Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi


„Cokolwiek istnieje, godne jest również poznania”
Francis Bacon

Nie da się obecnie zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że japońska sztuka mangi i anime zawładnęła w ogromnym stopniu wyobraźnią i gustami estetycznymi młodego i najmłodszego pokolenia, przede wszystkim za sprawą telewizji i Internetu. Dla starszych odbiorców to zazwyczaj infantylne, pstrokate obrazki, w których występują rozczochrane postaci z oczami na pół twarzy, dla młodszych nieomal artystyczny manifest, a zarazem styl bycia dzisiejszej japońskiej młodzieży, z jej wyzywającymi strojami, fryzurami, ostrym językiem i zachowaniem oraz specyficznymi rozrywkami, w których niepoślednią rolę odgrywają kreskówki i gry komputerowe. W Japonii manga ma znacznie większe znaczenie niż na przykład komiks w kulturze amerykańskiej i uważana jest za pełnoprawną gałąź sztuki. Tamtejsi artyści nie skupiają się zresztą jedynie na konkretnej grupie wiekowej. Istnieją więc mangi dla dzieci, uczniów, studentów, robotników, emerytów i gospodyń domowych. Nie ma także w Kraju Kwitnącej Wiśni jednoznacznych przepisów, które dokładnie określałyby granice tego, co wolno, a czego nie wolno przedstawiać, toteż twórcy cieszą się znacznie większą swobodą, tym bardziej, że nie krępują ich rozmaite normy moralne i tabu, jakie wytworzyła w ciągu wieków pruderyjna kultura zachodnia. Są zatem w o wiele lepszej sytuacji niż europejscy i amerykańscy artyści, których w każdej chwili domorośli, katoliccy bądź purytańscy moraliści mogą oskarżyć o „szarganie wartości”, „szerzenie pornografii” itp.

Warto zauważyć, że sztuka mangi ma korzenie całkiem szacowne i stosunkowo wiekowe. Termin ten, oznaczający mniej więcej tyle, co „niepohamowane obrazy”, czy też „humorystyczne obrazki” wymyślił wybitny twórca drzeworytów, Katsushika Hokusai, żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku. W latach 1814 –1819 opublikował piętnastotomowy album, zatytułowany Hokusai Manga, zawierający nacechowane niesamowitym dynamizmem wizerunki ludzi, zwierząt i japońskich demonów. W latach dwudziestych ubiegłego stulecia ustanowiono podział na komiksy dla dziewcząt (shojo) i chłopców (shonen). Pierwszą mangę „dziewczęcą”, zatytułowaną Tonda Haneko, opublikował Rakuten Kirazawa. W roku 1947 młody lekarz, Tezuka Osamu, zwany dziś „bogiem mangi”, wydał komiks Nowa Wyspa Skarbów. W roku 1963 nakręcił z kolei czarno-biały serial rysunkowy Tetsuwan Atom, znany na Zachodzie jako Astro Boy. Największy triumf japońskiej animacji przypadł na przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy to anime została uznana za najważniejszy nurt filmowy tego kraju. Od tego czasu jej popularność zaczęła także przenikać granice państw o odmiennej kulturze. Z początkiem lat dziewięćdziesiątych produkcje znane dotychczas znikomej liczbie wielbicieli, zrobiły oszałamiającą furorę na rynkach zachodnich, zdobywając tysiące, a może nawet miliony fanów. Boom anime nie ominął także Polski, przede wszystkim za sprawą serii o pokemonach (czyli „kieszonkowych potworach”).

Filmowa fala tsunami przetoczyła się przez nasz kraj w latach 2000 – 2002, wraz z kolejnymi odcinkami kreskówki o dzielnym chłopaku Ash Ketchum, który wyrusza w wielką podróż i przeżywa niesamowite przygody, by zdobyć tytuł Mistrza Pokemon. Umiejętnie prowadzona akcja promocyjna sprawiła, że pokemony pojawiły się wszędzie, na opakowaniach czipsów i słodyczy, na podkoszulkach i czapeczkach, metalowych żetonach do gry itp., niepodzielnie zawłaszczając dziecięcą wyobraźnię. Nic dziwnego zatem, że wychowane na owej egzotycznej estetyce młode pokolenie, dorastając, sięga także po inne, bardziej „dorosłe” odmiany mangowej sztuki, nacechowanej nierzadko, przynajmniej z naszego, zachodniego punktu widzenia, dość perwersyjnym erotyzmem.

Manga ma bowiem w Japonii ogromną liczbę odmian. Trzeba pamiętać, że w Japonii publikowana jest w około dwustu pięćdziesięciu specjalistycznych magazynach, przypominających rozmiarami miniaturowe książki telefoniczne. Czasopisma z bogato ilustrowanymi opowiadaniami i osobno wydawane komiksy docierają do mniej więcej stu pięćdziesięciu milionów czytelników płci obojga. Istnieją więc mangi ukazujące historie pięknych i dzielnych dziewcząt, tzw. bishojo, jak np. Wojowniczki z Krainy Marzeń i analogiczne o przystojnych, odważnych chłopcach (bishonen), chociażby Fushigi Yugi. Inne opowiadają o młodych czarodziejkach lub czarodziejach, o duchach i demonach, robotach i androidach, drużynach nadludzkich herosów walczących ze smokami i innymi monstrami… Listę tę można by dalej poszerzać, nadużywając cierpliwości czytelnika, lecz przechodząc do głównego tematu artykułu, wystarczy stwierdzić, że jedną ze znaczących odmian owej sztuki reprezentują komiksy erotyczne, określane na Zachodzie ogólnie jako hentai (w przybliżeniu: „pornole”). Należy jednak od razu podkreślić, że choć słowo to pochodzi z języka japońskiego, w ojczyźnie mangi nie jest używane w tym kontekście, uważa się je bowiem za wulgarne i obraźliwe. Znowu dają znać o sobie różnice kulturowe w odbiorze i ocenie pewnych treści i znaczeń.

Za sprawą głównie Internetu i takich portali jak np. „mochi.harusame.net”, „aarinfantasy.com” lub „possible-soup.net” (wymieniam tylko trzy pierwsze z długiego rzędu) jeden z podgatunków erotycznej mangi, zwany yaoi zrobił w ostatnich latach niebywałą karierę wśród zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej młodzieży. Sam termin oznacza dosłownie męsko-męski seks. Zastanawiające, że równoległy nurt, yuri, opiewający damsko-damskie miłości, zyskał sobie znacznie mniejsze powodzenie. Komiksy, opowiadania i filmy tworzone w stylu yaoi prezentują więc homoseksualne pary, przeżywające kolejne fazy klasycznego romansu, jak zaloty, uwiedzenie, łóżkowe igraszki, sprzeczki, zdrady, rozstania i powroty we łzach. Najczęściej kochankowie zróżnicowani są wiekowo i społecznie. Jeden z nich jest starszym i (koniecznie!) wyższym od swego partnera przystojniakiem (tzw. seme), ustawionym życiowo i pewnym siebie, czasami brutalnie gwałcącym ofiarę i nie stroniącym od sadystycznych zapędów (koniecznie trzeba zauważyć w tym miejscu, że zarówno sadyzm, jak i homoseksualizm mają w tradycji japońskiej erotyki niezmiernie długą tradycję i nigdy nie stanowiły sfery tabu; wystarczy wspomnieć styl życia samurajów, mających z reguły chłopięcych kochanków, zarazem uczniów i giermków, nierzadko traktowanych dosyć brutalnie, który to fakt bywał zresztą zazwyczaj ostrożnie przemilczany w tworzonych na zachodni, głównie amerykański rynek „naukowych” opracowaniach i filmach). Drugi stanowi stronę wyraźnie podporządkowaną, jest wielkookim uczniakiem o delikatnej buzi (tzw. uke), życiowo zagubionym i wymagającym „silnej ręki”, emocjonalnym, nadwrażliwym, płaczliwym, odgrywającym zatem w owym związku rolę tradycyjnie przypisywaną kobietom. Zapewne ten fakt sprawia, że fanami tego rodzaju sztuki jest także część deklaratywnie heteroseksualnych odbiorców, nie burzy im bowiem stereotypowego obrazu świata seksualnego podporządkowania i dominacji, wpajanego od dziecka przez rodzimą kulturę. Od razu trzeba dodać jednak, że ten schematyczny podział nie występuje we wszystkich utworach spod znaku yaoi.

Łagodniejsza odmiana tej sztuki, tylko aluzyjnie odnosząca się do sfery seksu, zwana shonen-ai (miłość chłopców) prezentuje też często dwóch rówieśników: pięknych, subtelnych, marzycielskich i rozpoetyzowanych. Ilustruje więc także wyparte w procesie społecznej edukacji do głębin męskiej psychiki fantazje, snute zwłaszcza w okresie dojrzewania, a dotyczące marzeń o czułej, głębokiej męskiej przyjaźni, niezmiernie często zbliżającej się, choćby nawet w sposób nieuświadomiony, do granicy homoseksualnej fascynacji. Stąd zapewne bierze się zainteresowanie ową twórczością ze strony mieszkańców tych krajów, gdzie zwyciężyła, uformowana ostatecznie w XIX wieku, mieszczańska mentalność, nakazująca, aby mężczyzna nie okazywał uczuć, szczególnie wzruszenia i płaczu (zapewne stąd tyle przypadków zawałów serca i wrzodów na żołądku u białych mężczyzn w okolicach czterdziestki) i żądająca, by na każdy przejaw „zniewieściałego” zachowania ze strony drugiego faceta (jak przytulenie, pocałunek itp.) reagował agresją lub w najlepszym przypadku wulgarnym żartem (pierwszy z brzegu przykład: amerykański film The Brokeback Mountain).

Romanse osadzone w egzotycznym, odległym od codziennych doświadczeń świecie można jednak odbierać bez obaw, jako rodzaj współczesnej baśni, pochodzącej jakby z innej planety. Dzieją się bowiem one w fantastycznej, nierzeczywistej Nibylandii, gdzie wszyscy są młodzi, piękni, zadbani, a także noszą najmodniejsze, ekscentryczne fryzury i luksusowe ciuchy. Jeśli nawet młody chłopak pochodzi z biedniejszego środowiska niż jego władczy partner, nie wykracza to nigdy poza płasko, konwencjonalnie zarysowane tło. Występują w nich również niekiedy postaci nadprzyrodzone, jak potężne starożytne bóstwa, czy kusicielskie, androgyniczne demony, którym po prostu nie sposób się oprzeć. Świat przedstawiany w sztuce yaoi niewiele ma zatem, jak się wydaje, wspólnego z prawdziwym życiem japońskiej młodzieży i realną egzystencją tamtejszych gejów. Jest jawnie fikcyjny i dzięki temu zapewne łatwiej przyswajalny przez odbiorców z innych krajów, mających odmienne tradycje religijne i obyczajowe. Tytułem przykładu podaję parę najbardziej popularnych tytułów: Gravitation, Kizuna, Level C, Wild Rock, Miłość na uwięzi.

Chociaż sztuka yaoi może być postrzegana przez ludzi wychowanych w normach estetycznych zachodniej kultury jako mieszanka grafomańskiego kiczu i pornografii, zdołała jednak także przyciągnąć uwagę i zainspirować całą masę artystów spoza Japonii. Wystarczy zerknąć na niezliczone internetowe portale, w tym zwłaszcza na amerykański „deviantArt”, aby zobaczyć mnóstwo twórców ze wszystkich niemal krajów świata tworzących w podobnym duchu lub tylko do owego stylu nawiązujących. Nie zawsze jest to wyraźne odwołanie do grafiki spod znaku mangi, czasem prezentowane tamże obrazy inspirowane są malarstwem brytyjskich prerafaelitów i secesyjną grafiką z przełomu wieków XIX i XX.

Można uznać, że historia zatoczyła w tym przypadku wielkie kulturowe koło, skoro sztuka europejska tamtej epoki fascynowała się japońszczyzną i chińszczyzną. Wielu europejskich i amerykańskich twórców, prezentujących swoje prace na owym portalu, skrywa tożsamość pod egzotycznie brzmiącymi pseudonimami, jak np. rosyjska ilustratorka Kirtat, chińska para malarzy deland-fox, Amerykanin malicekisho, Norweżka wycked, czy też polscy artyści: izanagi oraz panicalex. Listę tę można by mnożyć niemal w nieskończoność, dlatego też odsyłam zainteresowanych do rzeczonego portalu. Na prezentowanych tamże grafikach i obrazach pojawiają się nie tylko chłopcy i mężczyźni w dwuznacznych, a właściwie jednoznacznych pozach i sytuacjach, lecz przewijają się również bezwstydnie powabne demony, rozerotyzowane anioły, biseksualne wampiry z powieści Anne Rice, mitologiczne elfy i fauny, starożytni bogowie, wreszcie postacie ze znanych powieści i filmów fantasy. Sporą część twórczości inspirowanej yaoi stanowią bowiem również krótkie fan fictions, zwane u nas swojsko „fanfikami”. Wystarczy zajrzeć na polski portal „Northern Lights”, aby znaleźć tam ogromną liczbę opowiadanek, w których uczestnikami homoseksualnych przygód są szkolni koledzy Harry’ego Pottera, (z nim samym, oczywiście, na czele), elfy z sagi Tolkiena, postaci z Kronik Wampirów Rice, a nawet anioły z Siewcy wiatru Mai Lidii Kossakowskiej. W tym miejscu zresztą musimy wspomnieć o pewnej rzeczy, dla męskiego czytelnika, wychowanego na schematach naszej kulturowej tradycji, dosyć zaskakującej, może nawet szokującej.

Wbrew pozorom bowiem, głównymi odbiorcami sztuki yaoi i shonen-ai nie są wcale, jak mógłby pomyśleć przeciętny mieszkaniec Zachodu, homoseksualiści, lecz dorastające dziewczęta. Jeśli chodzi o Japonię, niezwykłe powodzenie tej twórczości wśród przedstawicielek płci przeciwnej daje się w pewnym stopniu wytłumaczyć buntem przeciwko traktowaniu kobiety jako istoty niższego rzędu, zawsze podległej samcowi. Romanse, w których również niektórzy mężczyźni i młodzi chłopcy używani są chwilami przedmiotowo, wyłącznie jako obiekty mające dostarczyć seksualnej rozkoszy swemu panu i władcy, stanowią zapewne dla nich nieustające źródło pocieszenia i satysfakcji. Warto jednak przyjrzeć się bliżej naszym, europejskim i amerykańskim „yaoistkom”, które w ogromnym, by nie rzec przeważającym stopniu zapełniają swą twórczością wymienione przeze mnie wyżej portale. Przez wiele bowiem wieków wmawiano kobietom w naszej równie silnie patriarchalnej kulturze obyczajowej, że sztuka erotyczna służyć winna wyłącznie zaspokajaniu męskich potrzeb. O ile za rzecz w zasadzie normalną uważano, iż mężczyzna może napawać się zarówno heteroseksualną, jak i lesbijską pornografią, o tyle zainteresowanie kobiet światem homoseksualnych związków i doznań uważano za poważne naruszenie tabu i przejaw wyuzdania, może nawet chorobliwego zwyrodnienia. Ogromna popularność sztuki yaoi wśród kobiet jaskrawo zaprzeczyła tej naiwnej i nieżyciowej tezie, rodem ze świata państwa Dulskich i innych ciasno myślących drobnomieszczan ubiegłego stulecia. Wygląda na to, że znakomita większość nowoczesnych, wykształconych i inteligentnych kobiet znacznie łatwiej przyswaja ową „dewiacyjną” erotykę niż uwięzieni w obyczajowych normach i zakazach mężczyźni. Co zatem skłania młode dziewczyny do snucia i artystycznego przetwarzania homoerotycznych fantazji? Infantylne nieco marzenie o idealnych kochankach? Chłopcy i mężczyźni, przedstawiani za pomocą wyrafinowanej, kapryśnej kreski, są zawsze nieziemsko wręcz piękni, namiętni, a przy tym uduchowieni i delikatni, nie wstydzący się objawiania uczuć i innych gwałtownych emocji. Na pewno nie przypominają nieokrzesanych kolegów z klasy ani brutalnych i zapijaczonych dresiarzy z osiedla, z którymi większość naszych dziewcząt styka się na co dzień.

Sztuka yaoi pozwala także bezpiecznie smakować kobietom świat męsko-męskich miłości, niedostępny i tajemniczy, a więc przez to podwójnie ekscytujący i fascynujący, o smaku zakazanego owocu. Fakt, że bohaterowie owych historyjek nie są w żadnym stopniu zainteresowani płcią przeciwną zupełnie, jak widać, nie przeszkadza dziewczynom. Należy zatem stwierdzić, że ten gatunek japońskiej mangi dokonał niezwykłego wyłomu w naszej tradycyjnej strukturze obyczajowej. Kobiety, przez tyle stuleci uważane za istoty, którym powinno się wzbraniać dostępu do typowo męskich uciech i rozrywek, w naszych czasach biorą odwet, znalazły bowiem rodzaj sztuki, który nie tylko im odpowiada, ale w którym zdolne są także wypowiedzieć się artystycznie. Wkroczyły na dotychczas dla nich zakazany teren i czują się tam znakomicie. Trzeba uznać owo zjawisko za zupełnie nową jakość, przynajmniej w naszym regionie geograficznym. Jego skala jest przy tym tak wielka, że nie sposób zbyć je lekceważącym wzruszeniem ramion.

Sztuka yaoi stała się więc, jak gdyby mimochodem, lustrem, w którym odbija się w całej pełni skomplikowana natura człowieczej erotyki. Owo czarodziejskie, dwuznaczne zwierciadło prezentuje nam jednak nie to, co chcieliby widzieć rodzimi prawodawcy i moraliści, ale rzeczy dotychczas zabronione i wstydliwie skrywane. A takie jest przecież od wieków zadanie każdej sztuki.

****************************

Witold Jabłoński (ur. 1957 w Łodzi) – to polski pisarz fantasy. Absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Łódzkim, sekretarz Jerzego Andrzejewskiego, w l. 1995-1997 dziennikarz i recenzent teatralny Gazety Wyborczej oraz publicysta dodatku kulturalnego „Verte”. Od 1998 dyrektor Wydziału Kultury i Sztuki w łódzkim urzędzie miejskim, od 1999 do 2003 dyrektor Śródmiejskiego Forum Kultury, zwolniony z tej posady przez ekipę prezydenta Jerzego Kropiwnickiego. Zdaniem pisarza, jest to wynik oskarżeń o antykościelność powieści Uczeń czarnoksiężnika. Z drugiej strony rzecznik prezydenta Łodzi twierdzi, stało się tak ponieważ dom kultury nie przynosił spodziewanych dochodów, przezydent miasta miał zastrzeżenia co do kompetencji pisarza w dziedzinie relacji interpersonalnych, a także planowano zmianę kierunku działań domu kultury, do czego potrzebny był nowy kierownik.
Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich od 1996 r.
Laureat nagrody Towarzystwa Kultury Teatralnej za osiągnięcia w dziedzinie prasa popularyzatorem teatru.
info: wikipedia.pl

Autorzy:

zdjęcie Witold Jabłoński

Witold Jabłoński

polski pisarz fantasy, autor powieści „Gorące uczynki” (1988), cyklu fantastyczno-historycznego o Witelonie „Gwiazda Wenus, gwiazda Lucyfer” (2003 – 2007) i powieści o antycznej Grecji „Fryne hetera” (2008) oraz tłumacz rosyjskiej fantastyki. Wydawnictwo Abiekt.pl opublikowało właśnie jego skandalizujący romans gejowski „Kochanek Czerwonej Gwiazdy”.

22 komentarzy do:Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi

  • mTV

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    bardzo ciekawe opracowanie, aż sięgnę sprawdzić

  • Un

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Do listy tytułow dopisałbym jeszcze „Haru Wo Daite Ita” (dosł – „Trzymając w objęciach wiosnę”). Jest to jedna z moich ulubionych mang, jako jedna z nielicznych opisuje długoterminowy związek między, w tym wypadku, parą aktorów porno ;)
    Kreska jest trochę nietypowa, ale można się przyzwyczaić.

    Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o yaoi, zapraszam na portal Norther Lights – http://www.yaoi.pl

  • Bern

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Un, „haru” oznacza też prostytutkę, nie tylko wiosnę;) W 10 czy 11 tomie autorka na kartach mangi podaje tytuł anglojęzyczny „He hugged Hooker”.
    A IWaki i Katou są byłymi aktorami porno, teraz grają w popularnych filmach i serialach:3 Faktycznie, jedna z lepszych mang i, co ważn iejsze nie ma w niej idiotycznego podziału na seme i uke.

  • Un

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    no własnie, ale nie chciałem wszystkiego zdradzać :) ale IWaki to najbardziej semowate uke pod słońcem…
    Pamiętam, że w jednym animcu bohaterowie nie mogli zdecydować kto ma być uke, a kto seme, bo byli tego samego wzrostu :D Sekimatsu Darling czy jakoś tak się to nazywało.

  • Un

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    No to w ramach spoilerowania dodam jeszcze, że Iwaki i Katou są na drugiej miniaturce od prawej na samej górze strony.

  • ioay

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Ja osobiście wolę takie tytuły jak DNAngel, Xclamp czy Wish. Genialna kreska i ważne problemy. Shonen ai rulez :D

  • Diamant

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Kreska kreską, ale ja jako literatka wole fanfiki. Dobry slash potrafi być lepszy od pierwowzoru literackiego. Mniam!

  • imię i nazwisko

    [Re: yaoi]

    w Japonii yaoi przeznaczone jest dla brzydkich, niesmialych, dziwnych dziewczat – i tylko dla nich… to cos jak u nas harlekiny, normalni ludzie tego nie czytaja heheh, tylko egzaltowane albo mniej rozgarniete panie … rowniez japonscy homoseksualisci nie tykaja tego- po pierwsze przez target /bo to nie dla nich/ a po drugie przez to, ze wsrod nich panuje zupelnie inny wizerunek homoseksualisty- to moze duza generalizacja ale tam jest odwrotnie niz u nas, o ile normalni chlopcy/mezczyzni stroja sie, wydaja mnostwo pieniedzy na fryzjera, gadzety itd o tyle homoseksualisci nasladuja styl ‚amerykanski’, styl meskiego maczo. Sa komiksy dla gejow, ale przedstawiaja zupelnie inne historie i wizerunki- przewaznie o charaterze sadomoasochistycznym i z mezczyznami atletycznymi i owlosionymi, praktycznie bez otoczki ‚romantycznej’.

  • bern

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    „w Japonii yaoi przeznaczone jest dla brzydkich, niesmialych, dziwnych dziewczat”

    zdziwiłbyś sie;p gdyby było tak, jak mówisz, nie byłoby choć podtekstów yaoi w prawie każdym współczesnym anime dla kobiet, a nieraz i w tych typowo „męskich”. c/hoć fakt faktem, że nie wypada się ot tak przyznawać do czytania ich, tak jak u nas wciąż kobiety wstydzą się nieraz mówić, że lubią oglądać/czytać materiały pornograficzne. Ale fakt faktem, że japońscy geje raczej trzymają się komiksów przeznaczonych dla nich, raczej bez fabuły;), ale co do treśąci fetish/bdsm, to dziewczyny również je chętnie czytają. Tym, co odróżnia yaoi od gay manga jest nieco bardziej rozbudowana(wbrew pozorom często pretekst do seksu, podobnie jak w gm) fabuła i inny kanon wyglądu bohaterów, a nie rodzaj seksu.

  • Bacardi

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    „w Japonii yaoi przeznaczone jest dla brzydkich, niesmialych, dziwnych dziewczat”

    Jest to, delikatnie mówiąc, bardzo daleko posunięta generalizacja.

    „tylko egzaltowane albo mniej rozgarniete panie”

    To natomiast jest bzdura. Żadna ze znanych mi miłośniczek yaoi (a jest ich sporo) czy to w Polsce czy w Japonii, czy gdzie indziej nie jest ani egzaltowana ani tym bardziej mało rozgarnięta.

  • imię i nazwisko

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    to o egzaltowanych i nierozgarnietych dotyczylo harlekinow … moim zdaniem analogia jest dosyc trafna- tak jak w polsce harlekinow normalne dziewczyny nie czytaja, tak samo w japonii normalne dziewczyny nie oglodaja yaoi … to pozywka dla zahukanych okularnic heheh … co innego na zachodzie, zazwyczaj anime /w tym i yaoi/ interesuja sie jednostki co najmniej oryginalne, chcoby ze wzgedu na szokujacy dla przecietnego bialasa charakteru tych komiksow

  • miho_kw

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    W życiu nie przeczytałam wiekzej bzdury o czytelniczkach czy to yaoi czy też harlequinów. Jeśli ktos wogóle nie zna zjawiska ani nie poznał grupy ludzi, którzy zajmują sie ta tematyką nie powinien się na ten temat wypowiadać. Bo kiedy to robi wychodzi na nieobytego chama, a ponieważ takich jest sporo w polskim społeczeństwie, niech nie dziwi fakt, że kobiety wolą fikcję.

  • Tatsumi

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Manga jest najleprzą formą rysunkowa jaka trafiła do moicg rąk! Jednak najleprzy jest Gravitation i Color

  • Lucysia

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Nie chcę się za bardzo wypowiadać na ten temat, bo jestem dopiero w połowie Gravitation, ale shonen-ai w tym wydaniu totalnie mną zawładnęło:p. Kiedy skończę Gravi napewno przeczytam coś jeszcze… Może Fake?

  • Daichi

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Oh tak ! Dziewczęta uwielbiają ową mangę & anime Yaoi. Sama osobiście znam ponad 40 fanek „shman king” które kochają tylko jedną parę Horo+Ren. Tak.. nie liczac większych ilości żeńskich fanatyków yaoi. Ja również rysuję komiks Yaoi. Moze kiedyś go wydam. ( jakby cos to szukajcie w empiku pod nazwą ” władca snów „. Będzie fajne Fantazy-yaoi. Pozdrawiam !

  • mojeimię

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Czasami się zastanawiam, czy umożliwianie czytelnikom komentowania jest dobrym pomysłem. Przecież nie ma takiego obowiązku, a usunięcie tej możliwości może wielu zaoszczędzić zdrowia. Sam wiem po sobie, że nie czytuję i nie komentuję od jakiegoś czasu artykułów np. Gazety. Szkoda nerwów. A tymczasem nakłaniam wszystkich by uszanowali zdanie autora. Ja lubię wiele rzeczy, w tym i anime (także yaoi), ale uważam, że normalni (przepraszam za wyrażenie) ludzie nie oglądają takich rzeczy. Mam wielu znajomych, którzy je lubią, ale muszę przyznać, że wszyscy jesteśmy nienormalni :D

  • Panna X

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Osobiscie nie za bardz znam sie na mandze Gravitation, lecz wiem że yaoi nie powinło byc źle postrzegane. Znam wiele dziewczyn dla których licza sie tylko pary takie jak sasunaru czy sasodei. Jak dla mnie to nic złego i niech sie dzieje co chce!

  • Zahra

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Według mnie, zależy od tego, jak postrzegamy granicę normalności. I nie sądzę, że w samym Kraju Kwitnącej Wiśni yaoi czytują ‚szare myszki’ i życiowe, z całym szacunkiem, gapy. Czy wtedy zyskałoby aż tak ogromną popularność i rozprzestrzeniło się na, niemal, cały świat?
    Znam całe grono fanek i fanów tego gatunku i oczywiście nie są to ludzie, których chcielibyśmy unikać. Wręcz przeciwnie. Zwykle cechuje je otwartość na nowości, szcunek dla odmienności zdania i poglądów, szeroka tolerancja.

  • Soniasonia

    [Re: Dwulicowe zwierciadło – sztuka yaoi]

    Może gwoli dopełnienia artykułu:
    Pierwszymi mangami z elementami shounen-ai były wydane w 1970 roku „Juichigatsu no Gimnasium” (Dosłownie „Wrześniowe Gimnazjum”) Hagio Moto oraz „In the Sunroom” Keiko Takemiyi – obie mangaczki są obecnie zaliczane do najwybitniejszych mangaistów. Pierwsza z nich w 1972 roku wydała serię „Thomas no Shizno” („Serce Tomka”), pierwszą mangę w której wątek homoseksualny wysunął się na pierwszy plan, oraz „Poe no Ichizoku” („Saga Rodu Poe”), w zdumiewający sposób przypominającą napisany rok później „Wywiad z Wampirem”. Takemiya natomiast jest znana za sprawą rozpoczętej w 1976 roku „Ballady wiatru w koronach drzew” („Kaze to Ki no Uta”), jako pierwszej wprowadzającej elementy erotyczne do mangi. Obie artystki stworzyły później wiele innych tytułów należących do tego gatunku.
    Wśród wydanych w Polsce mang elementy shounen-ai zawierają:
    Fushigi Yuugi (Autorstwa Yuu Watase)
    X (Autorstwa grupy CLAMP)
    Yami no Matsuei (Autorstwa Yoko Matsushity)
    Wild Rock (Autorstwa Kazusy Takashimy)
    Homoseksualiści pojawiają się też w tle w „Marsie” (Autorstwa Soryo Fuyumi) oraz „Paradise Kiss” (Autorstwa Ai Yazawy).




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa