- homiki.pl - http://homiki.pl -

Marsz Równości – relacje uczestników

Posted By PTT On 21 listopada 2005 @ 20:32 In Na barykady | 35 Comments

Zaaresztowany marsz – relacja Igi Kostrzewy i anki zet:

Ostatnie wydarzenia rozgrywające się w Poznaniu zbulwersowały opinię publiczną i zamiast zniechęcić do lesbijek i gejów, chyba tylko przyczyniły się do zwiększenia zainteresowania udziałem w następnych Marszach Równości.

W minioną sobotę (19 listopada) w Poznaniu, tuż po zakończonej konferencji o wykluczonych mniejszościach (nie tylko seksualnych) prawie wybiegliśmy na ulicę, gdzie spotkały nas wyzwiska tylko pod adresem lesbijek i gejów.
Nie wiemy, czy to pocieszające, ale tak było.
Ledwo postawiliśmy nogę na bruku przed centrum handlowym Stary Browar, a już z dwu stron otoczył nas kordon policji. W ten sposób skutecznie uniemożliwiono dołączenie się innych osób przybyłych na Marsz Równości, który miał stać się Marszem Solidarności.
Wydaje nam się, że chcieli nas tym zastraszyć.
Przypomnijmy – owego pokojowego Marszu zabronił prezydent Poznania, a decyzję podtrzymał wojewoda.

W sobotę zebrało się wg naszych relacji ok. 500 osób, jednak tych, którzy zostali otoczeni i zamknięci przez kordon policji, było przeszło trzysta osób. Pozostali obserwowali zajście wśród agresywnie zachowujących się młodych ludzi, którzy wykrzykiwali „tolerancyjne” hasła: Lesby, geje, cała Polska z was się śmieje, Lesby, pedały do gazu czy z gatunku „gościnnych”: Wypierdalać!, Pe-da-ły!. Świadkowie zaznaczają, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że ci ludzie byli pod wpływem środków odurzających.
Jeszcze przed demonstracją członkowie Młodzieży Wszechpolskiej rozdawali przechodniom wzory zawiadomień do prokuratury o podejrzeniu popełnienia wykroczenia.
Organizatorki próbowały wyegzekwować przejście, zaznaczając: Pokojowa demonstracja!, Miejsce dla demokracji!. Policja była nieustępliwa. W obawie przed pokojową demonstracją przysłano dodatkowe siły, czyli policję konną.
Zza nich słychać było skandowanie „obrońców prawa”, którzy wyjątkowo nie mieli sztandarów ani transparentów: Nielegalna demonstracja!

Jedna z organizatorek Marszu, Izabela Kowalczyk, mówiła przez megafon: – Decyzja Prezydenta uderza w podstawowe wartości. Pokojowej demonstracji nie można uznać za nielegalną. Zakaz łamie podstawowe wartości konstytucyjne.
Na te edukacyjne treści odpowiedziała odporna na wiedzę grupa młodych ludzi w kapturach na głowach rzucająca jajami i krzycząca: pedofile, seks po ślubie, wypierdalać oraz Polska katolicka. Obrzuceni manifestanci odpowiedzieli: – To są jaja z demokracji!

– Każda władza zabija wolność. Chcemy przejść! – krzyczeli do policjantów manifestanci z transparentami, flagami i balonami. Policjanci nie drgnęli. I wówczas podjęto decyzję o tym, by zaaresztowany marsz wykorzystał posiadaną przestrzeń i manifestanci zaczęli chodzić w kółko między dwoma szpalerami policji na przestrzeni około stu metrów. – Demonstrujmy na okrągło – krzyczeli. Policja wykorzystała ten moment i jeden szpaler dał krok do przodu, zmniejszając przestrzeń dla demonstrujących. Natychmiast uczestnicy usiedli przed policjantami, broniąc każdego centymetra przestrzeni dla demokracji.
Widocznie postanowiono w inny sposób zastraszyć zgromadzonych, bowiem wśród zmarzniętych demonstrantów między hasłami głoszącymi demokrację, wolność słowa, równouprawnienie dla kobiet i mężczyzn, hasła solidarności z niepełnosprawnymi pojawili się policjanci. Odgarniając wszechobecne fioletowe baloniki rozpoczęli legitymowanie.

– Policjanci legitymują manifestujących! – natychmiast zebrani przekazali sobie informację z ust do ust. Można było zaobserwować delikatny niepokój.
Okazało się, że niektórych spisywali bez dokumentów, innych w ogóle nie, a jeszcze inni powtarzali swoje dane wielokrotnie. Zaczęło się robić zabawnie.
Postawą policji zainteresowali się dziennikarze: – Czy będziecie im wystawiać mandaty? – zapytali jednego z nich. – Nie – odpowiedział policjant.

Demonstranci na przemian skandowali hasła, niektórzy intonowali „Mury” Kaczmarskiego. Pilnujący przed policjantami dostępnej przestrzeni żartowali, że chcą koce, śpiwory i termosy i łóżka polowe, bo będą tak trwać aż do odzyskania swobód obywatelskich.
Atmosfera była na poły radosna. Jeden z mieszkańców ulicy Półwiejskiej najwidoczniej zjednoczył się z demonstrantami, gdyż zaczął wymachiwać z okna flagą najpierw unijną, a potem biało-czerwoną, czym wzbudził gromki aplauz demonstrantów.

I nagle coś na początku się poruszyło. Ludzie zaczęli krzyczeć i siadać na ziemi. Rozeszło się między wszystkimi: – Siadamy! – i usiedliśmy. I wtedy dostrzegliśmy przerażeni, z jaką agresją policjanci wyciągali uczestników. Dosłownie wyszarpywali ich za włosy, kurtki, wyrywając plecaki, kaptury, ciągnąc za ręce.

Jeden z chłopaków został brutalnie wyciągnięty za nogi, więc jego głowa podskakiwała po zabłoconym bruku.

Ludzie zaczęli pytać: – Za co? Dlaczego to robicie?, Przestańcie! A kiedy te okrzyki nie zmieniły działań policji, zaczęli skandować: ZOMO!, Gestapo. Pojawiły się także okrzyki: Stan wojenny, już to znamy lub: Jak w latach 80.
Wyciągani ludzie byli odwożeni na różne posterunki policji, ale oni sami nie byli poinformowani ani o tym, dokąd jadą, ani dlaczego zostali zatrzymani. Nie powiedziano im o przysługujących prawach. W radiowozie znalazł się człowiek, który tylko udzielał dziennikarzom wywiadu i porównał wydarzenia do Białorusi. Zatrzymani byli odwożeni w radiowozach na sygnale.

Jak się potem dowiedzieliśmy, niektórzy z nich byli bici w radiowozach lub zastraszani. Wśród zatrzymanych były dwie studentki – siostry, które przyszły tu tylko zapalić świeczkę w imię solidarności. Nigdy wcześniej nie uczestniczyły w żadnych demonstracjach. Jedna z nich zaczęła płakać, dostała ataku histerii. Policjant krzyczał na nią, że odechce jej się uczestniczyć w podobnych akcjach w przyszłości. Dziewczyna zaczęła wymiotować, więc policjant dodatkowo zaczął na nią krzyczeć.
Po tym wydarzeniu, około półtorej godziny od rozpoczęcia, pozostała część osób zaczęła się rozchodzić, część robiła zdjęcia, mnóstwo dziennikarzy fotografowało, kręciło całe zdarzenie kamerami, relacjonowało do stacji radiowych i telewizyjnych. Jeden z kamerzystów został poszarpany przez policjanta.

Osoby, które zrezygnowały z dalszej, beznadziejnej walki o kawałek demokracji, postanowiły udać się na najbliższą komendę, aby zasięgnąć informacji u źródła, czyli u rzecznika policji. Jeszcze przez co najmniej pół godziny po mieście kursowały radiowozy z zatrzymanymi, których było – jak dowiedzieliśmy się od rzecznika – 65 osób. Osoby te są na tyle zdeterminowane, iż postanowią dochodzić swoich praw – policja dopuściła się wielu uchybień podczas całej akcji. Ze strony policji zostały im postawione zarzuty brania udziału w „nielegalnym zbiegowisku”
Atmosfera po stacjonarnym marszu, kiedy spotkaliśmy się w większości w Cafe Mięsna, na imprezie benefitowej „Naszej Sprawy”, była przygnębiająca. I chociaż mogliśmy odpocząć, napić się piwa i porozmawiać z innymi uczestnikami, wymienić obserwacjami, to z Poznania odjechaliśmy z bardzo kiepską opinią o stanie polskiej przestrzeni publicznej.

Yga Kostrzewa, anka zet

Relacja Agnieszki Kwaśniewskiej:

Sobota około 15.00 wychodzimy ze Starego Browaru przejściem przez Centrum Handlowe, pozostałe wejścia zablokowała policja. Jest około 200 osób. Ktoś z prasy pyta, czy się nie boimy. Ja się boję, za uśmiechem próbuję ukryć strach. A może nie strach, może po prostu niepewność co do tego, co wydarzy sie za chwilę.

Wychodzimy na Półwiejską, witają nas jajka i okrzyki: Pedały, Zboczeńcy, Zrobimy z wami co Hitler z Żydami, Do gazu… Do akcji przystępuje policja,szybko zamyka nas na niewielkiej przestrzeni (ok. 100 metrów). Chcemy przejść, „uwolnić demokrację”, konstytucyjne prawo zgromadzeń, krzyczymy, ale dla wszystkich jest już jasne: nigdzie dzisiaj nie dojdziemy… Możemy tylko bezradnie chodzić w kółko od jedno szpaleru policji do drugiego. I tak powstała „demokracja na okrągło”…

Jakaś pani w oknie odmawia różaniec, z dachu ktoś „odważnie” rzuca jajkami… Nienawiść na twarzach młodzieńców z kontrmanifestacji, policjanci jak ZOMO w pełnym rynsztunku z tarczami skierowanymi w naszą stronę… Manifestujemy tak około godziny. Policyjny kordon zacieśnia się, nie można wydostać się na drugą stronę. Od czasu do czasu policja próbuje wyrwać kogoś z tłumu manifestantów. Ciągle jednak udaje nam się ich powstrzymać.

Tuż po 16.00 Marsz dobiegał końca, Agata w imieniu organizatorek podziękowała wszystkim za udział w demo i poprosiła o ułożenie symbolu pacyfki… Ludzie ze świecami zaczęli podchodzić do przodu i wtedy właśnie policja ruszyła. Błyskawicznie usiedliśmy na ulicy. Skandujemy: To jest pogrzeb demokracji, to jest wasza demokracja, to nie Białoruś. Totalnie zaskoczonych, przerażonych ludzi wleczono po ulicy do więźniarek. W pół godziny później na Półwiejskiej panowała przerażająca cisza i tylko pacyfa i połamane transparenty przypominały o Marszu. A ja przestałam mieć złudzenia, czym będzie IV RP.

Agnieszka Kwaśniewska

Bitwa o Poznań, czyli jak umarła III i narodziła się IV RP – relacja Tomka Szypuły:

Mam 25 lat. Urodziłem się 4 miesiące przed Sierpniem '80. Nie pamiętam innej Polski niż III RP. Przyjechałem w sobotę rano do Poznania wziąć udział w konferencji i w Marszu Równości. Już w piątek dowiedziałem się, że wojewoda z SLD podtrzymał decyzję Prezydenta Poznania. Pomyślałem jednak, przecież mamy konstytucję, prawo unijne – na pewno policja nas ochroni.

Na konferencji 100 osób. Studenci UAM, głównie dziewczyny. Większość nie należy do żadnej organizacji, pozostali to feministki z „Konsoli”, ludzie z Partii Zieloni 2004, kilka osób z organizacji gejowskich spoza Poznania. Rozmawiamy o wykluczeniu, nie tylko gejów i lesbijek, ale przecież i tak media i politycy prawicy zrobili z Dni Równości „Paradę Gejów”.

O 15:00 wychodzimy z Księgarni Bookarest idziemy na Półwiejską. Do starego rynku mamy zaledwie kilkaset metrów. Jest nas kilkaset osób. Może 300, może 500. Już po kilku minutach policja zagradza nam drogę z przodu i z tyłu. Jesteśmy zamknięci. Nie możemy iść ani do przodu ani wstecz. Krzyczymy: Przepuśćcie nas!, Równość! Wolność! Tolerancja! Zza policjantów słyszymy tylko: Pedały!, Pedały!, Zboczeńcy! Zboczeńcy! Lecą jajka. Jednym dostaję w ucho. Wycieram. Ucho trochę boli, ale nic – krzyczę: Tolerancja! Po chwili wiemy, policja nas nigdzie nie przepuści. Zaczynamy, więc chodzić dookoła od jednego do drugiego szeregu policji. Cały czas krzyczymy: Demokracja na okrągło.

Po półtorej godzinie chodzenia dookoła, powiewania tęczowymi flagami, wykrzykiwania Równi, ale różni, wyciągamy świece i zapalamy je. Kilkaset osób trzyma świece i krzyczy: To jest pogrzeb demokracji! Po chwili prowadzące demonstrację dziewczyny wchodzą na podest i zaczynają dziękować za przybycie. Wszyscy zastanawiamy się jak teraz wyjdziemy. I wtedy zaczyna się…

Ktoś krzyczy: Na ziemię! Odwracam się i widzę zamaskowanych policjantów z tarczami, którzy do nas biegną. Biorę pod rękę swoich przyjaciół padam na ziemię. Policjant szarpie dziewczynę przede mną. Ona krzyczy. Policjant ma ze 2 metry wzrostu. Dziewczyna się poddaje. Trzymam się mocno osób wokół mnie i wtedy policjant w masce ciągnie mnie za nogę. Ktoś mnie z tyłu trzyma, a on szarpie. Sunę plecami po Półwiejskiej, krzyczę: Niech mnie Pan zostawi! Podnoszę się policjant chwyta mnie za ręce z tyłu i pcha do samochodu. Boję się.

Przy samochodzie 8 osób spisują nasze nazwiska. – Nazwisko! – krzyczy policjant. – Szypuła – próbuję z siebie wydusić. Dziewczyna obok mnie płacze. Inna wymiotuje. Płacząca dziewczyna nie wytrzymuje i zaczyna się zanosić płaczem. Obejmuję ją, ma na imię Dąbrówka – mówię, że nic nam nie zrobią. Dąbrówka ma 20 lat i jest razem z siostrą (też zatrzymaną), są studentkami UAM i przyszły, bo chcą pokazać swoją solidarność z Marszem.

Jedziemy na sygnale. W suce jest 9 osób. Dzwonię do swojego chłopaka i mówię: – Wiozą mnie na posterunek! Kocham Cię. Później zadzwonię – trzęsą mi się ręce. Chłopak z dredami obok robi się blady. Zatrzymujemy się, drzwi się otwierają. Policjant wyczytuje nazwiska wychodzimy. Jesteśmy prowadzeni na III piętro w sali jest nas 22 osoby. Nie wiem gdzie jestem. Ktoś z Poznania patrzy przez okno i mówi, że to Komenda Poznań-Nowe Miasto. Blady chłopak z dredami prosi o wodę.

Przy składaniu wyjaśnień dowiaduję się, że jestem podejrzany o złamanie art. 50 Kodeksu Wykroczeń. Mówię, że nie rozumiem, policjantka odpowiada: – Udział w nielegalnym zbiegowisku. Pyta, czy się przyznaję. Nie wytrzymuję i mówię: – A co z konstytucją, a co z prawem unijnym, co z wolnością zgromadzeń?. Policjantka odpowiada, że taką ma pracę. Składanie wyjaśnień przerywa telefon. Dzwoni jej chłopak, a może mąż. Ona mówi: – Kochanie nie zdążymy do kina. Mam jeszcze przesłuchać sześciu.

Czuję złość. Nie przyznaję się do popełnienia wykroczenia. Wygłaszam mowę o konstytucji, ble ble…, o Unii ble… ble…, prawach obywatelskich. Ona wszystko beznamiętnie zapisuje. Składam podpis w polu „Podejrzany”. Wychodzę z komendy. Czuję się okropnie. Zastanawiam się co, lepsze dostać w gębę od wszechpolaka, czy przeżyć to co przeżyłem. Decyduję, że już chyba wole w gębę.

Wracam na Stare Miasto w Cafe Mięsna trwa koncert w ramach Dni Równości. Dzielimy się swoimi opowieściami. Moi przyjaciele byli na innej komendzie. Uspokajamy się.

Marsz zorganizowało 7 dziewczyn w moim wieku. To nie była manifestacja gejów, bo facetów było po prostu mniej. Jednak Pan Prezydent, Pan Wojewoda i Pan Biskup stwierdzili, że stwarzamy zagrożenie. Policja potraktowała nas jak pseudokibiców po meczu. Jeśli taki właśnie ma być porządek w IV RP to oczywiście, że jesteśmy zagrożeniem i to wielkim. Bo my wierzymy w demokrację.

Tomasz Szypuła (członek Kampanii Przeciw Homofobii)


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2005/11/marsz-rwnoci-relacje-uczestnikw/

URLs in this post:

[1] Redakcja: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_2/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.