- homiki.pl - http://homiki.pl -

Przebudzenie

Ostatni dzień roku. Wielu z nas kojarzy go z wielką sylwestrową zabawą, pokazem sztucznych ogni i szampanem. Jest to jednak także czas refleksji nad sobą samym: doświadczeniem jakie zdobyliśmy w ciągu ostatnich 365 dni, oraz zmianami jakie w nas zaszły pod wpływem mniej lub bardziej znaczących zdarzeń.

Dla mnie rok 2005 był całkiem inny od poprzednich. Wyjątkowy. Pierwszy raz tak naprawdę poczułam, że istnieję. Że żyję. Śmiało mogę nazwać go nie tylko czasem wielkich zmian, ale także czasem przebudzenia.

Zaczęło się banalnie i nic nie wskazywało gwałtownych przemian, wręcz przeciwnie. Pamiętam jak dziś zeszłoroczną zabawę sylwestrową. W trakcie jej trwania nie wiedzieć czemu temat jednej z rozmów zszedł na zupełnie nieoczekiwany dla mnie tor. Ktoś zapytał się mnie, czy kiedykolwiek czułam pociąg do jakiejś dziewczyny. Pytanie było dla mnie ciężkie. Automatycznie odpowiedziałam „nie”, a potem kiedy już impreza dobiegła końca i zostałam z moją znajomą, jakby chcąc potwierdzić swoje wcześniejsze „zeznania”, nawijałam o ideale mojego partnera życiowego. Wszystko się zgadzało, po za płcią. Mówiłam o mężczyźnie, choć tak naprawdę sama sobie zadawałam pytanie „I kogo chcesz okłamać? Innych możesz oszukiwać, ale siebie nie potrafisz”.

To był dla mnie szok. „Jak to? Ja…? Nie – to niemożliwe, jakiś absurd.” Przypomniała mi się pewna rodzinna pogawędka. W telewizji leciał program o homoseksualistach, tata skwitował krótko „zboczeńcy”. Moja mama wtedy stanęła w „obronie”, twierdząc, że to nie zboczenie, a choroba. Nie pamiętam jaka była moja reakcja, czy wyszłam z pokoju, czy nie… wiem, jednak, że mnie to oburzyło. Nigdy nie nazwałabym tego zboczeniem, ani chorobą, mimo, że nie znałam wówczas ani jednego homoseksualisty. Ale teraz? Teraz nagle okazuje się, że jestem taka jak „oni”. Że jestem… to słowo nie chciało mi przejść przez gardło. Czułam wielką niechęć do siebie, a jednocześnie byłam pewna, że to przecież nie może mnie spotkać – mnie? Czemu mnie… przecież nie co drugi człowiek jest homoseksualistą, a przynajmniej co dwudziesty… Więc dlaczego ja?

Spojrzałam na całe swoje dotychczasowe życie jeszcze raz… Na pierwszy kontakt z płcią przeciwną, który zakończył się kompletnym fiaskiem. Na moją fascynację kobietami, we wczesnym dzieciństwie. I na pierwszy zgrzyt w moim wówczas idealnym, wyuczonym, heteroseksualnym spojrzeniu na świat, który równie szybko został załagodzony jak się pojawił. Miałam trzynaście, może czternaście lat… w pewnym momencie zorientowałam się, że podoba mi się moja drużynowa. Że nie tylko chciałabym, żeby była moją bliską przyjaciółką, ale chciałabym mieć ją przy sobie znacznie bliżej. Pomyślałam wtedy, że mam strasznego pecha, że któraś z nas nie jest chłopakiem. Bo przecież dziewczyna z dziewczyną… nie.. to chyba niemożliwe. Poczułam obrzydzenie w stosunku do swoich własnych myśli. A potem, a potem jak z bicza strzelił, dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak homoseksualizm. Wtedy jednak jak każda przykładna i „normalna” nastolatka spotykałam się z chłopakiem. Mogłam z nim rozmawiać godzinami, chodzić na spacery, ale kiedy dochodziło między nami do jakiegokolwiek zbliżenia fizycznego czułam się nieswojo. Jakby to było coś nienaturalnego. Unikałam więc wszelkich pocałunków i przytulania. Chciałam zakończyć tą znajomość, jednak nie potrafiłam mu wyjaśnić dlaczego. Ja po prostu niczego nie czułam. W końcu moja kumpela, podając się za moją dziewczynę, kazała się mu ode mnie odczepić. Zrobiła to dla żartu, i nawet się na nią nie złościłam, że zrobiła ze mnie „lesbę”, gdyż przynajmniej, problem zakończenia tej znajomości, miałam z głowy. Kilka miesięcy później wyjechałam nad morze na wakacje. Poznałam tam młodszą ode mnie dziewczynę (ja wtedy miałam 16 lat) i szybko się z nią zaprzyjaźniłam. Spędzałyśmy ze sobą praktycznie każdą chwilę, przytulała się do mnie, trzymała za rękę, kiedy spacerowałyśmy po plaży, pożyczała ode mnie ubrania, a ja od niej. Niby nic wielkiego – zwykła przyjaźń. Ja jednak zasypiając obok niej czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie, mimo, że w naszych kontaktach nie było żadnego erotyzmu, zwykłe dziewczęce przytulanie się do siebie. Z każdym dniem lubiłam ją coraz bardziej, z każdym dniem pragnęłam jej mocniej i silniej. Niestety wakacje szybko minęły, kontakt się urwał. A ja sama do końca wtedy nie wiedziałam co czułam. Nie potrafiłam tego zdefiniować. Czasem kiedy to wspominam, żałuję, że coś takiego już nigdy mnie nie spotka, ta cała niewinność, nieświadomość i radość z bycia obok drugiej osoby, której nawet nie da się określić słowami, bo takich słów się jeszcze nie zna.

Wtedy powoli zaczęło się coś we mnie zmieniać. Nie sposób opisach wszystkich zdarzeń, które miały jakikolwiek wpływ na odkrywanie mojej seksualności. Bo każde jedno wspomnienie popycha za sobą lawinę innych, równie istotnych, ale gdyby pozwolić tej lawinie spaść, to pewnie nikt z was, nic by z mojej opowieści nie zrozumiał. Miałam cichą nadzieję, (jakże teraz wydaje mi się to naiwne), że kiedy pójdę do liceum poznam jakąś inną dziewczynę, która tak jak ja odczuwa pociąg do osób tej samej płci. Okazało się jednak, że nie każdy ma na czole wypisane, jakiej jest orientacji seksualnej, więc jeszcze przez pewien czas udawałam kogoś kim nie jestem. Czułam się fatalnie. Słusznie coming out jest porównywany do wyjścia z szafy. To tak jakbyś siedział(a) tam przez długi, długi czas… coraz trudniej jest oddychać, powietrze jest zatęchłe i wiesz, że jeszcze chwila, a kiedyś znajdą Twojego trupa. W momencie kiedy wychodzisz, czujesz się jakbyś zdarł(a) z siebie te wszystkie warstwy kurzu, pajęczyn, które zdążyły na Tobie osiąść. Wychodzisz, powoli, ale już pierwszy łyk świeżego powietrza daje Ci ogromną siłę. Jesteś wolny – w szafie została tylko maska – jesteś sobą.

Tak właśnie czułam się ja, kiedy, w lutym 2005 roku, wyznałam mojej najlepszej przyjaciółce, co do niej czuję. Określiłam wtedy te uczucia, których nie potrafiłam wyrazić, ujawnić, przez kilka lat. Głaz spadł mi z serca. Wkrótce po tym zdarzeniu nasza przyjaźń rozpadła się, gdyż wcześniej miałyśmy różnego rodzaju sprzeczki, a to był zdecydowanie za duży ciężar, dla nas obu. Przebudzenie jednak rozpoczęło się na dobre. Tamtego dnia straciłam wszystko co miałam – jedyną przyjaciółkę, ale zyskałam coś innego – siebie. W całej okazałości. Nowe, MOJE życie.

Nie było już odwrotu. Wszystko to co wiązało się z moim przeszłym życiem, zamknęłam w szafie. Jedyne co pozostało z przeszłości, to kilka wspomnień, doświadczenie i paru znajomych, których wcześniej nie potrafiłam docenić. Mój coming out pokazał mi jak wspaniałymi są ludźmi. Z początku przyjmowali to jako coś, co mi z pewnością minie, niektórzy myśleli, że to żart. Z czasem jednak zaakceptowali mnie taką jaką jestem. Wtedy też poznałam kilka lesbijek z różnych miast Polski. Wiele z nich spotkałam w realnym świecie, zaprzyjaźniłyśmy się i nasze znajomości trwają do dziś. Zarówno akceptacja znajomych, jak i kontakt z ludźmi takimi jak ja, pozwolił mi zrozumieć, że niczym nie różnię się od reszty społeczeństwa. Że nie jestem, ani chora, ani zboczona.

„Jeśli zostałeś wychowany tak, jak większość ludzi, homoseksualizm, „miłość inaczej” to nie coś, o czym można dyskutować. Od dziecka wiesz, że pedały są żałosne. Stroją się jak baby i należy ich unikać, bo bywają niebezpieczni, myślą tylko o tym żeby Ci wsadzić rękę w gacie. Tak z grubsza przedstawia się przeciętne wyobrażenie na ten temat.” (Film Filadelfia)

Tak mniej więcej i ja spoglądałam na ten problem, może nie uważałam, że homoseksualiści to banda dewiantów, jednak ten pogląd, że homoseksualizm nie należy do tematów o których można głośno mówić zakodował się gdzieś głęboko we mnie, i długo trwało zanim zerwałam z tym przekonaniem.

Najtrudniejszym jednak momentem było przyznanie się mojej mamie do tego, że jestem lesbijką. Chciałam to zrobić od bardzo dawna, zaczynałam czasem, ale widząc, że rozmowa schodziła na jakiś chory tor, przerywałam. Przypominały mi się te wszystkie zdarzenia, kiedy temat homoseksualizmu nas poróżnił. Przypomniała mi się awantura, po której miałam wrażenie, że jestem co najmniej maniakiem seksualnym, gdyż moja mama tak mnie potraktowała, widząc chyba najbardziej popularne zdjęcie, dwóch całujących się dziewczyn na ekranie mojego komputera. Przypomniały mi się wszystkie relacje moich znajomych, gdzie większość z nich obfitowała w kłótnie i nieporozumienia z rodzicami, z powodu ich orientacji. I bałam się tego jak ognia. A jednocześnie znowu nasilało się we mnie uczucie, że siedzę w tej cholernej szafie. Między mną a moją mamą panowało niesamowite napięcie, obydwie o tym myślałyśmy, żadna nie chciała poruszyć tego tematu. Ja z obawy, że źle to przyjmie, ona z obawy, że to, że jestem lesbijką, okaże się prawdą. Jednak to jedno jedyne pytanie, wreszcie padło… był wrzesień, spytała się, czy pociągają mnie dziewczyny. Moja odpowiedź była krótka, czułam się jakby zaraz miał nastąpić koniec świata. Przewidywałam wszystkie typy reakcji, od wybuchu złości, po histeryczny płacz, ale czegoś takiego nie przewidziałam. Po rozmowie na ten temat powiedziała, że nadal mnie kocha. Że to niczego nie zmienia, że nadal jestem jej córką. Że życie lesbijki jest trudne, ale ona postara się to zrozumieć, zaakceptować.

Nie sposób opisać jak wtedy się czułam. Byłam wolna. Bez kłamstw i ułudy, bez zbędnej maski. Mogłam ją już na zawsze zamknąć w szafie. Wreszcie stałam się sobą. Ten rok był dla mnie nie tylko czasem, kiedy prawnie stałam się dorosła, gdyż ukończyłam osiemnaście lat, a sprawił, że dorosłam przede wszystkim do bycia sobą. Kiedy patrzę na to z perspektywy minionego czasu, mam wrażenie jakbym wcześniej rzeczywiście żyła w szafie. Ciemnej, niewygodnej, sprawiającej, że nie można złapać oddechu. Ja jednak oddech ten złapałam. I choć nigdy nie byłam w związku z kobietą, spotykałam się z paroma, ale nigdy nie kończyło się to czymś poważnym, wierzę, że w końcu znajdę tą jedyną. I razem będziemy cieszyć się tym, co niesie z sobą życie. Nowe życie.

Autorzy:

zdjęcie Sluchainaya

Sluchainaya [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 152; nazwa: Sluchainaya