Czy pedalstwo to lans?

Znany już czytelnikom homików poeta Maciej Kaczka udzielił wywiadu Idze Noszczyk z portalu www.artpapier.pl.

Najbardziej zaciekawił nas fragment dotyczący związków poety z naszym homiczym środowiskiem.

Iga Noszczyk: Jednym z tych transgresyjnych gestów kulturowych jest Twoja obecność w środowisku homoseksualnym. Piosenkę „Wojtek” promujesz na gejowskim portalu www.innastrona.pl, wystąpiłeś z koncertem na afterparty tegorocznej warszawskiej Parady Równości, liczne plotki o Twoich przygodach i romansach również są dosyć jednoznaczne. Czy to jeden ze sposobów na lans? Wszak pedalstwo jest ostatnio bardzo modne! Wyraźnie ocierająca się o kicz (czy – wręcz i po prostu – kiczowata) estetyka Twojej twórczości doskonale współgra z campowym przegięciem i pewnym typem wrażliwości homoseksualnej.

Maciej Kaczka: „Obecność” to za mocno powiedziane, raczej flirt z tym środowiskiem. No, chyba nie wierzysz, że w moim wieku można się tak zupełnie przegiąć i przekręcić. W książce „Wiosna” nie ma poważnych odniesień do homoseksualizmu, a wszystkie zawarte w niej erotyki mają czysto heterycki rodowód. Romanse i przygody przytrafiają mi się dlatego, że obowiązujący w bohemiarskim środowisku luz obyczajowy przyjmuję z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ale to jakieś zabawne klubowe historyjki, bez dalszego ciągu, dodatek do mojej skandalistycznej mini-legendy. Ja się przyzwyczaiłem, że od niepamiętnych czasów „ty pedale” jest pospolitą inwektywą rzucaną pod moim adresem pod pretekstem tego, że słucham muzyki operowej, zakładam kolorową koszulę czy też powodzi mi się w interesach. Czasem po prostu z czystej złośliwości i chamstwa. W tym kontekście owe przygody są czymś w rodzaju pokazania języka i powiedzenia chujom: walcie się!

Ale dzisiejsza – jak to nazwałaś – moda na pedalstwo wydaje mi się zjawiskiem sezonowym, sztucznie rozdmuchanym w mediach przez kilku polityków pragnących upiec na tym swoją pieczeń. Za to retoryka stosowana przez obie strony konfliktu jest świetną pożywką dla odważnego satyryka. Ta wspomniana przez Ciebie piosenka była próbą napisania czegoś, co jest śmieszne, ale wykracza poza prymitywne dowcipy o pedałach. Genderowość polskiej gramatyki umożliwia zabawne konstrukcje: „ujrzałem cię… i byłeś mój” nie zabrzmi tak dosadnie po angielsku czy niemiecku.

Wracając do literatury – mody zmieniają się szybko. Bardzo cieszy mnie ostatnimi czasy – nie tyle moda, co większy szacunek i uznanie dla rymowanej, rytmicznej i melicznej poezji. W to się wpisuję i temu ochoczo przyklaskuję siedmiozgłoskowcem. Trochę większy problem mam z modą na – wymieniane często jednym tchem – kicz, camp i queer. Nie wiem, czy moje wiersze są campowe, słyszałem opinię jednego krytyka że – jak na camp – to mam zbyt finezyjny warsztat. Kicz wydaje mi się łatwiejszy do zdefiniowania w dziedzinie sztuk plastycznych, w literaturze czy muzyce jest to bardziej kwestia uznaniowości, subiektywizmu. Staram się pisać w miarę prosto i zrozumiale, nie przekraczać pewnych granic nadrealności czy komplikacji metafor. Stąd dla kumpli z młodoliterackiego getta moje teksty są zbyt kabaretowe i kiczowate, a ktoś z przysłowiowej ulicy i tak ich nie zrozumie. Ale jest pewna grupa czytelników i słuchaczy, którym tak przyprawiona mieszanka odpowiada. Do wielu z nich muszę jeszcze dotrzeć, gdyż są to ludzie, którzy na co dzień nie czytają i nie śledzą współczesnej poezji. Wreszcie – typ lirycznego śpiewania, jaki uprawiam, z reguły ma się podobać romantycznym kobietom. Że się podoba również gejom – punkt dla mnie, czyż nie? Dowód na wieloznaczność i dowolność interpretacji pojawiających się w piosenkach symboli? Ulirycznienie skomplikowanej ludzkiej seksualności? Pisząc refren o kąsającym ciernistym głogu, miałem na myśli rzeczywiście głóg, Crataegus.. Ale może ktoś wyczuwa w nim poranny pocałunek nieogolonego chłopca?

Ja już się spełniłem w wielu archetypowo męskich dziedzinach, jak biznes, walka, konkurencja, zarządzanie innymi samcami. Jestem niezależny i dużo mi wolno. Biorąc się za pisanie po godzinach, nie mam żadnych oporów, aby rozbujać ten typ wrażliwości, który zwykło się uważać za „kobiecy”, ale który – de facto – tkwi w każdym mężczyźnie, tylko jest tłumiony przez patriarchalne wychowanie i obyczajowe nakazy. Takie jest moje krótkie wytłumaczenie na dziś. Więcej opowiem o tym chłopakom z gejowskiego „Dik Fagazine”, którzy też zgłosili się do mnie po wywiad.

Natomiast Twoje elokwentne określenie „transgresyjny gest kulturowy” bardzo mi się spodobało. Zaskoczę cię: będę konsekwentny. Wkrótce zrobię następny taki gest. To już postanowione: moim kolejnym scenicznym wcieleniem będzie płowowłosa Drag Queen Anitra, śpiewająca własnym głosem piosenki Anny German. Michaśka już się zadeklarował, że mi zrobi makijaż. (…)

Cały teks wywiadu można przczytać na: http://www.artpapier.com/?pid=2&cid=1&aid=333

Strona Poety: http://www.kaczka.art.pl

139 komentarzy do:Czy pedalstwo to lans?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa