- homiki.pl - http://homiki.pl -

A jeśli papież pomylił się?

Poradniki typu „Jak wierzyć…” jeszcze długo będą nabijały liczniki odwiedzin poszczególnych stron internetowych. Niestety jednak po lekturze kilku pierwszych zdań każdy z nas będzie żałował, że w tym czasie nie ułożył kolejnego pasjansa, co byłoby z pożytkiem dla szarych komórek. Podstawowym pytaniem jest powód, dla którego czytamy tego typu publikacje. Szukamy gotowego przepisu na szczęście i spokój w sytuacji, która wywołuje w nas przewlekłą frustrację. Chcemy, ażeby stała się szarą codziennością i nie dokuczała zbyt mocno.

Nie ma uniwersalnej rady, która rozwiązałaby problem jakim jest „nasza” obecność w Kościele Katolickim. Możemy udawać, że problem nas nie dotyczy, bo zdarzyło nam się coś kiedyś o czym pamiętać nie chcemy i co nie stanowi już wyrzutu sumienia. Możemy także każdej niedzieli podchodzić do komunii i przyjmować ją jak sąsiad, który bije swoją żonę w każdą sobotę, bo źle wyciera kurze na meblach. On bije, ale żałuje. My kochamy Jezusa, Kościół troszczy się o nas, bo nasza sytuacja tego wymaga, ale jednocześnie patrzy na nas jak macocha na Kopciuszka, bo satysfakcję czerpiemy z potępianej sodomii. Trudno w takiej atmosferze wyobrażać sobie „sursum corda!” i wierzyć prawdziwie. Kościół nigdy nie zabierał zdecydowanego głosu w sprawie homoseksualistów, dając nam tylko dwie drogi w swoich doczesnych strukturach.

Pierwsza to życie w czystości rodem z zakonu z największą klauzulą. Spowiedź, zaprzestanie jakichkolwiek cielesnych kontaktów z płcią tą samą, życie w czystości i bogobojne spędzanie ziemskiego życia. Droga archaiczna i nijak przylegająca do życia w XXI wieku.

Drugie rozwiązanie jest mniej przyjemne, ale uczciwe dla nas samych. To życie określane często w ankietach jako „wierzący i niepraktykujący”. Możemy przecież do kościoła chodzić i codziennie, słuchać, mówić i śpiewać. Jedynie nie jesteśmy dopuszczeni do przyjmowania komunii, co i tak w efekcie czyni mszę nieważną. To drugie rozwiązanie kończyć się może także aktem apostazji, czyli jawnego wystąpienia z Kościoła. Osobiście jednak uważam to za dramatyczny krok, często podyktowany chęcią udowodnienia nieprzyjemnemu proboszczowi czy księdzu, że nie chcemy mieć z nim nic do czynienia, bo okazał się nieuczciwym i zakłamanym człowiekiem.

Poza oficjalnymi dwoma jest jeszcze jedno wyjście dla homika – najłatwiej zobrazować je twierdzeniem „a hetero też wszystkiego nie mówi…” W tym wypadku swoją obecność w Kościele i korzystanie z sakramentów usprawiedliwiamy postępowaniem innych osób. Rzesze osób heteroseksualnych nie spowiadają się ze swoich przebojów łóżkowych, aktów masturbacji, etc. Jeśli ktoś uważa, że szesnastoletni chłopak przyzna się do onanizowania się przed łysiejącym księdzem to zaręczam, że jest naiwny. Nie mówię o wyjątkach, ale o regule. Ludzie wstydzą się spraw związanych z seksem i nigdzie nie jest napisane, że homoseksualizm determinuje spowiadanie się z odbytych aktów płciowych, a heteroseksualni ludzie o tychże – w ramach oczywiście układów damsko-męskich – się nie spowiadają. Podsumowując, spowiadanie się – bo tego dotyczy cały problem – ze spraw łóżkowych nie obowiązuje wiernych, więc trudno wymagać tego od jednej grupy, tu homoseksualistów.

To ostatnie rozwiązanie może też zostać uznane za specyficzną obłudę, bo skoro nas w Kościele nie chcą to po co tam w ogóle iść. Jednakże to właśnie takie tłumaczenie odejścia od wspólnoty i wiary jest tłumieniem w sobie naturalnej potrzeby życia z sensem, który nie dotyczy tego życia. Potrzebujemy czegoś co oswaja nas ze śmiercią, czegoś co rodzi w nas nadzieję, że spotkamy się tam kiedyś wszyscy razem. Szczęśliwi i niesortowani. Można wierzyć będąc homikiem, można wierzyć w to, że Bóg jest miłosierny i wybacza wszystko jeśli się żałuje. Z pewnością nie wybacza jednak tego, że człowiek zakazuje miłości. Ta oczywista dla nas pomyłka kleru, ale struktura jako taka Kościoła jest stworzona z ludzi, tak samo grzesznych jak my i tak samo mylących się. Nie róbmy z siebie męczenników, którzy chcą być skrajnie uczciwi wobec księdza. To przed Bogiem odpowiadamy za naszą miłość i to On nas będzie rozliczał. Nie ksiądz w konfesjonale, który w tygodniu odwiedza swoją znajomą za miastem…

Wiara daje sens. Kościół poczucie wspólnoty. Są wśród nas geje, którzy tego potrzebują i są blisko. Nie można ich nazwać obłudnikami. Pamiętajcie o tym, że każdy z nas poszukuje jakiegoś sposobu, żeby to pogodzić – dogmaty i miłość zakazaną przepisami. Wiary nie trzeba z wyżej wymienionymi godzić. Na koniec zmodyfikowany zakład Pascala – a jeśli papież pomylił się w naszej sprawie to znaczy, że mamy nie wierzyć? Brak wiary w tym wypadku to przegrana na całej linii…

Autorzy:

zdjęcie Enosz

Enosz [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 184; nazwa: Enosz