Pedalsko – więzienna epopeja

„Zbrodnia i…” – potężna, 800-stronicowa epopeja pedalsko-więzienna. Bandycko-seksualne przypadki 36 letniego aktora i 16 letniego hydraulika na tle panoramy PRL-u. Ówczesne życie salonowe Warszawy oraz szokujące erotyczne za więziennym murem. A zarazem historia 10 i pół roku walki napiętnowanego inteligenta ze społecznością więźniów oraz więziennymi władzami (w jakiejś mierze walki z Systemem). „Zbrodnia i…” była wielkim bestsellerem 1988 roku, okrojona o połowę przez dogorywającą cenzurę ukazała się nakładem WL (sprzedano około 70 tysięcy egz.). Obecnie nakładem Korporacji Ha!art ukazuje się pełne, autorskie wydanie więziennej epopei.

O autorze
Jerzy Nasierowski – ur. 1933 r., artystokrata, złodziej, pisarz, aktor, pedał, ateista, ex-więzień. Występował m.in. w filmach Zanussiego, także bohater filmu dokumentalnego. Autor bestsellerowej „Zbrodni i…”. Opublikował słynną trylogię: „Nasierowski, ty pedale, ty Żydzie”, „Nasierowski, ty antychryście”, „Nasierowski, ty…” oraz próbę autobiografii „Nie moje życie”. Dla portalu gaylife.pl pisze powieść w odcinkach: „Ten pedalski PRL w/g Nasierowskiego”. Nasierowski jest powszechnie uznawany za pierwszego pedała PRL-u oraz III RP. Obecnie powalczy o to miano w IV RP.

Fragmenty
Po egzekucji, panie Nasierowski, trupa nie oddają rodzinie. Studenci się z niego uczą… – Mężczyzna w białym kitlu muskał mnie opalizującym ostrzem z celnością chirurga. – Blondynek, co dusił taksówkarza, będzie dobry, bo chudy… – Potatuowany nadgarstek skrobał mi teraz szczecinę tuż nad grdyką – Kiedy go, panie Nasierowski, goliłem, zawsze mu gadałem, że pojedzie tam z kartką u nogi. Śmiał się. Do końca wierzył, że go ułaskawią. No i co? Pojechał… Ładnego gówniarza, z celi obok, też potną. Nie musiał walić dyrektora lichtarzem. W zasadzie się tłumaczył, że facet go złapał za jaja. Wielkie rzeczy!… – Mówiąc to, fryzjer patrzył na moje oczy, usta, policzki, wcale nie śladem brzytwy. Po czym wspomniał z naciskiem, że ktoś ukradł Andrzejowi spod łóżka karton „Winstonów”… Bardzo dobrze. Pewnie były od Berty… Kiedy dodał, co według niego czeka Andrzeja, chyba zbladłem. Na szczęście strażnik otworzył celę. W drodze na rozprawę zakrywałem twarz dłońmi.
Zeznaje kolejny świadek… Utykam chleb w uszach. Zaciskam powieki. Łokciem czuję milicjanta. Za nim Andrzej… Ostatni raz widziałem Andrzeja przed jego aresztowaniem. Półtora roku temu… Miesiąc temu skończył 21 lat. Nigdy mi nie wybaczy tego mojego donosu. Ile jeszcze potrwa jego „nigdy”?
„Powiesić ich!” – Te okrzyki, spojrzenia obdzierały mi skórę z ciała. Smoła i pierze byłyby czymś kojącym. Andrzej chciał wziąć na siebie nasze kradzieże. Swoim donosem oddałem go tym tutaj na ubój?
„… Oskarżam Andrzeja Wicza urodzonego w …, pochodzenie społeczne…, wykształcenie…, karanego…, i Macieja Banasia, urodzonego…, karanego…, oraz Jerzego Nasierowskiego, pseudonim „Kuba”, nie karanego… o to, że” – ogłosiła zza trybunału? ogłasza? różowowłosa kobieta w czarnej todze. (…)

Jestem lojalnie za panami, co w ulicznym tłumie ocierają się oczami o przebiegłych chłopaków, łowią ich wyrachowane spojrzenia… Niemal obwąchują ich ślady wokoło Domu Prasy, snują się za nimi do Placu Trzech Krzyży, zaglądają po drodze do jednej kawiarni, drugiej… I z powrotem Bracką… Runda dookoła „Pawilonu Chemii”, „Domu Towarowego”… Alejami do trzeciej kawiarni, czwartej, piątej… Znów Plac Trzech Krzyży… Jedni, drugich znali na pamięć z kolejnych okrążeń. Za dnia pospołu ginęli niezauważeni w tłumie przechodniów, ale wieczorem, nocą; normalnych ludzi odsiewały jutrzejsze obowiązki, późna pora. Ci zgodnie krążyli niezmordowani, już prawie pustymi ulicami, nie pomni swej rannej pracy, szkoły. Coraz bliższe świtu godziny, dzieliły najwytrwalszych w grzechu, a może najbardziej nieśmiałych, żeby sprzedać lub kupić?
Pod knajpą „Melodia” na Nowym Świecie zatrzymywały się wozy milicyjne. Na pijanych klientów czekał też rząd taksówek i spacerujące prostytutki. Cienie lękliwych panów w zetknięciu się z tą jawną normalnością, wiły się niby krety wyciągnięte do światła latarki. Zapadali nerwowo w podniesione kołnierze, pod opuszczonym rondem kapelusza czy czapki. Tylko oczy biegły im łapczywie za idącym od niechcenia chłopakiem, aż sztywnym z niedostępności. Wykalkulowanej czy rzeczywistej? – ważyła myśl gorączkowo… Po co innego chłopak by tak chodził…
Kobiet, prócz prostytutek tu nie było. „Miasto” wyludniało się. Niepewny rytm kroków tych kulturalnych panów odcinał się rażąco od bandyckiej powolności tamtych młodych, pełnoprawniejszych obywateli „Miasta”. Łowca i zwierzyna mieli tylko jednakowo nieruchome twarze. Słów nie potrzebowali wiele: „ile?”, „chodźmy”… Lub żadnych. Słowa niczego rzetelnie nie obiecywały ani zabezpieczały. Wyrostek często bywał przynętą, rzuconą przez jego kolegów. Szli za nimi dwoma – w trzech, czterech…Rozdzielony zysk niewielki, więc emocja? Upust złości? Rozchodził się bez echa pomocy krzyk, „Ratunku!” W wyludnionym zmroku nikł łobuzerski tupot. Od małego skwerku, przy Placu, w stronę Alei Ujazdowskich… Pan tracił portfel, zegarek, coś jeszcze. Krwawiła mu rozcięta warga. Za dzień, dwa przychodził tu znów; gotów wybaczyć rabusiowi spotkanemu w jego rękawiczkach, bez portfela, zegarka. Więc jaki był sens wołać milicjanta. Przygnała pana samotność? Choroba?

DANE KSIĄŻKI:
ISBN 83-89911-34-5
Ilość stronic: t.1. 364, t.2. 342
Projekt okładki: Anna Ostoya
Wydanie I
Cena detaliczna: 35 PLN
Wydawca: Korporacja Ha!art
Miejsce wydania: Kraków 2006
Format: 110×180
Okładka: miękka

1 komentarz do: Pedalsko – więzienna epopeja

  • pawelfielek(at)gazeta.pl

    [Re: Pedalsko - więzienna epopeja]

    Jestem mlodym 27 letnim facetem i z wielka przyjemnoscia czytam ksiazki jurka on jest wzorem dla pismakow i ludzi ktorzy sa antyhomo dzis czytalem antychrysta superrr polecam panie jurku prosze o wiecej.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa