Gejbomber – tajemnicze dziecko bliźniaków?

Pośród plakatów, reklam i komunikatów wiszących w warszawskim metrze, autobusach i tramwajach moją uwagę zwracał przez długi czas afisz z zakapturzoną sylwetką „gejbombera”, zawierający charakterystykę owej tajemniczej postaci oraz obietnicę nagrody w wysokości 100 tysięcy złotych za pomoc w schwytaniu sprawcy (sprawców) pozorowanych ataków bombowych, które 20 października 2005 roku sparaliżowały centrum miasta na wiele godzin.

Okoliczności tego wydarzenia – trzy dni przed drugą turą wyborów prezydenckich- sprawiły, że od razu zacząłem się zastanawiać, o co w tym wszystkim tak na prawdę chodziło. Czy rzeczywiście był to samozwańczy akt odwetu jakiegoś sfrustrowanego homoseksualisty na politykach z prawicy, szerzących homofobiczną propagandę i dyskryminujących mniejszości seksualne? Bo w to, że zamachowiec lub zamachowcy reprezentowali jakieś mityczne organizacje podziemne, Brygady Power Gay i Silny Pedał, nie uwierzyłem nigdy. Czy pozorowane zamachy miały przeszkodzić Lechowi Kaczyńskiemu w wygraniu wyborów prezydenckich, czy też wręcz przeciwnie, powiększyć liczbę jego zwolenników i ułatwić zwycięstwo?

Jak wiemy, bomby były niegroźnymi atrapami, a więc tak na prawdę nie chodziło o to, by zrobić komuś krzywdę, lecz tylko o to, by wystraszyć. Kogo wystraszyć? Rzecz jasna, mieszkańców Warszawy, a w dalszej kolejności całego kraju. Bo nagłośnienie sprawy przez media spowodowało, że obywatele Rzeczypospolitej ujrzeli i usłyszeli w wiadomościach obszerne i pobudzające wyobraźnię relacje, które zrobiły na nich większe wrażenie niż samo wydarzenie na wielu mieszkańcach stolicy.

Cała sprawa miała więc wymiar medialny znacznie większy od rzeczywistego. Ale czemu miała służyć? Czy poruszając się w sferze faktów i domysłów można znaleźć odpowiedź na to pytanie? Podejmę taką próbę, najwyżej uznacie moje pisanie za polityczną fikcję. Otóż uważam, że afera „gejbombera” została zainspirowana lub wręcz sfabrykowana przez ludzi jak najdalszych od walki o emancypację gejów i lesbijek. Co więcej, moim zdaniem sprawa ta od dawna wisiała w powietrzu.

Przypominam sobie, co powiedział Lech Kaczyński, wówczas prezydent Warszawy, po „zamachu tortowym” dokonanym nań 2 czerwca 2004 r. podczas wiecu wyborczego PiS. Według relacji prasowych powiedział m.in.:„ To był brutalny, chuligański atak. Zawsze się temu sprzeciwiałem, a dziś okazało się, że to nie są ludzie tacy słabi. Przez ten tort wyraźnie czułem jego pięść”. Przyznaję, że opisywany zamach poruszy mną do głębi – przede wszystkim dlatego, że uwielbiam słodkości z kremem (a do tego kawę) i uważam, że obrzucanie nimi homofobów to obraza dla sztuki cukierniczej. No, chyba, że krem był już zjełczały, gorzki, ohydny …! W każdym razie, w medialnym obrazie tego zdarzenia pojawił się jeden bardzo ważny wątek. Oto geje, dotąd uważani przez Lecha Kaczyńskiego za „ludzi słabych” (w podtekście: wiadomo, poprzeginane cioty!), są ku jego zaskoczeniu zdolni do „brutalnego ataku”. Bo to, że tortowy zamachowiec był homoseksualny, ówczesny prezydent Warszawy, a obecnie prezydent Rzeczypospolitej, poznał od razu „na podstawie ogólnego oglądu i specyficznego stylu noszenia się”!

Rok później, 10 czerwca w warszawskim metrze miał miejsce fałszywy alarm bombowy. Anonimowy telefon z informacją o podłożonym na jednej ze stacji ładunku wybuchowym spowodował ewakuację metra oraz zamknięcie ruchu w centrum miasta na całe popołudnie. Jeszcze w trakcie tego zdarzenia pojawiła się wśród Warszawiaków pogłoska, że zamach został upozorowany na polecenie władz w związku z planowaną na następny dzień Paradą Równości, by uniemożliwić jej przemarsz. Przypomnijmy, że Lech Kaczyński odmówił na nią zgody, motywując to względami bezpieczeństwa. Co więcej, zamknięty przez policję rejon (wówczas nie wiadomo było, na jak długo) pokrywał się w części z planowaną trasą Parady.

Pojawiła się także inna plotka, a mianowicie, że bomba została podłożona prze gejów w odwecie za niewyrażenie zgody na przeprowadzenie Parady. Jej ślady do dziś możemy odnaleźć w internecie, w postaci wpisów na różnych stronach. Zacytuję dla przykładu dwa, pierwszy dokonany jeszcze w czasie alarmu: „To pedały i lesby atakują. Kaczorowi na złość” i drugi, późniejszy o kilkanaście godzin: „Ten alarm bombowy to zrobiły pedały – Kaczorowi z wdzięczności za paradę”. W każdym razie wielu ludzi zastanawiało się lub wręcz uwierzyło, że geje i lesbijki przyczynili się tak lub inaczej do wielogodzinnego komunikacyjnego chaosu w Warszawie.

A więc gejowscy aktywiści potrafią nie tylko znieważyć funkcjonariusza publicznego, obrzucając go tortem. Swymi awanturniczymi pomysłami parad dezorganizują życie publiczne, może nawet mszczą się na społeczeństwie pozorując ataki bombowe. Oba opisane powyżej wydarzenia to moim zdaniem okoliczności, w których narodził się warszawski „gejbomber”. Ściśle mówiąc, narodził się pomysł na „gejbombera”. Czas najwyższy zapytać wprost o jego rodziców, bo przecież każdy ma swych biologicznych lub tylko duchowych rodziców, także ów tajemniczy pseudo-zamachowiec (a raczej grupa zamachowców). To kukułcze jajo podrzucone ruchowi gejowskiemu, przez … no właśnie, powiedzmy wreszcie przez kogo?

I tu odwołam się do mądrości starożytnych Rzymian. „Ten jest winien, kto ma korzyść” – mawiali. A kto i jaką korzyść odniósł ze sprawy „gejbombera”? Odnieśli ją ci, którzy od długiego czasu straszą polskie społeczeństwo, że ruch gejowski godzi w -jak to oni mówią- wartości chrześcijańskie, zdrową moralność i tradycje narodowe. Teraz postanowili udowodnić, że geje i lesbijki są zagrożeniem dla porządku publicznego, dla bezpieczeństwa obywateli, może nawet dla państwa! Tajemniczy zamachowiec nie przez przypadek „zadziałał” tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich. Miał do wielu zakorzenionych w naszym społeczeństwie fobii dodać jeszcze jedną, unaocznić nowe zagrożenie bytu narodowego: agresywnych gejów, chcących przemocą narzucić społeczeństwu swój porządek.

Przede wszystkim jednak miał ułatwić zwycięstwo wyborcze obrońcy zagrożonego zewsząd społeczeństwa, szlachetnemu patriocie, który niczego innego nie pragnie, jak chronić prawych Polaków przed wszelkim złem. I ów sprawdzony w boju specjalista od obrony wartości, Lech Kaczyński, wygrał wybory prezydenckie. A zwycięstwo PiS-u w wyborach parlamentarnych i prezydenckich sprawiło, że ster państwa znalazł się w rękach przedstawicieli jednej opcji politycznej. Toteż wracając do ornitologicznych aluzji, bardzo ostatnio modnych, możemy powiedzieć, że „gejbomber” to nie tyle kukułcze jajo, co cudowne dziecko dwóch Kaczorów. Uosobienie perwersji, jaką jest w stanie wykreować jedynie chora wyobraźnia ludzi uważających się za krzewicieli tego, co zdrowe.

We wspomnianym na wstępie afiszu przedstawiającym sylwetkę zamachowca zwróciło moją uwagę przypuszczenie, że sprawca lub raczej sprawcy „w okresie przed zdarzeniem doświadczyli sytuacji stresowej, być może kryzysu o charakterze osobistym (np. odrzucenie przez rówieśników w związku z ujawnieniem odmiennej orientacji seksualnej lub poglądów politycznych)”. Cóż, różne bywają reakcje młodych ludzi przeżywających taki życiowy zakręt. Ale czy w przypadku chłopaka, którego tożsamość formowała się homofobicznym otoczeniu, ujawnienie homoseksualizmu rodzi od razu identyfikację odrzuconego ze środowiskiem gejowskim i pobudza do występowania w jego imieniu, do walki o emancypację gejów i lesbijek? Raczej spodziewałbym się nieakceptacji siebie, niechęci lub wręcz wstrętu do świata, do którego człowiek ten nie chce należeć, może nawet agresji wobec gejów. On przecież musi udowodnić, że nie jest ciotą, broni się długo przed pedalstwem i z reguły mija sporo czasu nim zrodzi się w nim gejowska tożsamość.

W każdym razie homoseksualny wątek charakterystyki „gejbombera” zrobił na mnie wrażenie udowadniania z góry przyjętej tezy, utrwalania w świadomości społecznej zlepku myślowego groźniejszego może od prawdziwych bomb. Geje to już nie tylko grupa roszczeniowa, to niebezpieczni ekstremiści, to terroryści podobni do islamskich fanatyków. A wszystko to niby zupełnie przypadkowo w pod sam koniec kampanii wyborczej. I jak zawsze w takich przypadkach, gdy seks miesza się z polityką, gdzieś w tle domniemanej orientacji seksualnej zamachowca znalazły się informacje o znaczeniu wręcz kluczowym: twórca a raczej twórcy bomb posiadali dużą wiedzę na temat metod działania policji oraz budowy ładunków wybuchowych. Wykonane przez nich trapy do złudzenia przypominały prawdziwe bomby, a umieszczone w nich chemikalia sprawiły, że policyjne psy wyczuwały obecność materiałów wybuchowych. Szczerze wątpię, by było to dzieło sfrustrowanego homoseksualisty i jego kolegów. I skąd wzięli się ci koledzy, skoro właśnie został odrzucony przez rówieśników, co wywołało u niego wielki kryzys?

Nie można oczywiście wykluczyć, że któryś z twórców pozorowanego ataku bombowego z 20 października 2005 r. jest homoseksualny. Przede wszystkim jednak to ludzie posiadający dużą wiedzę z dziedziny pirotechniki oraz bezpieczeństwa publicznego i najprawdopodobniej działający na polityczne zamówienie. To prawicowi politycy powołali do życia „gejbombera”, wyznaczyli nagrodę za jego głowę i … położyli łapę na państwie. Przeczucie podpowiada mi jednak, że prędzej czy później dowiemy się, jakie były kulisy tej sprawy. Ktoś kiedyś dogrzebie się do materiałów, które nigdy nie miały ujrzeć świata dziennego. I wtedy ktoś będzie gorzko kwakał, przepraszam, płakał przed jakąś speckomisją.

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

6 komentarzy do:Gejbomber – tajemnicze dziecko bliźniaków?

  • igrażka

    [Re: Gejbomber - tajemnicze dziecko bliźniaków?]

    Pawle, od dawna tłumaczę moim znajomym homo i heteroseksualnym to, co raczyłeś tu przelać na papier (ekran). Zgadzam się z teorią, że jeden i drugi „zamach” był prowokacją ówczesnych władz stolicy, a obecnych kraju. Dziwi mnie jedynie, że polskie organizacje gejów i lesbijek tak niemrawo odcięły się od tego „gejbombera”, a niektóre portale (nie będę wymieniać z nazwy) wręcz zaoferowały pomoc policji w odnalezieniu owego „geja”.
    BTW w kwestii twoich dywagacji nt. orientacji seksualnej spiskowca – może faktycznie to kryptogej, który w celu udowodnienia sobie i innym, że „ciotą nie jest” wstąpił do MW, lub młodzieżówki PiS i przeszedł „inicjację” polegającą na podrzuceniu atrap bomb.
    Mam nadzieję, że istotnie dowiemy się kiedyś prawdy.

  • y00rek

    [Re: Gejbomber - tajemnicze dziecko bliźniaków?]

    Watergate Bis.
    *************************

    Pierwszy bohater:
    Marek Biernacki
    „przewodniczący sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych” (za awuesu)

    „Po odejściu z rządu Janusza Tomaszewskiego pełnił funkcję ministra spraw
    wewnętrznych i administracji.” (rządy awuesów)

    Z pana Marka:
    „Gdybym wiedział, że jedno życie policjanta ma być zagrożone lub Pałac
    Kultury miałby zostać wysadzony, wysadziłbym Pałac Kultury”

    „Dosyć trudno wykreować mafię jeżeli ona sama się nie wykreuje”

    Drugi bohater:

    Konstanty Miodowicz
    „W latach 1990-1996 był zatrudniony w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i
    Urzędzie Ochrony Państwa, gdzie, jako szef kontrwywiadu, uczestniczył w
    budowie polskich służb specjalnych.”

    Co łączy tych panów i sprawę gejobombera? Czy coś ich w ogóle łączy?
    Drobiazg: zmontowali sprawę Jaruckiej (pamiętacie – było coś takiego jak
    komisja śledcza, Miodowicz był jej członkiem, a Jarucką przyprowadził do
    komisji Biernacki) przeciw Cimoszewiczowi, wtedy rywalowi Tuska i
    Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Koncertowo prawda? Mieli i motywy, i
    środki, i możliwości. Profesjonalne podejście i wykonanie zakończone pełnym
    sukcesem. Cimoszewicz został wyeliminowany. Na placu boju zostało tylko
    dwóch kandydatów. Rok 2005 był rokiem niezwykłym. „O roku ów pamiętny”
    napisałby Henio S. w kolejnej epopei. Drugi cud nastąpił przed drugą turą.
    Pojawił się gejbomber. Akcja przeprowadzona z rozmachem i profesjonalnie
    wykonana. Wybory wygrał Kaczyński.

    Moja teoria spiskowa się oto zamknęła. Mam tylko jeden problem. Czy
    drugaakcja zakończyła się sukcesem? Obaj panowie są aktualnie posłami
    Platformy Obywatelskiej. Bliskimi współpracownikami przegranego kandydata
    Donalda Tuska.

    Kto tu kwacze?

    ***************************
    ‚Z ostatniej chwili:’

    „W czwartek Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych na posiedzeniu zamkniętym
    dla mediów, ponownie zajmowała się sprawą fałszywego alarmu bombowego.
    Wniosek o zajęcie się sprawą złożył Marek Biernacki (PO). Jego zdaniem,
    sprawa jest niejasna i konieczne jest sprawdzenie, kto „za nią stał”.

    Kto to będzie sprawdzał? Czyżby znów poseł Biernacki z posłem Miodowiczem?

    Koniec
    ***************************

  • Michał

    [Re: Gejbomber - tajemnicze dziecko bliźniaków?]

    jaki Henio S. i jaka epopeja? ;P

    matyldo…

  • y00rek

    [Re: Gejbomber - tajemnicze dziecko bliźniaków?]

    „Rok [...] był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.”

    No wykrakał… ;)

    A ja się faktycznie rąbnąłem :) Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że Michaś grał w obu – mogłem się pomylić? :P

  • Michał

    [Re: Gejbomber - tajemnicze dziecko bliźniaków?]

    zaprzeczam. w lekturach szkolnych nie wystepuję. ;P

  • Andrew

    [Re: Gejbomber - tajemnicze dziecko bliźniaków?]

    ta ulotka była przerażająca.

    Wszystkie opisane cechy „zamachowca” wskazywały na mnie. Była tak sugestywna, że już wiebrałem się na najbliższy komisariat zgłosić siebie i odebrać moje sto tysięcy.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa