Bawimy się w gejów

Jacek przyszedł po pracy. Przygotowałam standard: plastry szynki w dekoracji z pomidora, pietruszki, cytrynki, jajka z majonezem. A wędzone szprotki były takie pyszne, że większość sama zeżarłam. Standard. Zaleta, że szybko. Coca-cola z lodówki i butelka whisky. Stół ładnie wyglądał, ale Jacek grymasi:
- A zwykłej francuskiej zupy cebulowej to nie potrafisz zrobić? W Paryżu ją jadałem, sam też przepis mam.
- I pół dnia przy garach stać? Może ty to lubisz, ale nie ja.
Przyniósł mi siatkę krawatów. Bo prosiłam.
- Mam jeden garnitur, ciemny, oficjalny. I białą koszulę z koronką. Z krawatem da to strój drag king (bo takie też w Paryżu są).

Na szczęście było ciepło i poszłam na biało.
Siedzimy, pijemy, gadamy – a tu Jaś zadzwonił. Że on ze swoim Romkiem będzie też. Bo chciałam obstawy, by zwiedzić ten hangar co się nazywa Voliera. Bo Stach był w zeszły weekend i mówił, że wprost szpilki nie dało się wcisnąć, tak tam od gejów ciasno. A Jaś miał mieć wieczór zajęty (właśnie z Romkiem). Wiec został Jacek. A teraz będzie ich trzech.
Gdy w końcu dotarliśmy, a trwało to długo (bo chichoty, ploteczki, whisky i zakąska), oni już tam byli, przy barze przy wejściu, gdzie trochę chłodniej. Jaś, który za moich czasów był smukłą gwiazdeczką, teraz pede już nie jak fok (bo po francusku foka jest męska w zwrocie „pede comme un phoque”), ale jak cały wieloryb. Z Jacka też już smutnawy starszy pan z depresją. Ale mniejsza! Ryczy disco, sala nabita – już na stolach tańczą, jest piwo, zabawa się zacznie. Muskam ich piersi palcami a im sutki sztywnieją. I znowu się głaszczemy, pieścimy i przytulamy. A Romek! Aż nam oczy wylazły: wysoki, przystojny, bardzo białe zęby – i nawet inteligentny! Ponadto, co mi zaraz szepnięto, ma „dużo w spodniach” (główna zaleta u gejów). No, no… Skąd Jaś takiego wziął?

Romek się do mnie klei.
- On jest bi – Jaś się śmieje.
- To twój.
- Nie jestem zazdrosny. Jeszcze rok temu byłbym, ale dziś już nie. Jeśli ci się podoba…
- Dziękuję, Jaś. Doceniam intencje, ale nie. Już moja energia nie taka; już tylko popatrzę i potańczę.

Tańczę naładowana energiami od Jasia i od Jacka. Idę prosto w hara. To trick na taniec lekki, sexy, bezbłędny, idealny. Trzeba energię przenieść trochę wyżej niż seks. W hara jest środek ciężkości, centrum ciała (następny czakram). Statycznie daje postawę zen, a kinetycznie, w tańcu, da ruchy bezbłędne przed zachwyconą sala. Tańczę. Cala sala jest moja. Lecz co to?

Ktoś inny na sali też tak idealnie tańczy. Prześliczna zgrabna cioteczka, włoski zrobione na biało, obcisły podkoszulek, look prosto z Marais… O-o? Tańczymy do siebie, razem, że aż iskrzy, uśmiechy, wzajemny zachwyt i bliskość. W końcu wymieniamy adresy. Cioteczka zaprasza nas wszystkich.
Cioteczka zadaje pytanie: – Czy on (bo jest z kimś) jest ze mną, bo go sponsoruję?
- A chcesz być kochany? Matki nas kochały w niemowlęctwie, a teraz, gdyśmy już dorośli, do nas należy kochać. Lepiej tańczmy.

Lecz co to? Wychodzimy, szybko. Co się stało? Biją! Jackowi w toalecie ktoś dał po łbie. Za co, dlaczego? No, bili innego, ten zrobił unik, a Jacek oberwał. (Cóż, zdarza się, ale czemu zaraz stad uciekać? Ja się bawię dobrze. Ale moje geje nie umieją się bić…)
Co robimy? Do domu za wcześnie, jeszcze się nie wybawiliśmy. Więc do „Grzechu warte”. Tam hałas, ciasno, duszno, ale stolik jeszcze jest.

Już trzeci raz na wejście barman na dole całuje mnie w rękę. Co jest? (Na górze bar trzyma jedna starsza les – i mnie nie całuje…) A teraz się przeciska jakiś młody, ładny średnio – i mówi, że mnie zna z kompa, poznał z jakiegoś zdjęcia, że regularnie mnie czyta. Wow! To chyba się nazywa duma autorska (ze zniesionego jajka). Jacek komputerowy też mi gratuluje, do Jasia nie doszło.
Przy stole Jaś i Jacek wymieniają wspomnienia, mnie obmacuje Romek, Jasia goryl. (Przecież to hetero! Ale dziś niech mu ujdzie. Sprawdzam: iskrzy coś? Nie, nic, ble…)
Za to od Jasia i Jacka nie mogę rąk oderwać. Dotykam, pieszczę, głaszczę, przy barze między nich się ciasno wciskam. No, k…, jak ja was cholernie lubię! Nie sam na sam, co byłoby z podtekstem, lecz właśnie tu, w miejscu publicznym, bez konsekwencji. (Choć kiedyś podobno trójkąt „zamknęliśmy”.) I nalegam, by Jacek z nami był koniecznie, bo chciał do domu spłynąć po tym ciosie w toalecie.

W domu myślę: co jest? I wpadam: symetria! Osz k…, więc o to tu chodzi? Kilka razy, do tricków z „czarnej tantra-jogi” podciągnęłam na start energię z 2 chłopców, symetrycznie. Czyżby i tutaj działał ten mechanizm? Energia na zabawę i wspaniały taniec szła z nich?
A wobec tego – aż się boje pomyśleć, ale – jeśli doszło do hara, to może i wyżej się da? Najwyżej? Na energii od gejów? Właściwie dlaczego nie? Jaś ma czyste serce, a Jacek uczciwy jest…
Będziemy się trzymać razem. Piękna przyjaźń.

11.8.06. Znowu wieczorem Voliera. Tym razem jestem sama.
- Gdzie twoi znajomi?
- Nie wiem. Jeden pracuje, a drugi chyba się łajdaczy …
Już pełno. Hałas, migające światła, ryk muzyki, w środku geje tańczą. Jest też kilka les. Uśmiechają się do mnie, jedna po policzku muska. – Dobrze się bawisz? – pyta jakaś blond cioteczka. (Nie wiem, dopiero weszłam). Patrzę. Zamiast whisky dostaję szklankę lodu polaną może kieliszeczkiem. (No cóż. U siebie mogę pić jak chcę.)

Patrzę. Geje zwijają się w tańcu. Na to – jak w filmie – nakłada się obraz wijącego się robactwa w ścierwie. W następnej chwili robactwo umiera w mękach, polane jakimś wapnem czy chlorem. A Biblia podaje, że spadł kiedyś ogień z nieba na Gomorę… Na razie wiją się w tańcu wszystkie mutanty, odpady ewolucyjne, niezdolni do rozmnożenia się.
Rozglądam się po sali. Co ładne? Na stole a potem na ladzie tańczy młoda cioteczka. Sama wiotkość, wysmukłość, przegięcie. Wspaniale ciotowsko tańczy, prześlicznie się wygina. Obok pod ścianą para chłopaków wtulona. Ci się kochają naprawdę. Tańczą, całują się w usta, symulują pozycje. A teraz – wprost balet samych czubków języka. Ładne, bo tam miłość. Bez miłości nikomu nawet by to do głowy nie przyszło.

A teraz! W głębi sali, na stole, tańczy ich kilkoro, lecz tylko jeden ważny. Zwyczajny jak chłopak z ulicy, ale jak tańczy! Energia jest w nim! Tańczy lepiej niż to przegięte dziecko, dojrzalej. Siebie opowiada tańcem, swoje życie, emocje, ukryte pragnienia, wszystko. „Haj haj haj perverte city” – ryczy disco, a on, na stole, szaleje w rytm muzyki. Sam nie wie, co się z nim dzieje. Oczu nie mogę oderwać. (Koszulka na nim jest już do wyżęcia.) Ma dobrą twarz Rysia, choć tylko połowę jego gabarytu. (Też pójdzie w skórzaki?) Tańczy sam, dla siebie, nie patrząc, kto przy nim. Czasem ręką przesyła w stronę baru pocałunek. W końcu, po dobrej półgodzinie, zziajany na maksa zeskakuje. Przy barze obejmuje jakiegoś blondyna. Więc dla niego tańczył? Dopycham się w pobliże i rycząc mu w ucho dziękuję i gratuluję.
- No co ty? Zwykły burek jestem… Każdy potrafi tak tańczyć. (Wiec i skromny? Nie wlewa sobie? Tam naprawdę jest czyste serce – jak u Rysia.)

Ale tu „ja wiem lepiej”. Nie każdy tak potrafi tańczyć. I nie zawsze. To też dar, łaska Boża, to pierwsze dotkniecie tej samej Energii, co na apostołów w Wieczerniku spadła…

Kiedyś, zachwycona malarstwem Tutunowa, zagadnęłam malarza.
(Serguei Toutounov – Rosjanin, co „wybrał wolność” i najpiękniej w Paryżu maluje pejzaże, kwiaty i martwą naturę. Ja – umiem widzieć tak samo, lecz nie namaluję. U niego – raj sprzed upadku, doskonałość, w jego dziełach można zobaczyć Boga prawie bezpośrednio. Tak umiał widzieć Stan i ja – ‘Bóg jest w kolorach kwiatów” – czysta kontemplacja. A Tutunow namalować to umie!)

Więc zagadnęłam malarza. Lecz ten, mrukliwy rosyjski niedźwiedź, nie zrozumiał nawet, o co chodzi. Słowami nie potrafi przekazać. Talent, dar Boży. Z oka, chyba przez serce i prosto do ręki. Omijając intelekt. Podobnie działa muzyka. Słowami – czasem potrafi poeta. Emocje, a nawet cos głębszego, przekazać.

A ten tu – przekazywał ciałem w tańcu. Płynął przez niego dar twórczej energii. (Ach, też tak czasem mam…)

Właściwie zobaczyłam już wszystko, co dzisiaj najlepsze. Mogę już sobie pójść. Lecz grubo po północy zjawia się prześliczna cioteczka z mężem. A z nimi do towarzystwa para les. Z nich młodsza jest chyba najładniejsza na sali. Blond kociak śliczny jak modelka.
- No to jeszcze zostanę godzinkę.
Biorę piwo, choć nie lubię. Papierosy się kończą. W barze proponują lighty, jeszcze jakiś mentol – same beznikotynowe. Horror!
Piotr od razu tańczy. Po to przyszedł – wytańczyć się.
- Skoro cały tydzień do 22 kasę robię…
- Doskonale. Rób kasę – ryczę mu do ucha. A po chwili: – Kicia, podoba mi się tu jeden, poderwij go dla mnie…
- Nie mogę. Mąż będzie zazdrosny.
- Ale tylko w żartach?
- Który?
- Ten łysy military w czarnym podkoszulku.
Piotr poszedł, popatrzył:
- Nie da rady. Może gdybym był 20 lat młodszy. Znam. On piętnastoletnich rżnie.
No trudno. Widać, że cięższy kaliber. Tańczyłam już do niego, zignorował zupełnie. Odrzucona, ze smutkiem wracam do les, co są sofcik. Też „z branży”, bo nie hetero, ale – wiadomo czego – im brak. Choć dwie starsze, z lookiem dość nijakim, pokazują tańcem, że w środku w nich siedzi cholerny zajebisty facet.
O, właśnie para les tańczy z Piotrem. Młodsza (świetna!) nadziewa mu się na nogę – starsza z wyglądu kobieca, a z tyłu ją rżnie, że aż hej!
Jak to pozory mylą i psychika nie idzie w parze z wyglądem, wow! Różnica treści i formy.

- Widziałaś mnie, jak tańczyłem z tymi les? Ale mąż może być zazdrosny…
- Eee, o babę?
- Bo ja kobiety lubię też, chociaż rzadko – chwali mi się Piotr, na co ja śmiechem parskam (ale tylko do środka).
***
Hardcore tańczą w głębi. W Paryżu byliby w czarnych skórach i w prywatnych klubach. Tu, że Polska, nie należy się wyróżniać, wiec tylko obcisłe dżinsy i podkoszulek obcisły. Ale już z łysego łba i ustawienia karku widać, że dominujący master. Z drugim masterem, też łysym, kołyszą się na parkiecie. Przy nich szczupły brunecik. Ten jest slave. Tańczy miedzy nimi, schyla się, powiedziałbyś, że obu na raz chce obsłużyć. Przez chwile obraz przypomina fotkę, która ściągnęłam ze stronki Detlefa z Hamburga (słodki fistee, szczuplutka chudzina cała w czarnych skajach czy skórach, niebieskie oczka i uwodzący uśmiech, na ramieniu tatuaż wzięty z Toma of Finland: całują się dwaj marynarze). Stronkę zmienił i teraz jest płatna, ale ściągnęłam obrazki. Był tam w czerwonym świetle darkroom, dwóch objętych menów w oczy sobie patrzy, a dołem miedzy nimi jakiś slave, totalnie ignorowany, jednemu obciąga, na drugiego nadziany. Pomijalny. Ważne jest tylko to spojrzenie w oczy w czasie rozkoszy. Elementy Yab-Yum już w piekle, ale ci masters są najinteligentniejsi.

Jaki jest ten dzisiejszy? Starszy, z gadzią mordą najemnika z Kongo. Niezdolny do empatii, czysta dominacja. Ciało świetne: same mięśnie, pas wcięty, zgrabna dupa twarda. Nogi trochę krzywe, lecz w rysunku całości to jeszcze bardziej sexy. Czego ja od nich chcę? Na pewno nie seksu (chyba bym umarła…) , ale wyrazić uznanie za ciało i formę i energię. „Il est pour moi!” – śmieje się do mnie triumfalnie ten szczupły brunet. (Przed chwila razem zaliczyli darkroom.)

Teraz wychodzą. W rogu podwórza samochód. Konkretnie. Przyszedł, zarwał (spróbował na miejscu) i wiezie na chatę. Prowadzi – wiec nawet nie pił.

Jest Sebastian z mężem. Rozpaczliwie w siebie wtuleni, sklejeni dzióbkami, miętoszą się za dupy kołysząc się na parkiecie. Widać, że coś nie gra miedzy nimi, że to rozpaczliwa próba pojednania po ostatniej sprzeczce. Czyli – tańca nie będzie.
Sebastianowi przy barze głowa opada na ladę, Piotr szybko szuka taksówki. Zabawy dziś nie będzie.

Już mam tu paru znajomych. Jest Krycha, co mi ostatnio postawiła whisky (dziś z innym gejem). Jest foka „od Krychy”, pozdrawia mnie. Ktoś pyta, kiedy wracam do Paryża a ktoś inny, czy jestem tu pierwszy raz i dlaczego. „Lubię gejów” odpowiadam, patrząc na jego piercing pod wargą.

Horror. Bareback w Polsce

Zabroniony w Holandii. We Francji zdarza się, ale są organizacje anty. Radykalna Act-Up wystawiała pikiety: „Danger! W tym klubie cena życia = cenie jednej prezerwatywy”. A nikt takiej antyreklamy nie lubi. Więc dają prezerwatywy za darmo pod rękę, a w ostrzejszych klubach także rękawiczki.

Cukierek przez papierek, ale dzisiaj to konieczne. Lepiej zapobiegać niż leczyć – ile nas wszystkich kosztują zmarnowane młode życia i długoletnie leczenie? A mohery, zamiast się gorszyć i udawać, że rzecz nie istnieje, niech pomyślą, że nawet jeśli oni nie, to ich własne dzieci mogą tam pójść.
Jak w statystykach wypada Polska pod względem ilości zakażeń HIV-em rocznie? Takie dane powinny być w widocznym miejscu w każdej przychodni! We Francji są obowiązkowe szkolenia już w szkołach średnich!

teksty pochodzą z blogu: www.ciotolubka.blog.pl

Adaptacja: Uschli – Sass Pawlik.

Autorzy:

zdjęcie nina2

nina2

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 8; nazwa: nina2

2 komentarzy do:Bawimy się w gejów

  • madeino

    [Re: Bawimy się w gejów]

    switny tekst i swietny blog;) no tym bardziej ze klimaty, a jakze, znane az za dobrze;P

  • Qurarra

    [Re: Bawimy się w gejów]

    N..o!
    Nie wiedziałem że wspominasz tutaj o naszych kontaktach! Jak teraz sobie poradzę ze sławą!?
    Pozdrawiam! – tylko z Arrią, bo Camelię zabiłem :-(




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa