Andy Warhol nie chce rozmawiać

„NIEMIECKI DZIENNIKARZ: Jesteś ciężkim obiektem do przeprowadzania wywiadu, ponieważ…
ANDY: Mówiłem ci, nie mówię zbyt dużo. (…)
NIEMIECKI DZIENNIKARZ: Nie chcesz wcale rozmawiać…
ANDY: Ech, nie”.

Andy Warhol nie chce rozmawiać. Nie chce, ale rozmawia. Jest przecież bez przerwy otoczony ludźmi. Rozmawia ze swoimi współpracownikami w Fabryce, z bywalcami nowojorskich imprez i bankietów, ze znajomymi przez telefon, z dziennikarzami, którym udziela setek wywiadów, mało tego – sam przeprowadza wywiady do swojego pisma „Interview” i programów telewizyjnych „Andy Warhol’s TV” oraz „Andy Warhol’s Fifteen Minutes” w MTV. Jednak rozmowa w wykonaniu Andy’ego Warhola to niezwykłe zdarzenie kulturowe. To gra, której zasady ustala „sfinks bez tajemnicy”, jak nazwał Warhola Truman Capote. W tej grze nie mówi się wprost, ale używa się specyficznego kodu, języka, w którym króluje niedopowiedzenie, ironia, dystans, absurd, a przede wszystkim skrajny minimalizm werbalny. Tutaj nikogo i niczego się nie krytykuje, nie obraża, nie dyskutuje. Warhol jest jak kultura masowa – lubi i podziwia wszystkich i wszystko. Nie posiada kontrowersyjnych poglądów i jednoznacznej hierarchii wartości, bo to oznaczałoby dyskryminowanie innych. Pytany o opinię na jakiś temat, nieodmiennie odpowiada, że jest to „wspaniałe”.

Wywiady z Warholem to lektura przedziwna. Nie ma w nich tego, co zwykle spodziewamy się odnaleźć w rozmowach ze sławnymi artystami. W rozmowach z Warholem nie znajdziemy komentarzy do jego twórczości, ani standardowych wspomnień z dzieciństwa, opowieści o życiu prywatnym i pasjach bohatera. Nie dowiemy się, „jaki on był naprawdę”. Nie znajdziemy tu prawdziwego człowieka z krwi i kości. Warhola trudno właściwie nazwać „prawdziwym człowiekiem”. Po przeczytaniu wywiadów z nim można mieć wątpliwości, czy ktoś taki w ogóle istniał. Czy posiadał życie prywatne, uczucia, namiętności? Co tak naprawdę myślał? Na ile Andy Warhol był sfabrykowany przez Andy’ego Warhola? Czy był całkowicie tworem kultury popularnej? Na ile manipulował mediami, a na ile to one ukształtowały jego wizerunek?

Warhol wiedział, że drogą do sławy, której tak bardzo pragnął, są media. Dziennikarze zawsze oblegają gwiazdy, a Warhol obracał się wśród tych z najwyższej półki: Jane Fonda, Tennessee Wiliams, Bob Dylan, William Burroughs, Jim Morrison, Judy Garland, Debbie Harry, Lou Reed, Rolling Stonesi, Beatlesi… Sława twórcy wizerunku Marilyn Monroe przyćmiła z czasem blask wielu wybitnych bywalców jego Fabryki. Na własny użytek Warhol preparował także „supergwiazdy”, bo tak nazywał aktorów swoich eksperymentalnych filmów, którzy obowiązkowo musieli posiadać medialne pseudonimy: Viva, Ultra Violet, Ingrid Superstar, International Velvet, Candy Darling, Holly Wood… Żadna z tych gwiazd nigdy nie zrobiła prawdziwej kariery. Jedyną „superstar”, jaką wykreował Książę Popu był on sam. To na niego były nastawione obiektywy fotoreporterów i mikrofony dziennikarzy.

Wychowany na kolorowych czasopismach Warhol znał doskonale prawa rządzące światem mediów i reklamy. Wiedział, jak należy się nimi posługiwać, by utrzymać zainteresowanie swoją osobą i być atrakcyjnym dla mas. Realizował to jednak w niezwykły sposób: ostentacyjnie opierając się machinie medialnej. Najbardziej oblegany przez prasę artysta wszechczasów był osobą absolutnie niemedialną. Rozmówcą-horrorem, który milczy, mówi mało, unika odpowiedzi, zmyśla, odpowiada nie na temat, najchętniej monosylabami, pomrukuje, jęczy, nie okazuje emocji. Warhol to chyba największy koszmar dla dziennikarza, ale i największe wyzwanie. Jego pasywna postawa wymaga od pytającego nie lada wysiłku, zmusza do inwencji. Jego bierność, czy wręcz niechęć, staje się silnym elementem strategii, z którym muszą się zmierzyć wszyscy pytający – dziennikarze, krytycy sztuki, uczniowie amerykańskich szkół. W większości pozostają bezradni.

Tak naprawdę osobą prowadzącą wywiady jest Andy Warhol. To on ustala zasady gry, narzuca konwencję. Warhol bawi się formą wywiadu. Tworzy antywywiad – jest „przeciwko”, wymyka się stereotypowej grze „pytanie – odpowiedź – pytanie…”. Wbrew podstawowym zasadom „otwartej” rozmowy, odpowiada, kiedy tylko ma ochotę: „Tak”, „Nie” lub „Nie wiem”, ograniczając pytającemu możliwości taktyczne i paraliżując dialog. Innym razem przewrotnie deklaruje całkowite poddanie się woli dziennikarza: „Przeprowadzający wywiad powinien mi powiedzieć, jakie słowa chce, abym powiedział, a ja je powtórzę. Myślę, że tak było by wspaniale, ponieważ jestem taki pusty, nie umiem wymyślić niczego wartego powiedzenia”. Poprzez tego typu zabiegi Warhol obnaża wywiad jako formę dziennikarską, która jest uważana za łatwą, atrakcyjną i przyjemną. Powoduje, że tryby wywiadowczej maszynerii zaczynają trzeszczeć, dając jedyny w swoim rodzaju efekt.

Zwykliśmy traktować wywiad jako rodzaj dokumentu, prezentującego kawałek rzeczywistości, prawdę o bohaterze. Tymczasem Warhol pokazuje zgoła inny obraz wywiadu. We właściwy sobie sposób łączy rzeczywistość ze sztuką, poddając deziluzji samą ideę wywiadu. Obnaża jego sztuczność, wymuszoność, spontaniczność na życzenie. Wybór rozmów z autorem „Sleep” każe zastanowić się nad współczesnymi mediami, które dostarczają odbiorcom spreparowany wizerunek idola. Z kim (z czym) tak naprawdę obcujemy w wywiadzie? Czy możemy mówić o prawdzie wywiadu? Pod pozorem prawdziwego spotkania z gwiazdą media serwują atrakcje wymyślone przez specjalistów od marketingu.
Warhol był na tym polu prawdziwym prekursorem – sam kreował własny wizerunek, preparując na potrzeby prasy „fakty” ze swojego życia.

Warhol odkrył przepis na sukces: aby być kimś, trzeba być nijakim, trzeba być jak wszyscy: „każdy powinien być jak każdy”. Siła Warhola tkwiła w jego ostentacyjnej nieoryginalności, zapożyczaniu, cytowaniu, kopiowaniu. Wielki konsument, Warhol pyta: „(…) dlaczego mam być oryginalny? Czemu nie mogę być nieoryginalny”? Paradoksalnie, ze swej nieoryginalności Warhol czyni wyznacznik własnego stylu. Analogicznie do ikon kultury masowej i marek produktów, które przenosi w obręb sztuki, Warhol wprowadza do swoich wypowiedzi stereotypowe komentarze spotykane w wywiadach z gwiazdami i politykami, parafrazuje słowa znanych artystów (między innymi Marcela Duchampa i Jaspera Johnsa). Proste, lakoniczne, banalne wypowiedzi Warhola brzmią jak nieustanna prowokacja. Momentami dają niezwykły efekt komiczny (są bardzo „pop”), innym razem budzą irytację. Czasami dźwięczą pusto, a chwilami przejawia się w nich mądrość mistrzów Wschodu. Balansują pomiędzy głupotą a głębią. Skrajnym infantylizmem a profetycznym wizjonerstwem. Nie sposób rozstrzygnąć, czy i kiedy Warhol przemawia tonem serio.

Podobnie, jak we wszelkich działaniach artystycznych, których był inicjatorem – tak i w wywiadach Warhol pozostaje biernym uczestnikiem, jest w środku i na zewnątrz jednocześnie. Sprawia, że inni robią to, czego on sobie życzy. Doskonale manipuluje zdarzeniami i cały czas się przygląda. Najchętniej okiem uzbrojonym w obiektyw, dającym poczucie dystansu, bezpieczeństwa, kryjówki. W wywiadach Warhol chowa się także za liczbą mnogą, którą często się posługuje. Jego „my” to jakby werbalny odpowiednik świty, która towarzyszyła mu na co dzień w Fabryce, realizując jego ideę zbiorowego tworzenia. Bo Warhol chce być widziany, ale nie zobaczony. Podglądać, samemu nie dając się podejrzeć. Choć to on powinien być obserwowany, udaje mu się pozostać obserwującym. Voyerysta doskonały.

Czytanie rozmów z Warholem męczy, nudzi i drażni. Jednocześnie jednak hipnotyzuje. Ma w sobie coś z transu. Powtarzalność, tak charakterystyczna dla twórczości Warhola, znajduje swój ekwiwalent także w rozmowach. Jedynym w swoim rodzaju kuriozum repetycji, werbalnego „loopu”, jest jego relacja ze spotkania z Man Rayem: „…i zrobiłem mu jeszcze jedno zdjęcie, jeszcze jedno i jeszcze jedno, a potem wkręciłem żarówkę, jeszcze jedno zdjęcie, jeszcze jedno zdjęcie, jeszcze jedno zdjęcie, jeszcze jedno zdjęcie, jeszcze jedno zdjęcie, jeszcze jedno zdjęcie, a potem…”. Rozmowy z Warholem to coś więcej niż wywiady. Trzeba je traktować jako część dzieła, nieustannego happeningu, jakim było życie nowojorskiego artysty. Dla Warhola sztuka to codzienność, a codzienność to sztuka. On nigdy nie jest osobą prywatną. Mówi: „(…) nie mam czasu pomyśleć o prawdziwym Andym Warholu”, przecież „(…) wszystko jest w pewnym sensie sztuczne, nie wiem, gdzie kończy się sztuczne i zaczyna się prawdziwe”. Warhol był zafascynowany sztucznością. Chciał być maszyną, także w życiu. Forma pozostała jego bastionem, bezpiecznym kokonem, pod którym głęboko ukrył słabowitego, chorobliwie nieśmiałego Andrew Warholę, syna łemkowskich emigrantów.

Przez kilkadziesiąt lat autor „Puszki zupy Campbell” rejestrował otaczającą go rzeczywistość przy pomocy kamer i magnetofonów. Obsesyjnie dokumentował zdarzenia i osoby wokół siebie. Jak mówi, próbował „łapać ludzi na byciu sobą”. Sam nie dał się jednak złapać, pozostając perfekcyjnie syntetycznym. Po przeczytaniu rozmów z Warholem można odnieść wrażenie, że najbardziej prawdziwie w jego ustach brzmią słowa, które na pozór wydają się kolejną grą artysty: „Nie chodzi o to, że nie lubię mówić o sobie, ale o to, że nie ma co o mnie mówić. Nie mówię dużo w wywiadach; teraz naprawdę nic nie mówię. Jeśli chcecie wiedzieć wszystko o Andym Warholu, popatrzcie jedynie na powierzchnie moich obrazów, filmów i na mnie — tam jestem. Nic się za tym nie kryje”. Nic, czyli cała prawda o nim samym?

Będę twoim lustrem. Wywiady z Warholem
Autor: Kenneth Goldsmith
Z angielskiego przełożył Marcin Zawada
seria: Ameryka, Ameryka
okładka: Marta Białecka i Anna Piwowar
premiera: sierpień 2006
wydanie I
objętość: 392 strony
zdjęcia czarno-białe
format: 167 x 220 mm
oprawa miękka
ISBN: 83-7163-548-6

3 komentarzy do:Andy Warhol nie chce rozmawiać

  • jacek

    [Re: Andy Warhol nie chce rozmawiać]

    swietna lektura, niesamowicie wciaga

  • petti

    [Re: Andy Warhol nie chce rozmawiać]

    nie wiem czy autorka tego tekstu czyli p. Barbara Świąder jest członkinią Redakcji strony, jeśli tak to ok, a jesli nie to dziwi mnie dlaczego nigdzie nie napisano skąd pochodzi tekst i kto jest jego autorem. Jest do wstęp do omawianej ksiązki Kennetha Goldsmitha autorstwa właśnie pani Barbary Świąder. Powinniście gdzies to zaznaczyć. Chyba, że nie zauważyłam, to zwracam honor, ale raczej dokładnie przyjrzałam sie „obudowie” tekstu i nie znalazłam nazwiska.

  • wojtek

    [Re: Andy Warhol nie chce rozmawiać]

    Tekst Barbary Świąder jest przedrukiem z ksiazki, dziwi wiec, ze nie podano zrodla. Tak czy owak i wstęp i wywiady niesamowite. w.r.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa