Humanistyczny sens życia

Okres wielkanocny sprzyja refleksji światopoglądowej lekko konfrontacyjnej. Konfrontacyjnej z tej racji, iż nasze otoczenie kulturowe w okresie tym bombarduje nas wyobrażeniami pozornie optymistycznymi, podawanymi w formie nieznoszącej wątpliwości, które propagowane są jako najwyższe wcielenie sensu życia ludzkiego.

Wielkanoc kieruje nasze myśli ku idei zmartwychwstania, a w konsekwencji życia po śmierci, tłumi naturalne lęki egzystencjalne, daje nadzieję nieśmiertelności, niesie obietnicę cudownej krainy i hedonistycznej radości, jaka nas czeka po tym „padole łez i trudów”.

Okazuje się jednak, że nadzieje te podzielane są przez coraz mniej Europejczyków w tym Polaków, powoli stają się one mniejszościowe także w naszym kraju. Jak pokazują badania 69% Polaków wierzy w życie po śmierci, w zmartwychwstanie 66%, w zmartwychwstanie wraz z ciałem – już tylko połowa. Poprawnie, czyli zgodnie z nauką Kościoła o zmartwychwstaniu, wierzy 55% mieszkańców wsi i jedynie 37,7% mieszkańców miast. Co trzeci Polak krzepi się z kolei wiarą w reinkarnację. Jak dobrze ujął tę sytuację pewien internauta: „Ponad 90% rodaków uważa się za katolików, ponad 30% tychże wierzy w reinkarnację. Niezły wynik te 120% – nawet Gazprom nie zebrałby na walnym tylu akcjonariuszy”. Aby sytuację jeszcze bardziej skomplikować dodajmy, że w życie po śmierci wierzy do kilkunastu procent …niewierzących, czyli agnostyków i ateistów. U naszych zachodnich sąsiadów w zmartwychwstanie Jezusa wierzy jedynie 21% społeczeństwa. Jeśli chodzi o ideę życia pośmiertnego to zdecydowanie większymi niedowiarkami są ewangelicy niż katolicy. W skali całej Europy szacuje się, że jedynie trzecia część jej mieszkańców wierzy w takie sprawy, jak życie po śmierci, niebo i zmartwychwstanie. Spośród tych z kolei, którzy wiarę w pośmiertne życie zachowują, wyobrażenia chrześcijańskie wypierane są przez koncepcje hinduistyczno-buddyjskie. Specyfika europejskiej wiary w reinkarnację polega na tym, że nie służy ona zasadniczo do tworzenia nadziei na wyzwolenie się z „padołu łez”, lecz do podtrzymania wiary w możliwość kilkukrotnego na nim bytowania: jest nam tak dobrze w tej „cywilizacji śmierci”, że przestajemy dążyć do wyzwolenia, nirwany, łąk niebieskich, krainy wiecznych łowów itp. Lamentuje więc na łamach katolickiego czasopisma pewien ksiądz nad poganizacją społeczeństw: „Wielu chrześcijan straciło dzisiaj poczucie tajemnicy Wielkanocy. Cieszą się wprawdzie z wiosny, ale piękno wiążą nie tyle z Wielkanocą, ile z przeżyciem odradzającej się przyrody”. Tymczasem, jak przekonuje ksiądz, jest „wiosna prawdziwa”, czyli przezwyciężenie śmierci i życie wieczne, do którego należy poczynić odpowiednie przygotowania.

Jako że siła kulturowej sugestywności tych wyobrażeń maleje, świeckie poszukiwania sensu naszego życia wydają się nieodzowne.

Pojawia się często niedowierzanie ze strony ludzi religijnych, iż można żyć sensownie, z nadzieją i zaangażowaniem nie posiadając wierzeń religijnych snujących przed nami obietnice uciech niebieskich, nie popadając przy tym w zupełny wobec życia dystans i nihilizm.

Ze świeckiego punktu widzenia sens życia nie jest czymś, co potrzebne jest nam obiektywnie, czego odkrywanie jest naszym „świętym” obowiązkiem, warunkiem „życia godziwego”. Sens życia jest nam natomiast potrzebny (większości ludzi) z przyczyn czysto psychicznych – jego „posiadanie” poprawia psychiczną jakość naszego życia, pozwala nam lepiej sobie w nim radzić, mieć siłę do wstawania każdego poranka, motywację do rozwoju, energię do życia.

Dziś wątpliwym się dla nas staje wyjątkowe znaczenie wierzeń o zmartwychwstaniu i życiu wiecznym w ustalaniu sensu życia jednostek. Mniejsza część rozwiniętych społeczeństw wierzy w istnienie takiego wymiaru życia, jeszcze mniej wiara ta daje realną nadzieję i jest sensem życia. W istocie więc większość ludzi w krajach rozwiniętych żyje dzięki wyłącznie świeckiej i „doczesnej” motywacji, uzasadnieniom. Większość ludzi w najaktywniejszej części swego życia, co zasadniczo pokrywa się z okresem życia zawodowego nie rozmyśla za często lub w ogóle o metafizycznych czy ostatecznych uzasadnieniach swojego życia, także wierzący w tym okresie stosunkowo najmniej palą się do wyprawy w zaświaty i spotkania z Bogiem. Sens naszemu życiu nadają wówczas nasze „małe cele”, całkiem „ziemskie”, „doczesne” i dość praktyczne.

Problem sensu życia staje przed nami najuporczywiej w okresie młodzieńczym i „poprodukcyjnym”, kiedy to najbardziej jesteśmy narażeni na artykułowanie się lęków egzystencjalnych, przerażenia śmiercią i bezcelowością. Posiadanie sensu życia może więc nie tylko podnosić jego jakość, ale i pełnić funkcje psychoterapeutyczne, tak jak jego brak może sprzyjać „rozbiciu” psychicznemu, nawet depresji.

Tyle generalizowania i statystyki. W przypadkach jednostkowych często natomiast stajemy, bez względu na wiek i swoją pozycję zawodowo-społeczną, przed problemem odnalezienia swego sensu życia. Niewątpliwie dla osoby niewierzącej jest to wyzwanie dużo poważniejsze niż dla osób, które problem świadomości kosmicznego bezsensu życia zalepiają plastrem dobrego Boga, który zadbał swego czasu o nadanie wzniosłego celu tak książętom, papieżom czy prezydentom, jak i zwykłemu szaraczkowi. Kiedyś można byłoby powiedzieć, że osoby niewierzące to w większości najlepiej wykształcona i oczytana część społeczeństwa, a więc jako pewien rodzaj elity ducha powinni sobie łatwiej poradzić z wyzwaniem sensu życia niż przeciętny przedstawiciel społeczeństwa. Dziś jednak, kiedy w Europie ateizm i agnostycyzm w kolejnych krajach stają się dominującymi lub jednymi z dominujących światopoglądów w skali społecznej, trud ten staje nie tylko przed profesorem, intelektualistą czy artystą, ale i mechanikiem samochodowym, sprzedawcą czy urzędnikiem.

W moich poniższych rozważaniach pomijam problem naturalnych uwarunkowań i predyspozycji światopoglądu – kiedy nasza sytuacja społeczna, osobista czy wręcz neurologiczno-genetyczna silnie warunkuje nasze przekonania aż do granic determinizmu. Trywializując, łatwo być ateistą będąc Kubą Wojewódzkim. Łatwo być gorliwym religijnie nie mogąc zaspokoić tutaj swoich elementarnych pragnień i potrzeb. W takich przypadkach byt wyraźnie kształtuje świadomość. Światopoglądowo sytuacje te są dość banalne. Dużo bardziej interesujące są natomiast takie przypadki, kiedy świadomość wyraźnie wymyka się bytowi. To na przykład sytuacja, kiedy osoba mocno przez życie doświadczana, która nie ucieka w obietnicę, że poza doczesnością jest jeszcze coś.

Z humanistycznej perspektywy sens życia jest jedną z centralnych kategorii światopoglądowych. Najważniejsze wnioski jakie się na ogół pojawiają na ten temat, to:

- brak prób wypisywania prostych recept, formułowania i narzucania jednego sensu życia dla wszystkich ludzi, konieczność zmierzenia się z problemem indywidualnie (odrzucenie totalitaryzmu eschatologicznego)
- brak ostatecznego, absolutnego, transcendentnego sensu życia
- systematyzowanie i formułowanie sensu życia jako akt pożądany, ale niekonieczny
- możliwość formułowania bardzo wielu sensów życia.

Cd tekstu zjedziesz na stronie www.racjonalista.pl

————————–
Mariusz Agnosiewicz – założyciel, redaktor naczelny i publicysta Racjonalisty oraz tradycyjnych czasopism (publikował m.in. w Tygodniku Przegląd, Miesięczniku Dziś, Kwartalniku Bez Dogmatu). Ukończył studia prawnicze na UWr. Działa w ruchu humanistyczno – wolnomyślicielskim, założyciel i prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Główne zainteresowania: prawa mniejszości, prawa i wolności człowieka i obywatela, prawo nowych technologii, historia myśli, doktryn i ideologii oraz świecki humanizm; psychologia i socjologia internetu oraz wirtualne społeczności. Pasje: Racjonalista, książki oraz tenis.

Autorzy:

zdjęcie Mariusz Agnosiewicz

Mariusz Agnosiewicz

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 30; nazwa: m_agnosiewicz

2 komentarzy do:Humanistyczny sens życia

  • jacek

    [Re: Humanistyczny sens życia]

    wiara nie jest czyms racjonalnym. milosc do Jezusa jest szalenstwem i jestem szczesliwy szalejac za Nim :)

  • [Ateistyczny sens życia!!!]

    Jak się ma dla kogo żyć, to istnienie (bądź nieistnienie) Boga do niczego nie jest potrzebne.

    Ateizm jest taką samą wiarą jak wszystkie: tamci wierzą, że bóg (bogowie) istnieją, zaś my – że nie!




Skomentuj: jacek Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa