Wyreżyserowany spontan

„Przez trzy miesiące byłam homoseksualna. A właściwie przez trzy miesiące sądziłam, że jestem nieuleczalnie chora. Byłam naprawdę tym dotknięta, nie miałam żadnych złudzeń. Test okazał się pozytywny. Zaczęłam się angażować”, wyznaje w pierwszym akapicie swojej autobiograficznej powieści Christine Angot, francuska pisarka-skandalistka. Te snute na blisko dwustu stronicach wyznania zapewniły jej Kazirodztwu status bestselleru we Francji, u nas zaś wzbudziły mieszane odczucia krytyki. Skądinąd słusznie – nie jest to książka łatwa i jednoznaczna w odbiorze, a wiele też każe przypuszczać, że nie była ona książką łatwą do napisania. Choć, kto wie…?

Powieść sprawia wrażenie zapisu monologu prowadzonego na kozetce psychoanalityka; spowiedzi szaleńca. Bohaterka-narratorka-autorka, matka córce, opowiada nam o swoim burzliwym homoseksualnym romansie z psychoterapeutką oraz o wiele wcześniejszej kazirodczej relacji z ojcem, jakoby rzutującej na jej późniejsze seksualne rozchwianie. Angot nie stara się maskować tego, o czym pisze, podaje nazwiska i fakty, niekiedy w sposób szalenie [!] emocjonalny, innym zaś razem suchym, sprawozdawczym stylem. Rwane frazy i powracające motywy, zdania, nadają niektórym fragmentom Kazirodztwa zabarwienia niemal poetyckiego – gdyby nie autotematyczne wstawki obrazujące proces powstawania powieści, naiwny czytelnik gotów by uwierzyć, iż jest ona prawdziwym katharsis pisarki; puszczonym pawiem, o który niech się teraz martwią inni. Tak jednak nie jest, autorka odsłania się wprawdzie w całości, ale jak wytrawna striptizerka, etapami. Pisze: „symuluję literaturę”. Cytuje: „twoje pisanie jest niewiarygodne, inteligentne, zagmatwane, ale zawsze zrozumiałe, przystępne, bezpośrednie, cielesne. Nic nie zrozumiemy i rozumiemy wszystko”. Wyznaje: „Nie cierpię siebie za to, że muszę o tym pisać. Was też nie cierpię. Nienawidzę was. Chciałabym nie wiedzieć, co myślicie”. Ostrzega: „W jaki sposób oszalałam, zrozumiecie to, mam nadzieję. A jeśli to nie wystarczy, napiszę inne książki”.

Śmieszy, tumani, przestrasza? To zależy od każdego z osobna czytelnika, od indywidualnego poziomu empatii oraz wyrobionej wrażliwości na wszelkie literackie „nici” oraz sposoby pisania. Mnie Angot często nudziła tym nieustannym grzebaniem w brzuchu, wwiercaniem się w ciągle tę samą opowieść; kiedy już dla bystrego oka, ucha, umysłu – wszystko zostało powiedziane i zdradzony ciąg dalszy. Nudziła, ale i zastanawiała – swoim podejściem do własnego homoseksualizmu, który w jej mniemaniu jest jak kazirodztwo; z kolei kazirodztwo jest jak AIDS, a wszystko razem jest chorobą i opętaniem.

Wydaje się, że powieść Angot nie jest, wbrew temu, co by się mogło wydawać, powieścią homoseksualną, o homoseksualizmie czy jak by to jeszcze inaczej określić. Nie jest – to napisane z dużą literacką samoświadomością studium aberracji; nieprzyjemnej, choć koniecznej podróży w głąb siebie w obliczu zmagań z własną, niemającą się najlepiej osobowością. „Książka, pisze Angot, w której prezentuję się jak wielka kupa gówna”.

Christine Angot, Kazirodztwo, przeł. Ewa Wieleżyńska, W.A.B., Warszawa 2005

4 komentarzy do:Wyreżyserowany spontan

  • Junkier

    [Fragmenty recenzji pióra p. Miecznickiej ("GW")]

    „Wszystko tu jest autentyczne, do bólu szczere. „Macham na taksówkę. Zatrzymuje się. Wsiadam. (…) Porządkuję ubrania. Spokojna. Powroty do domu zawsze dobrze robią. Po czterech dniach. Marzę. Porządkuję ubrania, odkładam te, które są brudne”. Dopowiedzmy sobie sami: „Wsypuję proszek. Do pralki. Wyjmuję pranie. Rozwieszam”. Jeśli się nie ma własnego stylu i nic do powiedzenia, można zawsze pisać zdania telegraficzne. Brzmią jakby kryły tajemnicę. Ekspresję. Drugie dno. (…) Angot pisze bowiem o wszystkim, co przychodzi jej do głowy. Znajdzie się tu zarówno myśl humanitarna (w Afryce „żyrafy, kiedy tuż obok dzieci zdychają z głodu”), jak i refleksja seksuologiczna („Ci, którzy nie mają fiuta, osobiście uważam, że czegoś im brakuje”) oraz literacka („Może pisanie polega właśnie na tym, na pokazywaniu kupy g… w sobie”). (…) „Pisarka posuwa się do umieszczenia w książce listu od prawnika z zaleceniem, by nie ujawniać prawdziwej tożsamości bohaterów” – czytamy w tekstach reklamowych. Aż strach pomyśleć, do czego posunie się w następnej książce. Może umieści list od swojego doradcy bankowego? To dopiero będzie arcydzieło! (…) Pójdę o zakład, że niewielu z nabywców tego dzieła dobrnie do 15 strony. Ale mało kto się do tego przyzna, ponieważ tajemnicą sukcesu Angot jest szantaż moralno-intelektualny. „Wziąć tę książkę za cholerne świadectwo to partactwo, ale tak zrobicie” – prorokuje pisarka, sugerując najwyraźniej, że należy wziąć ją za coś innego, nieskończenie głębszego. Ale może lepiej weźmy ją po prostu za to czym jest, czyli za straszną grafomanię. Grafomani dłubiący piórem we własnym pępku istnieli zawsze, ale teraz we Francji nazywa się to prowokacją i nowatorstwem. Tak to krytycy wypisują oceany bzdur, a zaszantażowana publiczność pojęcia już nie ma, co jej się podoba. Ta literatura zapuszcza się na ziemię niczyją mniej więcej tę samą co „Big Brother”. Jaka szkoda, że ta ziemia nie pozostała niczyja”

    Moje pytanie brzmi: czy ktoś przeczytał to ARCYDZIEŁO i ma o nim pozytywne zdanie? Bo taka recenzja odbiera wszelką nadzieję…

  • Adam

    [Re: Wyreżyserowany spontan]

    Jak jest o lesbijstwie albo pedalstwie to MUSI być genialne. :-) ))

  • Junkier

    [Re: Wyreżyserowany spontan]

    Problemem jest to, że książki RZECZYWIŹCIE o pedalstwie (np. „Portret Doriana Graya”, „Znowu w Brideshead”, „Źmierć w Deptford”, „Źmierć w Wenecji”) są genialne, natomiast inkryminowane powieścidełko jest także o żyrafach, fiucie, kupie g…na – i arcydziełem nie jest…

  • D

    [Re: Wyreżyserowany spontan]

    już się napaliłam, że będzie to kolejna książka do mojej prezentacji maturalnej, a tu klapa.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa