowiadania sie za siebie.
    dlatego uwazam ten tekst za kuriozum, niezrozumienie sytuacji spoleczno-politycznej, niezrozumienie roznicy miedzy nowoczesnoscia a ponowoczesnoscia, miedzy prywatnym a publicznym, a prywatnym, ktore jest publiczne.

    Ja zakladam, ze liderzy organizacji wypowiadaja sie w imieniu swoich czlonkow, nie sa przeciez reprezentantami calego narodu. Dochodzi to jeszcze kwestia ekonomii jezykowej, wyobrazmy sobie lidera/liderke, ktory/a mowi: my geje i lesbijki skupieni wokol tej a tej organizacji…

    a to, ze na poziomie odbioru, jeden „gej” pojawiajacy sie sporadycznie w tv znaczy „wszyscy”, to inna bajka.

  • Juanitta zwana Ciocią

    [do: pablo]

    Popieram glos zdroworozsądkowy pabla!

    Typowym dla „naszego środowiska” jest swoista mania obrażania się i „świętego oburzania” na innych, przy braku tolerancji dla swych własnych ułomności i niedoskonałości. „Kto im dal prawo” i „jakim prawem” wypowiadaja się inni w moim imieniu? Odpowiedz wydaje sie prosta: nikt tego prawa nie dał nikomu, sami sobie wzięli! Prawem kaduka, lub tak zwanej demokracji- jak kto woli. Więc mówią, i z tego prawa korzystają w imieniu srodowiska bo większość jest milcząca i pewnie spodziewa się, ze jakiekolwiek prawa i równouprawnienie z nieba i łaski rządzacych im spadną. Naiwni!
    Fakt, że niektórzy się ze środowiskiem nie utorzsamiają, bo ONO (to środowisko!) takie trywialne, puste, wyuzdane i beee. A oni- ci niby „spoza” wyobrażaja sobie, że zyja na innej planecie, szlachetnych, monogamicznych, bądź żyjacych w celibacie gejów, a co w interesie zbiorowości obchodzi ich nie bardziej niż dawno zapomniany ostatni kochanek sprzed wielu, wielu lat. O takich osobnikach mógłbym powiedzieć jedno: niech żyja nadal na tej samotnej planecie iluzji, ale niech nie wyrażają głośno pretensji o brak tolerancji, heteromatrix, stereotypy i uprzedzenia. Byc moze, kiedy sami doświadczą na własnej skórze przemocy bądź przejawów dyskryminacji i zrozumieja, ze strusia polityka (głowa w piasku i myślę, ze kupra nie widać- a jednak prowokacyjnie sterczy i tylko patrzeć jak ktoś kopnie) do niczego nie prowadzi i zmienią zdanie. Każdy ma jednak prawo do życia według własnych zasad i przekonań, więc jeśli im tak wygodniej…
    Ps. Ton i tezy tego komentarza nie są kierowane „ad personam” do Mike`a Urbaniaka, bo wiem, jakie zasługi dla mniejszości zarówno żydowskiej jak i gejowskiej ma ten pan. Dziwi mnie jednak ogólne załozenie tego artykułu. A moze miało być kontrowersyjnie i prowokacyjnie? Niech sobie pogadają? Niech pióra polecą?
    pozdrawiam w imieniu wyłącznie swoim
    Ciocia Juanitta

  • Walpurg

    [Re: Kim są 'My'?]

    Używanie drugiej osoby liczby mnogiej (my) niestety wymaga każdorazowo podania definicji owego podmiotu zbiorowego. Prawie nikt jednak tego nie robi, a w mediach nawet nie może (telewizje ścianją wszystko do jednozdaniowych wypowiedzi).

    Z używania formy „my” nie robiłbym problemu, bo ono oznacza jakąś grupę (członków danej organizacji, uczestników konkretnego marszu itp) a nie „wszystkich”, a poza tym, kto stanowi „my”, wynika zazwyczaj z kontekstu.

    Poważniejszym problemem jest natomiast nadużywanie wielkich kwantyfikatorów („wszyscy”, „każdy”). Np.
    - wszyscy geje są lewicowcami,
    - wszystkie lesbijski chcą adoptować dzieci,
    - każdy gej lubi seks analny,
    - każda lesbijka jest feministką.
    Tego typu twierdzenia, pojawiające się niestety w środowisku, są głupie, nieprawdziwe, krzywdzące i fałszywe.

    Mike napisał jednak tekst bardzo ważny w tym sensie, że zwraca uwagę na problem. Każdemu z nas przyda się refleksja dotycząca tego, o kim myślimy, gdy mówimy „my”.

  • y00rek

    [Re: Kim są 'My'?]

    pablo:
    dlatego uwazam ten tekst za kuriozum, niezrozumienie sytuacji spoleczno-politycznej, niezrozumienie roznicy miedzy nowoczesnoscia a ponowoczesnoscia, miedzy prywatnym a publicznym, a prywatnym, ktore jest publiczne.

    Jeśli przywołujesz terminy mające coś wspólnego z socjologią, to zapewne stosowną lekcję statystyki też odebrałeś? Bo zakładam, że używasz tych pojęć w sposób świadomy. Zechciej więc przypomnieć mi jakie sprawy (prócz sposobu uprawiania seksu – z osobami tej samej płci) są wspólne – w sensie średniej statystycznej – dla polskich gejów i lesbijek. Coś nas prócz tego łączy? Na poziomie statystyki?

    Ułatwię ci: partie polityczne można opisywać np. tak (po wykonaniu badań sondażowych): „wyborca partii X to przeważnie osoba z wyższym wykształceniem, o dochodach powyżej X, z miasta o liczebności Y, nie lubiąca Słowaków i Niemców”. Średni wyborca partii W to osoba z wykształceniem podstawowym, o dochodach poniżej A, żyjąca w wsi liczącej mniej niż 10 dymów, nienawidząca wszystkiego od sąsiadów począwszy.

    No teraz słucham – jaki jest średni gej i jaka jest średnia lesbijka?

    Dowolna akcja promocyjna – bo tym są próby zmiany sposobu funkcjonowania gejów i lesbijek w społeczeństwie – czy przez zmianę prawa, czy wizerunku – od takich pytań się zaczyna. Czy te pytania zostały zadane? Czy akcje KPH i innych organizacji LGBT są prowadzone w oparciu o jakieś badania sondażowe? Czy są po prostu emanacją osobistych poglądów ich członków i liderów, niekoniecznie mająca cokolwiek wspólnego z rzeczywistymi poglądami większości gejów i lesbijek? Nie oznacza to, że obrażam się na tych liderów i na te liderki – po prostu nie uważam, żeby ich działania były pożyteczne (w sensie zbliżenia do założonego celu). W szczególności np. – czy sprawdzono (statystyka – badanie opinii publicznej) przed akcją „Niech nas zobaczą” jaki ta akcja może odnieść skutek? Czy po jej przeprowadzenie zweryfikowano znów za pomocą badań sondażowych itp. skutki krótkotrwałe tej akcji? Za jakiś czas skutki długotrwałe?

    Przy czym oczywiście działania takich organizacji MOGĄ być emanacją dowolnych fantazmatów ich liderek i liderów. Niestety w przypadku podobnego zachowania w partiach politycznych mógłbym jako wyborca powiedzieć krótko: won! Wybieram innych. Bardzo żałuję, że choć takiego wyboru nie mam w obszarze funkcjonowania organizacji LGBT. To niestety nie są partie polityczne. Jak więc mam wpływać na ich działanie? Udać się na Hożą do Lambdy, czy na inną ulicę do innej organizacji LGBT?

    Teraz uwaga: osobiste zaangażowanie świetnie się sprawdza w tych organizacjach, które obrały sobie konkretny cel, mają konkretne plany i działają w oparciu o pieniądze, które SAME zdobyły (nie krzyczą, że jak nie dostali dotacji z publicznej kasy, to to jest homofobia) – choć i z tych rzeczy i tak najważniejszy jest konkretny cel.

    Tymczasem te organizacje LGBT, które poznałem (czy to osobiście, czy przez „wgląd” medialny) nie wydają się mieć celów konkretnych (*) – przypominają raczej poziomem ogólności to, czym epatują partie polityczne.

    No to stoimy w dużym rozkroku – można się bawić w politykę, ale przy braku jakichkolwiek możliwości weryfikacji działania – kiepsko to widzę – niestety kasa tu nie jest dobrym regulatorem – jak prywatni ludzie nie sypną groszem, to zawsze pozostaje forsa publiczna – w tak drażliwym temacie można niestety uderzyć w bębenek homofobii i dyskryminacji.

    Można pójść w drugą stronę – rezygnujemy z polityki i wzorem Ochojskiej, Owsiaka, Błaszczyk i setek mniejszych akcji organizacji obieramy konkretny cel – i dalej już wiadomo.

    Tym bardziej jednak działania LGBT w takim przypadku powinny się opierać na zdobyczach współczesnej nauki – np. socjologii – i nie mam tu na myśli bełkotu „ponowoczesność, nowoczesność”, tylko twardej statystyki i ekonomii. Bo liczyć na odruchy serc bym nie liczył – to się sprawdzi w przypadku Owsiaka, czy Ochojskiej – niekoniecznie w przypadku gejów i lesbijek – dlatego ważne jest to sondażowe rozpoznanie: co się ma szansę spodobać, czy tym czymś można coś zmienić itp.

    I tyle. To ja pisałem. Nie „my”.

    (*) – tu chyba wyjątkiem jest na pewno Lambda w Warszawie, bo część funduszy dostała w ramach przygotowanego projektu dotyczącego profilaktyki HIV/AIDS. A może mi się tylko wydaje? To poproszę o naprostowanie.

  • Juanitta zwana Ciocią

    [do: 3 posty wyżej, czyli do siebie]

    utożsamiac się pisze przez Z z kropka. szkoda ze nie ma tu modułu orto-sprawdzania
    :-)
    dyskusja się rozwija
    robi sie coraz ciekawiej
    wiecej takich tekstow. BRAWO!

  • y00rek

    [Re: Kim są 'My'?]

    „zkoda ze nie ma tu modułu orto-sprawdzania”

    Zmień przeglądarkę Juanitto, albo zapgrejduj. Nowe i normalne mają to zaimplementowane.

  • Asiunia

    [Re: Kim są 'My'?]

    Normalnie ręcę opadają. Mam pytanie do krytykantów działań organizacji LGTB- co TY zrobiłeś/zrobiłaś dla idei równouprawnienia w Polsce? Nasuwa mi się jeszcze jedno skojarzenie…zapewne w czasach walki sufrażystek wiele tzw. „normalnych” kobiet uważało je za zdrowo walniętę….

  • y00rek

    [Re: Kim są 'My'?]

    Asiusniu – to je podnieś.

    Dla „idei”? Na szczęście nic nie zrobiłem i nie zamierzam tego zmieniać. Faktycznie zaś mój sposób bycia w zwykłym życiu – daleki od tego z reklamy Ery, i od różowych torebek, jak i od udawania monogamii – przekonał parę osób, że geje są różni – o czym mi potem owe osoby powiedziały, i pozwolił im to i owo zmienić w postrzeganiu. Zresztą nie przypisuję sobie tu żadnych „zasług”, bo bardzo często u innych gejów tak to właśnie wygląda – trochę otwartości – ale nie ekshibicjonizmu działa cuda. Działalność organizacji LGBT nie miała tu nic do rzeczy, śmiem nawet twierdzić, że przeszkadzała. Niekoniecznie też trzeba swoją otwartość ubierać w maski rozkrzyczanych i bezkompromisowych działaczy i takich działaczek.

    Sufrażystki miały konkretną sprawę: prawo wyborcze dla kobiet. Jaką konkretnie sprawę chcą załatwić organizację LGBT? Tylko nie pisz „walka z dyskryminacją”, „polepszenie życia”, „walka z homofobią” – konkretnie poproszę.

    Tylko nie chciałbym Cię rozczarować: nawet wspomniane przez Ciebie sufrażystki to nie tylko zradykalizowane członkinie Women’s Social and Political Union (WSPU), ale także National Union of Women’s Suffrage Societies (NUWSS). O ile te pierwsze są słynne, to te drugie były skuteczne.

