Biblia, seks i przyjemność

Święty Paweł nie lubił gejów. Pozostanie w sferze domysłów, czy miał po temu jakiś konkretny powód. Faktem jest, że jednym tchem wymienia: „niesfornych, bezbożnych, niegodziwców, światowców, ojcobójców, matkobójców, grzeszników, rozpustników, mężczyzn współżyjących ze sobą, handlarzy niewolnikami, kłamców, krzywoprzysięzców…” (1Tm, 1,10). Zestawienie bardzo wymowne, ale mniejsza z tym. Nie jest moim celem mieszanie z błotem świętej pamięci Pawła. Nowy Testament pełen jest bowiem ustępów bądź to zwyczajnie ignorowanych przez naukę Kościoła, bądź to kompletnie niezrozumiałych. Trzy klasyczne przykłady to ustęp mówiący o rodzeństwie Jezusa towarzyszącym Marii (co prawda hebrajski i aramejski nie odróżniają braci od kuzynów, ale znacie to przysłowie by widząc odcisk kopyt w pierwszej kolejności pomyśleć o koniu, dopiero potem o zebrze), słynne słowa „nie przyszedłem nieść pokój a miecz”, kompletnie sprzeczne z pokojowym przesłaniem Nowego Testamentu, i fragment z Ewangelii Mateusza: „nikogo na tej ziemi nie będziecie nazywać waszym ojcem jeden bowiem jest wasz Ojciec, ten w niebie” (23,9).

Jakoś nigdy nie przeszkadzał on ani Ojcom Kościoła, ani Ojcom Dominikanom, ani samemu Ojcu Świętemu. Przypadki ignorowania Pisma przez oficjalną naukę można mnożyć, a kwestia błędnej/poprawnej interpretacji to już temat rzeka. Kościół nigdy nie przejmował się nazbyt mocno dosłownym tekstem Nowego Testamentu, dopuszczając dość luźną (pod warunkiem, że własną) interpretację. Jak widać, w razie potrzeby niektóre fragmenty, nie znajdujące potwierdzenia w reszcie Pisma, po prostu się ignoruje. I nie jest to bynajmniej aż tak naganne, dosłowne przestrzeganie NT byłoby raczej niemożliwe, bądź co bądź, został on spisany 2000 lat temu w kompletnie innej kulturze, wśród ludzi którzy żyli, myśleli i umierali inaczej, niż my.

Co prawda, Stary Testament potępia homoseksualizm:
„Nie będziesz obcował z mężczyzną tak jak się obcuje z kobietą, To jest obrzydliwość!” (1Kapł. 18.22 i 20.13), ale w tym samym miejscu potępia również wiele innych rzeczy:
„Nie będziesz łączył dwóch gatunków bydląt. Nie będziesz zasiewał pola dwoma rodzajami ziarna. Nie będziesz nosił ubrania utkanego z dwóch różnych nici”
(1Kapł. 19,19), „Nie będziecie obcinać w kółko włosów na głowie” (1Kapł. 19,27) – rozumiecie, co mam na myśli?

Gdyby katolicy trzymali się Starego Testamentu, byliby bardziej żydowscy niż sami Żydzi, dlatego odwoływanie się obrońców prawowiernego stylu życia do Księgi Kapłańskiej jest chwytem nieco desperackim i przy tym nieco śmiesznym.

Zresztą Stary Testament powstawał przez ładnych paręset lat i to na różnych terenach, w różnych środowiskach. Nie zawsze jest do homoseksualizmu negatywnie nastawiony. Wiele wskazuje na to, że związek Jonatana z Dawidem bynajmniej nie był platoniczny („Alboż to ja nie wiem, że wybrałeś sobie syna Jessego na hańbę łona swej matki?” [1 Sm 20,30]). Spotkałam się też z teorią, że w Dawidzie zakochany był sam Saul (nie wiem, kto i dlaczego na to wpadł. Saul cierpiał na przypadłość wówczas nazywaną „nawiedzaniem przez diabła”, po naszemu – był chory na nerwy. Obecność Dawida łagodziła objawy. Jednak nawet, jeśli łagodził je nie tylko grą na cytrze, to i tak musiałby to być związek miłości-nienawiści. Pierwsza Księga Samuela to naprawdę intrygująca lektura, polecam.) Niektórzy badacze sugerują istnieje takiego związku między Rut a Noemi. Zaczynam podejrzewać, że wiem, dlaczego wszyscy mężczyźni z ich otoczenia tak szybko pomarli.

Tym optymistycznym akcentem zakończmy przykłady ze Starego Testamentu, bo zbliżam się niebezpiecznie do granic herezji.

Same Ewangelie nie mówią absolutnie nic na temat homoseksualizmu. To milczenie jest wręcz podejrzane, zważywszy na to, że na Bliskim Wschodzie w czasach Jezusa elitę kulturalną w dalszym ciągu stanowili Grecy, a rządy polityczne sprawowali Rzymianie. Jak obie te nacje podchodziły do interesującej nas kwestii, jest powszechnie wiadome. Najbardziej intryguje mnie fakt pominięcia tej sprawy w ewangelii św. Marka. Spisana w Rzymie, skierowana do nawróconych Rzymian, na dodatek inspirowana przez najwierniejszego ucznia Jezusa, jakim był Piotr. Pozwolę sobie stwierdzić dobitnie, że przeciętny Rzymianin czasów wczesnego cesarstwa (Kaligula! Neron! Dobry przykład szedł z góry), był w stanie przelecieć wszystko, co nie uciekało i bynajmniej nie wpojono mu w dzieciństwie, że homoseksualizm jest czymś niemoralnym. W takich warunkach fakt, że nauczając nawróconych Rzymian ani Piotr nie przypomniał sobie żadnych słów Jezusa potępiających sodomię, ani Marek nie dotarł do żadnych materiałów dających się odczytać choćby jako aluzja, daje do myślenia.

Podkreślam jeszcze raz – wszystko, co można w Nowym Testamencie znaleźć na temat homoseksualizmu, to wymieniona na początku i jeszcze parę, równie ogólnych linijek w Listach Apostolskich, które nie są skierowane bezpośrednio przeciwko istocie homoseksualizmu, ale wyglądają, jakby szukano po prostu dowolnych przykładów „rozpustnego życia” i przy okazji natknięto się na to.

Egzegeza ze mnie żaden, ale mój mały rozumek wysnuwa z poprzedniego wywodu wniosek, że to nie Paweł, na którym homoseksualiści od stuleci wieszają psy, odpowiedzialny jest za oficjalną naukę Kościoła. Gdyby zaszły sprzyjające okoliczności, nikt nie zawahałby się tych paru linijek tekstu zwyczajnie zignorować. To raczej oficjalna nauka, szukając uzasadnienia, znalazła je u Pawła.

Pozostaje pytanie, dlaczego Kościół tak bardzo się uwziął, by chronić przed sodomią czystość moralną owieczek.

Wczesnośredniowieczny chrystianizm nienawidził rozkoszy. Jan Szkot Eriugena był przekonany, że w raju, przed grzechem pierworodnym, Adam był w stanie poruszać swoim członkiem wyłącznie siłą woli, tak jak każdą inną częścią ciała. Wówczas mógł zapłodnić Ewę bez cienia rozkoszy. Cóż za piękne były to czasy.

Seks jest grzechem, a dokładniej, grzechem jest przyjemność. Choć sekty dualistyczne takie jak manicheizm czy kataryzm zostały potępione, w ortodoksyjnym Kościele również widać ślady dualizmu na linii duch – materia. Walnie przyczynił się do tego święty Augustyn, po którym kontakty z manichejczykami nie spłynęły jak woda po kaczce. Dobre jest to, co pochodzi z ducha. Wiara, nadzieja, miłość. Sprawiedliwość. Przebaczenie. Bóg. To wszystko jest niematerialne. Materią jest natomiast ciało. Ciało odwraca uwagę od ducha, trzeba się o nie troszczyć, karmić je, przyodziać. Duch żąda rozkoszy wyższych, rozkoszy łączności z Bogiem. Ciało ma niskie, fizyczne namiętności. Dlatego ciało należy karcić, trzymać w ryzach, a najlepiej dręczyć surową ascezą. Dobrze wytresowane ciało nie będzie się upominać o własne potrzeby, przestanie przeszkadzać właścicielowi w oddawaniu się praktykom mającym na celu zbawienie duszy. Pożądanie czyni ludzi niewolnikami ciała. A przecież celem życia każdego człowieka miał być rozwój ducha i tym samym negacja potrzeb fizycznych. Wszystkie rozkosze materialne są złe, bo odwracają uwagę ducha od rzeczy naprawdę ważnych.

Mniej więcej do XI wieku (granice są bardzo umowne) trwała batalia o to, czy kobieta i mężczyzna w ogóle mają prawo ze sobą współżyć. We wczesnym średniowieczu przeważała teoria, że nie. Proszę nie wyobrażać sobie, że rzesze wiernych zgromadzonych w kościele wysłuchiwały kazań o tym, że nie wolno im uprawiać seksu, co w zamyśle miało w ciągu jednego pokolenia doprowadzić od końca świata. Wczesne średniowiecze – VI-VII wiek – to czas śmierci cywilizacji. Imperium Romanum już skonało, Imperium Francorum jeszcze się nie narodziło. Trwał chaos. Upadły szkoły miejskie, ba, upadły same miasta. Upadła myśl antyczna. Trwał tylko… Kościół. To na tym fundamencie powstał nowy świat (witamy w średniowieczu). Wszyscy epigoni kultury i literatury, śmiem rzecz – WSZYSCY intelektualiści byli duchownymi.

W takich warunkach żadnej wzniosłej teorii nie dało się narzucić masom. Sieć kościołów parafialnych zaczęła powstawać już po reformach gregoriańskich, gdzieś od XII wieku. Wcześniej, zakładając, że państwo w ogóle było ochrzczone, przeciętny obywatel widział księdza – w sprzyjających okolicznościach – na swych chrzcinach i pogrzebie, a i to nie koniecznie. Wielcy ówczesnego świata również często nic sobie ze świątobliwych mężów nie robili. Mogli więc oni spokojnie dyskutować sobie we własnym gronie kilkudziesięciu osób w Europie Zachodniej, które szczyciły się tym, że w ogóle potrafiły czytać.

Sęk w tym, że pisma tych kilkudziesięciu osób, to niemal wszystko, co ciemne wieki zostawiły po sobie potomnym.

Święty Augustyn zrównał przyjemność seksualną z grzechem. Połączył ponadto grzech pierworodny z seksem, udowadniając, że jest on przenoszony od początku świata z pokolenia na pokolenie, właśnie przez przyjemność seksualną. Jedynym środkiem odkupienia skażonego czynu pozostała czysta intencja. Więc nawet antykoncepcja DZIŚ zalecana przez Watykan (metody naturalne) była dla niego nie do przyjęcia. A że z wyżej wymienionych powodów przez setki lat nie znalazł się ktoś, kto mógłby Augustyna przegadać, tak już zostało – na ponad tysiąc lat.

Kościół rósł w siłę i tym samym zbliżał się do społeczeństwa. Chcąc nie chcąc musiał przejść do bardziej „życiowych” teorii, bo instynkt zachowania gatunku wśród większości populacji jak na złość pozostawał zbyt silny. W wielkich bólach urodziła się więc teza, że współżycie płciowe od biedy da się usprawiedliwić, pod warunkiem, że służy ono chęci posiadania potomstwa.

Powoli powstawały teorie mówiące o tym, że grzech rozpusty poza małżeństwem jest śmiertelny, a w małżeństwie – możliwy do odkupienia. (cóż za ulgę przyniosło to wiernym – wystarczyło ufundować jakiś kościół i już miało się pełne prawo cieszenia się małżonką – w odpowiednich terminach i pozycjach, rzecz jasna). Nie muszę dodawać, że przytłaczająca większość społeczeństwa nic sobie z tego nie robiła. Poza tym w tym czasie nie istniał jeszcze sakrament małżeństwa, co w praktyce często uniemożliwiało odróżnienie go od konkubinatu. Jak więc szukać usprawiedliwienia rozkoszy w małżeńskiej miłości? Czy ślub w ogóle jest uświęcony? Zarówno wśród pierwszych chrześcijan, jak i w kościołach reformowanych, małżeństwo nie jest sakramentem. Kiedy ślub wreszcie uświęcono, zrobiono to nie z hołdu romantycznej miłości, ale by ukierunkować i ograniczyć chuć, nadać ramy płodności, okiełznać zło wcielone czytaj kobietę.

Jak widać, Kościół nie potępiał w tym czasie samego homoseksualizmu. Był zbyt zajęty potępianiem WSZYSTKICH przejawów rozkoszy. Ponieważ jednak było to zupełnie sprzeczne z normą społeczna, musiał spuścić z tonu. Usprawiedliwiono akt płciowy czystym pragnieniem zaludnienia nieba aniołami. By owo pragnienie pozostało możliwie czyste (bo przecież człowiek sam w sobie jest brudny), należało jak to tylko możliwe wyprać je z rozkoszy. I tak św. Hieronim udowadniał, że kto zbyt mocno miłuje swą żonę, jest cudzołożnikiem. Należało zabierać się do swojej połowicy w odpowiedni sposób w odpowiednich terminach (poszczono najczęściej w środy, soboty, piątki, 40 dni postu, adwent, wigilie większych świąt, tzw. suche dni kilka razy do roku…). Na przykład pozycja na jeźdźca uważana była za wyjątkowo niegodną porządnych niewiast i najczęściej kojarzono ją z prostytutkami. Sugerowano nawet, że uniemożliwia zapłodnienie – a to już wystarczający powód, by ją potępiać.

Ostatecznie na podstawie Ewangelii udało się doprowadzić do z grubsza stałego ustalenia jeżeli nie doktryny, to popieranego zwyczaju – małżeństwo jest błogosławione przez Boga (w przeciwieństwie do konkubinatu). Co prawda lepiej pozostać w czystości, ale jeżeli ktoś „płonie z pożądania”, to lepiej, by płomień znalazł ujście w małżeństwie niż w przygodnej rozkoszy. Małżeństwo służy płodzeniu dzieci i tylko tym szczytnym aktem wzięcia na siebie odpowiedzialności za potomstwo może zostać usprawiedliwiony grzech rozkoszy. Amen.

I tak już zostało na wieki wieków. W Katechizmie Kościoła Katolickiego wdanym w latach 90-tych, wyraźnie stwierdzono niemalże to samo: „Z samej zaś natury swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione są na rodzenie i wychowywanie potomstwa, co stanowi jej jakoby szczytowe uwieńczenie”. Zatem odrzucone zostaje wszelkie współżycie nie mogące – przynajmniej w teorii – prowadzić do poczęcia dziecka. Antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, homoseksualizm – na jedno wychodzi. Ważne, że dar przekazywania życia i stosunek seksualny w religii katolickiej to w zasadzie jedno i to samo. W religii katolickiej seks daje życie, seks jest życiem, seks nie ma prawa bytu bez przekazywania życia tak jak przekazywanie życia nie ma prawa mieć miejsca bez seksu (stąd zakaz zapłodnienia in vitro).

Próby przekonania przedstawicieli Kościoła Katolickiego do zmiany zdania i zaakceptowania homoseksualizmu są więc typowym leczeniem skutków bez wglądu w przyczynę. Katolicyzm nie zaakceptuje homoseksualizmu, bo jest to sprzeczne z jego doktryną, i za sprawą tej samej doktryny nie zaakceptuje też prezerwatyw, z pokolenia na pokolenie narażając się na coraz większą śmieszność.

Idea zrównania stosunku płciowego z esencją życia sama w sobie wydaje mi się urocza, w sam raz dla katakumbowej sekty, której członkowie sami podejmują decyzję o przynależności do niej. Ale jako cecha determinująca stanowisko jednej z trzech największych światowych religii, robi chyba więcej zła niż dobra.

Autorzy:

zdjęcie Morgiana

Morgiana

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 141; nazwa: Morgiana

25 komentarzy do:Biblia, seks i przyjemność

  • :)

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    herezja co? mój proboszcz by cie za to wygonił ze wsi poszczół swoimi „poddanymi wiernymi” :P
    text jest bardo fajny i realny. A pozatym tam niepisze że to grzech tylko że to obrzydliwe a to nieto samo, szkoda że księża lub papież by nichcieli tego wysłuchać :(

  • Wiktor

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Wiem. że zostanę posądzony o homofobię. To jedyna ocena jaką wystawia się każdemu kto wobec osób homoseksualnych broni podstawowego przesłania Jezusa dotyczącego małżeństwa (i wszystkiego co jednocześnie z nierozerwalnym, sakramentalnym związkiem mężczyzny i kobiety się wiąże). A jednak dedykuję autorowi fragment tekstu Ewangelii wg Źw. Mateusza: „3 Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: „Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?” 4 On odpowiedział: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? 5 I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. 6 A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”. 7 Odparli Mu: „Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?” 8 Odpowiedział im: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. 9 A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo”. 10 Rzekli Mu uczniowie: „Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić”. 11 Lecz On im odpowiedział: „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. 12 Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!”
    To właśnie ten tekst powinien stanowić punkt wyjścia do rozważań na temat małżeństwa i tych, którzy do małżeństwa zdolni być nie mogą. O takich ludziach Jezus mówi wyraźnie, nie przekreślając ich – są niezdatni.Koniec.Kropka.Kto może pojąć niech pojmuje. Kto nie pojmuje, niech dorabia sobie dowolną, wygodną, (hedonistyczną?!) filozofię do własnego życia, tylko niech nie podpiera się, błędnie interpretowanym cytatami z Pisma Źwiętego, usypiając własne sumienie. Rzeczywiście prawdą jest, że autor nie jest egzegetą, w tym przyznaje Mu rację.Tym bardziej ostrożnie z wysnutymi przez siebie wnioskami.Pozdrawiam.W.

  • Morgiana

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Egzegetą autorka nie jest. Ale nie bardzo przy tym rozumie co ma teoria małżeństwa wg Mateusza do powyższego tematu. Artykuł nie jest manifestem mającym na celu wywalczenie praw do małżeństw homoseksulstów. Nie jest też zaskarżeniem samego małżeństwa. Jest jedynie próbą interpretacji (moją własną, nie podjęłam się sprawdzenie czy ktoś przede mną taką teorię wysnół) stanowiska Kościoła wobec homoseksualizmu. O mażeństwo zahaczam w artykule tylko dlatego, że z punktu widzenia katolicyzmu nie da się rozpatrywać seksu i małżeństwa osobno. Podkreślam – chodzi o stanowisko Koscioła, nie Ewangelii. Nie próbuję wywalczyć prawa do sakramentalnego TAK dla gejów (zresztą małżeńśtwo jako sakrament jest pomysłem w zasadzie tylko katolickim, a to wbrew pozorom nie jest jedyne wyznanie opierajace się na Biblii).
    I jeszcze raz podkreślam – nie próbuję mieszać z blotem samej w sobie idei sakramentalnego ślubu. Po prostu wskazuję na jego korzenie, może nie najpiękniejsze, ale moim skromnym zdaniem niestety prawdziwe (interpretacja za Charlesem Duby, zakładam, że ten pan jest wystarczajaco wiargony).

    Nie mam nic ani do Mateusza ani do Jezusa, jeśli wieszam na kimś psy, to tylko na Augustynie i Hieronimie, za ich skrajnie ANTYhedonistyczne podejsce do życia, za zrównanie człowieka z robactwem a miłości fizycznej z plugawstwem.

    Mówiąc krótko nie widzę sprzecznosci między podanymi przez Pana Wiktora cytatami z Mateusza a argumentami w artykule, po prostu dotyczą dwóch różnych spraw.

  • Królik (niewierzący)

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Nie jestem katolikiem, ale byłem i teraz wiem, że aby wierzyć nie należy przywiązywać zbytniej uwagi do Biblii i tego, co jest tam napisane. Przez 2000 lat Pismo „Źwięte” ulegało ogromnym wpływom ludzi, którzy widzieli je jako wspaniałą okazję do zdobycia władzy i pieniędzy. Przez setki lat i setki pokoleń Biblia trafiała z rąk do rąk i zmieniała się nieustannie (ten coś dodał, ten przekreślił, ten przeinaczył itd.), w konsekwencji czego dzisiaj otrzymujemy książkę bardzo odbiegającą od tego, co niegdyś głosił Jezus. Trzeba jeszcze umieć odróżnić chrześcijanina (osobę wierzącą w Boga) od katolika (osoby chodzącej do Kościoła rzymskokatolickiego). Ja osobiście nie ufam zbytnio Biblii i to chyba nie tylko dlatego, że nie jestem katolikiem ani chrześcijaninem. Po prostu oprócz ślepej wiary i religii mamy jeszcze swój umysł oraz czyste fakty historyczne i je także należy wziąć pod uwagę. Przynajmniej nie powinny tego zaniedbywać osoby, które poszukują prawdy (a prawda jest zupełnie inna niż to, o czym nam pieprzą na kazaniach).

  • Fucian

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Mimo, że jestem osobą wierzącą muszę zgodzić się z Panem Królikiem. Zarówno Biblia jak i nauka Kościoła, zwana tradycją, przez wieki i setki (tysiące?) ludzi uległa zniekształceniu. Na ten prosty przykład – dziewictwo Matki Boskiej. W żadnej z ewangelii nie znajdziemy wzmianki o tym czy Bogurodzica dziewicą była, czy też nie. Potrzeba było dogmatu i dogmat się znalazł, sex jako coś brudnego dotknąć Niepokalanej nie mogło, więc siłą rzeczy dziewicą Ona być musi. Dochodzimy tu do luźnej (bardzo) interpretacji Pisma czyli wzmiankowanej już tradycji. Wytworem tradycji jest też wszechobecny (teraz może już mniej, ale jednak) post piątkowy. Nie wziął sie on, jakby się mogło wydawać, z tradycji Wielkiego Piątku, o nie. W czasach kiedy zwyczaj ten wprowadzono mięso było poprostu straszliwie drogie. Nauczający wtedy orzekli iż jeden dzień w tygodniu średnio zamożny człowiek przeżyć może bez mięsa, a pieniądze zaoszczędzone w ten sposób powinien przeznaczyć na jałmużnę. Dzień tygodnia ustalono odgórnie tak, żeby ładnie pokrywał się z ewangelią. I oto mamy post piątkowy, przestrzegany teraz bardziej z przyzwyczajenia niż z czegokolwiek innego. Zupełnym milczeniem pomijam fakt pierwszych ludzi. Adam i Ewa się zgodzę, ale Kain i Abel? A skąd reszta? A co do homoseksualizmu. Dawid i Jonatan. Nic dodać nic ująć. Czytawszy o Dawidzie i Saulu również nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nie tylko o grę na cytrze tam szło. Sami mistycy i ewangeliści zdawali się oko przymykać na związki homoseksualne, lub poprostu ich nie dostrzegać, więc aż tak strasznie rażącymi wykroczeniami być nie mogły. A Sodoma to zupełnie inna sprawa. Tyle mojego. Wiara to nasza osobista sprawa. Traktowana wybiórczo, czy nie zależy tylko od naszych serc i umysłów. Nie uczmy się wierzyć tylko na podstawie tego, co mówią nam w kościele, ale bierzmy ją intuicyjnie. W końcu kościół ma tylko sugerować nam drogę a nie z batem nam stojąc nad karkiem z ambony wykrzykiwać „Mówiąc to, Jezus miał na myśli…” Co miał na mysli każdy z nas przeczytać umie. I zinterpretować też. Koniec pieśni.

  • Wiktor

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Rozdzielność stanowiska Kościoła od prawdy zawartej w Ewangelii – jak to sobie Pani wyobraża? Z punktu widzenia Ewangelii (cytat z Mt) i Kościoła nie da się rozpatrywać małżeństwa i seksu oddzielnie, dlatego jasnym się staje fakt, że mówiąc o seksie nie można nie mówić o małżeństwie – zahaczanie to zbyt mało (w kontekście wiary katolickiej oczywiście)
    Wobec tego jak się ma sprawa czynów homoseksualnych? Ja nikogo nie potępiam mam kilku znajomych homoseksualistów (wspaniałych ludzi), ale szanując się wzajemnie uznajemy różnice posiadanych przez siebie poglądów.

  • Morgiana

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Cóż, myślę, że opinia o rodzielności nauki Kościoła i Ewangelii jest dość powszechna (wystarczy spojrzeć na poprzednie komentarze; nie chcę sie powtarzać, moja opinia jest zgrubsza zgodna z powyższymi. Dodam tylko że Ewangelii nie ma nic np. o czyśćciu a Kościół świecie w niego wierzy. Dlaczego powstał czyściec? bo był potrzebny w danej sytuacji społecznej, historycznej, ot co.). Poza tym proszę wybaczyć, ale dla mnie Ewangelie są głównie źródłem historycznym i jako takie je interpretuję. Wtrącanie słów typu „prawda” w tym kontekście podważa Pańską obiektywność.

    W kwestii łącznosci seksku i małżeństwa w kontekście wiary katolickiej – tu się z Panem absolunie zgadzam! I przecież właśnie o to od początku mi chodzi! Cały wywód ma na celu udowodnienie tej prostej zależnosci ludziom, którzy z nauką Kościoła nie są obeznani, prawdopodobnie nawet nie czują się katolikami, a na codzień zastanawiają się, czemu zarówno papież jak i ksiądz proboszcz „tak czepiają sie gejów, którzy przeciez nikomu krzywdy nie robią”. Kosciół nie dopuszcza rozpatrywania seksu bez małżeństwa a małżeństwa bez możliwości posiadania dzieci – stąd potępienie (nieplatonicznych oczywiscie) związków homoseksualnych. To próbowałam udowodnić. W jaki sposób kłóci się to z tym, co Pan powiedział?

    Jak się do tego ma sprawa czynów homoseksualnych – a no tak, że nie każdy na tym świecie musi być katolikiem, więc krytyka powinna być bardziej cicha i stonowana. Wyroślismy już z czasów kiedy wmawiano nam że extra Ecclesiam nulla salus.

    Niestety sytuacja jest taka jaka jest, a mnie po prostu drażnią skazane na porażkę próby „przegadania” Koscioła i ataki na „bezsensowne” sformuowania w Katechizmie, które oczywiscie wyrwane z kontekstu brzmią bez sensu, ale wyrosły z bardzo długiej tradycji. Moim celem nie było podważanie doktryny czy obrazanie czyis uczuć religijnych. Moim celem było powiedzieć: sorry, ale tego podejscia nie da się zmienić, tkwi zbyt głęboko w doktrynie i w tradycji. (bo czy w tekście Ewangelii – NIE, chyba że ktoś ją interpretuje)

    Przykre (dla homoseksualistów, niekoniecznie dla Pana) ale prawdziwe.

  • Morgiana

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Cóż, myślę, że opinia o rodzielności nauki Kościoła i Ewangelii jest dość powszechna (wystarczy spojrzeć na poprzednie komentarze; nie chcę sie powtarzać, moja opinia jest zgrubsza zgodna z powyższymi. Dodam tylko że Ewangelii nie ma nic np. o czyśćciu a Kościół świecie w niego wierzy. Dlaczego powstał czyściec? bo był potrzebny w danej sytuacji społecznej, historycznej, ot co.). Poza tym proszę wybaczyć, ale dla mnie Ewangelie są głównie źródłem historycznym i jako takie je interpretuję. Wtrącanie słów typu „prawda” w tym kontekście podważa Pańską obiektywność.

    W kwestii łącznosci seksku i małżeństwa w kontekście wiary katolickiej – tu się z Panem absolunie zgadzam! I przecież właśnie o to od początku mi chodzi! Cały wywód ma na celu udowodnienie tej prostej zależnosci ludziom, którzy z nauką Kościoła nie są obeznani, prawdopodobnie nawet nie czują się katolikami, a na codzień zastanawiają się, czemu zarówno papież jak i ksiądz proboszcz „tak czepiają sie gejów, którzy przeciez nikomu krzywdy nie robią”. Kosciół nie dopuszcza rozpatrywania seksu bez małżeństwa a małżeństwa bez możliwości posiadania dzieci – stąd potępienie (nieplatonicznych oczywiscie) związków homoseksualnych. To próbowałam udowodnić. W jaki sposób kłóci się to z tym, co Pan powiedział?

    Jak się do tego ma sprawa czynów homoseksualnych – a no tak, że nie każdy na tym świecie musi być katolikiem, więc krytyka powinna być bardziej cicha i stonowana. Wyroślismy już z czasów kiedy wmawiano nam że extra Ecclesiam nulla salus.

    Niestety sytuacja jest taka jaka jest, a mnie po prostu drażnią skazane na porażkę próby „przegadania” Koscioła i ataki na „bezsensowne” sformuowania w Katechizmie, które oczywiscie wyrwane z kontekstu brzmią bez sensu, ale wyrosły z bardzo długiej tradycji. Moim celem nie było podważanie doktryny czy obrazanie czyis uczuć religijnych. Moim celem było powiedzieć: sorry, ale tego podejscia nie da się zmienić, tkwi zbyt głęboko w doktrynie i w tradycji. (bo czy w tekście Ewangelii – NIE, chyba że ktoś ją interpretuje)

    Przykre (dla homoseksualistów, niekoniecznie dla Pana) ale prawdziwe.

  • Jerzyk do Wiktora

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    „…tylko niech nie podpiera się, błędnie interpretowanym cytatami z Pisma Źwiętego…”

    a gdzie jest podana BEZbłędna interpretacja Pisma Źwiętego?

    Jezus przedstawiony na kartach NT nie wyjaśnia sam swoich słów… z czasów apostolskich nie zachowała sie jakaś interpretacja na piśmie…

    błędne, bezbłędne – przez wieki w imię swoich racji mordowały się rozmaite grupy chrześcijan :-(

  • Wiktor

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Może jednak trochę o czyśćcu w kontekście Pisma Źwietego…
    Biblia wielokrotnie mówi o takim stanie duszy po śmierci, kiedy ta nie trafia od razu do nieba, ale znajduje się w stanie pokuty za wyrządzone zło. Wedle religii katolickiej czyściec nie jest miejscem, lecz procesem oczyszczania duszy z konsekwencji grzechów. Nauka ta opiera się na następujących fragmentach Biblii.
    1. Modlitwa i ofiara za zmarłych w drugiej księdze Machabejskiej (2 Mch 12,38-45). Natchniony autor pochwala Judę za jego wiarę w zmartwychwstanie i za jego troskę o oczyszczenie zmarłych z ich grzechów:
    2. Czyściec w alegoriach:
    Łk 16,19-26
    Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać.
    Łk 12,47-48
    Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.
    Mt 12,40
    Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.
    3. Oczyszczenie po śmierci.
    1 Kor 3,10-15
    Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje.
    Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień /Pański/; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień.
    4. Na istnienie czyśćca wskazują też:
    Rz 10,6-7
    Sprawiedliwość zaś osiągana przez wiarę tak powiada: Nie mów w sercu swoim: Któż zdoła wstąpić do nieba? – oczywiście po to, by Chrystusa stamtąd sprowadzić na ziemię, albo: Któż zstąpi do Otchłani? – oczywiście po to, by Chrystusa wyprowadzić spośród umarłych.
    2 Kor 5,10
    Wszyscy musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre.
    To tylko niektóre fragmenty Pisma Źwiętego mówiące o czyśćcu.Czy więc tylko potrzeba społeczna i historyczna? W.

  • Morgie

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    teraz się zdrażniłam ^-^”"”

    po pierwsze, z przyczyn oczywistych odrzucam tradycje starotestamentowe. Jeśli Kościół dojdzie do przekonania że nie można spożywać zwierzęcej krwii, przyżądzać jagnięcia w krwii jego matki, zasiewać pola dwoma rodzajami zboża i golić w kółko włosów, że należy stosować karę śmierci itp porozmawiamy o uznawaniu przez naukę Koscioła Katolickiego prawdziwości przesłania ST. To jest dopiero wybiurcza interpretacja – te fragmenty nam pasują, a inne nie, tak? A gdzie jest przekonujący fragment dotyczący potępienia Dawida konkretnie za zwiazek z Jonatanem.

    Po drugie, alegorie mają to do siebie, że są alegoriami i można je różnie interpretować.

    Po trzecie, jakimś cudem pierwsi, drudzy, trzeci i czwarci chrześcijanie (gdzieś do XI wieku) jakoś sie bez czyśćca obywali.

    Po czwarte, po raz kolejny pytam, jaki to ma zwiazek z tematem?

  • Wiktor

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Proszę się nie denerwować to mój ostatni wpis, jesli to Pani prywatne poglądy i interpretacje (wnioskuję po użyciu czasownika „odrzucam”) to proszę sobie z nimi żyć. Za interpretacjami i cytowanymi przeze mnie fragmentami Pisma Źwiętego stoją egzegeci Kościoła no cóż…
    Ostatnio (28 lipca) moja sąsiadka Stefania czekała – specjalnie przygotowana – na koniec świata, bo tak wyczytała podobno w Pismie Źwiętym i jak sobie dokładnie policzyła to według niej był to ten dzień. Ma prawo jest wolna, może interpretować jak chce. Szkoda tylko, że się tak zawiodła, ale może jeszcze jak wyliczy dokładniej to następnym razem się uda…
    Jaki związek z tematem – podstawowy. Jeśli się nie wie o tym, że w Bibli sa fragmenty mówiące o istnieniu czyśćca i uważa się Piotra za najwierniejszego ucznia Jezusa to należy pisać artykuły pt.” Seks i przyjemność” a nie mieszać do tego Biblii…
    Żegnam, od tej pory dyskusja miałaby bowiem poziom rozmowy z sasiadką Stefanią (z całym szacunkiem dla bardzo poczciwej staruszki i oczywiście dla Autorki artykułu)W.

  • Morgiana

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Tytuł nadała redakcja Homików, a całą dyskusję można streścić w jednej, podstwaowej rówżnicy między nami – Pan uznaje (wyznaje) egzegezę Koścoła, ja staram się przynajmniej używać własnego rozumu, wspomaganego jedynie podręcznikami do historii. Jak mi to idzie – to inna sprawa, mój mózg wszak niepofałdowany jeszcze należycie. Mam całe życie przed sobą by do czegoś dojść. Ale każdy postęp zaczyna się od podważania autorytetów.

  • Paula do Wiktora

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Moim zdaniem wiele z tych fragmentów, które Pan przytoczył można również zinterpretować jako mówiące o piekle, niekoniecznie o czyśćcu(ja uważam tak, jak Autorka artykułu – są to alegorie). Jak zwykle wszystko zależy od interpretacji. Pozdrawiam

  • Ariela do Pauli

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Rzeczywiście, zanim coś się napisze potrzeba zdobyć trochę więcej wiedzy (popieram P.Wiktora). Definicja alegorii brzmi nastepująco: Alegoria to motyw zawarty w dziele literackim (przedmiot, postać, sytuacja, zdarzenie) lub zespół motywów przedstawiający w sposób obrazowy pewne abstrakcyjne pojęcia lub ideę. Motyw ów oprócz swego znaczenia jawnego, dosłownego, danego bezpośrednio przez sens poszczególnych wyrazów, które się do niego odnoszą, ma także znaczenie ukryte (alegoryczne), wymagające rozszyfrowania przez odbiorcę. Znaczenie to odczytuje odbiorca dzięki znajomości pewnych stałych związków o charakterze konwencjonalnym, przekazywanych w tradycji kulturowej, religii i sztuce. Znaczenie alegoryczne jest umowne i ustalone; daje się zrozumieć tylko w jeden sposób.A.

  • transKasia

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Polecam uwadze cytaty z pewnej, jak najbardziej katolickiej, książki:
    http://www.crossdressing.pl/main.php?for_parentid=7476&lv1_id=22&lv2_id=18&for_id=5

  • Morgiana

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Moja wina, faktycznie alegoria tym się różni od symbolu ze interpretację ma jedną. (a mówili mi na polskim! mówili! trzeba było nie spać). W każdym razie przesłanie które usiłuje przekazać jest chyba jasne – Biblię da się inerpretować różnie, ale że Koścół na to nie pozwala, tym, którzy mają jakieś własne pomysły pozostaje tylko założyć własną religię – jak to zrobili Luter, Kalwin, Zwingli i cała reszta.

    A co do powiższego linku – szukajac materiałów do artykułu dowiedziałam sie na pewnej ze stron ruchu oaza, że aby seks (po ślubie) nie był grzechem, wytrysk musi nastąpić w pochwie. Trochę mnie zamurowało. Ale tylko trochę. A z resztą, który homik się będzie tym przejmował wiec po co ja o tym mówię ^__^”

  • Ariela do Morgiany

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Rzeczywiście, żaden chomik nie będzie się tym przejmował, tak samo jak kot, pies i inne zwierzątka wszak jak przeczytałam w artykule „Homofobia katolicyzmu” (i nie tylko) homoseksualizm występuje również wśród zwierząt. No cóż rzeczywiście zestawienie ciekawe, ale każdy może się identyfikować z kim chce – to również przejaw wolności…

  • Elizabeth

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Ja proponuję przeczytanie bardzo ciekawego tekstu – długiego, ale wartego zainteresowania. Myślę, że ma on duży związek z artykułem „Biblia,seks i przyjemność”
    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/aktseksualny_00.html

  • Jarek

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Wszedłem na to Forum przypadkiem, szukałem artykułu z Frondy, trafiłem tutaj :) .

    Otóż jestem katolikiem i, wedle waszej terminologii, homofobem, choć sam za kogoś takiego się nie uważam. Chciałem Was przestrzec przed zbyt łatwym odrzucaniem Starego Testamentu. Stary i Nowy Testament wzajemnie się uzupełniają i nie mozna zrozumieć jednego bez drugiego.

    Chcę zwrócić uwagę na to, że Jezus zniósł niektóre przepisy starotestamentowe, czym gorszył wielu Żydów. Mówił „nie wlewa się młodego wina do starych bukłaków” mając na myśli, że Ewangelii nie da się włożyć w ramy starej pobożności żydowskiej. Ale uwaga – Jezus niektóre rzeczy pozostawił a wręcz wzmocnił radykalizm pewnych prawd starotestamentowych – np. jedność małżeństwa. Radzę poczytać „Kazanie na Górze” które w modelowy sposób pokazuje „podniesienie poprzeczki” uczniom.

    Jeszcze jeden fragment. Objawienie Piotra z Dziejów Apostolskich, w którym Bóg każe Piotrowi iść do pogan (rzecz nie do pomyślenia dla Żyda!) oraz spożywać wszelkie potrawy (już nie ma pokarmów nieczystych, bo Bóg wszystko oczyścił!). Niektóre Starotestamentowe przepisy kultu już są wtedy nieaktualne.

    Wobec tego radzę ostrożność przy pochopnym odrzucaniu starotestamentowych prawd. Cześć z nich się faktycznie, zdeaktualizowała, ale niektóre nie – przeciwnie. Wydaje mi się, że sfera moralności seksualnej należy do tej drugiej kategorii. Jezus bardzo ortodoksyjnie traktował małżeństwo i potępiał nierząd, toteż fakt, iż wprost nie potępił homoseksualizmu, nie pozwala wznioskować, że go pochwalał. Co nie zmienia faktu, że na pewno nie potępiał on samych homoseksualistów jak też nikogo innnego.

    Mam nadzieję, że moje uwagi pomogą Wam w dyskusji. Na koniec jako chrześcijanin chcę się z Wami podzielić dobrą nowiną, że Bóg Was wszystkich kocha. I to by było na tyle.

    Pozdrawiam.

  • ewa

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    nie pochwalał, nie potępiał, o to własnie chodzi – clue nauki chrześcijańskiej mieści się gdzie indziej. Więc dlaczego w Kościele toczy sie o seksualizm człowieka taka bitwa? Daliby ludziom spokój, i bez tego jest im ciężko.

  • Samuel

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Chciałem wrócić w swym rozważaniu po przeczytaniu tego tekstu do kwestii Jonatana i Dawida. W piśmie świętym jest dokladnie opisane jak bardzo Dawid przeżywał utratę (śmierć) Jonatana. W swej pieśni żałobnej wprost mówi iż ” miłośc twoja mój bracie była dla mnie o wiele cenniejsza niż miłość kobiet” Czyż nie daje to do myślenia?

  • barbarian

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Podkreślam jeszcze raz – wszystko, co można w Nowym Testamencie znaleźć na temat homoseksualizmu, to wymieniona na początku i jeszcze parę, równie ogólnych linijek w Listach Apostolskich, które nie są skierowane bezpośrednio przeciwko istocie homoseksualizmu, ale wyglądają, jakby szukano po prostu dowolnych przykładów „rozpustnego życia” i przy okazji natknięto się na to.

    Doprawdy zadziwiająca interpretacja!! Nie łudźcie się, nie ma dla was miejsca w Królestwie Niebieskim. Ap. Paweł jasno potępia homoseksualizm nazywając go zboczeniem, gdy pisze o grzechach pogan:

    Ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześ, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.
    Dlatego wydał ich Bóg na łup sromotnych namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze,
    Podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami poełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należna za ich zboczenie karę
    [Rzym. 1, 25-27 i następne]

    Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy
    Ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą.
    [I Kor. 6,9-10]

    A to, że w ewangeliach kanoniczych kwestia jest przemilczana nie oznacza, że Jezus nie potępił homoseksualizmu:

    Wiele też innych rzeczy dokonał Jezus, które, gdyby miały być spisane jedna po drugiej, mniemam, że i cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by należało napisać.
    [Jan 21,25]

    Tak więc, żeby wejść do Królestwa musicie się zaprzeć samych siebie i naśladować Chrystusa. Wasze skłonności są waszym krzyżem. Musicie wraz z Nim umrzeć dla świata i narodzić się na nowo, w tym świecie, jako nowi ludzie. Stary człowiek musi być unicestwiony. To jedyna droga.

    I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie i naśladuje mnie.
    [Łuk. 9,23]

  • Marysia

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    SEX jest niesamowicie przyjemny i to raczej nigdy nie ulegnie zmianie. Pieprzyc sie mozna wszedzie, a ksieza tez nie sa w dzisiejszych czasach jakos specjalnie grzeczni. Podczas urlopow tez pieprza sie z pieknymi kobietami.

  • Kasia

    [Re: Biblia, seks i przyjemność]

    Witajcie
    Przeczytałam z zainteresowaniem artykuł i Wasze wypowiedzi. Cóż, wierzę w to co mówi Kościół, ale też myślę, zastanawiam się. Nie wszystko rozumię i dopuszczam wątpliwości. Homoseksualizm jest dla mnie obrzydliwością, uważam go za coś wykrzywionego, ale może inaczej mówiłabym gdyby mnie to osobiście dotknęło… Mam za to inne, co by nie pisać, duże wątpliwości. Chodzi o kolejny temat wiecznej wojny – ANTYKONCEPCJĘ. Chciałabym podzielić się moimi wątpliwościami i przeczytać Wasze opinie. Kościół mówi antykoncepcji NIE. Po pierwsze – nie znam fragmentów Pisma Świętego, które mówiłyby cokolwiek na ten temat. Po drugie – Kościół mówi – METODY NATURALNE. Ale, co to są metody naturalne, jak nie zawoalowana antykoncepcja. Przecież świadomie współżyję wtedy, gdy nie ma możliwości poczęcia. Dlaczego więc inne rodzaje unikania zapłodnienia są „nielegalne” wg Kościoła? Kolejny problem związany z naturalnymi metodami – skazują kobiety na unikanie kontaktów seksualnych w momencie najgwałtowniejszej pracy hormonów, czyli krótko mówiąc na rezygnowanie z największej przyjemności współżycia. Mężczyźni, którzy osiągają dużą przyjemność niezależnie od hormonów są tu uprzywilejowani! Może ktoś z Was powie, że trzeba mieć w ryzach własne pragnienia i własną cielesność… Ale dlaczego rezygnować z małżeńskiej przyjemności w okresie płodnym (zabezpieczając się np prezerwatywą), a współżyć w „niepłodnych” dniach bez takiej przyjemności, ale przecież świadomie niedopuszczając do zapłodnienia!!!
    Szczerze mówiąc nie rozumię tego i wiem jeszcze jedno, stosując naturalne metody współżyje się rzadko i często bez dużej przyjemności (kobieta). Jest to frustrujące dla małżeństwa, szczególnie dla mężczyzny, który chciałby się cieszyć żoną na co dzień, a nie tyko od święta….
    Piszę z własnego doświadczenia więc nie są to gołe słowa, ale życie…
    Pozdrawiam




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa