Nieuleczalnie bezżenna i bezmężna

Rozmyślam sobie…

Brakuje mi czasem mojej dziecinnej naiwności. Naiwnej wiary w sens istnienia i sprawność funkcjonowania podpartą uczciwą rzetelnością wielu różnych instytucji. Przykłady można mnożyć – Kościół w Polsce, telekomunikacja, sądownictwo no i małżeństwo…Bo głównie skupiam się dziś na nim.

Powód dość klarowny-otrzymałam zaproszenie na ślub kolejnej z grona znajomych. Szczęśliwa para stanie juz niebawem na ślubnym kobiercu. I tak będzie pięknie, i tak niezapomnianie. W mojej głowie dwa ostatnie zdania to irracjonalizm. Być może emocjonalnie jestem jeszcze zielona, albo po prostu nie należę do „tego” świata. Tworzę swój własny na zasadzie kontrastu z „obowiązującym”. Nadzieja w tym, że nie jestem osamotniona w swych poglądach. Patrzę na moich rodziców i widzę istoty nie mające ze sobą wiele wspólnego-i nie mam tu na myśli faktu, że „tata” to facet (czyli gość z Marsa) a „mama” to kobieta (co wedle niektórych z Wenus sie wywodzi). Nie. Oni po prostu zupełnie do siebie nie pasują. A są ze sobą

a. z przyzwyczajenia,
b. bo wstyd przed rodziną wyskoczyć z rozwodem po ponad 30 latach fikcyjnej sielanki,
c. bo rozwód to zbędny wydatek.

To nie test wyboru-tu każda odpowiedź jest dobra. A znalazłoby się jeszcze kilka
trafniejszych.

Ja nie walczę z charakteryzowaną instytucją – staram się poddać ją obróbce, może zrozumieć, a może nawet się do niej przekonać.
Freud powiedziałby mi, że coś z moją sexualnością jest „nie tak”. Pewnie miałby rację, ale ani to moja wina, ani też czynnik dyscyplinujący mój światopogląd. W moim świecie bowiem jest miejsce dla wszystkich.
Trudno mi jednak zrozumieć sytuację, kiedy ludzie znający się od becika nagle sie w sobie zakochują, potem przypadkowo staja się rodzicami a w konsekwencji, dla świetego spokoju biorą ślub. Wiem, że czasem ma to fatalny finał.

Matka zawsze powtarza, że moment zaobrączkowania wszystko zmienia w świecie nie tylko owych dwojga, ale również w świecie ich znajomych-czasem bardziej lub mniej wspólnych. Konsekwencje tego procesu niejednokrotnie odczulam juz na własnej skórze. Najpierw kontakt zaobrączkowanych ze znajomymi ogranicza się przez wzgląd na fascynację Państwa Młodych, potem dzieci, obiadki u teściów itd. Rodzicielka moja miała na myśli coś jeszcze bardziej przygnębiającego. Sami zainteresowani się zmieniają, ich stosunek do siebie nawzajem. Tak jakby stawali się nawzajem swoją własnością. Z czasem forma „własność” przybrać może postać „rzeczy”. Smutne i obserwowalne chyba w każdym środowisku.

Kiedy słyszę własną opinię o małżeństwie, rodzinie jako podstawowej komórce społecznej myślę sobie…Cynizm zasługujący na wieczne potępienie. I tylko czekam na grom z jasnego nieba lub atak moherowych oddziałów wspartych Wszechpolską drużyną.

Trudno jednak zapomnieć pierwszą, najprawdziwszą swą miłość. Najlepszą pod słońcem. Z którą chciało się wszystko, wszędzie, gdziekolwiek byleby razem „na zawsze”… Za cenę przełamania powyższego światopoglądu. Za cenę małżeństwa. Za cenę odwrócenia twarzy od reszty nic niewartego bogactwa tego świata.

Odpowiedź była przeraźliwie zwięzła… Nie. I tak już zostało.

Nieuleczalnie bezżenna i bezmężna.

Autorzy:

zdjęcie Patrycja Maciejewska

Patrycja Maciejewska

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 162; nazwa: PatrycjaMaciejewska

1 komentarz do: Nieuleczalnie bezżenna i bezmężna

  • Misiu

    [Re: Nieuleczalnie bezżenna i bezmężna]

    Co za cynizm ja też nie miałem lekko nie dawno się pogodziłem z tym kim jestem i to jak czuję a w zasadzie to ten proces dalej trwa Ale tak cynicznym być to nie potrafię Po mimo że jestem gejem to jednak zawsze ceniłem takie watrości jak rodzina , szacunek , czystość czy wiara Nie dawno sptkałem kogoś kto to docenił Ba jest moim mężem i nie ma w tym zachwytu mam obrączkę i nie jest czasem lekko ale pomomo kłutni podziałów wiem że jest on zawsze przy mnie i mnie kocha po mimo wszystko a budowanie skorupy wokół siebie nie załatwia sprawybo z czasem i właścicielowi trudno z niej sie wydostać , Móisz że nie można być szczęśliwym w małżeństwie . A ja mówię że można z całą odpowiedzialnością za to co tu piszę . Ja jestem po mino kłutni różnic zdań ale nie chodzi o to by być z kimś dlatego że ma się takie same poglądy w każdym razie nie na wszystko a to że czasem się kłucimu to uczy bardzo pokory ale i utwierdza i umacnia moją miłość do Niego Można być szczęśliwym będąc członkiem rodziny a nawet powinno się być bo jak upadam to upadek nie jest tak bolesny i choć czasem nieuniknionu to jednak jest ktoś kto mnie przytuli ktoś kto nie będzie mnie pocieszał i mówił cochcę usłyszeć poprostu być – być przy mnie i sprawiać codzień że czuję się wyjątkowy . TO jest miłość . Ona napawa mnie nadzieją że i wiarą w to że miłość to nie złudzenie tylko fakt i wszystkim wam tego z całęgo serca życzę

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa