Mieżdunarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija

Moskwa 2006

Stare rosyjskie przysłowie mówi: Jak chcesz zrobić rewolucję – rób ją na Placu Czerwonym. Nie wiem, czy Mikołaj Aleksjejew z organizacji GAY RUSSIA kierował się tą maksymą, ale pierwsza parada gejowska miała się zacząć właśnie przy wejściu na ten najsłynniejszy plac Rosji.

Było nas ok. 40 osób, głównie zagranicznych działaczy gejowskich i kilku rosyjskich gejów. Zgodnie z planem zaczęliśmy obok grobu Nieznanego Żołnierza pod murami Kremla – tam Aleksjejew zamierzał złożyć kwiaty, aby uczcić ofiary nazizmu i homofobii. Grób Nieznanego Żołnierza w Moskwie jest dość popularnym miejscem, tradycyjnie to właśnie tam przyjeżdżają nowożeńcy, by złożyć kwiaty, i tysiące turystów. Miejsce kipi życiem praktycznie całą dobę. Tego dnia było inaczej. Specjalnie na czas naszej parady brama do grobu została zamknięta, dlatego złożyliśmy kwiaty pod kratą. Wtedy zrobiło się wokół najluźniej. Przypadkowi turyści zaczęli uciekać, spadł deszcz, a za naszymi plecami utworzył się kordon złożony z kilkusetosobowego oddziału OMON-owców. Tych panów w zielonych mundurach poznaliśmy już kilka godzin wcześniej, gdy z takimi samymi kałasznikowami w rękach stali pod hotelem Swissotel, gdzie przez trzy dni odbywała się Międzynarodowa Konferencja LGBT. Kiedy tłum za plecami OMON-owców zgęstniał, doszły nas pierwsze odgłosy przeciwników Parady. Były to aż trzy różne grupy, z których najliczniejszą i najlepiej zorganizowaną byli ludzie związani z Cerkwią, dowodzeni przez dwóch staruszków z długimi brodami i metalowymi ikonami Matki Boskiej na piersiach. Obaj przywódcy zarządzali swoją liczną trzódką przy pomocy dwóch megafonów. Kiedy zbliżyli się do bramy, OMON-owcy aresztowali Mikołaja Aleksjejewa, chwilę później reszta Rosjan uciekła. Od tego momentu Parada w Moskwie składała się praktycznie z samych obcokrajowców. Musieliśmy się jakoś zorganizować, co nie było wcale łatwe. Z całej grupy tylko trzy osoby mówiły po rosyjsku, Tomasz Bączkowski, ja i Sława Bortnik z Białorusi. Chcąc nie chcąc, musieliśmy zająć się tłumaczeniem pytań OMON-owców, szczególnie z rosyjskiego na niemiecki. Na Placu Czerwonym zaczęło się robić niebezpiecznie. Pojawiły się dwie nowe grupy, nacjonaliści, którzy wyglądali jak polscy kibole, i faszyści z zamaskowanymi twarzami. Najbardziej zdziwiło mnie to, że w grupie faszystów zdecydowaną większość stanowiły kilkunastoletnie dziewczyny. Kiedy Aleksjejew zniknął już w milicyjnym autobusie (autobusy w Rosji zastępują milicyjne radiowozy – przyp. red.), wszystkie trzy grupy zaczęły szukać nowych celów. I nagle okazało się, że nie wiedzą, jak rozpoznać geja. Wobec zdecydowanej przewagi agresywnych homofobów cała nasza grupa postanowiła schować tęczowe flagi do kieszeni. Sfrustrowani brakiem celów nacjonaliści zaczęli bić przypadkowego czarnoskórego turystę. Wtedy postanowiliśmy schować w tłumie Luisa – szefa IDAHO (International Days Against Homophobia). Luis był jedynym ciemnoskórym działaczem LGTB i mogło go spotkać coś przykrego za sam kolor skóry. Zaraz po ataku nacjonalistów na placu pojawiły się rosyjskie babuszki, które zaczęły krzyczeć w niebogłosy jedno hasło: „Maskwa nie sodom!”. Ale gdzie im tam do polskiego Radia Maryja… Babuszki były świetnie zorganizowane i widać, że niejedne zamieszki mają już na koncie. Na specjalny znak wszystkie zbiegały się w kilkunastoosobowe kółka i naradzały się pochylone pod kopułą z parasolek. Wyglądało to trochę jak mecz rugby. Po minutowej naradzie, w jednym momencie, rozbiegały się na wszystkie strony i krzyczały dalej ustalone hasło. Byliśmy ze wszystkich stron otoczeni przez te grupy; kiedy cerkiewni byli zajęci rozdawaniem ulotek przeciwko gejom i rozmową z telewizją rosyjską, to nacjonaliści przebiegali między nami, a faszystki obrzucały ludzi torebkami z wodą (co było bez sensu, skoro padał deszcz), jednak żadna z grup nie potrafiła zidentyfikować gejów. Dopiero kilku dziennikarzy podeszło do nas i zapytało Billa Schiellera po angielsku „po co tu przyjechał”. Bill odpowiedział, że jest tu, bo jego przyjaciele potrzebują pomocy, są bici i prześladowani, dlatego przyleciał aż ze Sztokholmu. Kiedy babuszki zobaczyły to małe skupisko dziennikarzy, rzuciły się do ataku. Pierwsze jajko trafiło w drzewo, drugie we mnie, trzecie miało być chyba dla Billa, ale ten się schylił, i trafiło w twarz rosyjskiego dziennikarza. Wtedy ten posłał kilka brzydkich słów w kierunku babuszek, co wyraźnie je rozwścieczyło. Część babuszek rzuciła się na nas, a część na dziennikarzy. Całe zamieszanie zauważyli nacjonaliści, którzy zaczęli biec w naszym kierunku z drugiego końca placu. Milicjanci przy bramie ruszyli też w naszym kierunku, żeby opanować sytuację, i byli przed kibolami. Najbardziej zadziwiło nas zachowanie milicji, która bez żadnych pytań zaczęła pałować rosyjskich dziennikarzy. Zaczął się prawdziwy cyrk, bo za chwilę dołączyły do nas faszystki. W całym zamieszaniu udało nam się wycofać. Rosjanie bili się sami ze sobą. Na odchodnym Bill Schieller krzyknął do jednej z kobiet po angielsku: „Go to the church”. Szybko mu przetłumaczyłem i wyjaśniłem, jak się mówi po rosyjsku „Pajditje w Cerkwu!”

Triewska chwila grozy

Zgodnie z planem spod grobu Nieznanego Żołnierza mieliśmy iść ulicą Twierską pod merostwo moskiewskie, by złożyć petycje w sprawie zakazania przez władze Moskwy Parady gejowsko-lesbijskiej. Kiedy zbliżyliśmy się do Twierskiej, padły pierwsze strzały. Nie wiadomo, kto strzelał pierwszy, ale milicja zatrzymała ruch samochodowy na ulicy. Sześć płonących rac wzbiło się w powietrze i opadło w prawie prostej linii na jezdnię, zamieniając się w ognisty szlaban. Chwilę później ok. 300 OMON-owców ruszyło w pełnym rynsztunku w pogoni za kilkudziesięcioosobową grupą nacjonalistów. Ten widok wystarczył, żeby nasza Parada skurczyła się do 7 osób. Ostatecznie pod Merostwo poszliśmy w składzie: Volker Beck, jego facet, szef Human Rights Watch, Tomek Bączkowski, trzech znajomych Niemców i ja. Najpierw ruszyliśmy lewą stroną ulicy Twierskiej, co chwilę mijali nas biegający w tą i z powrotem kibole. Rosyjscy nacjonaliści może i nie umieją myśleć, ale najwyraźniej umieją biegać, jednak nawet oni prędzej czy później musieli się zorientować, kogo szukają. Stało się tak przy drugim skrzyżowaniu na Twierskiej, kiedy wyszliśmy spod zadaszonego przejścia dla pieszych. Było ich około stu, otoczyli nas dość szybko i zbliżali się z obu stron. Beck ruszył na drugą stronę ulicy – to był jedyny ratunek. Milicjant, który stał obok, okazał się na tyle bystry, że zatrzymał na chwilę ruch, żebyśmy mogli bezpiecznie przejść (Twierska to duża ulica – 5 pasów w jednym kierunku). Dopiero, kiedy przeszliśmy na drugą stronę, dotarło do nas, że jesteśmy w pułapce. Za plecami mieliśmy ulicę i kiboli, po lewej stronie faszystów, a po prawej kilkuset cerkiewnych. Nie było już gdzie uciekać, więc stanęliśmy w miejscu, czekając co się stanie. Odwróciliśmy się do cerkiewnych, bo tych było najwięcej. Kilku wyrostków ubranych na czarno podwijało rękawy, szykując się do bójki, ktoś krzyczał: „Ubić geja!”. Nie będę ukrywał, bałem się i myślałem, że już po nas. Przeszło mi przez głowę, że zginę w zamieszkach w Moskwie. Wtedy też pojawiła się we mnie złość na całą tę sytuację, na to nienormalne miasto i dziki kraj. Zrzuciłem plecak na ulicę, zdjąłem kurtkę i rzuciłem ją obok w kałużę, nie chciałem, żeby ograniczała mi ruchy. W tamtym momencie myślałem, tylko jedno: może nas dopadną, ale postaram się, żeby mnie zapamiętali. Z każdą sekundą byłem coraz bardziej wściekły, w końcu krzyknąłem do cerkiewnego tłumu: „No szto budjet? Dawajtje!”. Dwudziestoparoletni chłopak poderwał się w moim kierunku, ale nie zdążył dobiec, zatrzymała go ręka brodatego, starzec miał chyba niezłą krzepę, bo młodzian po sekundzie siedział na chodniku z bardzo zdziwioną miną. Usłyszał tylko krótkie burknięcie „Jeszcze nie kazałem bić!”. Wtedy zza moich pleców usłyszałem głos Tomka Bączkowskiego, który po rosyjsku krzyknął: „Chrześcijanie! To tego was nauczyli w Cerkwi? Żeby zabijać innych chrześcijan?”. To, o dziwo, podziałało. Nagle szwadron Cerkiewnego Radia Maryja zatrzymał się i zamilkł. Dziadek z długą brodą wziął megafon i powiedział do swoich ludzi, żeby się zatrzymali. „Niech idą w spokoju przed nami, nie robić im krzywdy!” – dodał po chwili. Przywódca miał spory autorytet, bo tłum od razu go posłuchał. Zdziwieni Niemcy spojrzeli po sobie, ale nie było czasu na tłumaczenie im teraz rosyjskiego, szczególnie, że właśnie mieliśmy wolną drogę od strony faszystów – którymi zajęła się milicja. Szliśmy powoli, a za nami, krok po kroku, szedł tłum ubranych na czarno cerkiewnych. Wszystko wyglądało jak jakiś dziwny taniec. Po dwóch minutach dotarliśmy na plac przy Merostwie Moskwy. Tam czekały na nas stacje telewizyjne. Dziennikarze dopadli głównie Volkera Becka, byli przedstawiciele CNN, Sky News i niemiecki RTL. Kiedy Beck wypowiadał się dla RTL, podszedł do niego jakiś Rosjanin i zaczął mu mówić po rosyjsku, że jest przeciwko zboczeńcom. Volcker nic nie rozumiał po rosyjsku i mówił dalej do kamery, do momentu gdy Rosjanin uderzył go w twarz. Niemiecki deputowany w ułamku sekundy zalał się krwią. Milicjanci, którzy stali obok, nie zareagowali. W końcu zrobił się taki chaos, że milicjanci wciągnęli Becka do autobusu milicyjnego. Wyglądało to jak scena z koszmaru. Poszczególne grupy faszystów, nacjonalistów i cerkiewnych chciały dopaść Becka, ten w końcu wskoczył do autobusu milicji z zakrwawioną i przerażoną twarzą. Na dodatek żaden z milicjantów obok niego nie znał angielskiego ani niemieckiego. Kiedy chcieliśmy jechać z nim, a przynajmniej powiedzieć milicjantom i OMON-owcom, że Beck ma paszport dyplomatyczny, ci zatrzymali nas i spisali. Pytali, gdzie mieszkamy w Moskwie i o inne szczegóły. Dopiero jak powiedzieliśmy, że jesteśmy obywatelami Unii Europejskiej i żądamy kontaktu z dowolną unijną placówką dyplomatyczną, dali nam spokój. Na początku milicjant próbował się wymigać telefonem do ambasady polskiej, ale szybko mu przypomniałem, że wszystkie urzędy Unijne mają obowiązek chronić obywateli wspólnoty poza granicami UE. Po rosyjsku brzmiało to znacznie bardziej przekonująco: „My nie tolko Paljaki, no toże grażdany Jewropejskowo Sajuza”. Kiedy zamieszki zaczęły się rozprzestrzeniać, OMON-owcy zamknęli ulicę i zaczęli spychać wszystkich przechodniów na północ. Ludzie rozchodzili się bocznymi uliczkami, my weszliśmy w pierwszą ulicę w prawo, gdzie natknęliśmy się na dom, w którym Puszkin spotkał się z Mickiewiczem. Zabawny zbieg okoliczności.

Milicja i Szalony Filipińczyk

Następnego dnia rano w mieszkaniu, gdzie nocowaliśmy, odwiedziła nas milicja. Przeszukiwali nasze bagaże kilkakrotnie, pytania, czego szukają, zostawały bez odpowiedzi. Byliśmy pewni, że przez nich spóźnimy się na samolot. Rewizje przerwał dopiero nasz gospodarz, Eric, który jest filipińskim konsulem w Moskwie. Eric posłużył się swoim paszportem dyplomatycznym, wyrzucił milicjantów za drzwi, następnie wsadził nas do swojego samochodu i z prędkością 160 km na godzinę zawiózł na lotnisko Szeremietiewo. Niestety nawet to nie pomogło, 20 minut przed startem nie wpuszczono nas do samolotu. Musieliśmy czekać kilka godzin i lecieć do Mińska z lotniska Domadiewo, które jest dokładnie z drugiej strony Moskwy.

Kraj Łukaszenki i gościna Bortników

Wieczorem wylądowaliśmy w Mińsku i zaraz po odprawie zaczęły się kłopoty. Nie mieliśmy wizy na pobyt na Białorusi. Nagle samo przebywanie na lotnisku w oczekiwaniu na kolejny samolot stało się problemem. Jak lecieliśmy do Moskwy, nie było tematu. Teraz jednak lecieliśmy do Warszawy i byliśmy Polakami, dlatego urzędnicy potraktowali nas jak potencjalnych szpiegów. Przeszukali nam torby, następnie musieliśmy zapłacić 100 euro za jednodniową wizę tranzytową. Po załatwieniu formalności okazało się, że najbliższy lot do Warszawy mamy następnego dnia. Nie mieliśmy nawet gdzie spać. Z pomocą przyszedł nam białoruski działacz LGTB – Sława Bortnik, który telefonicznie zorganizował nam nocleg w Mińsku. Jego siostra Swietłana dotrzymała nam nawet towarzystwa. Zobaczyliśmy Mińsk – urocze i bardzo zadbane miasto. Odwiedziliśmy nawet klub gejowski – Babilon. Sam Mińsk kompletnie nas zaskoczył. Dla Polaka, który tyle słyszy o reżimie Łukaszenki, widok nowoczesnej europejskiej stolicy, która (aż wstyd przyznać) wygląda znacznie lepiej niż Warszawa, to pewien szok. Jednak my już tęskniliśmy za Polską, chcieliśmy się znaleźć jak najszybciej w Unii Europejskiej. Dopiero czerwony napis „Warszawa” na ścianie Terminalu „Chopin” Lotniska Okęcie przekonał nas, że jesteśmy bezpieczni.

8 komentarzy do:Mieżdunarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija

  • lothiel

    [Re: Mieżdynarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija]

    Tak narzekamy na Polskę, a kurczę na wschodzie jakby czas się zatrzymał w XVII wieku conajmniej….. trzymajcie się tam wszyscy!!!

  • merkantylny

    [Re: Mieżdynarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija]

    Mnie się tam najbardziej podoba fragment o tym, że Grób Nieznanego Żołnierza w Moskwie został zbudowany ku czci ofiar „nazizmu i homofobii”. Wierny Rusłan ze szczęścia ogonem zamachał.

  • Maryna

    [Re: Mieżdynarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija]

    Świetny tekst !

  • Pawlik M

    [Uwagi na marginesie]

    Wszystko niby w porzadku, ale kilka spraw nie daje spokoju, miedzy innymi liczne usterki w samym tekscie ( stosowanie wielkich liter tak jakby nie istanialy zadne reguly ). Chodzi rowniez o uporczywie podkreslaja znajomosc rosyjskiego – wbrew pozorom rzecz niebywala u Polakow ( mam na mysli DOBRA znajomosc! ). Nie wiem jak jest z ta znajomoscia – moge sie jedynie domyslac – ale zastanowila mnie „ulica Triewska”, ktorej w Moskwie… nie ma! Chodzilo zapewne o najwieksza ulice miasta, ktora nazywa sie TWIERSKA ( od nazwy miasta ).
    Poza tym, jak juz wspomnialem, razi mnostwo bledow latwych do skorygowania przy minimum wysilku, m.in. Volker a nie „Volcker” ( sic! ), itp.

    Wielokrotnie apelowalem do Redakcji, aby zadbala o strone formalna publikowanych tekstow, w przeciwnym razie tolerowane niechlujstwo bedzie psuc Wam opinie i zrazac potencjalnych wspolpracownikow.

    Bardzo przepraszam, przez kilka dni nie miałam czasu przeglądac artykułów. Poprawiłam według mojej najlepszej wiedzy, mam nadzieję, że już jest lepiej ;) . Korektorka

  • Marcin

    [Re: Mieżdynarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija]

    Podobnie „międzynarodowa” to po rosyjsku „mieżdUnarodnaja”, a nie „mieżdYnarodnaja”

  • QUASIMODO

    [Re: Mieżdynarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija]

    Artykuł wyrywa serce i daje do…. myślenia, ile w ludziach musi być nienawiści to jest smutne.A ile odwagi w uczestnikach manifestecji Ale nie martwmy się ZWYCIĘSTWU SŁAWA !!! gay way 69

  • Viachaslau I. Bortnik

    [Mieżdynarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija]

    Thanx for warm words, Santi!

  • Hayati

    [Re: Mieżdynarodnaja Gejowska i Lesbijanska Rewolucija]

    Rosjanie muszą przejść długą drogę ale przejdą ja napewno. Byle tylko nie robić nic na siłę pod auspicjami nachalnej prozachodniej propagandy jak tej od „krwawego reżimu Łukaszenki” bo Rosjanie tego nie lubią i bedą wiązać niepotrzebnie ruch gejowski z głupią polityką.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa