- homiki.pl - http://homiki.pl -

Mędrzec Dyżurny o homoseksualizmie

CZY HOMOSEKSUALIZM JEST ZŁY?

Drogi Mędrcze Dyżurny Chciałam zapytać, jak Kościół odbiera sprawy homoseksualizmu? Czy jest to złe? Przecież niektórzy ludzie nie wybierają tego świadomie i obwiniają się za taki stan rzeczy. Czy jest to może ich wina?
Madzia

Droga Madziu.

Syn moich znajomych usłyszał w szkole (chodził do pierwszej klasy) obraźliwie wypowiedziane słowo oznaczające homoseksualistę. „Mamo, co to znaczy? – zapytał po powrocie do domu. Matka wzięła synka na kolana i zaczęła tłumaczyć. „Wiesz, Adasiu, że mama kocha tatusia. Widzisz czasami przytulamy się do siebie, całujemy się, prawda? Zdarza się jednak, że tak samo zachowują się dwaj panowie” – powiedziała. Adasia w tym momencie potrzepało jak psa po kąpieli. Zrobił przy tym minę, jakby miał ciężkie problemy żołądkowe.

Zwróć uwagę, Madziu, że to dziecko zareagowało w sposób naturalny. Nikt mu nie zdążył powiedzieć, że w takim zachowaniu dwóch panów jest coś złego. Ono to po prostu wyczuło. Jest coś takiego w zdrowym człowieku, że wie, jakie zachowania są złe, bez potrzeby tłumaczenia mu tego. To jest odruch. Ten sam odruch miały całe społeczności, które zazwyczaj nie tolerowały zachowań homoseksualnych. Użyłem tu czasu przeszłego, bo ostatnio to się zmieniło. Teraz w wielu krajach homoseksualiści domagają się takich samych praw, jakie mają normalne małżeństwa, a gdzieniegdzie już takie prawa otrzymali. To oznacza, że całe społeczności, które się na to godzą, zaczynają być chore.
Ale Ty pytasz o stanowisko Kościoła. Otóż Kościół zawsze, od samego początku, mówił, że zachowania homoseksualne są bardzo ciężkim grzechem, jednym z najcięższych. Zwracam jednak uwagę na słowo „zachowania”, bo sama skłonność do homoseksualizmu nie jest grzechem. Nie może być grzechem to, za co człowiek nie odpowiada. Jeśli ktoś taki się urodził, że zamiast odczuwać naturalny pociąg do osób płci przeciwnej, skłania się ku osobom swojej płci, to nie jego wina. Ale to nie znaczy, że musi zaraz znaleźć sobie „partnera”, z którym będzie współżyć. Ma po prostu pozostać sam, tak jak sami zostają ci, którzy nie wstąpili w związek małżeński. Iluż jest takich. Ale te niezamężne kobiety i nieżonaci mężczyźni nie robią demonstracji i nie łażą z transparentami, na których widnieją hasła: Żądamy małżeństw! albo „Precz z samotnością!”. Oni po prostu robią swoje. Nigdzie nie jest napisane, że każdy człowiek musi mieć partnera, z którym mógłby współżyć. Jeśli ktoś nie wstąpi w naturalny związek małżeński, powinien pozostać sam.

Jeszcze raz, żeby było jasne: Żaden człowiek o skłonnościach homoseksualnych nie musi o nic się obwiniać, jeśli z tych skłonności nie robi użytku. Jeśli jednak ten użytek robi, staje się winien niezwykle ciężkiego grzechu, o którym święty Paweł mówi w Liście do Koryntian: „Nie łudźcie się, mężczyźni współżyjący ze sobą nie odziedziczą królestwa Bożego”.

Mędrzec Dyżurny

źródło: Mały gość niedzielny, nr 7/2002 [1]