    I o tej skuteczności, czy może jej brak w polskich LGBT chodzi – jeśli chcemy się zastanowić nad potrzebą ich funkcjonowania w takim kształcie – poza oczywiście potrzebami ich liderów i członków – brońboże nie chciałbym ich w tym ograniczać, ale prawo do krytyki mi przysługuje nie ze względu na zasługi czy ich brak, tylko tak po prostu. W tym kontekście chciałbym się zatem upewnić – byłaś może przeciwniczką zeszłorocznego marszu poznańskiego? Bo to właśnie przeciwnicy posługiwali się analogicznymi argumentami („brak zasług -> nie wolno manifestować”), podczas gdy takie prawo – i do manifestowania, i do krytyki, jest niezależne od owych „zasług”.

  • 7

    [Re: Kim są 'My'?]

    „Są tacy i takie, którzy/które potępiają parady, bo to, z kim sypiam to jest moją sprawą i nie muszę tego ogłaszać całemu światu”

    … żałosne. logika rodem z piss i lpr.

  • www.antykaczy.blog.onet.pl

    [Re: Kim są 'My'?]

    całkiem dobry artykul-gratulowac heh a program z udziałem M wrońskiego z MW widzialem i Mike wypadł w nim git niezle wszechpolaka załatwił

  • Rafal

    [Re: Kim są 'My'?]

    Autor tego art. jest tak zalosny, ze az zal to komentowac.
    Pytam, a kto Tobie dal prawo do wyrazania opinni odnosnie tych, co nie sa zrzeszenie badz nie popierala organizacje gejowskie ????
    No kto????

  • Walpurg

    [Re: Kim są 'My'?]

    Chyba jeszcze raz zabiorę głos.
    Przykro mi to napisać, ale wydaje mi się, że część osób albo przeczytała ten artykuł po łebkach, albo w ogóle nie potrafi czytać ze zrozumieniem.

    Czy tak trudno odróżnić poglądy autora od poglądów, które tylko relacjonuje?

    Cóż, nadchodzi doba wtórnego analfabetyzmu…

  • Asiunia

    [Re: Kim są 'My'?]

    y00rek:

    nie mam pojęcia co różowe torebki i „udawanie monogamii” mają wspólnego z poruszanym przeze mnie problemem. Oczywistą rzeczą jest, że ludzie i ich potrzeby są różne i nie zamierzam z tym dyskutować.
    Piszesz, że sufrażyski miały do załatwienia konkretną sprawę…sprytnie jednak pomijasz fakt, że zdobycie praw wyborczych było jednym ze środków na długiej drodze do równouprawnienia kobiet. Zastanawiasz się „o co chodzi” organizacjom LGTB..nie przyszło ci przypadkiem do głowy, że może chodzi o realizację podobnego założenia- faktycznej równości wobec prawa? Środkiem mogłoby być chociażby uchawalenie ustawy o rejestrowanych związach partnerskich. No ale oczywiście ciebie to nie interesuje (bo- jak podkreślasz- nie jesteś monogamiczny). Wniosek z tego następujący-tego typu postulaty to dzieło „rozkrzyczanych i bezkompromisowych działaczy i takich działaczek”, a więc niegodne uwagi i przynoszące szkodę „sprawie” (jakiej?). Nie rozumiem tylko jednego: jak twoja wypowiedź ma się do deklarowanego we wstępnie poszanowania dla różnorodności?

  • y00rek

    [Re: Kim są 'My'?]

    Asiunia:
    „Piszesz, że sufrażyski miały do załatwienia konkretną sprawę…sprytnie jednak pomijasz fakt, że zdobycie praw wyborczych było jednym ze środków na długiej drodze do równouprawnienia kobiet”

    ??? No tak, tylko ZACZĘŁY od konkretnej sprawy. Nie mam nic przeciwko temu, by np. dalekosiężnym celem organizacji LGBT było np. podbicie kosmosu. Niezależnie jednak od „ustalenia” takiego dalekiego celu przydałoby się ustalenie celu konkretnego, pierwszego na tej drodze.

    Równość wobec prawa? Nie ma żadnej równości wobec prawa – na pewno nie w Polsce – największym ograniczeniem jest dostęp do adwokatów i radców prawnych itp. dla średniego nawet Kowalskiego i średniej Kowalskiej – tzn. podstawową nierówność wprowadza ograniczony dostęp do korzystania z praw, które się JUŻ MA, najczęściej zaś to ograniczenie ma podłoże (wcale nie trywialne) finansowe.

    Być może w sytuacji, w której nie muszę się bezustannie troszczyć o to, jak żyć godnie płacąc jednocześnie haracze Urzędowi Skarbowemu, ZUSowi, płacąc w każdym już niemal towarze czy usłudze wielokrotnie różne podatki (btw: utrzymujesz się sama, czy ktoś Cię utrzymuje? To często zmienia optykę…) myślałbym o wyższych poziomach piramidy Maslowa – na razie jako średni Polak i średni gej jednocześnie, mam raczej problem jak płacić podatki i nie czuć się okradanym przez Państwo Polskie (z obojętnie którym numerkiem). Co nie przeszkadza mi czerpać satysfakcji ze wspólnego życia z moim facetem. Minusy braku związków partnerskich objawiały się np. w przypadku, gdy mój facet miał ubezpieczenie zdrowotne prywatne, a ja będąc wtedy bez pracy nie mogłem z niego korzystać – gdybyśmy byli małżeństwem – wtedy mógłbym. No ale lepszym lekarstwem na tę sytuację było znalezienie pracy, niż naciskanie na zmianę ustaw. Właśnie, doszliśmy do najciekawszego: KTO MIAŁBY TĘ USTAWĘ ZMIENIĆ? Jaka siła polityczna (np. z tych które zdobyły jakieś tam mandaty w wyborach parlamentarnych lub samorządowych) mogłaby takie związki wprowadzić? Odpowiedź: ŻADNA (przypominam, że tzw. „lewica”, tzn SLD GOTOWĄ ustawę wrzuciło do kosza). Dlaczego tak jest? Odpowiedź też może być prosta: bo żadnej sile politycznej to się takie działanie NIE OPŁACA. Co zrobić zatem – co organizacje LGBT powinny robić, żeby to zmienić? O właśnie, dotarliśmy do punktu, w którym można dopiero zacząć dyskusję…

    Wspomniałaś mi sufrażystki, ale jakoś nie pociągnęłaś tego tematu – nic dziwnego. Ich przykład dobitnie pokazuje, że krzykliwe działania, na pograniczu terroryzmu nawet, prawie nigdy nie są drogą do osiągnięcia sukcesu. Mimo, że w kulturze masowej pamięta się o tych, które się np. rzuciły pod końskie kopyta, albo wybiły szyby w budynkach rządowych Ich Królewskiej Mości, to sukces swojej sprawy zawdzięczają sufrażystki tej rzeszy członkiń i członków, które wybrali i którzy wybrali drogę uporczywych kroków – przez edukację, tłumaczenie, kształcenie, przekonywanie itp. Tych krzykliwych było maksymalnie 2000, tych skutecznych 100 000. To ponury żart historii, że się pamięta o radykałkach, uciekających się nawet do przemocy. Zresztą w literaturze na ten temat (angielskojęzycznej) często pojawiają się wątpliwości, czy działania bezkompromisowych radykałek pomogły, czy bardziej przeszkodziły sprawie sufrażu.

    Jeśli posłużyć się analogią opisującą wspomnianą dwoistość: nawet najgłośniejsze samospalenia w proteście przeciw ustrojowi PRL na nic by się zdały, gdyby nie rozmiary Solidarności i pokojowa droga, którą Solidarność obrała.

    Trudno mi wyobrazić sobie wpływanie na warunki funkcjonowania zwykłych gejów i lesbijek przez wprowadzenie li tylko „ustawy”. Jeden Sejm ją wprowadzi, następny być może ograniczy – zależnie od biegu ideologicznego wahadła. Zysków zaś osiągniętych sposobem dzielnych i wytrwałych sufrażystek z NUWSS na pewno się drogą papierkową nie załatwi, tylko drogą zmiany w nastawieniu społecznym. Nawet jeśli taka ustawa zostałaby wprowadzona w życie, to nie byłaby bez takiej „pracy u podstaw” celem, tylko narzędziem.

    Mylisz „podkreślanie” z „pisaniem o”. Nigdzie nie napisałem, że jestem przeciwnikiem związków partnerskich. Napisałem tylko, że przywileje (jak wolisz – prawa), które aktualnie takie związki mogłyby mi dać z chęcią zamieniłbym na przywileje (i prawa!!!) wynikające z płacenia mniejszych podatków po prostu.

    A monogamiczoność? Nie kłóci się z życiem w związku – chyba, że uważasz, że wśród par hetero nie ma rozwodów… Jakoś tak się składa, że w codziennym życiu w kontaktach z innymi ludźmi doszedłem do normalnego poziomu dopiero wtedy, gdy „rozbroiłem” parę stereotypów – dziwnie się złożyło (może to tylko mój przypadek?), że pierwszą rzeczą okazało się przekonanie, że jednak nie mówię w piskliwy sposób, nie mlaskam na widok młodych sąsiadów w windzie, nie noszę zwiewnych ciuszków, nie roznoszę „zarazy” – jak myślisz, skąd się takie stereotypy biorą? Może gdyby w mediach geje pojawiali się nie tylko w kontekstach „reklamy Ery”, może gdyby media (na czele z wydawałoby się idącą w zaprzęgu postępu Gazetą Wyborczą) nie ilustrowały sowich raportów o warszawskich paradach równości zdjęciami dragqueen (- nie dlatego, że dragqueen są „okropne”, tylko dlatego, że te zdjęcia były NIEADEKWATNE do rzeczywistości), może gdyby krakowski organizacje LGBT skonsultowały swoje szkolne ulotki o niebezpieczeństwach i metodach zapobiegania HIV z nauczycielami czy pedagogami szkolnymi itd… – może, może.

    Jeśli chodzi o „rozkrzyczanych” i rozkrzyczane? Bardzo proszę – po dwu, trzech latach życia w warszawskim bloku i „dotarciu” stosunków międzysąsiedzkich (oni mieli czas na przyzwyczajenie się, ja miałem czas na znalezienie formuły godzącej wolność moją z wolnością ich) nagle zostałem postawiony przez panią Senyszyn – przez tych którzy ją zaprosili, i tych którzy pozwolili jej mówić w roli „wyrzutu” – całkiem słusznie. Przecież będąc gejem jestem przez moich sąsiadów kojarzony również z takimi osobami jak wierchuszka LGBT, czy zaproszeni przez nią goście. Niekoniecznie zaś tego sobie życzę. Mógłbym oczywiście olać moich sąsiadów zupełnie, ale przecież byłoby to głupie mamienie rzeczywistości jak wtedy, gdy mając prawo jako pieszy przechodzenia na zielonym świetle oczy mam szeroko otwarte, bo mimo posiadanych praw nie mogę negować rzeczywistego samochodu, który próbuje wymusić pierwszeństwo – btw. horror nagminnego łamania OBOWIĄZUJĄCEGO prawa warto sobie uświadomić np. w kontekście osób niewidomych, niedowidzących, czy mających trudności z poruszaniem się, a próbujących „umknąć” przed szarżami kierowców. Prawo jest jak trzeba, a rzeczywistość? Każdy może się na ulicy przekonać…

    Gdybym był członkiem partii politycznej, to wobec działania partyjnej czapy, które wzbudza mój sprzeciw mógłbym zmienić partię. Z orientacją seksualną tak łatwo nie jest – gejem „nie przestanę” być, dlatego, że nie aprobuję jakichś działań.

    Niestety, działania organizacji LGBT niekoniecznie mieszczą się w trybie demokratycznym – jak pisałem, wobec partii politycznych mam wybór – mogę głosować na jedną, nie głosować na drugą. Jaki mam wpływ tego rodzaju na działalność organizacji LGBT?

    „Nie rozumiem tylko jednego: jak twoja wypowiedź ma się do deklarowanego we wstępnie poszanowania dla różnorodności?”

    Jak się „ma” do „poszanowania różnorodności”? CO „jak się ma”? Mogłabyś zejść z poziomu natrętnej abstrakcji w rejony przyziemnej konkretności? Ułatwiłoby to rozmowę.

  • MY

    [Re: Kim są 'My'?]

    Jaki mam wpływ tego rodzaju na działalność organizacji LGBT?

    panie pisarzu nie przesadzaj już, mozesz zalożyć wlasną organizację i występowac w swoim imieniu, jak ci sie nie podobają niedemokratyczne dzialania organizacji lgbt, ale zgadzam się, że powinno się je krytykowac, dlaczego nie?

  • y00rek

    [Re: Kim są 'My'?]

    „WY” – nie zrozumieliście – a szkoda.

  • lothriel

    [Re: Kim są 'My'?]

    Niezaprzeczalną zasługą organizacji takich jak lambda czy kph, jest wniesienie do dyskursu społeczno – medialnego, tematu homoseksualizmu. Nie wnikając jak to zrobili, poprzez jakie akcje, ulotki czy marsze – udało im się.

  • Gacek

    [Re: Kim są 'My'?]

    A ja nie mam ochoty, żeby jakiś tani lansiarz i karierowicz rościł sobie prawo do reprezentowania mnie i mówił mi co mam myśleć, bo jestem gejem. Nie chodzę na żadne parady, uważam że aktywiści gejowscy to kretyni a to co się dzieje w mojej sypialni to moja sprawa. Nie jestem dyskryminowany i nie mam zamiaru robić z siebie żałosnego męczennika. Nie mam zamiaru zawierać małżeństwa, a to że nie mogę tego zrobić jest dla mnie tak samo oczywiste jak to że nie mogę urodzić dziecka.

  • lothriel

    [Re: Kim są 'My'?]

    Ale może inni nie mieli takiego szczęścia jak ty, i byli dyskryminowani, a to że mówi się o tym głośno i że robią to owi „kretyni” pozwoliło im uwierzyć, że nie są takim zerem pedalskim.

  • Agnieszka

    [Re: Kim są 'My'?]

    Nie moglibyście podać wprost zapobiegania HIV od myślników.

  • Johnny Be Good

    [Re: Kim są 'My'?]

    Żalosne jest to, że w Polsce żyją do dzisiaj stare przywyczajenia partyjniackich kacykow z PZPR, ktorzy zwykli wypowiadac sie w imieniu „klasy robotniczej” nie pytajac jej o zdanie.
    Czyni sie podobnie w tzw.organizacjach gejowskich takich jak KPH czy Lmabda, ktore skupiaja w sobie mikroskopijna częsć srodowiska homoseksualnego w tym kraju, a mimo to uzurpowaly sobie prawo do wypowiadania sie w imieniu wszystkich homoseksualistow. Z reszta dzialanie tych organizacji, ktore ze swego zalozenia, sa lewackie lub ultra lewackie, popierane przez rozowych i czerwonych pretendentow do wladzy w Polsce, zmierzaja jedynie do lansowania swoich idoli (czyt.liderow), ktorzy majac uklady w partiach lewackich, trzymaja sie jak potrafia trendu „MY”. Inaczej nie byliby w stanie istniec na rynku medialnym. Znam takich, pozal sie Boze przywodcow, ktorych organizacje skladaly sie z 10 czlonkow, a wiec nie powinny istniec jako organizacje rejestrowane. Z koniecznosci reszte czlonkow dobierano z partii, do ktorej owi liderzy nalezeli. Tylko po to by ta pseudo LGBT organizacja istniala, a naczelny lanser, ultra ciota z ambicjami na wieczne nierobstwo, byl jej prezesm i mogl wypowiadac sie w TV i reszcie mediow uzywajac magicznego slowa „MY”.
    Żałosne to i smutne, ale prawdziwe. Zgadzam sie z Mike’iem w stu procentach!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa