Dom z kariatydami

Sylwetki kariatyd zdobiły fasady wielu zgorzeleckich domów. Był wśród nich hotel na Placu Pocztowym, kilka czynszowych kamienic i willa wznosząca się pośród rozległego ogrodu przy ulicy Tkackiej. Wbrew powszechnej opinii, właściciel tej ostatniej, notariusz August Hartung, zażyczył sobie od projektanta, by kariatydy wspierały balkon jego willi nie dlatego, że kierował się modą. Po prostu pragnął mieszkać w domu, który choć trochę wyrażałby jego duszę. Zamieszkał w nim wraz ze świeżo poślubioną małżonką, Wilhelminą, która dopiero w jedenaście lat później, gdy nikt się już tego nie spodziewał, została matką. Urodziła bliźnięta, chłopca i dziewczynkę, którym nadano imiona Agatokles i Agatokleja.

Jeśli zaś chodzi o duszę Augusta Hartunga to zaspokajał jej potrzeby podczas częstych i długotrwałych, choć w cale nie dalekich podróży. Ich celem było przeważnie położone u stóp Gór Łużyckich miasteczko Żytawa, w którym wzniesiono właśnie nowe kąpielisko miejskie, wspaniały gmach ozdobiony jońskimi kolumnadami niczym pałac hellenistycznego władcy, kryjący w swym wnętrzu ogromną pływalnię. Pan Hartung z wielkim upodobaniem zażywał w niej kąpieli, to znów przesiadywał na plantach otaczających Stare Miasto lub w kawiarni przy Rynku, studiując któryś z tomów „Uczty sofistów” Ateneusza. Spędzał tak dzień po dniu aż do chwili, gdy nawiązał znajomość z jakimś poszukującym tego samego co on młodzieńcem. Znajomość tę pogłębiał następnie w swym pokoju hotelowym, pogłębiał w najpełniejszym znaczeniu tego słowa, i usatysfakcjonowany powracał do domu, do Zgorzelca.

Często pozostawiana samej sobie pani Wilhelmina odkryła po pewnym czasie dobry sposób na samotne i puste wieczory. Któregoś roku, pod koniec czerwca, usiadła o zachodzie słońca na wspieranym przez kariatydy balkonie domu Hartungów i podziwiała płomienne morze czerwieni, rozlewające się po chmurach niemal na połowę nieba. Gdy nadszedł zmierzch, kazała służącej przynieść lampę, a ponieważ świat pogrążał się coraz bardziej w szarości i mroku, okryła ją swą jedwabną, purpurową chustą. Krzewy w ogrodzie nabrały tajemniczego wyglądu i nierzeczywistych barw, a orkiestra kryjących się w trawie świerszczy swą pulsującą grą nadała chwili charakter spektaklu.
Z zamyślenia wyrwał panią Wilhelminę głos służącej. Oznajmiła, że przyszedł jakiś pan, jakiś nieznajomy, spytał, czy pan w domu, a gdy dowiedział się, że pan wyjechał, chciał koniecznie wiedzieć, czy pani przyjmuje.

- Jak się przedstawił ? – spytała zaintrygowana pani Wilhelmina.
- Powiedział, że przedstawi się pani osobiście.
- Dobrze, przyjmę go.
I pani Wilhelmina przyjęła gościa i spędziła z nim, urzędnikiem pewnego banku, chwile niemal już zapomnianej rozkoszy. Odtąd co jakiś czas, podczas nieobecności męża, siadała na balkonie domu z kariatydami, przy lampie okrytej purpurową chustą i wypatrywała gości. Tego, który zrobił na niej odpowiednie wrażenie, kazała prosić do salonu, a gdy podczas rozmowy przekonała się ostatecznie o właściwości wyboru, pozwalała mu zaprowadzić się do sypialni. W ciągu lat przewinęło się przez nią wielu przyjezdnych i miejscowych, jedni pojawiali się tylko raz i znikali, inni powracali lub wręcz stawali się stałymi gośćmi, przychodzącymi co jakiś czas z ponowną wizytą.
Tak mijały lata, każdy z członków rodziny Hartungów był na swój sposób szczęśliwy, każdy, łącznie z dorastającymi bliźniętami. Z nadejściem nocy, gdy wszyscy mieszkańcy domu z kariatydami powiedzieli już sobie dobranoc, lubiły spotykać się w łóżku jednego z nich i poznawać, czym się od siebie różnią, a co ich łączy. To właśnie w takich okolicznościach Agatokles Hartung poczuł, że zamiast siostry wolałby mieć brata.
Tuż po szesnastych urodzinach Agatoklesa i Agatoklei w domu z kariatydami zapanował smutek, a później żałoba. Pani Wilhelmina zachorowała i po kilku miesiącach zmarła. Owdowiały pan August przez pewien czas nie ruszał się z domu, jakby zastanawiał się, jak teraz ułoży swe życie. Ale zaniechał większych zmian i niebawem po dawnemu wyjeżdżał do Żytawy. Podczas drugiej lub trzeciej jego nieobecności coraz bardziej samodzielna Agatokleja zapowiedziała służącej, że gdyby jakiś przybysz pytał o panią Wilhelminę, ma wyjaśnić mu, że pani umarła, ale jeśli sobie tego życzy, może zostać przyjęty przez panienkę Agatokleję. Następnie usiadła o zmierzchu na balkonie przy zapalonej, okrytej purpurową chustą lampie.

Niebawem odwiedzało ją znacznie więcej gości niż matkę, choć każdy z nich dowiadywał się w salonie, że jest gotowa spełnić trawiące go pragnienie miłosnych rozkoszy, dopiero gdy włoży do otwartej szufladki sekretarzyka stumarkowy banknot. Następnie zamykała szufladkę na klucz i prowadziła gościa, a raczej klienta, do sypialni. Agatokles lubił zakradać się pod drzwi i przysłuchiwać dochodzącym stamtąd odgłosom. Czasami przyglądał się ukradkiem miłosnej swawoli, gdy siostra pozostawiała lekko uchylone drzwi. Mój Boże, jakże pięknych mężczyzn wybierała na kochanków ! Jak bardzo jej zazdrościł !

Wszakże z pozoru ślepy bieg zdarzeń sprzyja zaspokojeniu nawet najskrytszych i wydawałoby się nierealnych marzeń. Z nastaniem jesieni, pod koniec września, pan August Hartung i jego córka Agatokleja wyruszyli w podróż, każde w swoją stronę i w swoich sprawach. Pan August z jak zawsze ważnym interesem do Żytawy, a panienka Agatokleja do Lipska, do jakichś dawno niewidzianych ciotek. Ile z nich miało wąsy lub bokobrody, pozostało na zawsze jej słodką tajemnicą. Agatokles czym prędzej dał służbie wolne, nałożył na twarz puder, umalował oczy i usta, włożył suknię oraz kapelusz siostry i zdając sobie sprawę z tego, jak wiele ryzykuje, o zmierzchu usiadł na balkonie domu z kariatydami, w kręgu purpurowego światła lampy. Nie musiał długo czekać. Niebawem do drzwi domu zastukał laską elegancki mężczyzna w średnim wieku. Jednakże Agatokles nie zdobył się na to, by mu otworzyć. Mężczyzna odszedł najwyraźniej zaskoczony i rozczarowany.

Następnego wieczora pod bramą posesji zatrzymał się niewysoki i szczupły młodzieniec, ubrany raczej skromnie, niczym student lub początkujący urzędnik. Zawahał się nim wkroczył na ścieżkę wiodącą ku domowi i przyjrzawszy się wspierającym balkon kariatydom, jakby nie miał odwagi wznieść oczu wyżej, wszedł do środka. Agatokles przyjął go w hallu na dole. Zauważył, że przybysz jest onieśmielony sytuacją, najwyraźniej całkiem dlań nową. Zaprowadził go do sypialni siostry, a gdy stanęli przy jej łóżku, odwrócił się do gościa tyłem, ten zaś objął go. Położył swe dłonie tam, gdzie spodziewał się kobiecych piersi, a nie wyczuwszy ich zaczął badawczo i coraz bardziej namiętnie wędrować palcami po ciele Agatoklesa. Odwrócił go przodem do siebie i trzymając w ramionach pocałował w usta. Całowali się rozpinając i zdejmując z siebie ubrania, po czym osunęli się na łóżko. A gdy posiedli się na wzajem i leżeli obok siebie, zmęczeni i nasyceni rozkoszą, przybysz powiedział:

- Marzyłem o kimś takim jak ty, szukałem od dawna. Czy będziesz mnie oczekiwał, gdy znów przyjadę do Zgorzelca ?
Nazywał się Jakub de Vries i był praktykantem kupieckim ze Szczecina. Dużo podróżował, załatwiając zlecone przez zwierzchników sprawy.
- Nie wiem, czy będę cię mógł przyjąć jako moja siostra. A to jedyny sposób – odpowiedział Agatokles.
- Więc wyjedź ze mną jako ona. Zostań nią na zawsze i bądź ze mną.
- Nie, to nie możliwe. Agatokles Hartung nie może tak po prostu zniknąć.
- Spotkałem już takich, którzy tak zrobili – nalegał Jakub.
- Ale ja chcę pozostać sobą – stwierdził Agatokles i owładnięty poczuciem bezradności wobec sytuacji, w której się znalazł, rozpłakał się.

Gdy Agatokleja powróciła z podróży, opowiedział jej o wszystkim. Nie miała do niego żalu, że podszył się pod nią, cieszyła się razem z nim, że udało mu się spełnić najskrytsze marzenia. A gdy co jakiś czas Jakub de Vries przyjeżdżał do Zgorzelca i pod nieobecność pana Augusta Hartunga pojawiał się pod domem z kariatydami, chętnie zamieniała się z Agatoklesem ubraniem i rolą. Zresztą, nie tylko wtedy. Chciała, by jej brat był choć trochę szczęśliwy tak jak ona.

Kiedyś Agatokles zwierzył się jej z wciąż nurtującej go myśli, że gdyby urodził się jako dziewczyna, mógłby poślubić Jakuba, choć nie ma pewności, czy wówczas on chciałby tego. Oczywiście, nie może stać się kobietą, ale mógłby wyjechać ze Zgorzelca, na stałe włożyć ubranie siostry i podając się za nią poślubić gdzieś w świecie swego kochanka i żyć z nim, będąc dla świata kobietą, dla niego zaś tym, czego pragnie, mężczyzną i kobietą zarazem. Oswoił się już z taką wizją swego życia. Ale Agatokleja uznała pomysł za czystą fantazję, nierealną i niebezpieczną mrzonkę.

Jakiś czas później okazało się, że Agatokleja Hartung cierpi na tę samą co jej matka chorobę. Lekarze obawiali się, że choroba może ujawnić się także u Agatoklesa. Ale z jego zdrowiem było jak na razie wszystko w porządku, natomiast ona z miesiąca na miesiąc stawała się coraz słabsza, coraz więcej czasu spędzała leżąc w łóżku. Bała się, że będzie cierpiała tak jak matka i za wszelką cenę chciała tego uniknąć. Postanowiła, że póki siły jej na to pozwolą, wyjedzie do swych ulubionych, dolnośląskich Cieplic. A ponieważ obawiała się, że ojciec może nie zgodzić się na jej wyjazd, zaproponowała bratu, by stał się nią a ona nim na dłuższy czas. Zgodził się, a gdy tylko wyjechała jako on, mógł jako ona przyjmować wizyty Jakuba w domu z kariatydami. Działo się to nawet w obecności pana Augusta, który pozwalał swej ciężko chorej córce na większa niż dotąd swobodę. Oczywiście, seanse rozkoszy w sypialni były wykluczone. Zdarzyło im się natomiast wyruszać na wspólne spacery do Górnołużyckiej Hali Pamięci lub na wznoszącą się nad miastem górę, zwaną Koroną Kraju. Znów był wrzesień, a nadchodząca jesień coraz śmielej malowała świat żółcią, czerwienią i brązem.

Po miesiącu Agatokles otrzymał od siostry list, w który wzywała go, by niezwłocznie przyjechał do niej, do Cieplic, zamieszkał w pensjonacie „Pod Orłem” i czekał na następną wiadomość. Tak uczynił i drugiego dnia po przyjeździe posłaniec przyniósł mu zalakowaną kopertę zawierającą karteczkę o treści, która zrodziła w nim rozpacz i przerażenie: „Skoro otrzymałeś ten list, to znaczy, że ja już nie żyję. Postanowiłam umrzeć jako ty, byś ty mógł żyć jako ja. Idź do hotelu z posłańcem, który dostarczył ci tę wiadomość i jak najszybciej zajmij się moim, a raczej swoim pogrzebem. Zadbaj, by zwłoki zostały spalone. Jeśli ojciec nie będzie się sprzeciwiał, pogrzebcie prochy w nowym grobie na cmentarzu przy kościele św. Mikołaja. Przygotuj w nim również miejsce dla siebie i dla Jakuba, byśmy kiedyś mogli się tam spotkać i odzyskać swe imiona, by połączyło nas to, co różniło. Niech w końcu zdarzy się coś, co mogłoby zadziwić nawet proroka”.

Gdy Agatokles wszedł do pokoju swej siostry, zobaczył na łóżku martwego siebie i widok ten wstrząsnął nim tak bardzo, że osunął się na kolana. Nie wiedział już, czy opłakuje siostrę, czy siebie. Wszystko zostało przez nią zaplanowane, a mimo to wydawało się być wielką niewiadomą, wciąż rodziło smutek i lęk.

Tydzień później, na zgorzeleckim cmentarzu św. Mikołaja odbył się pogrzeb Agatoklesa Hartunga. Pan August Hartung nie spodziewał się, że w krótkim czasie przyjdzie mu opłakiwać syna i cieszyć się poprawą stanu zdrowia córki. Niebawem Agatokleja wyjechała do dalekiego Szczecina i zamieszkała z Jakubem de Vries, który otrzymał tym czasem dobrze płatną posadę w pewnym banku. Wzięli ślub w portowej, proletariackiej parafii, w której specyficzna kobiecość panny młodej nie wzbudziła niczyjego zainteresowania pośród tandetnego wdzięku i pospolitej chłopskości wielu innych. Wynajęli mieszkanie w domu nieopodal portu, gdzie od dawna nic już nie mogło nikogo zadziwić, nawet gdyby ktoś odkrył wspólne szczęście dwóch mężczyzn. Było tam znacznie bezpieczniej niż w eleganckiej willi, skrytej w rozległym ogrodzie. Bezpieczniej, lecz nie tak wyjątkowo, jak w domu z kariatydami.

* * *

* * *

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

4 komentarzy do:Dom z kariatydami

  • szampans

    [Re: Dom z kariatydami]

    Baaaaaaaaaaaardzo ladna bajeczka.
    A moze jest w niej jakis okruch prawdy ? Miejmy nadzieje.

  • Diamant

    [Re: Dom z kariatydami]

    Szampansie. Tu chodzi o przesłanie i kunszt językowy. Ciekawie napisane. Wiecie co mi się przypomniało? Paradoksalnie podobna sytuacja z ksiązki „Której imie wymazano” o papieżycy Joannie. Może ktoś słyszał. Przebrała się za swojego brata i pięła po szczeblach duchowej kariery .Brzmi to może nazbyt trywialnie, ale niedowiarkom polecam tę książkę, bo naukowcy do dziś się spierają o papieża Joanne.

    A tu link dla wnikliwych:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Papie%C5%BCyca_Joanna

  • Kazik Malewicki

    [Re: Dom z kariatydami]

    Transgenderowa przypowieść z pieprzykiem! Cudowna! Brakuje mi kilku zdań na temat przemiany, jaka zaszła na łożu śmierci. A i motyw kariatyd możnaby jakoś wykorzystać, np. nocną przemianę statui w męskie odpowiedniki – Atlasów, albo na poważnie:)

    Więcej!

  • joto

    [Re: Dom z kariatydami]

    W tym stylu polecam opowiadanie „Margarete i Heinrich” autor: Bernardo Atxaga.
    Opowiadanie ukazało się m.in. w zbiorze opowiadań baskijskich różnych autorów: „Pewnej nocy w parku”; zamieszczone chyba też było w zbiorze Bernarda pt. „Obabakoak”, ale to było wydane dawno i niewznawiane a Opowiadania Baskijskie były wydane stosunkowo niedawno i jeszcze można je czasami dostać (np. na allegro) warto je zanabyć nie tylko dla tego opowiadania ;)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa