Historia o królu Maskulinie Wspaniałym cz. III


Historia o królu Maskulinie Wspaniałym,
jego królewskiej małżonce Androgyni,
uroczym królewiczu Oskarze,
złym smoku Dziewicołapie
i
dzielnym rycerzu Maurycym.
część III


„czytaj cz. I”


„czytaj cz. II”


***
Niebawem królewska kancelaria wystosowała odezwę króla Maskulina Wspaniałego, skierowaną do dzielnych królewiczów, książąt i rycerzy, obiecującą temu z nich, któremu uda się pokonać straszliwego smoka Dziewicołapa, Górną połowę królestwa Transgresji, a przede wszystkim rękę spragnionego prawdziwego mężczyzny uroczego królewicza Oskara. Odezwę tę obwieszczali po miastach i wsiach wędrowni heroldowie, a ponadto rozklejano ją na płotach i przydrożnych słupach. Oczywiście, z wyjątkiem miast, w których sprzeciwili się temu rajcy z Ligi Prawdziwych Rodzin.

Wkrótce do stolicy zjechał się barwny, doprawdy, najbarwniejszy kwiat rycerstwa z wielu krain. Przybyło wielu książąt od dawna okrywających hańbą swe rody, które najchętniej widziałyby ich w klasztorach lub na jeszcze nie odkrytych przez Kolumba lądach. Wprawdzie większość z nich szybko wyjechała, przekonawszy się, że jaskinia zamieszkana przez smoka jest miejscem znacznie bardziej niebezpiecznym od darkroomu. Kilku, przegrawszy walkę ze smokiem Dziewicołapem, uległo mu w charakterystyczny dla siebie sposób. A że smok wolny był od średniowiecznych przesądów, nie miał nic przeciw miłosnym igraszkom ze szlachetnie urodzonymi młodzieńcami.

I choć na co dzień zaspokajał swe potrzeby z i za pomocą dziewic, folgował sobie z rycerzami tak długo i namiętnie, że gdy wyczołgiwali się zmęczeni nadmiarem wrażeń z jego jaskini, król Maskulin Wspaniały nie miał innego wyjścia, jak ogłosić ich pozbawionymi czci (cnotę stracili byli dawniej) i wykluczyć z rywalizacji o rękę swego syna.

W końcu na placu boju pozostał piękny rycerz Maurycy, szczupły blondyn uzbrojony w wyjątkowo potężny miecz i bardzo długa lancę (cały czas mowa o broni białej, nie o darach natury). Gdy stanął przed jaskinią smoka Dziewicołapa, ten pojął, że żarty się skończyły, że ten szlachetnie urodzony młodzian nie wystraszy się go, nie ulegnie mu ani ze strachu, ani z niezaspokojonej ciekawości, lecz gotów zrobić mu krzywdę. Machnął więc ogonem na swe życiowe plany i zaczął pakować manatki, utyskując na niegościnną Transgresję:
– Co za szalone miejsce. Sami wariaci albo dewianci. Nie chodzi mi oczywiście o wszystkich tych kolorowych rycerzy, nie mam nic przeciw gejom, tym bardziej, że kilku z nich było dla mnie na prawdę bardzo miłych. Ale cała ta reszta, z królem i arcybiskupem na czele! Trzeba na prawdę być zboczeńcem, żeby ubzdurać sobie, ze zamierzałem zjadać te ich dziewice. Prawdziwe średniowiecze! Lubię ostry seks z defloracją, ale bez przesady.

To powiedziawszy, zarzucił na plecy kilka walizek i odleciał w nieznanym kierunku. I choć piękny Maurycy nie pozbawił życia straszliwego smoka, król Maskulin Wspaniały uznał, że ma podstawy, by ogłosić go pogromcą bestii, panem Górnej połowy Transgresji i narzeczonym jego syna, królewicza Oskara.

Królewicz Oskar nie posiadał się ze szczęścia, tym bardziej że niebawem, w dopiero co ukończonej nowej katedrze, odbył się jego ślub z pięknym rycerzem Maurycym i królewska koronacja. Arcybiskup Onaniusz błogosławił ich i namaszczał w imieniu Wszechmogącego, który zniósł to wszystko ze stoickim spokojem. Z adopcją i chrzcinami postanowiono na razie poczekać, aż znajdzie się odpowiednio szlachetnie urodzony podrzutek.

I w tym miejscu moglibyśmy zakończyć naszą bajkę sakramentalnym stwierdzeniem, że żyli oboje, przepraszam, obaj, długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że właśnie wówczas zaczęły się problemy. Jakie problemy? Chcecie wiedzieć, posłuchajcie!

Gdy tylko piękny król Maurycy przeniósł swego uroczego małżonka Oskara przez próg sypialni, ten zaciągnął go do łoża, szepcząc namiętnie:
– A teraz weź mnie, tak długo czekałem na tę chwilę, weź mnie.
Ogarnięty pragnieniem tej samej rozkoszy Maurycy zdawał się tego nie słyszeć i szeptał równie namiętnie:
– Och, weź mnie, chcę należeć do ciebie, weź mnie …
– Nie, to ty mnie weź – nalegał Oskar, chcący wreszcie skończyć z dziewictwem.
– Nie, to ja pragnę ci się oddać.
– Nie ty mnie, ale ja tobie.
– Jak to?
– Właśnie tak. Przecież to ty jesteś dzielnym, męskim rycerzem.
– Jestem, to prawda. Ale w seksie jestem pasywny.
– Co takiego?
– Właśnie tak. Chyba mi nie powiesz, że ty też.
– Wyobraź sobie, że zgadłeś. A czego się spodziewałeś?
– Więc mnie nie weźmiesz?
– Nie! To ty powinieneś mnie wziąć.
– Ja? A dlaczego właśnie ja, dlaczego nie ty mnie?
– Masz mnie przelecieć i już!
– Nie, to ty mnie przeleć!

I tak kłócili się aż do wschodu słońca, aż w końcu zrozumieli, że skoro obaj są piękni i młodzi, nic nie stoi na przeszkodzie by się kochali, nawet jeśli obaj są pasywni i na razie nie wiedzą, jak to zrobić. Pogodzeni tym spostrzeżeniem zasnęli, obejmując się czule. Ale nierozwiązany problem niebawem powrócił i z małżeńskiej sypialni znów dały się słyszeć odgłosy kłótni:
– Jak ci mało, to idź na targ kupić sobie marchew – perorował z dynastyczną wyniosłością Oskar.
– Nie potrzebuję marchwi. – odcinał się jego królewski małżonek Maurycy. – To ty zachowujesz się jak niezaspokojona dziwka
– Masz rację. A czyja to wina?
– Nie pozwolę, byś mnie tak traktował. Zażądam rozwodu i odejdę!
W końcu jednak uspokajali się obaj, zadowalając się czułymi objęciami i łzami pojednania. Cóż robić, widocznie pisane im było życie w cnocie. Niebawem stali się nie całkiem wprawdzie szczęśliwymi, lecz zgodnymi małżonkami i żyliby tak długo, gdyby nie … zapomniana przez wszystkich klątwa.

Widocznie nadworny astrolog Kasander pomylił się przed laty wróżąc z fusów po wypitej przez ciężarną królową kawie. Pomylił się co do czasu, w którym miała zadziałać klątwa, jak i co do osoby, której w rzeczywistości dotyczyła, a także co do narzędzia, które miało wyzwolić jej bezlitosną moc. Pewnego dnia, piękny król Maurycy, skrobiąc zakupioną na targu marchew, aby nabrała kształtu, jakiego życzył sobie asystujący przy tym Oskar, zaciął się w palec. I w tym samym momencie zasnęli obaj tak jak stali, a wraz z nimi całe królestwo, łącznie ze starym królem Maskulinem Wspaniałym i królową matką Androgynią, arcybiskupem Onaniuszem i niedouczonym astrologiem Kasandrem, a także bujającym w powietrzu ptactwem, które zawisło nieruchomo, jakby sen wyzwolił je spod władzy grawitacji.
*
Mijały lata, dziesiątki lat, a w końcu minęło stulecie. Królestwo Górnej i Dolnej Transgresji haniebnie zarosło gęstymi krzakami i nawet najstarsi ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, że gdzieś w tych krzakach kryje się potężne niegdyś państwo. Ale stan ten niebawem miał ulec odmianie.
Oto do zarośniętych krzakami granic królestwa zbliżał się wędrujący po świecie książę Nekrofilut, następca tronu Zjednoczonego Królestwa Bujnej Wyobraźni. Jego królewscy rodzice pozbyli się go z domu jakiś czas przedtem, ponieważ zbyt gorliwie kontynuował rodzinne tradycje, skutkiem czego w ich państwie nie było już cmentarza ani krypty, której nie przewróciłby do góry nogami w pogoni za nieznanymi dotąd rodzajami rozkoszy.

Rzecz jasna, uwagę księcia Nekrofiluta musiało zwrócić miejsce porosłe tak gęstymi krzakami, wróżącymi wiele mocnych wrażeń, które uwielbiał, może nawet ostry seks z jakimś nieboszczykiem. Królestwo wyglądające jak ogromny stary cmentarz, jak zbiorowy grób ofiar zarazy – doprawdy, nie potrafił wyobrazić sobie czegoś bardziej podniecającego.
Przedzierając się przez krzaki dotarł do królewskiego zamku, a błądząc wśród zasnutych pajęczynami komnat, wkroczył do tej, w której trwali zastygli we śnie, choć jednocześnie przypominający stare rzeźby, niezaspokojeni królewscy małżonkowie Oskar i Maurycy. Widok ten bardzo podniecił księcia Nekrofiluta. Wprawdzie nie był pewien, czy ma do czynienia z dobrze zakonserwowanymi nieboszczykami, czy tylko z posągami, nie mniej jednak pocałował w usta pięknego króla Maurycego, a następnie jego uroczego małżonka Oskara. Obaj momentalnie ocknęli się ze stuletniego snu, a wraz z nimi całe królestwo Górnej i Dolnej Transgresji. Ale nim Nekrofilut zorientował się w sytuacji, był już tak bardzo podniecony, że nie bacząc na pajęczyny pozbawił cnoty obu królewskich małżonków.

Może to plotka, ale ponoć nie wychodzili z łoża przez trzy dni, po których jurny książę Nekrofilut napisał do swych najjaśniejszych rodziców, że dzięki szczęśliwemu biegowi zdarzeń wyleczył się ze swych niezdrowych skłonności i teraz pociągają go wyłącznie żywi mężczyźni.

Co więcej, znalazł dwóch takich, z którymi pragnie spędzić resztę życia. Jego królewscy rodzice nie posiadali się ze szczęścia, podobnie jak królewscy rodzice Oskara. Rzecz jasna, królowa Androgynia musiała się natychmiast dowiedzieć, o czym się teraz rozmawia w towarzystwie, by na powrót zapraszano ich na sąsiednie dwory. Tylko arcybiskup Onaniusz przez jakiś czas wybrzydzał, że sodomicki trójkąt to grzech przechodzący wszelkie pojęcie, że Wszechmogący znów może pokarać królestwo Górnej i Dolnej Transgresji wizytą dziewicożądnego smoka. Ale nowe organy do ukochanej katedry rozwiały jego arcybiskupie wątpliwości.

Teraz już na prawdę wszyscy żyli długo i szczęśliwie. No, może z wyjątkiem smoka Dziewicołapa.

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

5 komentarzy do:Historia o królu Maskulinie Wspaniałym cz. III




Skomentuj: Diamant Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa