Jaką Polskę odwiedza B16?

Gazeta Wyborcza przedstawia tłumaczenie artykułu Christiana Schmidt-Häuera, wiodącego niemieckiego publicysty Die Zeit, pod tytułem Krucjata Benedykta XVI po podzielonej Polsce. Oto trzeźwe, bo z zewnątrz, spojrzenie na Polskę, po której właśnie podrózuje Benedykt XVI. Zapraszamy i gorąco polecamy w ramach cyklu „jak nas widzą”.

cyt. za: http://wiadomosci.gazeta.pl/benedyktxvi/1,73352,3371368.html

Katolicki tygodnik przypuścił atak: „Jeżeli pozwolimy, by ci ludzie kupowali ziemię, nadejdzie dzień, kiedy Polacy, panowie tej ziemi od zarania dziejów, tułać się będą wśród obcych, pozbawieni ojczyzny” – czytamy w „Sprawie Katolickiej”. Czyżby było to ostrzeżenie przed powrotem Niemców, przed domniemanymi planami Berlina, który, wykorzystując instrumenty Unii Europejskiej, dąży jakoby do gospodarczej okupacji Polski? Inspirowane przez rządzących w Warszawie Jarosława i Lecha Kaczyńskich, pragnących za wszelką cenę uratować ojczyznę i chrześcijaństwo?

Te brzmiące tak świeżo i znajomo słowa liczą sobie już siedemdziesiąt lat. Skierowane były nie przeciwko Niemcom, lecz przeciwko Żydom. Prasa kościelna w powiecie łomżyńskim w północno-wschodniej Polsce tydzień w tydzień roztaczała wizję zagrożenia czyhającego na chrześcijański naród: „Każde żydowskie obejście jest zadrą tkwiącą w żywym ciele polskiego chłopa”. Kiedy Niemcy w 1941 r., po ataku Hitlera na Związek Radziecki, wkroczyli na te tradycyjnie narodowo-katolickie tereny, w wielu miejscowościach mieszkańcy pomagali im wypędzać Żydów z mieszkań. W miasteczku Jedwabne Polacy, nieprzymuszeni żadnym rozkazem, spalili swoich żydowskich sąsiadów w stodole. Szczególnym zapałem wyróżnili się przy tym trzej bracia Laudańscy. Jerzy Laudański, jeden z najmłodszych i najbardziej okrutnych morderców z Jedwabnego, skazany został w 1949 r. na 15 lat więzienia.

Dzisiaj bracia Kaczyńscy, którzy, sami wprawdzie nie są antysemitami, lecz w poszukiwaniu zwolenników sieją strach przed wszystkim, co obce, liczyć mogą na poparcie mieszkańców Jedwabnego i okolic. We wrześniowych wyborach do Sejmu Prawo i Sprawiedliwość zdobyło w tym regionie 91 procent głosów, podczas gdy w skali całego kraju – jedynie 27 procent. Biorąc pod uwagę, że frekwencja w tych wyborach była zatrważająco niska i wyniosła 40 procent, na partię bliźniaków głosowało jedynie 10,54 procent z 31 milionów uprawnionych do głosowania Polaków. Jednak po wygranej Kaczyńskiego w październikowych wyborach prezydenckich, bracia przystąpili do realizacji koncepcji ustanowienia autorytarnego narodowo-katolickiego państwa, jak gdyby odnieśli bezapelacyjne zwycięstwo. Jeżeli uda im się ten cel osiągnąć, Polska stanie się paternalistycznym państwem, bez precedensu w Unii Europejskiej, z silną władzą prezydencką, surowym i dyspozycyjnym wobec rządu wymiarem sprawiedliwości, strażnikami moralności, kontrolą mediów i ochroną przedsiębiorstw przed przejmowaniem przez zagranicznych inwestorów. Dla drugiej połowy Polski, tej wielkomiejskiej, zorientowanej na gospodarkę rynkową, otwartej na Europę, nadejdą wówczas ciężkie czasy.

Podróżując po północno-wschodnich rezerwatach wyborczych braci-patriotów, można, już choćby słuchając radia w samochodzie, przekonać się, w jak różnych światach żyją Polacy. Przenikliwe dźwięki reklam, puszczanych na okrągło przez komercyjne wielkomiejskie stacje, słabną, coraz lepiej słychać natomiast namaszczone głosy, niosące pociechę tym, dla których świątynia konsumpcji i świat współczesny pozostają niedostępne. Głosy te jednocześnie potwierdzają i podżegają obawy owieczek przed europejskim wilkiem, pod którego owczą skórą czaić się mają Niemcy i Żydzi, komuniści, liberałowie i homoseksualiści. Wśród różańcowych modlitw i pobożnych porad, słychać czasem głosy pochodzące z otchłani historii. Tak jak to miało miejsce latem ubiegłego roku. Na antenie pojawili się nagle bracia Laudańscy, aniołowie śmierci z Jedwabnego, dziś już pozbawieni skruchy starcy. Zarzucili urzędującemu wówczas prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu spisek przeciwko narodowi polskiemu, ponieważ ten prosił w Jedwabnem Żydów o przebaczenie.

To wszystko oferuje narodowi Radio Maryja, „katolicki głos w twoim domu”, największa prywatna rozgłośnia o charakterze religijnym w Polsce. By wynieść bigoteryjnych braci do władzy, pobożne radio-podżegacz nie zawahało się sięgnąć po braci Laudańskich. Gdyby nie było Radia Maryja, Polska miałaby prawdopodobnie dzisiaj inny rząd. Ojcem chrzestnym aktualnej koalicji jest ojciec Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor tej duszpasterskiej rozgłośni. Po raz kolejny potwierdził ten stan rzeczy w początkach maja Jarosław Kaczyński, oznajmiając w stylu Georga W. Busha, że przeciwnikami Radia Maryja mogą być jedynie „wrogowie wolności”.

Do owych wrogów najwyraźniej zalicza się także Watykan, który od końca ubiegłego roku dwukrotnie upominał Radio Maryja, wytykając mu antysemityzm i mieszanie się do polityki. Jednak narodowo-katoliccy politycy i konserwatywni biskupi dwukrotnie wyparli się swego Pasterza. Teraz zaś, na święto Wniebowstąpienia Pańskiego, Benedykt XVI. przybywa z pielgrzymką do kraju swojego poprzednika. Jan Paweł II. odwiedził ojczyznę osiem razy, przeprowadzając ją – mówiąc obrazowo – przez Czerwone Morze komunizmu i wprowadzając do demokratycznej Europy. Jednak nawet jemu nie udało się uwolnić polskiego katolicyzmu od jego przedsoborowych uprzedzeń. Od kiedy kraj ten utracił w osobie Karola Wojtyły swego jedynego duchowego przywódcę, przepaść między dynamiczną modernizacją a religijną mitologią coraz wyraźniej dzieli społeczeństwo.

W tej sytuacji podróż niemieckiego Papieża do Polski staje się najpoważniejszym wyzwaniem jego dotychczasowego pontyfikatu. Przed tą pielgrzymką w ojczyźnie jego poprzednika mówi się bez ogródek o głębokim podziale między otwartym Kościołem „krakowskim” a fundamentalistycznym Kościołem „toruńskim”, która to nazwa odnosi się nie tyle do miasta, ile do nadającej stamtąd rozgłośni.

Przy czym rozgłośnia ta była pierwotnie przypadkowym produktem przełomu roku 1989. W 1991 r. państwo przyznało Kościołowi katolickiemu prawo nieodpłatnego korzystania z częstotliwości radiowych na terenie każdej diecezji. Biskupi, którzy w większości nie byli do takiej działalności przygotowani, przekazali ów prezent nieznanemu kaznodziei z zakonu Redemptorystów, byłemu duszpasterzowi parafii w bawarskim Oberstaufen. Dla ojca Tadeusza Rydzyka był to dar niebios.

Ojciec dyrektor wybudował siedzibę w stylu rezydencji, wokół rozmieścił figury Matki Boskiej w kolorze alabastru, postawił maszt radiowy, wyposażony w czerwone lampki sygnalizacyjne do ostrzegania samolotów, i oddzielił teren rozgłośni od świata metalowymi prętami w kolorze błękitnym. Księża sadzili jabłonki, choć jednocześnie głosili za pośrednictwem swej potężnej anteny, że Polska w każdej chwili zatonąć może w otchłani nadciągającego z Zachodu libertynizmu. W 1993 r. Kardynał Józef Glemp poświęcił nowy maszt satelitarny rozgłośni. W swoich broszurach Radio Maryja powoływało się na słowa Jana Pawła II.: „Ja Panu Bogu codziennie dziękuję, że jest w Polsce takie radio, i że się nazywa Radio Maryja”. Zagranicznym słuchaczom rozgłośnia udostępniała konto w Banku Watykańskim.

Z moralnego punktu widzenia krzyżowcy z Torunia jednak dawno już wyczerpali swój kredyt w Rzymie. Mówiąc o II. Soborze Watykańskim informowali swoich słuchaczy, że był on dziełem masonów czy wręcz szatana. Sam ojciec Rydzyk z wyglądu bynajmniej nie przypomina Savonaroli, jest raczej typem smakosza, o rysach zdradzających skłonność do wygód, chętnie też i często jeździ za granicę. Aktualnie prowadzone jest przeciwko niemu postępowanie w sprawie defraudacji milionów złotych. Kiedy już zdecyduje się przyjąć gościa z Niemiec, prowadzi go także do swojej prywatnej kaplicy i pokazuje zabezpieczoną alarmem figurę Matki Boskiej, która pochodzi z Niemiec. Choćby ze względu na nią, jak zapewnia ojciec dyrektor, nie może mieć nic przeciwko Niemcom. Jednak z jego imperium słychać inne głosy. Do „Rodziny Radia Maryja”, słuchanego dziś przez 10 procent ludności kraju, należą także Telewizja Trwam i ultraprawicowy „Nasz Dziennik”. Dodać do tego należy również kuźnię kadr, jaką jest prowadzona przez energicznego kaznodzieję szkoła dziennikarska, w której uczy się 300 adeptów, osobiście przez niego dobranych.

Po wyborczym zwycięstwie PiS nowi ministrowie dziękowali wyborcom przed mikrofonami rozgłośni. Premier Kazimierz Marcinkiewicz przedstawiał w studiu ojca Rydzyka założenia swojego programu jeszcze przed jego prezentacją w Sejmie. Reformatorskie skrzydło polskiego Episkopatu, dla którego Radio Maryja od dawna jest solą w oku, w listopadzie ubiegłego roku otrzymało wsparcie z Watykanu. Benedykt XVI. przyjął delegację Episkopatu i przypomniał, że również katolickie media zobowiązane są respektować „autonomię sfery politycznej”. Jednak niezrażeni tym konserwatywni biskupi, a wraz z nimi ojciec Rydzyk, w początkach lutego pośredniczyli w zawieraniu paktu stabilizacyjnego między partią braci Kaczyńskich a dwiema ultrapopulistycznymi partiami. W dalszym ciągu również pojawiały się na antenie antysemickie wypowiedzi. W końcu marca nuncjusz apostolski abp. Józef Kowalczyk skierował na ręce Episkopatu i zakonu Redemptorystów „poważne ostrzeżenie i zaproszenie” do podjęcia zdecydowanych działań na rzecz ukrócenia tych praktyk.

Heretycy z Torunia znów zareagowali szybko. 11 kwietnia, sześć tygodni przed papieską wizytą, zaatakowali bezpośrednio Benedykta XVI., zarzucając, że przynależność narodowa Ojca Świętego wpływa na sprawowany przez niego urząd. Bogusław Wolniewicz, filozof religii i członek Rady Etyki Radia Maryja na łamach „Naszego Dziennika” podzielił się z „Rodziną” swoim podejrzeniem, że „ci, co ten nowy atak na was organizują, próbują wykorzystywać fakt, że nowy Papież jest Niemcem (…) Otóż nikt na świecie nie boi się epitetu antysemity tak przeraźliwie, jak boją się Niemcy”. Dlatego Benedykt nie ma praktycznie możliwości by powściągnąć te osoby ze swojego otoczenia, które atakują rozgłośnię tylko dlatego, że nie podporządkowuje się ona niepisanemu prawu, wedle którego o Żydach można mówić „tylko dobrze”.

Czym więc należy tłumaczyć podział i paraliż Episkopatu, ale też i wcześniejszą, długotrwałą wyrozumiałość Rzymu wobec ojca Rydzyka? Po pierwsze Radio Maryja zrzesza kilka milionów wiernych. Z duszpasterskiego punktu widzenia rozgłośnia ta jak żadna inna trafia w nastroje przegranych, mieszkających na prowincji ludzi w kraju o najwyższym bezrobociu w Unii Europejskiej. Ludzie ci z rozgoryczeniem przypatrywać się musieli, jak urzędnicy z Brukseli i elity „Warszawki” likwidują ich przestrzeń życiową.

Po drugie, polscy biskupi przywykli do tego, że przez bez mała trzy dziesięciolecia Karol Wojtyła, ich Papież, podejmował za nich decyzje. Tym samym kontynuowali tradycję, w której prymas polskiego Kościoła przejmował w czasach podziałów i przełomów funkcję najwyższej władzy w tym tak często doświadczanym kraju. Nie przypadkiem Bismarck w czasie niesławnej pamięci Kulturkampfu kazał uwięzić ówczesnego prymasa. Karol Wojtyła, wybrany w 1978 r. na papieża, stał się w pełnym sensie tego słowa ojcem narodu. Jego triumfalna pielgrzymka do Polski w 1979 r. dała impuls dla powstania Solidarności, która zachwiała sowieckim systemem. Papież także podtrzymywał dialog ekumeniczny. I to właśnie jego listowi apostolskiemu zawdzięczamy polskie „tak” w referendum unijnym w 2003 r., kiedy to polski Episkopat wyraźnie powstrzymywał się od zajęcia stanowiska.

Lecz duszpasterz Polski we własnym Kościele reformatorem nie był. Nie był w stanie uwolnić doktrynalnego pod względem teologicznym, zaś pod względem politycznym prawicowego narodowego katolicyzmu od jego historycznych uwikłań. „Biskupi, których mianował Jan Paweł II., nie stali się duchowymi przywódcami narodu”, mówi poseł PO Paweł Śpiewak. Dlatego od roku, od śmierci Jana Pawła II., najbardziej chrześcijański naród Europy pozbawiony jest przywódcy – tak w polityce jak i w Kościele. Już w 2004 r. Adam Szostkiewicz pisał: „Strach pomyśleć, co by było, gdyby to nie Karol Wojtyła kierował Kościołem”.

Polityczni przywódcy w Warszawie właśnie nam to demonstrują. Jeszcze przed wyborczym zwycięstwem braci Kaczyńskich polscy posłowie znaleźli w swoich sejmowych szafkach czterotygodniowe embriony z plastiku. W ten sposób ultraprawicowa Liga Polskich Rodzin demonstrowała przeciwko aborcji. Jednocześnie znany z antyniemieckich uprzedzeń szef Ligi Roman Giertych bez skrupułów pokazywał się publicznie na manifestacjach, podczas których członkowie założonej przez niego Młodzieży Wszechpolskiej skandowali „Pedały do gazu”. Od 5 maja tenże Roman Giertych jest Ministrem Edukacji i jednym z wicepremierów Rzeczpospolitej Polskiej.

Drugim nowo mianowanym wicepremierem i Ministrem Rolnictwa jest Andrzej Lepper: mający na koncie wiele wyroków przywódca populistycznej partii chłopskiej Samoobrona, były bokser i były członek PZPR, z zawodu hodowca świń, charyzmatyczny rozrabiaka, który w latach dziewięćdziesiątych mobilizował swoich zwolenników do protestów przeciwko UE, prowokując bijatyki i wielokrotnie zakłócając porządek publiczny.

To właśnie są koalicyjni partnerzy partii Jarosława Kaczyńskiego. Wszelkie zapowiedzi moralnej odnowy Polski poprzez ustanowienie IV. Rzeczpospolitej, oczyszczenia kraju z pozostałości komunizmu i z wszechobecnej korupcji, zostały 5 maja wyrzucone za burtę. Kilku ministrów, między innymi Minister Spraw Zagranicznych, opuściło wówczas dryfujący okręt.

Na szczęście w 39-milionowej Polsce istnieją dwa społeczeństwa. Chodzi nie tylko o to, że Kaczyńscy wprawdzie wygrali w biednych, słabo zurbanizowanych regionach wschodniej i południowej Polski, na Mazowszu i przy wschodniej granicy, natomiast w regionach położonych przy zachodniej granicy, na Pomorzu, na Śląsku i w Gdańsku wygrali liberałowie. Chodzi też o to, że polskie społeczeństwo, jak podkreśla Stanisława Golinowska, profesor ekonomii na Uniwersytecie Jagiellońskim, zawsze było wyjątkowo niezależne: „Frekwencja wyborcza wprawdzie dramatycznie spada, lecz ludzie angażują się coraz chętniej na płaszczyźnie komunalnej i w samorządzie lokalnym”. Zaś Andrzej Rychard, jeden z czołowych myślicieli społecznych, członek PAN, podkreśla: „Na pierwszych stronach gazet czytamy jedynie o wojnach religijnych i podjazdowych. Ale za nimi zaczyna się inny świat.”

Miejmy nadzieję, że Papież ten świat dostrzeże.

1 komentarz do: Jaką Polskę odwiedza B16?

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa