Podróże i złudzenia


nocne motyle

w sierpniową noc
tchnącą dojrzałym chłodem
otworzę okno
i zapalę wszystkie światła w mym pokoju
i będę czekał na nocne motyle
niczym władca najpotężniejszy
ogłaszający bal kostiumowy
w gotyckim zamku
a gdy przybędą na me zaproszenie
będę przyglądał się ich strojom
dziwnym i strasznym
w każdym coś ze smoka
coś z rycerza
i coś z czarnoksiężnika
a później zatańczę z nimi
na cześć światła
taniec śmierci

nie zrobiłem tego w tym roku
znów przegapiłem lato
(18.09.2003)

*
Jarkowi M.
wyszedł
i po sobie we mnie
pozostawił burzę
a już wątpiłem
że jest gdzieś taka perła
w muszli chropawej
(1.11.2003)

*
jak brzmi Patetyczna o zmierzchu
jak smakuje wiśniówka o zmroku
czy wiesz to tak
jak wiem ja
gdy przeciw ciemności zapalam świece
i czekam
jak rozgrzewa herbata z sokiem z pigwy
jak mruczy kot na powitanie
czy wiesz to tak
jak wiem ja
gdy wiatr targa konarami drzew
i straszy
jak uciec w świat spisanych opowieści
jak sen się skrada przed północą
czy wiesz to tak
jak wiem ja
gdy przeszłość woła zimnym głosem
i boli
(15.11.2003)

*
Maćkowi W.

przyjadę
lecz nie przyjdę do ciebie
usiądę przy kamiennych lwach
i będę myślał o tobie
aż poczujesz tchnienie
dotyk i blask
aż moje myśli staną się powietrzem
wokół ciebie
i będą wszędzie tam
gdzie chciałbym być ustami
(4.06.2004)

*
Achilles i Patroklos wyszli ze szkoły
i trzymając się za ręce
zbiegli z Tumskiego Wzgórza
by brodzić w piasku i kąpać się w Wiśle
potem usiądą w kawiarnianym ogródku
będą pić piwo i spoglądać sobie w oczy
na wysepce cienia
należącej tylko do nich
pod kolorowym parasolem
jakich wiele rozkwita
w blasku czerwcowego słońca
dwa ziarna piasku
w dolinie wielkiej rzeki
(9.06.2004)

*
zapach jaśminu i parzonej kawy
sylwetki Dionizosa i gladiatora z Ancjum
a wszystko to zmieszane łykiem korzennego likieru
zasłuchane w symfonicznym morzu Brahmsa
słodko gorzko roześmiane i płaczące
moje mieszkanie na słonecznym brzegu lata
księga śmierci i ubóstwienia zadumanego Antinousa
myśli i obrazy ukryte na długie deszczowe godziny
moje naczynie ofiarne znad którego wypatruję
niech by już przyszedł młodzieńczy sen niebieskooki
choć odrobinę przystępniejszy od Tirona
a wówczas wszystko co dostojne i powagi pełne
niech by pozostało dziełem zakochanego w nim Cycerona
(17/18.06.2004)

*
Krzyśkowi vel Christianowi

twoje usta smakują jak woda i powietrze
oddychałem nimi przez chwilę
dwie chwile dłoni splecionych pragnieniem
w dumnym świecie ze szkła i stali
bogatym w spragnione krwi ostrza
jak pogodna noc w gwiazdy

nie wiem gdzie narodził się
rdzawy blask twoich oczu
i dokąd wołają mnie spojrzeniem

szukam słów by okryć nimi nieodgadnioną tajemnicę
martwe pisklę wdeptane w ziemię jak zeschły liść
od wczoraj zmierzch coraz szybciej biegnie za świtem
czy się odnajdziemy czy utracimy
nim śmierć nakarmi nami życie
(24-26.06.2004)

*
nie chcesz być moim słońcem
bądź odtąd moim cieniem
a świat niech się staje
ja będę bluszczem wokół ciebie

w rodnej wielości istnień
jesteśmy chwilą świadomości
sięgającą bezradnie prawieków i gwiazd
pragnącą chciwość zmieniać w miłość

w miłosnej walce splatać ciała
i w dionizyjskim upojeniu
snem o wieczności zasnąć
na biesiadnym łożu
(27.06.2004)

*
Arturowi J.

twoja diva powabna ale i dumna
córka nieprawdopodobna muz opiekunek
i Siedmiu Mędrców
co byli przecież mężolubni
Episteme światłem szeroko rozlana Wiedza
rzeka pragnienia
wielbicielom takim jak ty nie przynosi szczęścia
pod swym płaszczem gwiaździstym jak niebo nad Narwią
choć może ofiarować dociekanie i odkrywanie
muzykę przetrwania najdzikszych kaprysów życia
niewdzięcznego chłopaka

ale ty naparstkiem odmierzasz cele
by nie drażnić akwizytorów kadzidła
dealerów pobożności
a mógłbyś szklankami pić swój los
jak czerwone wino
bo gej to stan świadomości

kłaniać się jedynie zachodzącemu słońcu
gdy rozlewa po chmurach płomienie
na połowę nieba

a trawy krypto homo nie wiadomo
niech się kłaniają wiatrom
(2.07.2004)

eroticon.

Jackowi K.

ku tobie słońce wędruje od wschodu
by blaskiem budzić miłosne pragnienie
i świat maluje barwami zachodu
zwiastując wciąż nowe spełnienie
(20.08.2004)

*

Marcinowi K.

na chmurne niebo nad Bzurą zbiegły się jaskółki
w przedjesiennej gorączce podróży
jest tyle ulic i tyle domów a ja nie potrafię odgadnąć
z którego wychodzi i do którego wraca
chłopak o bursztynowym ciele słonym jak morze
gorącym jak piasek w sierpniowym słońcu
pachnącym rozkoszą
świerszcze grają jak serce pulsującą harmonią istnień
krzyczących przed wielkim chłodem i snem
może powinienem pójść przez most a może w przeciwną stronę
czy napotkam gdzieś chłopaka który lubi gdy patrzymy sobie w oczy
i który dla każdego wymyśla sobie nowe imię i inne życie
i który nie lubi świerszczy
z nim nic być nie musi a wszystko być może
i będzie złudzeniem
(4.09.2004)

*
Marcinowi z Gór
który położył kres złudzeniom

twoje imię twoje myśli twoje ciało
moja wyspa spełnienia na rzece tęsknoty
którą zaprzyjaźniony posłaniec Merkurego
wskazał mi na pogmatwanej mapie życia
tuż za trzecim zakrętem na skraju nicości

a teraz wciąż mi daleko do twych ust i oczu
wciąż gubię w podróży ślad twego zapachu
i twego głosu mi skąpią bezduszne telefony
więc ile znaczeń może mieć milczenie
tyle jest we mnie obawy i nadziei

zbieram dla ciebie słowa ty dla mnie godziny
a kiedy założymy wspólną codzienność
naszą powszedniość i naszą odświętność
jak nam ze sobą będzie
po kres naszego świata
(4.11.2004)

Opatów

wiatr siłacz listopadowy złościł się deszczem
gnał liście po ziemi i chmury po niebie
aż do nocy zbyt wcześnie kończącej jesień
zbyt krótkiej jak zawsze przed podróżą

pojechaliśmy przez świat uspokojony już śniegiem
by w mglistą godzinę pochmurnego zmierzchu
zabarwionego żółto rdzawo jak piaskowiec
patrzeć jak zasypia opatowska kolegiata
ona spoglądała na nas mdłym światłem okien
zaciekawiona przybyszami co w śnieżne wieczory
nie często przychodzą opowiadać jej na dobrą noc
o kamiennych templariuszach nad głównym portalem
którym kanonik Rafał z Brzezia kazał poutrącać głowy
bo czciciele Bahometa z nich byli i obrzydliwi sodomici
o zastygłym w brązie opłakiwaniu wielkiego kanclerza
rozpaczy króla hetmana biskupa i wszystkich stanów
lamencie wszelkiego stworzenia na śmierć Krzysztofa Szydłowieckiego

potem słuchaliśmy jak wiatr i drzewa szepczą w mroźniej ciszy
o świętych kamieniach pogańskiego Żmigrodu
zapadłych pod ziemię na wzgórzu za rzeką
na których pokolenia przeminione w otchłani niepisanych dziejów
krzesały wiosną ogień czcząc Słońce i węże Peruna
splecione boską miłością zaklętą przez Apollona w kaduceuszu
którą młodzieńczy Hermes kochał pieszczocha Kadmosa
której zabraniał surowy bóg Izraela
i której nie chcą zwać miłością kapłani jego syna
wznoszący z chrystusowych i żmijowych kamieni
dumne strażnice wiary i nadziei
na wieki wieżami wbite w niebo
zgnilizną krypt uciskające ziemię

nad wczesnym mrokiem zawieszona lampa półksiężyca
prowadziła nas w wędrówce na Rynek
na wyliczanie dusz dawno umarłych
i dymów dawno rozwianych
chrześcijan i żydów
kupców drążących pod swymi domami
piwniczne izby i korytarze
by głęboko w wilgotnym lessie skrywać trunki
i może czasem jeszcze głębiej wężową miłość

przyjemnie było w tym miasteczku zjeść na kolację
spóźniony obiad z lampką czerwonego wina
i odjechać nie dociekając jakimi są tam
spojrzenia i pocałunki wężowego plemienia
wciąż skrytego pod udawaną powierzchnią życia

wracając całowałem ustami wyobraźni twe powieki
zbyt zmęczony by z oczu kochanka odgadywać przyszłość
niespodziewanie przyszła do ciebie moja miłość
niespodziewanie nadeszła nasza pierwsza zima
(21.11.2004)

*
słowa zamiast pocałunku
który ani dziś ani jutro
być nie może

u ciebie bez ciebie
jest mi jakoś dziwnie
bo jeszcze nie u nas

radość że jesteś
smutek że daleko

światem jesteś ty
miłością jesteś ty
tą chwilą jestem ja

jutro ma barwę twoich oczu
jutro ma smak twoich ust

tam gdzie kończą się słowa
zaczynają się pocałunki
(7/11.12.2004)

*
w połowie drogi między tobą i mną
wyrasta z ziemi bóg kamień i kapłan dąb
zapomniana wyrocznia przed światem ukryta
naszych codziennych spojrzeń porannych pytań
wieczornych odpowiedzi pocałunków na nieznane
u wejścia do namiotu snów na dywanie marzeń
(8.12.2004)

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

8 komentarzy do:Podróże i złudzenia

  • Krzysiek

    [Re: Podróże i złudzenia]

    No i znow mam potwierdzenie, ze Twoja poezja jest kamieniem milowym w dziedzinie przelamywania stereotypu homofobii w Polsce..

  • mTV

    [Re: Podróże i złudzenia]
    :-)

  • Uschi/Sass

    [Re: Podróże i złudzenia]

    Nie wiem, czy jest kamieniem milowym przełamywania czegokolwiek ;) . Mi się po prostu podoba. Szczera? Tak ją widzę. I trochę współodczuwam – a dzięki temu łatwiej czytać poetów :) . Chcę więcej!

  • mund

    [Re: Podróże i złudzenia]

    w żadnej prawdziwej poezji nie daje się chyba wyrażać aktów nienawiści, a więc i ta niczego nie przełamuje, a jest wyjątkow piękna, „gejowska” poezja miłosna ma swą siłę, ale przecież każda poezja o miłości trudnej lub niemożliwej ma taką siłę, nawet niejaki adaś M. jak sobie skrobał somety i inne kawałki o miłości niespełnionej to do dziś mają swoją moc

  • Pawlik M

    [Re: Podróże i złudzenia]

    Meczylem sie, prawde mowiac, skaczac po tych „kamieniach milowych”.
    A poza tym, sadzac po licznych dedykacjach, autor propaguje rozwiazlosc, czego nam reszta spoleczenstwa skrycie zazdrosci…

  • anacharsis2004

    [Re: Podróże i złudzenia]

    Pawliku!
    To, że autor dedykował niektóre wiersze różnym facetom, nie oznacza, że z każdym uprawiał seks :-)

  • marek

    [Re: Podróże i złudzenia]

    a o mnie nic nie napisałeś. szkoda. pamietaj jednak
    gdy poeta pisze nie jest piearzem
    a motyle sa moje
    okropnie moje
    na zawsze. no
    pamietasz mojego maila to napisz jaki jest twój bo nie pamiętam twojego.
    [poza tym to wszystko nie tak]

  • jk

    [Re: Podróże i złudzenia]

    o kurcze. wow. dziwnie sie to dzis czyta. a jeszcze dziwniej gdy zna sie wszytskie inne osoby ktorym inne wiersze byly dedykowane. blaski juz nie rodza zadnych pragnien ani zachody spelnien.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa