- homiki.pl - http://homiki.pl -

Spotkanie na szczycie

Nie było lekko. Trzy dni bez prądu, bieżącej wody i z zanikającym zasięgiem komórek. Chcąc – nie chcąc zamiast lekkiej przejażdżki wyszedł nam iście survivalowy wyjazd.

Poprzeczka postawiona była dość daleko – mniej więcej kilkaset kilometrów od domu na wysokości tysiąca metrów nad poziomem morza, w Górach Izerskich. Tam czeskie organizacje Gales i Logos oraz nasz portal Homiki zorganizowały międzynarodowy zlot wielbicieli górskich i długich wypraw i dyskusji. Kilkadziesiąt kilometrów przemierzonych w palącym słońcu, we mgle, po górach, w pełnym rynsztunku i nikt nawet nie pisnął. W końcu jesteśmy stuprocentowymi facetami z krwi i kości a dziewczyny – delikatnymi niewiastami.

Na spotkanie na szczycie (Smrk 1124 m.n.p.m.) stawiło się 18 Czechów i jedna Czeszka a także jedna Polka i 9 Polaków. I znów mieliśmy pretekst do przypomnienia sobie historii o Kreciku i Rumcajsie a także przygód o modnych ostatnio Bolku i Lolku. Wzdychaliśmy opowiadając o Helenie Vondrackowej i Maryli Rodowicz. (Tak – drodzy koledzy zza południowej granicy – Maryla jeszcze żyje i ma się bardzo dobrze!). Tradycyjnie wspólnie odśpiewaliśmy piosenkę z filmu Czterej pancerni i z zazdrością wsłuchiwaliśmy się w opowieści o małżeńskich planach (w Czechach od 1 lipca pary jednopłciowe będą mogły zawierać związki partnerskie).

Przez naszą nieuwagę o mały włos nie doszłoby do incydentu dyplomatycznego. A było to tak – w chatce, w której nocowaliśmy można było wypożyczyć pościel. Zaproponowaliśmy Czechom aby skorzystali z tej możliwości (kosztuje to jednorazowo tylko 6 złotych). Jednak Oni stwierdzili, że pościel mają i niczego im nie brakuje. Tylko dlaczego my spaliśmy pod pierzyną a oni mieli jedynie koce? Jak się okazało to, co dla nas jest pościelą, pościelą dla Czechów już nie jest (postel to po czesku łóżko).

Baliśmy się, że nawet pościel nic nie pomoże na delikatne kości Jacka i Marcina – twórców portalu Gaylife, którzy zabrali się z nami na wycieczkę. Prawdę mówiąc nie wyobrażaliśmy sobie Antarexa i Arimana kąpiących się w zimnym strumieniu i śpiących na wojskowych pryczach, które zamiast materacem był wyłożone spróchniałymi deskami. Tymczasem rankiem na pytanie jak się spało usłyszeliśmy „świetnie!”. A kiedy my słanialiśmy się już po kolejnej wycieczce to oni proponowali dalszą wyprawę. Warto poznawać ludzi, rozmawiać z nimi, dzielić się doświadczeniami. Bo pomyśleć, jak łatwo można ulec stereotypom i przyczepić komuś niewłaściwą etykietę.

Jednak nie spartańskie warunki były dla nas emocjonujące, nie latryna w podwórku i umywalnia w strumyku a obcowanie z twardzielami w wojskowych morach z wygolonymi głowami, którzy w tym samym czasie co homiki zorganizowali swoje spotkanie i dzielili z nami Chatkę Górzystów.

Zastanawialiśmy się, czy dobrze stało się, że nasze wyjazdy się pokryły, czy potrzebna była taka konfrontacja, czy dobrze, że usłyszeliśmy kilka rzuconych w naszą stronę obelg i „pedałów”. Jednak nie warto się izolować. Przez lata żyliśmy w gettach. Teraz – niech nas zobaczą. Przekonają się, że w ekstremalnych warunkach radzimy sobie równie dobrze jak oni, że nie potrzebny jest nam prąd, komórki i pachnąca łazienka. Że umiemy śpiewać i krzyczeć równie głośno jak oni, i w końcu, że nie jesteśmy pojedynczymi jednostkami a sporą grupą potrafiąca się w razie potrzeby zorganizować. Zresztą co to za sztuka być groźnym w grupie.

Poza tym nic nie mogło zepsuć nam świetnej zabawy i jeszcze długo będziemy wspominać wyprawę w Izery.

A tak na marginesie, po powrocie jesteśmy bogatsi o niebieską latarkę, którą znaleźliśmy na naszym stoliku, spodnie od pidżamy oraz wojskową bluzę. Szczęśliwych utracjuszy uprasza się o niezwłoczny odbiór swoich fantów w redakcji.

*****************





Autorzy:

zdjęcie Paweł Walczak

Paweł Walczak [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 4; nazwa: pawelwalczak