Możesz to nazwać bajką – rozmowa z Maćkiem Millerem

Z okładki książki można wyczytać, że „Pozytywni” nie są: „powieścią o – modnych ostatnio – gejach, ani o AIDS”. W takim razie, o czym według Ciebie jest ta książka?

Pamiętasz lekcje języka polskiego w podstawówce? I te odwieczne pytania w stylu „co poeta miał na myśli?”. Strasznie nie lubiłem takich lekcji. I nadal trochę śmieszą mnie pytania „o czym jest moja książka”. Chciałbym, by każdy, kto czytał „Pozytywnych”, odpowiedział sobie sam na tak postawione pytanie. Dla mnie najważniejsze jest to, co czytelnik z tej książki wyniesie dla siebie.
Natomiast sformułowanie, że „książka nie jest o gejach, ani o AIDS”, jest zdaniem napisanym na przekór pewnym stereotypom. Wyobraziłem sobie, że na głównej warszawskiej ulicy odbywa się sonda telewizyjna na temat ludzi zakażonych wirusem HIV. Młoda dziennikarka z mikrofonem w dłoni pyta przechodniów o to, kto choruje na AIDS. I jestem głęboko przekonany, że w 90% odpowiedzi wskazywałaby właśnie na gejów. Mamy rok 2005 i ciągle nie rozumiemy, że AIDS już dawno nie jest chorobą „grup ryzyka”. Ale w świadomości społecznej ten stereotyp ciągle funkcjonuje. Jeżeli AIDS – to homoseksualiści!

W książce widać wyraźnie podział na dwa światy. Realistyczny, obejmujący pobyt Zbyszka w szpitalu, jego relacje z otoczeniem oraz mniej realistyczny, momentami bajkowy, na przykład – wyjazd całej grupy bohaterów do Monte Carlo lub szalone i wręcz nieprawdopodobne imprezy szpitalne w vip-roomie u biskupa katolickiego. Dlaczego zdecydowałeś się odejść od realizmu?

Zacząłem pisać „Pozytywnych” w 1997 roku. Wtedy powstało pierwsze pięć rozdziałów. Oczywiście, jak to w życiu bywa, był jakiś impuls ku temu, zresztą łatwo się tego impulsu domyślać. Jeden z moich znajomych zachorował na AIDS. To był szok dla wszystkich. Mimo, że o istnieniu AIDS wiedzieliśmy od kilkunastu lat, pierwszy raz dotknęła kogoś z mojego otoczenia, kogoś kogo znałem, z kim chodziłem na kawę, na imprezy do klubów… Wtedy pojawia się prawdziwe zainteresowanie, gdy problem dotknie nas bezpośrednio. Stąd realizm w powieści. Pierwsze rozdziały to historia w dużej części opowiedziana przez tego człowieka.

Cóż, na pewno nie była to historia wesoła. Domyślam się, że informacja o zakażeniu wirusem HIV musi być dla „trafionego” szokiem.

Kiedy napisałem pięć rozdziałów, przestraszyłem się, że powstanie książka martyrologiczna. Smutna w odbiorze. Z drugiej strony, zdawałem sobie sprawę, że nie może być inna. Przecież jest to opowieść o zdarzeniu tragicznym. Pomyślałem, że nie jestem uprawniony do tego, by opisywać takie rzeczy, ponieważ to prawo powinno być zarezerwowane dla ludzi, którzy zmagają się z tym problemem.
Miałem okazję rozmawiać z osobami żyjącymi z HIV i chorymi na AIDS. Podzielili się ze mną swoimi wspomnieniami, pozwolili zajrzeć do swoich pamiętników. I wtedy dałem sobie spokój z pisaniem książki o AIDS.
Wróciłem do niej wiosną tego roku. W ciągu 8. lat zmieniło się podejście do tej choroby, zmieniło się życie ludzi z HIV. Na świecie pojawiły się nowe książki, filmy pokazujące, że z chorobą da się żyć. Żyć co prawda inaczej, ale jednak…. Pamiętasz „Anioły w Ameryce”, „Queer as folk”…?
Dlatego uciekłem od martyrologii. Drugą część „Pozytywnych” napisałem na zasadzie kontrastu. Możesz to nazwać bajką.

Z noty wydawcy można wyczytać, że bohater powieści jest poliseksualny. Co to oznacza?

Wyrażenie „poliseksualny” nie pojawia się w książce, Natomiast pojawiło się ono na okładce z „winy” wydawcy. Zetknąłem się z tym słowem w jednym z klubów na Ibizie. Tam słowo „poliseksualizm” robi karierę, choć nie ma go w słownikach i nie jest do końca wytłumaczone. W zeszłym miesiącu w Krakowie uczestniczyłem w wieczorze autorskim i nagle wytworzyła się dyskusja, czy słowo „poliseksualny” to „queer”, czy coś zupełnie odwrotnego. Myślę, że każdy może mieć na ten temat własny pomysł. Ja poliseksualność rozumiem jako zmienność zachowań seksualnych ludzi i gotowość do zmienności, przy czym nie jest to tożsame z metroseksualnością.

Zostańmy przy temacie metroseksualności. W powieści portretujesz środowisko dość hermetyczne tzw. „warszawki”. Modne kluby, selekcja, vip-roomy, znane marki ubrań, osoby ze świata mediów. W „Pozytywnych” pojawiają się dwie zabawne postaci związane z „warszawką” – Strepsils i Magda. Strepsils jest ewidentnie metroseksualny, trochę zawadiacki, beztroski. Podobnie jak Magda, której ulubionym komentarzem jest słowo „szał!”. Natomiast, gdy dowiedzieli się o chorobie Zbyszka, nie opuścili go w potrzebie. Czy pierwowzorami bohaterów byli Twoi znajomi?

Nie, nie pozwoliłem sobie na to, by opisać swoich znajomych. Wszystkie postaci są wymyślone, choć niektóre z nich wyposażyłem w cechy, powiedzonka, zachowania posłuchane i podpatrzone u znanych mi osób.
To prawda, Strepsils i Magda nie opuścili Zbyszka , ale także oni potrzebowali czasu na to, by zaadaptować się do nowej sytuacji. W pierwszej chwili, bohater „Pozytywnych” został sam.

Jednak moją ulubioną postacią jest biskup katolicki Archy, który organizuje w swej izolatce szalone party dla chorych – imprezy tematyczne, drag show. Zupełnie odjechany. Jest chyba najbardziej kontrowersyjnym z bohaterów, z jego ust wypływają słowa, które katolikom mogą się nie podobać. Skąd pomysł na wprowadzenie do akcji właśnie Archy’ego?

Pewnie masz rację. Ta książka nie znajdzie się w podręcznym księgozbiorze konserwatywnych katolików, wielbicieli młodzieży wszechpolskiej i tzw. koalicji chwilowo rządzącej. Najwyraźniej nie wyczułem koniunktury.
A duchowieństwo to niezwykle barwne środowisko, które zawsze ma sporo do powiedzenia na poruszone w książce tematy. Więc może warto oddać im głos? Zauważ jednak, proszę, że mój biskup jest także postacią pozytywną. Jak wszyscy……..

Czy otrzymujesz sygnały od osób żyjących z HIV, chorych na AIDS, o ich reakcjach na Twoją powieść?

W kręgu swoich znajomych mam tylko kilka osób chorych i powiem szczerze, że pierwsza ich reakcja na sam fakt, że piszę „Pozytywnych” była negatywna. Przynajmniej dwie z tych osób miało do mnie żal, myślały, że bawię się ich kosztem. Ale po lekturze książki udało mi się zobaczyć uśmiechy na ich twarzach.

Zbyszek, bohater książki, w swym monologu często odnosi się do wydarzeń politycznych, które niedawno miały miejsce w naszym pięknym kraju. Są to krytyczne komentarze dotyczące polityki, polityków, Kościoła katolickiego, reakcji społeczeństwa na wieść o śmierci papieża…

Przede wszystkim nie chciałbym, by poglądy mojego bohatera były utożsamiane z moimi , bo istnieje tutaj spora różnica. Człowiek znajdujący się w krytycznej sytuacji życiowej, leżący pod kroplówką w szpitalnej izolatce, sam na sam z telewizorem może mieć na otaczającą rzeczywistość spojrzenie bardzo krytyczne. Stąd jego uwagi. Zauważ, że Zbyszek krytykuje prawie wszystko.

Czy nie boisz się tego, że za kilka miesięcy, lat książka zdezaktualizuje się, zmieni w kronikę wydarzeń wiosennych a.d. 2005. i nie da się jej czytać bez przypisów?

Zdaję sobie sprawę z tego, że powieść za rok, może nawet za kilka miesięcy przestanie być aktualna. Zależało mi na tym, by czytelnik przeżywając razem z głównym bohaterem jego los, miał odniesienie do rzeczywistości i był przekonany, że akcja toczy się tu i teraz. Mam jednak nadzieję, że problem AIDS zostanie rozwiązany i ta książka – także z tego powodu – odejdzie do lamusa. Nie zmartwię się z tego powodu.

Inteligencja siedzi w domu i załamuje ręce, że nie ma na kogo głosować – włączył się do rozmowy facet spod parapetu – a moherowe berety wybiorą, kogo będą chciały. I wylądujemy z ręką w nocniku.[155] A warszawiakom gratulujemy Kaczyńskiego. Kiedy już zostanie prezydentem kraju, a jego brat bliźniak Pierwszą Damą to dopiero będzie szał. [199] Przewidziałeś, a raczej Zbyszek przewidział, zwycięstwo Kaczyńskich w wyborach i to, że nowa władza zostanie wybrana głosami moherowych beretów…

Tak się składa, że co kilka lat biorę udział w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, mniej więcej od roku 90. i tak się również składa, ze głosuję zawsze odwrotnie niż większość. Jeszcze nigdy nie udało mi się trafić!
Kiedy pisałem te fragmenty, wydawały mi się dosyć zabawne. Kilka tygodni temu straciłem jednak poczucie humoru. Gdy zobaczyłem wyniki wyborów, miałem strasznego kaca.
Pocieszające jest to, że nie tylko ja. Część znajomych zaczęła się pakować i rozglądać za biletami lotniczymi, choćby do Ułan-Bator. Mamy egzotyczną koalicję parlamentarną zwaną „Ich Troje”, nad Warszawą unosi się szum kaczych skrzydeł, a wielu ludzi wbrew własnej woli wylądowało w kaczej zupie. Jedni spróbują ją wylać, inni doprawią do smaku………

Jak wyglądałyby losy Zbyszka, gdybyś dopisał ciąg dalszy „Pozytywnych” w konwencji realistycznej?

Ta książka nie nazywałaby się wówczas „Pozytywni”. Mój znajomy, pierwowzór Zbyszka, żyje i w sensie fizycznym ma się nieźle, ale jego życie zostało wywrócone do góry nogami. Kiedy go poznałem miał żonę i dwójkę dzieci. W tej chwili żona rozstała się z nim, dzieci nie chcą go znać. Nauczył się, że lepiej nie mówić o sobie ludziom. Medycyna poszła do przodu, z chorobą da się żyć, jednak z AIDS ciągle nie potrafimy sobie poradzić w sensie społecznym.

Pytałem o to, dlatego, że Zbyszek żyje w otoczeniu przyjaciół, znajomych, byłej żony, która jest dla niego troskliwa. Nawet personel medyczny, salowa Wanda i szpitalni towarzysze niedoli wspierają się wzajemnie. Jedynie Robert, jego partner, uznał, że nie jest w stanie dalej dzielić z nim życia…

To także element bajki. A szkoda!

Ja w całości odczytuję „Pozytywnych” jako bajkę. Podoba mi się jej klimat, ciepło, zabawne i wzruszające sceny, mimo tragicznej choroby w tle. W książce pojawia się tajemniczy adresat słów Zbyszka – Żabka. Bohater kieruje do niej/niego takie słowa, które stanowią zarazem klamrę zamykającą utwór:
A ja Żabko czekam na Ciebie. Wiem, że kiedyś się spotkamy. Nie muszę czytać z kart ani dłoni, wróżyć z fusów. Po prostu to wiem. [292]

Czy chciałeś, konstruując narrację w taki sposób, pokazać, że ludzie żyjący z HIV i chorzy na AIDS mają takie samo prawo do miłości, mają takie samo prawo jej wyczekiwać i szukać?

Dla mnie to oczywiste. Mój cel był jednak mniej ambitny, Wydaje mi się, że ludziom z HIV doskwiera samotność. Dlatego mój bohater stworzył sobie partnera/partnerkę do rozmowy. Kogoś, z kim może sobie pogadać. Zbyszek ma nadzieję, że spotka w swoim życiu taką Żabkę.
Patrząc na to inaczej, mam nadzieję, że Żabką będzie każdy czytelnik i każda czytelniczka książki. On/ona będzie rozmówcą dla bohatera.

Żabki w bajkach odgrywają ważną rolę. Z Żabek wyłaniają się księżniczki, królewicze. I wszystko kończy się szczęśliwie, prawie jak w „Pozytywnych”. Do jakiej znanej postaci z bajki porównałbyś Zbyszka?

Zbyszek nie kojarzy mi się z żadną bajką. Może dlatego, że zbyt mało ich czytam. Ostatnią bajką, którą czytałem był „Harry Potter”. Jednak jeśli miałbym odpowiedzieć na to pytanie: na pewno nie byłby to Piotruś Pan.

Rozmawiał Marcin Teodorczyk

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

5 komentarzy do:Możesz to nazwać bajką – rozmowa z Maćkiem Millerem




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa