Nasze wakacje – cz. 2


Dzisiaj druga część wakacyjnych wspomnień.

Jakub napisał wiersz.

memory lane

czy pamiętasz
pocałunki słodkie jak miód
chodniki jak czerwony dywan
rozwinięty tylko dla nas
ten dzień pełen cudów

wszystko co mówiłem
odeszło
czasem tylko ciche echo
rozbrzmiewa jeszcze wysoko w koronach drzew
gdy zakochani
tulą się wyznając sobie miłość

czy gdybym został z tobą
jeden dzień dłużej
powiedziałbyś co do mnie
czujesz
czy gdybym został z tobą
jeden dzień dłużej
chciałbym wiedzieć co do mnie
czujesz

coraz rzadziej mam twoją twarz przed oczami
teraz ktoś inny mnie teraz całuje
i trzyma za rękę
ale pamiętam że choć tylko na krótką chwilę
dałem ci moje serce

a
teraz daję poezję

Tomek stworzył fotoreportaż

„Morza szum, mewów skrzek…” (hm, bo kto słyszał, żeby mewy śpiewały?). W tym roku od 30. VII do 6. VIII byliśmy nad polskim morzem. Udało się nam stworzyć kilku osobową, poliseksualną grupę. Wyjazd planowaliśmy już pół roku wcześniej, z powodu zgrania wolnego u różnych pracodawców. Zapragnęliśmy trochę survivalu, jedzenia z puszki albo grilla, i takie tam.

Wybór miejsca z powodu urzekającego miejsca na klifie i widoków rozpościerających się z niego padł na pole namiotowe w Chłapowie. W ofercie gospodarzy można poczytać: „nasz camping położony jest na terenie Nadmorskiego Parku Krajobrazowego na wysokim klifie, skąd rozciąga się niepowtarzalny, piękny widok na morze Bałtyckie. Tu poczują Państwo orzeźwiający nadmorski mikroklimat przesycony jodem oraz będą mogli cieszyć się słoneczną pogodą. Gwarantujemy: rodzinny charakter campingu, ogrodzony teren, profesjonalną obsługę, bezpieczny i udany wypoczynek”. Opis jak marzenie. Okazało się, że spełnione.

Wyjazd starannie zaplanowaliśmy. Z racji, iż gwarantowano mega upały, a przed nami było do pokonania 700 km postanowiliśmy jechać o 4 rano, choć i tak pół nocy przesiedzieliśmy. Jak to w naszym umiarkowanie chłodnym klimacie bywa, w okolicach Gdańska przywitał nas deszcz. Nie wspominając o godzinnych korkach na naszej jedynej „jedynce”. E-ch 1.

Na miejscu przekonaliśmy się, że warunki pobytu na tym polu namiotowym były lepsze niż w niejednej kwaterze – bezpłatny dostęp do kuchni z piecem, stały do prądu, pralni, Internetu, ciepłej wody w czystych prysznicach, świetlicy z TV, boiska, a nawet ochrony.

Utworzyliśmy dwa obozy: „obóz plemników” i „jajników”. Spaliśmy w konfiguracjach m-m i k-k, przy czym nasz obóz był gejowski, a siostrzany homo – heteroseksualny. Miejsce urocze i gay friendly. Obsługa w rozmowie zapewnia, że orientacja seksualna jest prywatną sprawą letników, a oni sami neutralni w tej materii. Już widziałem w wyobraźni te kolorowe namioty, goliznę… Zachowywaliśmy się naturalnie, czyli nie kryliśmy się w rozmowie czy sposobie bycia ze swą orientacją. Sąsiedzi nie mieli żadnych uwag, choć były rodziny z dziećmi, ani obsługa, ta przystojna i miła obsługa… Jak miło nas przyjęli, tak i pożegnali, dając nawet rabat na przyjazd w następnym roku. Nasz najbliższy sąsiad – gość z Niemiec – na początek wspomógł nas w dmuchaniu, materaca oczywiście, pompką za €.

Dzień zaczynaliśmy od kawy nad urwiskiem wśród skrzeczącyh mew. Potem oczywiście plażowanie. Paradowaliśmy w kąpielówkach i takich samych czapkach kapitańskich, co wzbudzało miłe pytania ciekawych o towar. Wspominamy pocałunki przy rybackich kutrach zacumowanych przy plaży po nocnych połowach ryb, które w ciągu dnia wcinaliśmy; wyznania miłości pisane na piasku, zabierane w dal przez zazdrosne fale; wino w kieliszku przyozdobione złotem piasku; spacery brzegiem o zachodzie słońca w objęciach jakby nigdy nic; pływanie w morzu, zwłaszcza nocą, nago, pod gwiazdami; dyskoteki na plaży w rytmie techno. Do tego kołysanka sztormu na dobranoc. Zaliczyliśmy, bo jakże by inaczej, wschód słońca.

Płynęliśmy raz na wodnym bananie za łodzią. Posłałem SMS’a koleżance hetero: „jezdzimy z panem na bananie. Jest swietnie”. Jako odpowiedź dostałem tekst: „tylko nie zajezdzcie tego pana od banana, ha, ha, ha”. Sic, co za poczucie humoru!

Obchodziłem tam swoje urodziny – chrystusowy wiek. Była żubrówka z sokiem jabłkowym, grill, prezenta, huczne „sto lat” w kilku wersjach, także w języku migowym oraz głośne życzenia pożycia z moim facetem i całowanie. Na następny dzień nasz dobry sąsiad z uśmiechem dalej mówił nam „dzień dobry”, i to nawet jako pierwszy. A co!

Każdemu polecamy taki typ wypoczynku, gdzie docenia się smaki i wygody jak miękkość i suchość materaca, prąd, bieżącą i ciepłą wodę. Również miejsce, towarzystwo i atmosferę, które zależą tylko od nas. Okazuje się, że można stworzyć gay familly i to na miejscu, w rodzimej Polsce.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa