Bycie dowcipnym to ciężka praca

Dlaczego piszesz, a nie kręcisz?
Bo jestem leniwym mizantropem i przerażeniem napawa mnie myśl, że musiałbym wstawać wcześnie rano i użerać się z ekipą filmową. Poza tym uważam, że jest wystarczająco dużo złych reżyserów na świecie. Grafomanów jest jeszcze więcej, ale jednak popełnić złą książkę jest taniej i szybciej, niż popełnić zły film.

Widziałeś izraelski film „Yossi & Jagger”? Dostrzegasz gdzieś na horyzoncie atmosferę odpowiednią dla powstania takiego filmu w Polsce?
Miłość dwóch żołnierzy w polskim filmie? Ha ha ha… Najpierw trzeba by wprowadzić trochę kultury i subtelności do polskiego wojska, potem tego samego dokonać w naszym kinie. I jeszcze znaleźć odważnego, nieszablonowo myślącego reżysera, który nie zrobiłby z tematu farsy koszarowej. Tytaniczna praca. Prędzej się „Krolla 2” doczekamy. Ostatnio przyglądałem się paradzie rezerwistów w tych ich papuzich, bardzo queer’owych chustach i pomyślałem, że love story wśród wrzasków, rzygania, „fali” i samowolki to byłby prawdziwy szok artystyczny i kulturowy. Pewnie skończyłoby się wypowiedzeniem wojny.

A na „Brokeback Mountain” płakałeś?
Jeszcze nie miałem okazji płakać. Ale już sobie naszykowałem chusteczkę.

Na zdjęciu obok Twojego stałego felietonu tło jest różowe. Jesteś osobą przekorną?
Podczas robienia zdjęć do felietonu byłem tylko bezwolnym manekinem posłusznym poleceniom fotografa. Różowe tło to jego dzieło, aczkolwiek nie sądzę, żeby był świadom konotacji. Cieszę się jednak, że u czytelników wywołuje ono skojarzenia. Zwłaszcza, że fotograf zdjął mnie pod ostrym kątem i nie wyglądam na tym zdjęciu zbyt zalotnie.

Masz męża? Jaki jest jego stosunek do Twojej twórczości? Wolałby, byś pisał tylko do „Filmu”?
Mam kilku mężów. Są bezwzględnymi krytykami mojej twórczości, ale mimo wszystko popierają moją działalność emancypacyjną.

„Paweł popatrzył na swoje dzieło i zobaczył, że było dobre.” Albo: „I nastał ten dzień, gdy wezwał go szef i rzekł: Przestałeś być kreatywny.”
Dobrze się bawisz, pisząc?

Bycie dowcipnym to ciężka praca. Mam za to nadzieję, że czytelnicy dobrze się bawią, czytając moją książkę.

Co Twoi przyjaciele-heterycy mówili o „Trzech panach…”? Było zaskoczenie?
Przede wszystkim narzekali, że jest za mało seksu. Nawet sobie nie wyobrażacie, jacy heterycy potrafią być perwersyjni. Chociaż byli też tacy, którzy uważali, że jest za dużo seksu i domagali się od moich bohaterów duszy. Ci są szczególnie perwersyjni.

Twoja następna książka będzie czymś na kształt perypetii Adasia?
Nie, moja nowa książka będzie zbiorkiem trzech nowelek dramatycznych, mam nadzieję. Z Adasiem poczekajmy. Niech się chłopak na nowo ustabilizuje, wtedy znowu go zaczniemy dekonstruować.

Będzie tam jakaś postać kobieca na miarę Pauliny?
Poniekąd.

Uchyl rąbka tajemnicy! Transwestyta?
Nie uchylam, bo sam jeszcze wiem niewiele. Ale nie transwestyta. Transwestyci są dla mnie za bardzo heteronormatywni.

Wielu spodobało się przewrotne poczucie humoru „Trzech panów…”. Np.: „Krzyś cenił klasyczny porządek, więc nie dopuszczał kobiet do prywatnego życia.”
W Twojej nowej książce będą takie smaczki?

Staram się, jak mogę. Ale czy smaczki się spodobają? Kwestia smaku.

Choć wsadzenie trzech facetów do łóżka nie jest najoczywistszym zabiegiem, to są i inne modele homoseksualne. Trzech panów, nie licząc kota, ma prozaiczne problemy życiowe – praca, dom, seks… nie myślałeś o poszerzeniu perspektywy?
Jakie poszerzenie masz na myśli? Kiedyś czytałem, że Rupert Everett planuje realizację filmu o gejowskim Jamesie Bondzie. Tak, to by było fajne poszerzenie. Ale pomysł upadł, a  ja nie mam serca do wymyślania historyjek szpiegowsko-sensacyjnych. Poza tym, niech się moi bohaterowie najpierw uporają z prozaicznymi problemami, potem ich wypuszczę na podbój świata. A jeśli chodzi Ci o zmagania z absolutem, to odpowiem krótko – jestem antymetafizyczny.

Może jacyś tragiczni kochankowie?
…i antyromantyczny.

Czytelnicy narzekają na mało oświetlone sceny erotyczne, co najwyżej z uśmiechem opisane w kliku zdaniach. Skąd ten brak?
No właśnie, byłem przekonany, że moi bohaterowie mają orgazm za orgazmem, a czytelnicy wraz z nimi. Tymczasem, wciąż im mało. Dobrze, obiecuję, że następnym razem będzie więcej seksu i nagości, o ile wynajdę język do opisu tychże. Zdania typu: „wyciągnął wielkiego chuja i wsadził mu w ciasną dupę” wydają mi się mało podniecające.

Jesteś zbyt surowy! Może: „obnażył się i czym prędzej złożył ofiarę w świątyni Wenery?”
Chyba raczej: „w świątyni Marsa”.

Powołujesz się na Oscara Wilde’a i Ronalda Firbanka, ale współczesna Warszawa to miejsce mało campowe. Myślałeś nad wprowadzeniem postaci totalnie przegiętej, teatralnej? Z innego świata.
Czemu nie. Jak kogoś takiego wymyślę… Z przegięciem trzeba jednak uważać, raz, że łatwo można popaść w stereotyp, dwa, że wszelkie odmiany drag zostały oswojone przez kulturę clubbingowo-warszawkową. Musiałaby to więc być ciota, która bardzo świadomie posługuje się swoim przegięciem i to w określonych sytuacjach. Np. w sejmie.

Drag-poseł? Mówisz poważnie?
Pewnie. Przecież oni wszyscy tak jakby byli przebrani. Za mądrych i kompetentnych ludzi, na przykład. Bez powodzenia. Drag-poseł mógłby, paradoksalnie, być jedyną autentyczną postacią wśród całej tej menażerii.

Może bohaterem krytyk filmowy?…
Krytyk filmowy występuje w „Sekstecie”. Na razie wystarczy.

Napiszesz coś dla lesbijek o lesbijkach? W końcu dotarłeś do szerszego kręgu odbiorców.
Kiedy ja nie zamierzam zawłaszczać czyjegoś języka i czyjegoś doświadczenia. Najpierw dopuśćmy do głosu same lesbijki. Potem się zobaczy.

Na polskim rynku wydawniczym jesteś jedną z tych niewielu postaci jednoznacznie kojarzonych ze środowiskiem gej & les. Czujesz na sobie brzmię „misji” do wypełnienia?
Misję zostawiam kaznodziejom, oszołomom i hipokrytom. Ja po prostu sądzę, że jest tutaj trochę pracy do zrobienia i trochę dziur do wypełnienia. I nie mam tu tylko na myśli znaczących ubytków w społecznej świadomości, ale także – zwyczajnie, a nawet prostacko – lukę na rynku wydawniczym. Skoro inni się nie kwapili, to sam w nią wskoczyłem.

W wywiadach mówisz, że Twoim celem jest „wejście na salony” subkultury gejowskiej. A gdzie Barbra?!
Barbra była w filmie „Przodem do tyłu”. Akurat za nią nigdy nie szalałem. Przodem puszczam artystki polskie i europejskie.

Czytałeś „Lubiewo”?
Czytałem. To dobra literatura. Tylko nie wiem, po co autor dopisuje do tego, co opisuje, ideologię antyemancypacyjną? Nie wydaje mi się w tym szczery, gdyż sam korzysta z osiągnięć, jakie nasza – marna, bo marna, ale jednak – emancypacja przyniosła.

To świadoma strategia odcinania się od „ustawionych”, mieszczańskich i prawomyślnych gejów – czyli od bohaterów Twojej twórczości. Jak to oceniasz? Odpowiesz na ten swoisty separatyzm swoją kolejną książką?
Nie odpowiem, bo odmawiam brania udziału w zawodach. Poza tym, jak powiedziałem, ów separatyzm jest pozorny. Owszem, sprawdza się w odniesieniu do peerelowskich, wykluczonych ciot. Ale Autor raczej się wklucza do mainstream’u, niż z niego wyklucza. Nie czynię mu z tego zarzutu. Wręcz przeciwnie! Chcę jedynie powiedzieć, że opozycje bywają złudne, wymienne i znacznie bardziej skomplikowane niż się opozycjonistom wydaje.

Świat Twoich bohaterów to miejsce raczej mało porywające, wzloty i upadki bohaterów są wzięte w nawias ironii. Boisz się zadęcia?
Zadęcia jest w Polsce na każdy kroku tyle, że można nim rzygać do woli. Język polskiej kultury (w szerokim znaczeniu, uwzględniającym także politykę) jest sztywny, ograniczony, nadmuchany i metafizyczny. Stanowi często osobliwą mieszaninę patosu z chamstwem. Jak grubas w „Sensie życia według Monty Pythona”. Wystarczy cienki opłatek ironii, żeby to monstrum językowe eksplodowało z hukiem. Albo przynajmniej zaczęło odczuwać niestrawności.

I tak widzisz swoją rolę (nie mówię „misję”!) – w rozsadzaniu heteryckiego stereotypu językowego?
Po pierwsze – nie dać mu się zdominować ani zgnoić, co przez najbliższe parę lat może być zadaniem heroicznym. Po drugie – konsekwentnie robić swoje. Gryźć go, kopać, łaskotać, chwytać za części intymne…

Będziesz za rok na Paradzie Równości?
Jeśli zostaną spełnione podstawowe warunki – będę żywy, zdrowy i w Polsce, a Parada się odbędzie, choćby nielegalnie – to, oczywiście, będę.

Jest coś w Twoich przekonaniach, co mogłoby zszokować polskie homiki? Jakiś drobny konserwatyzm? Rażąca tkliwość?
Ależ jestem potwornym konserwatystą albo raczej – jak napisałem na odwrocie książki – domatorem nihilistą. Nie znoszę tłumów, hałasu i dymu papierosowego, więc nie szlajam się po trendy klubach. Siedzę w domu, narzekam na wszystko, co się da (zwłaszcza na polityków i dzisiejszą młodzież), brzuch mi rośnie, frustracje się pogłębiają, zegar biologiczny tyka nieubłaganie, itd. itp. I jak? Polskie Homiki się zszokowały czy roztkliwiły?

To się okaże przy lekturze komentarzy użytkowników, tym samym zapraszam do odwiedzania naszej homiczarni.
Dziękuję za zaproszenie. A można Homiki głaskać?

Wzajemne pieszczoty to nasz żywioł… Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Kazimierz Malewicki

wrzesień 2005

DANE O KSIĄŻCE:

Erotica alla polacca. Nowele dramatyczne  
Bartosz Żurawiecki
2005 Warszawa  
Wydawca:Sic!
Wydanie:1
Format:135 X 205
Oprawa:miękka
Liczba stron:200
ISBN83-88807-83-8

Nowa książka autora powieści Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Romans pasywny (Sic! 2005). Zebrane tu utwory: Najsłabsze ogniwo, Sekstet i Przepołowienie, oparte na wnikliwych obserwacjach dobrze znanego Żurawieckiemu świata polskich gejów, dają tego świata błyskotliwy, realistyczno-ironiczny obraz. Żurawiecki po raz kolejny objawia się w nich jako mistrz ciętego języka i zaskakujących, dynamicznych dialogów, w których aż roi się od odniesień do rozmaitych sfer kultury i rzeczywistości; zarówno tych „wysokich”, jak i „niskich” (w tym do popkultury czasów PRL-u).
Bartosz Żurawiecki (ur. 1971) jest z zawodu krytykiem filmowym, z zamiłowania, jak mówi: domatorem nihilistą. Publikował m.in. w: „Filmie”, „Przekroju”, „Tygodniku Powszechnym”, „Dialogu”, „Aktiviście” i „Ha!arcie”. Jest współautorem książek Homofobia po polsku i Autorzy polskiego kina. W 2005 zadebiutował w wydawnictwie Sic! jako prozaik powieścią Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Mieszka w Warszawie.

Autorzy:

zdjęcie Kazimierz Malewicki

Kazimierz Malewicki

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 88; nazwa: KazimierzMalewicki

12 komentarzy do:Bycie dowcipnym to ciężka praca

  • zadra

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    przeprowadzający wywiad denerwujący, konwencja tez!

  • marcin

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    A mi się bardzo podobało. Właśnie dla takich wywiadów czytam Homiki. Żadnych odmian konwencji, ani składu Redakcji wręcz sobie nie życzę.

  • wmraf

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    Bardzo fajny wywiad. Właśnei za taki styl wypowiedzi lubię Żurawieckiego.

  • bimbalimba

    [ Bycie dowcipnym to ciężka praca?]

    skoro tak, to sie zurawiecki nie napracowal

  • michał

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    wywiad znakomity. Cenię Żurawieckiego coraz bardziej.

  • morgiana

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    fajnie, fajnie. zdania o ksiażkach nie mam (nie proywają, ale nie żeby zaraz z błotem mieszać), ale wywiad bardzo fajny

  • P Medwid

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    Sympatyczny wywiad.
    Kazimierzowi dziekujemy!
    ( biedne cioty na wygnaniu ).

  • Bazyl

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    Homiki da się głaskac na 100% Ja się pisze pierwszy :)

  • lukasz

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    Zurawiecki nie ma nic do powiedzenia ani w ksiazkach, ani w wywiadach. To jest wszystko nadmuchane i nudne. Nie robmy z niego objawienia artystycznego i towarzyskiego tylko dlatego, ze jest jednym z niewielu, ktorzy pisza gejowskie romanse.

    Zurawiecki jest dobrym recenzentem filmowym i niech je pisze jak najdluzej.

  • Maurycy

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    Panie Bartoszu- jesli pan to czyta- skladam wyrazy szucunku, uznania i namietny pocalunek w usta, wiem, ze przez net to nie to samo, porownania nie ma i w ogole, ale co tam niech wyobraznia ma swoja pozywke..:)

  • Wydawnictwo Marcin Erdmann

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    Książki Żurawieckiego to jedno wielkie G… Ani to zabawne, ani pouczające, ani ciekawe. Szkoda, że promuje się taką tandetę, gdy tymczasem gejowska powieść wszechczasów, jakąjest „Jim w lustrze”, przeszła w polsce niemal bez echa.

  • Lady Snape

    [Re: Bycie dowcipnym to ciężka praca]

    Nie wiem dlaczego czepiacie się Żurawieckiego. Mnie się bardzo jego artykuły podobają, pisze znakomite recenzje filmowe, a jego wkład w „Homofobię po polsku” z pewnością należy docenić.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa