Obrona Tymarcha

Marzeniem każdego obywatela, któremu los pozwolił podjąć zaszczytne obowiązki państwowe, jest nagroda wieńca, przyznawana za wierne sprawowanie urzędu. Była ona i moim pragnieniem, lecz oto za sprawą oskarżeń Ajschinesa i Aristogejtona [1] moje imię znalazło się na ustach wszystkich Ateńczyków, którzy rozważając postawione mi zarzuty podzielili się na mych żarliwych obrońców i zaciekłych oskarżycieli. W mej obronie stanęli wypróbowani przyjaciele Demostenes i Hegesippos oraz kochający mnie Hegesandros [2], kierujący się wszakże przede wszystkim łączącym nas podobieństwem zapatrywań na politykę państwa. Wszyscy uważamy bowiem, że przymierze z Filipem, królem Macedonii, jest zagrożeniem dla naszej wolności i że należy jednoczyć siły do walki z nim. Stronnicy Ajschinesa natomiast potępiają mnie tyleż samo ze względu na dzielącą nas różnicę zdań, co z powodu osobistej niechęci, jaką od dawna do mnie żywią. Nie po raz pierwszy bowiem ośmieliłem się przeciwstawić ich woli.

Moi oskarżyciele mówią, że żyjemy w państwie demokratycznym, rządzącym się według ustanowionych praw, a ponieważ stan naszego państwa zależy od przestrzegania owych praw, słuszną jest rzeczą karanie wszystkich tych, którzy je łamią. Piękne to słowa, ja zaś nie tylko im nie przeczę, a wręcz przeciwnie, zapewniam was, obywatele, że zawsze uważałem je za najważniejszą z prawd. My, Ateńczycy, stanowimy prawa według swej woli, by służyły pomyślności ogółu i każdego z nas z osobna. Prawa owe nie są jednak niezmienne i myli się ten, kto myśli, że zostały ustanowione raz na zawsze. Upływ czasu odmienia świat wokół nas, a wraz z nim zmieniają się nasze prawa. Jedne z nich stają się bowiem bezużyteczne, inne wręcz szkodliwe, a jednocześnie wciąż pojawia się potrzeba wprowadzania nowych.

Pierwszy nasz prawodawca Drakon [3] spisał i ogłosił przed niemal dwustu osiemdziesięcioma laty prawa, w myśl których drobnego złodziejaszka, jak i mordercę karano bez różnicy śmiercią, niewypłacalnego dłużnika sprzedawano w niewolę wraz z rodziną, innych zaś winowajców z równą surowością skazywano na więzienie, chłostę lub wygnanie. Nic przeto dziwnego, że dwadzieścia i kilka lat później lud ateński zlecił Solonowi [4] reformę praw, pragnąc przede wszystkim, by złagodził kary. Wielu sprzedanych w niewolę za długi odzyskało wolność i mogło wrócić do ojczyzny, a udzielanie pożyczek pod zastaw wolności zostało zakazane. Później byli jeszcze inni prawodawcy, którzy kierując się wolą ludu zmieniali nasze prawa. Toteż i my dziś powinniśmy brać pod uwagę przede wszystkim ich użyteczność.

Przewodzący chórowi mych nieprzyjaciół Ajschines przywołuje prawa Solona i Klejstenesa [5], w myśl których każdy, kto jako chłopiec oddawał się nierządowi, traci prawa obywatelskie, nie może piastować urzędów, zabierać głosu na zgromadzeniach i uczestniczyć w uroczystościach publicznych. Ludzi takich uważa się za okrytych hańbą, ponieważ swą rozwiązłością osłabiają państwo. W myśl bowiem powszechnego mniemania, kto swoje ciało sprzedaje za pieniądze, z łatwością wyda na sprzedaż dobro publiczne. O mnie zaś wielu obywateli mówi, że już będąc chłopcem chętnie darzyłem mężczyzn swymi wdziękami.

Nie przeczę temu ostatniemu, a co więcej przypominam, że ja, Tymarch, syn Aryzelosa, nigdy nie ukrywałem jak żyję. Waszej rozwadze pozostawiam jednak stwierdzenie, czy istotnie dopuściłem się nierządu. Jako szesnastolatek odszedłem z domu mego ojca, ponieważ doskwierała mi jego surowość, a ciekawość świata i ludzi pchała mnie w nieznane. Nie zawiodła mnie daleko, bo tylko do Pireusu, do lazaretu Eutydykosa, zapragnąłem bowiem wówczas nauczyć się sztuki lekarskiej. Tam poznałem Misgolasa, syna Naukratesa, mężczyznę pięknego, wokół którego działo się tak wiele ciekawych rzeczy. Przychodził, by rozmawiać ze mną i z dnia na dzień zapalał się coraz większą miłością do mnie, a ja wkrótce odwzajemniałem jego uczucia. Toteż gdy zaproponował mi, bym przeniósł się do jego domu, przystałem na to chętnie i odtąd wiodłem wraz z nim wspólne życie. Odkrywałem uciechy znane mi dotąd z opowieści, wystawne biesiady z udziałem heter i fletnistów, grę w kości i uczone dysputy. Darzyłem Misgolasa swym ciałem, a on karmił moją duszę wciąż nowymi radościami, które oszałamiały mnie.

Nasze wspólne szczęście trwałoby zapewne bardzo długo, gdyby nie moja młodzieńcza lekkomyślność i jego nadmierna zazdrość. Podczas Wielkich Dionizjów [6], wędrując przez miasto, wdałem się w rozmowę z dwoma napotkanymi cudzoziemcami i zapomniawszy, że umówiłem się z Misgolasem i naszym przyjacielem Fajdrosem na wspólny udział w procesji, udałem się z nimi do zajazdu i przyjąłem zaproszenie na posiłek. Gdy Misgolas i Fajdros odnaleźli mnie w towarzystwie obcych, zrobili straszną awanturę i oskarżyli ich, że chcieli mnie uwieść. Oni zaś, chcąc uniknąć kłopotów, pośpiesznie opuścili zajazd, a ja musiałem stawić czoła gorzkim wymówkom Misgolasa. Wzajemnie do siebie zrażeni rozstaliśmy się niebawem, jednakże on -pomimo wszystko wciąż pałający do mnie sympatią- opiekował się mną przez długi czas.

Zupełnie inaczej postąpił ze mną Antykles, syn Kalliasa. Najpierw zabiegał o me względy, a zdobywszy mnie i nawet wziąwszy pod swój dach, niebawem pozostawił samemu sobie, wyjeżdżając wraz z osadnikami do nowej kolonii na Samos. Porzucony i zrozpaczony mą samotnością szukałem pociechy i szczęścia w domu gry, zabawiając się grą w kości i walkami kogutów. Wśród często odwiedzających to miejsce był Pittalakos, niewolnik zatrudniony przez władze jako pisarz i woźny. Zainteresował się mną, a poznawszy smutne koleje mego losu, chętnie opowiadał mi o swej niedoli. I tak wzajemne współczucie zrodziło sympatię, a ta wydała na świat miłość, toteż z chęcią zamieszkałem w jego domu.

Połączyło nas gorące uczucie i wielka namiętność, toteż często splataliśmy nasze ciała, darząc się wzajem rozkoszą na wszelkie możliwe sposoby. Nigdy jednak nie wiązała nas wspólnota ducha, bowiem Pittalakos był w istocie człowiekiem prostym, nie rozumiejącym ani poezji, ani dzieł filozofów. Toteż gdy z Hellespontu powrócił Hegesandros, syn Dyfilosa [7], i począł odwiedzać Pittalakosa, łatwo pozyskał mą duszę i zapaławszy do mnie miłością, nakłonił sługę państwa, by pozwolił mi odejść z jego domu. Jednakże Pittalakos nadal darzył mnie wielkim uczuciem, toteż często składał mi wizyty u Hegesandrosa, wywołując tym jego zazdrość.

Żaden z moich miłośników nie powodował mną tak bardzo jak Hegesandros. Choć przekroczyłem już trzydziesty rok życia, zaślepiony uczuciem pozwalałem mu nakłaniać się do wszystkiego czego pragnął, a szczególnie do tego, do czego pchało go wrodzone upodobanie przygód. Pewnego wieczora, wypiwszy z przyjaciółmi sporo wina, postanowiliśmy złożyć wizytę Pittalakosowi. Ten, słysząc hałas przed swym domem i nie mając ochoty na towarzystwo nadmiernie wesołych mężczyzn, nie chciał nas wpuścić. Wdarliśmy się więc do niego siłą, a gdy protestował, wymyślając nam od awanturników i łajdaków, przywiązaliśmy go do słupa i zdemolowaliśmy jego dom, niszcząc wiele sprzętów. O tym moim wyczynie mówię dziś ze wstydem i żalem, a tym bardziej boli mnie krzywda jakiej broniący swych praw Pittalakos doznał następnie od bliskiego memu sercu Hegesandrosa.

Oto bowiem poszkodowany postanowił oddać swój los w ręce sędziów i zgodnie ze zwyczajem następnego dnia rano udał się nago na rynek i usiadł na stopniach ołtarza Matki Bogów [8]. Chcąc uniknąć skandalu poszedłem tam za nim i próbowałem ułagodzić jego słuszny gniew, prosząc go o wybaczenie i obiecując, że spełnię każde jego życzenie, Hegesandros zaś hojnie mu wynagrodzi wyrządzoną krzywdę. Ten nie zamierzał jednak tego uczynić, toteż Pittalakos wniósł w końcu sprawę przeciw nam do sądu. A wówczas mój miłośnik postanowił bronić się ogłaszając, że oskarżający jest zbiegłym od niego niewolnikiem. Na szczęście, Pittalakosowi udało się oczyścić z zarzutów, a zrozumiawszy, że nie wygra sporu z wielekroć od siebie silniejszym przeciwnikiem, zaniechał swych skarg.

Wrogowie oskarżają mnie, że wykorzystując poparcie Hegesandrosa i moje rozległe stosunki sięgałem po różne urzędy i czerpałem korzyści z ich pełnienia. Twierdzą, że jako kontroler wydatków publicznych wyłudzałem łapówki zarówno od nieuczciwych jak i sumiennych urzędników. Ja zaś nie zaprzeczam, że przymuszony koniecznością postępowałem tak, a tylko pytam, czy gdyby istotnie byli bez winy, płaciliby mi za milczenie? A ponadto, kto z nas dopuścił się większego wykroczenia przeciw państwu: ja czy oni? Zarzuca mi się również, że popełniłem nadużycia będąc przed trzema laty kontrolerem wydatków na wojska najemne stacjonujące w Eretrii [9]. I to prawda. Lecz zdaje mi się, że nie uczyniłem niczego w naszym państwie wyjątkowego i nowego. Ponadto przypomnę wam, obywatele, że ja sam przyznałem się do winy i poprosiłem o wymierzenie mi kary, czego nie można powiedzieć o mych kolegach na urzędzie, uparcie wypierających się jakiejkolwiek winy.

Oskarża się mnie także o to, że gdy przed rokiem byłem członkiem Rady [10], wraz z Hegesandrosem, wówczas jednym z zarządców skarbu państwa, przywłaszczyłem sobie 1000 drachm. Lecz czy ktokolwiek z zarzucających mi to przedstawił dowody? I czyż sama Rada, początkowo ulegając plotkom i potępiając mnie w głosowaniu liśćmi oliwnymi, niebawem nie przyjęła mnie na powrót do swego grona na podstawie wyników głosowania kamykami. Powiem, że większe wrażenie niż samo oskarżenie uczynił na Radzie sposób w jaki sformułował je niechętny mi Pamfilos. „Okradają was mąż i żona” – powiedział, wyjaśniając następnie mniej domyślnym, że Hegesandros, będący przedtem mężem Leodamasa, teraz ma mnie za żonę. Ciąży na mnie również zarzut, że ośmielony bezkarnością sprzeniewierzyłem ostatnio 2000 drachm. Ale i to jest wierutnym kłamstwem.

Występujący przeciwko mnie wielokrotnie już zarzucali mi rozpustę i okradanie państwa, a w rzeczywistości chodziło o to, że nie podobały się im moje projekty ustaw. Ponieważ jednak wiedzieli, że są one dobre lub nie byli w stanie dowieść mi, że się mylę, nie dopuszczali do ich uchwalenia, ośmieszając mnie. Wszak większość naszych współobywateli, słysząc o kimś, że źle żyje, łatwo daje się przekonać, że i jego projekty są szkodliwe dla państwa. Gdy zaproponowałem na posiedzeniu Rady naprawę murów miejskich, moi przeciwnicy, zamiast podjąć poważną dyskusję, zaczęli wypominać mi sprośności, których jakoby się dopuszczam. Gdy w imieniu Rady przedstawiałem na Zgromadzeniu Ludowym wniosek, by w miejsce ruder stojących na Pnyksie [11] wznieść nowe domy, wówczas jeden z nich, złośliwiec Antolikos, stwierdził, że mam na temat Pnyksu większą wiedzę od innych, ponieważ często odwiedzam znajdujące się tam domy rozpusty, a projekt mój przedkładam z myślą o sobie i tych wszystkich, którzy zwykli tam bywać. Ubawiony lud śmiał się i klaskał, a projekt upadł.

Oskarżyciele twierdzą, że utrzymywałem się z nierządu i nadużyć, a jednocześnie zarzucają mi, że wciąż potrzebując pieniędzy na życie roztrwoniłem majątek odziedziczony po ojcu. Zdobywając się na wyjątkowe prostactwo dowodzą, że człowiek tak otyły jak ja musi wydawać ogromne sumy na dogadzanie sobie wymyślnymi potrawami i słodyczami. Wyliczają mi, że sprzedałem ojcowski dom i położone w różnych miejscach grunty, że pozbyłem się również niewolników, z których pracy mógłbym czerpać zyski. Zapewne uważają, że powinienem, podobnie jak większość ludzi, pomnażać mój majątek, a następnie przeznaczyć go na zakup nowych niewolników, którzy pracowaliby na mnie w warsztatach lub kopalniach srebra.

Choć uważam, że nie są to sprawy, z których muszę się komukolwiek tłumaczyć, odpowiem wprost: nie chciałem dzielić się mymi zyskami z państwem, o którego obywatelach wiedziałem, że pogardzają mną jako nierządnikiem. Nie miałem ochoty na to, by stosownie do mojego stanu i zamożności, brać na siebie godność chorega lub gimnazjarchy i urządzać za własne pieniądze rozrywki tym, którzy uważali mnie za niegodnego miana obywatela. Wolałem wydawać je na zakup dzieł uczonych mężów. Zawsze bowiem pragnąłem obcować z księgami, w których zapisano to wszystko, co wiadomo o świecie. Poza tym dzieliłem się moim bogactwem z tymi, którzy darzyli mnie miłością, nie bacząc na to, co przyniesie przyszłość. Wierzyłem, że jeśli zostanę bez środków do życia, wówczas wybrańcy mego serca będą dzielić się ze mną tym, co posiadają. I nie zawiodłem się w mych nadziejach. Ale moi oskarżyciele nazywają to nierządem.

W naszym państwie mianem nierządu określa się przyjmowanie pieniędzy za cielesne obcowanie. Jednocześnie większość obywateli nie widzi nic złego w obdarowywaniu kochanka prezentami. Wręcz przeciwnie, uważa się to za piękny zwyczaj należący do dobrego tonu lub wręcz będący obowiązkiem miłośnika. A przecież każdy podarunek ma swą wartość, którą można określić w pieniądzu i z reguły bywa kupowany za pieniądze. Większość z was jest miłośnikami pięknych chłopców i zabiega o ich względy przy pomocy prezentów, a wielu było przedtem lubymi i chętnie przyjmowało podarki. Mimo to, jak mniemam, nie uważacie się za stręczycieli i nierządników. Sami rozważcie, czy można by osądzić was jako winnych tych występków, czy też nie. Ja zaś powiem wam tylko tyle, że stawiane mi zarzuty nie są wyrazem zgorszenia lecz obłudy.

Bo jeśli nierząd hańbi, jeśli ci, którzy swe ciało oferują za pieniądze, niegodni są praw przysługującym obywatelom, cóż tedy trzeba powiedzieć o państwie, które czerpie zysk z nierządu, którego Rada wydzierżawia co roku podatek płacony przez każdego żyjącego ze sprzedaży swych wdzięków. Chyba to, że państwo takie również się hańbi i nie jest godne czci i miłości swych obywateli. Jednakże większość tu zgromadzonych uważa niewątpliwie, że rządzimy się sprawiedliwymi prawami, ustanowionymi przez nas samych. Skoro tak, czyż zatem państwo nasze nie powinno szanować i chronić tych wszystkich, którzy uczciwie oddają mu należną część swych zysków?

Rozważcie, obywatele, czyż można uznać za sprawiedliwe prawo, w myśl którego ten, kto z chłopca uczyni nierządnika, wynajmując go innym do uciech cielesnych lub kupując sobie jego wdzięki, może zmyć swą winę płacąc grzywnę. Wykorzystywany zaś do nierządu chłopiec okrywa się hańbą na resztę życia i gdyby ośmielił się rozpocząć działalność publiczną, grozi mu nawet kara śmierci. Tych, którzy dzielą się z wami pięknem swych młodych ciał, darząc was rozkoszą, traktujecie gorzej niż narzędzia, będące martwymi przedmiotami. Czyż bowiem ktoś z was, znalazłszy się w warsztacie Praksytelesa [12], uznałby za okryte hańbą narzędzia, przy pomocy których rzeźbiarz ten tworzy swe wspaniałe dzieła, będące rozkoszą dla waszych oczu.

Uważa się mnie za zhańbionego, ponieważ osiągnąwszy wiek męski wciąż oddawałem się mężczyznom, których kochałem. Waszym zdaniem nie przystoi to obywatelowi i szkodzi państwu. A przecież każdy, kto czytał pisma Platona pamięta zapewne, co wydarzyło się podczas opisanej przezeń Biesiady, gdy do domu Agatona przybył Alkibiades [13] . Zauważywszy wśród gości Sokratesa zaczął czynić mu wymówki, że na ucztach układa się zawsze przy najładniejszym z gości. Ten zaś poskarżył się gospodarzowi, że od czasu gdy miłuje Alkibiadesa, nie może nawet rozglądać się za ładnymi chłopcami i rozmawiać z nimi, ponieważ jego luby urządza mu z tego powodu awantury. Scen ta nie pozostawia wątpliwości, że mężów tych wciąż łączyły więzy miłości, a przecież obaj dawno już wkroczyli w wiek męski. Alkibiades liczył sobie wówczas lat trzydzieści i kilka, Sokrates zaś dobre dwadzieścia lat więcej. Waszym domysłom pozostawiam, który któremu się oddawał. A przecież choć Alkibiades przysporzył naszej ojczyźnie wielu kłopotów przechodząc na stronę Spartan to znów Persów, Sokrates został zaś skazany przez naszych przodków na śmierć za bezbożność i demoralizowanie młodzieży [14], nikt nie odmówi osobistej dzielności żadnemu z nich.

Czyż muszę wam dowodzić, że miłość łącząca mężczyzn nie tylko nie jest szkodliwa dla państwa, lecz wręcz przeciwnie, może służyć mu równie dobrze jak umiłowanie wolności i rządów ludu. Czyżbyście zapomnieli o tym, czego potwierdzenie może znaleźć każdy z nas w dziele Tukidydesa [15], a mianowicie, że przed stu i siedemdziesięcioma laty Harmodios i Aristogejton zabili Hipparcha [16] nie z nienawiści do tyranii, lecz dlatego, że ten próbował uwieść Harmodiosa, którego Aristogejton darzył wielką miłością. A czyż twórca naszych praw Solon nie pochwalał w swych poematach zmysłowej miłości do chłopców i czyż nie stawiał jej na równi z miłością do dziewcząt. Czyż nie głosił, że jest ona rzeczą szlachetną i godną każdego prawego obywatela, podobnie jak uczęszczanie do gimnazjonów.

W ogóle uważam, że każdy mężczyzna powinien mieć swobodę dysponowania swym ciałem zgodnie z powodującymi nim pragnieniami. Podobnie dwóm mężczyznom połączonym więzami miłości nie powinno się zabraniać, by za wzajemną zgodą darzyli się miłością w odpowiadający im sposób. Postępując tak nie czynią niczego, co samo przez się przynosiłoby im ujmę i nie wyrządzają szkody ogółowi. Toteż w państwie demokratycznym zgromadzenie wolnych obywateli powinno stanowić takie prawa, które gwarantowałyby pomyślność ogółu, a jednocześnie pozwalałyby każdemu z obywateli, by na swój sposób był szczęśliwym. Czyż nie tak rządzą się Tebańczycy. W ich państwie miłośnicy i lubi składają sobie uroczyście przysięgę wierności przy pomniku Jolaosa [17], poważaną na równi z przysięgą składaną przez oblubieńca i oblubienicę.

Wysłuchawszy mnie powiecie zapewne, że oskarżony nie powinien pouczać sędziów. Ja jednak nie bałem się tego czynić, ponieważ domyślam się, jaki wyrok zapadnie w mej sprawie. Jedyne, czego jeszcze można mnie pozbawić, to prawa obywatelskie i ojczyzna. Wiem również, że tak czy inaczej, chcąc uniknąć dalszych upokorzeń, powinienem jak najszybciej opuścić nasze miasto. Nie będę pierwszym, który wybrał wygnanie i choć nie będzie ono łatwe dla mnie, człowieka blisko pięćdziesięcioletniego, nie mnie przyniesie hańbę, lecz tym, którzy zgotowali mi taki właśnie los. Ja zaś wszędzie znajdę mężczyzn spragnionych miłości.

Powyższy tekst jest historyczno-literackim żartem, pastiszem osnutym na motywach autentycznych wydarzeń z dziejów starożytnej Grecji. Ukazały się w formie broszury pt.: Filerastika czyli trzy zaginione teksty do dziejów antycznego homoerotyzmu, Sochaczew 2004.

przypisy:
[1] Ajschines i Aristogejton – politycy ateńscy, przywódcy stronnictwa promacedońskiego, przeciwnicy poli-tyczni Tymarcha, którzy wnieśli przeciw niemu oskarżenie do areopagu.

[2] Demostenes i Hegesippos – politycy i wybitni mówcy, przywódcy stronnictwa antymacedońskiego, w trak-cie procesu wystąpili w obronie Tymarcha. Do grona tego należał również Hegesandros.

[3] Drakon – prawodawca ateński, który w 621 r. p.n.e. spisał i ogłosił zbiór praw.

[4] Solon – zreformował w 594 r. p.n.e. ateński ustrój państwowy, wprowadził nowe, znacznie liberalniejsze prawa.

[5] Klejstenes – przeprowadził w 508 r. p.n.e. kolejną reformę ustroju Aten, zmierzającą -podobnie jak prawa Solona- do demokratyzacji życia.

[6] Wielkie Dionizje – święto obchodzone w Atenach w marcu-kwietniu.

[7] Hegesandros, syn Difilosa uczestniczył w podjętej w 361 r. p.n.e. wyprawie ateńskiej floty przeciw trac-kiemu królowi Kotysowi.

[8] Matka Bogów – bogini Kybele wywodząca się z Azji Mniejszej, utożsamiana przez Greków z Reą.

[9] Było to w 348 r. p.n.e.

[10] Rada Pięciuset (bule) – wybierany na rok organ władzy wykonawczej, zarządzający państwem i realizu-jący jego politykę zagraniczną, a także przygotowujący wnioski na Zgromadzenie Ludowe.

[11] Pnyks – wzgórze w Atenach, położone w zachodniej części miasta.

[12] Praksyteles – attycki rzeźbiarz działający w IV w. p.n.e., twórca wizerunków m.in. Apollina, Erosa i Hermesa.

[13] Nawiązanie od biesiady u poety Agatona, opisanej przez Platona w „Uczcie”.

[14] Alkibiades, oskarżony w 415 r. p.n.e. o sprofanowanie herm, wyemigrował do Sparty i wspomagał ją swym doświadczeniem podczas inwazji na Attykę. Od 412 r. p.n.e. i ponownie od 405 r. p.n.e. przebywał w Persji. Proces Sokratesa w 399 r. p.n.e. przedstawił Platon w dialogu „Obrona Sokratesa”.

[15] Tukidydes, historyk i polityk ateński z II połowy V w. p.n.e., autor niedokończonej „Wojny pelopone-skiej”.

[16] Hipparch i jego brat Hippiasz, synowie tyrana Pizystrata, sprawowali władzę w Atenach od 527 r. p.n.e.. Hipparch zginął z rąk kochanków Harmodiosa i Aristogejtona w 514 r. p.n.e.

[17] Przy symbolicznym grobie Jolaosa w Tebach składali sobie przysięgę wierności beoccy miłośnicy i lubi, m.in. żołnierze złożonego z par kochanków Świętego Hufca.

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).

5 komentarzy do:Obrona Tymarcha




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa