Racjonalizm w homoseksualizmie

Jestem homoseksualistą, ale nie wierzę w ułomność, którą próbuje mi się wmawiać. Ludzie twierdzą, że jestem zboczony i chory, a więc powinienem się leczyć. W każdym razie nie rzucać się w oczy, żeby nie gorszyć ich dzieci. Czołowe organizacje gejowskie zgodnie temu zaprzeczają, wskazując mi wroga – nietolerancyjne społeczeństwo. Inni radzą, żeby zachować zdrowy rozsądek, nie ulegać opinii ogółu i zarazem nie ufać tym wszystkim z obu stron, którzy za wszelką cenę dążą do konfrontacji. Jednak nie wiem czy w sprawach o tak poważnym znaczeniu – chodzi przecież o moje życie – możliwe są takie kompromisy. Czy możliwy jest racjonalizm w postawie polskich homoseksualistów?

Spróbuję napisać w paru akapitach o moich wątpliwościach dotyczących pozycji homoseksualizmu w zbiorowej mentalności społeczeństwa i stosunku do niego samych gejów i lesbijek. Tekst jest próbą subiektywnego ujęcia obrazów, przedstawionych tutaj w kilku pozornie niezależnych, choć w istocie symbiotycznych odsłonach tematycznych, które codziennie – bezpośrednio lub poprzez media –rejestrują moje zmysły. Wyrażam esencjonalny stosunek do zjawisk, do których jako człowiek żyjący w społeczeństwie, a nie na pustyni, powinienem się przecież odnosić. Zwłaszcza, że wokół tematu rozgrzewa od dawna batalia na argumenty i inwektywy. Stawiam również pytania, na które dziś jeszcze nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Wierzę, że wielu osobom moje przemyślenia nie będą obce.

Syndrom homoseksualisty-ofiary

Czy życie pojedynczego geja w Polsce istotnie może być porównane do sytuacji lisa szczutego przez ogary? Lis musi wykazać duży spryt i przebiegłość, żeby nie dać się rozszarpać wściekłym psom. Z każdej strony spodziewa się niebezpieczeństwa, sygnału do ucieczki. A tych może być wiele: pijani menele, grupka dresiarzy szukająca okazji do zaczepki, arogancja i bezduszność w urzędzie, szyderstwo sąsiada, a nawet wrogość najbliższej rodziny. Czy to oznacza, że naprawdę jestem ofiarą? Wizja świata, którego mam prawo się bać, ale któremu muszę stawić czoła, jest niepokojąca; wprowadza dyskomfort psychiczny, paraliżuje efektywne funkcjonowanie; czasem uzależnia jak narkotyk – szkodzi mi, ale poszukuję z nim kontaktu.

Walka z kimś lub przeciw czemuś mobilizuje, choć zdarza się, że krótkookresowo, jeśli zaangażowanie nie przekłada się na wymierne korzyści. Być może wielu traktuje ją jako wyraz słusznego buntu, początek zmian, które mają zaprowadzić nowy, lepszy ład. Inni zapewne widzą w niej element zgrywu, pożyteczną w pewnym sensie, ale mocno nieżyciową ideę, a w najgorszym razie okazję do uczestniczenia w spektaklu pokojowej zadymy. W obu przypadkach może dochodzić do skrajności, do ujawnienia się pewnych czynników ekstremalnych. Mogą nimi być z jednej strony nadmierne buntownictwo zasilane parcianą ideologią, które w ostatecznej wersji niszczy zamiast tworzyć, a z drugiej brak odwagi cywilnej paraliżujący konkretne działanie. Niestety, demagogia i postępowanie nieracjonalne, choć z pozoru skuteczne (obecność w mediach), nie są przywarami wyłącznie naszych przeciwników.

Heterycy i zboczeńcy

W którym miejscu znajduje się granica normalności? Czy akceptowalne, bo demokratycznie przyzwalane, są parady równości, demonstrujące odmienną, niedostrzeganą na co dzień, ale liczebną siłę ludzką i jej podmiotowość w strukturze społecznej? Czy reakcje jej antagonistów przejawiające się w organizowaniu kontrmanifestacji i fizycznej agresji są słuszne, jeśli stoją za nimi przekonania znacznej części opinii publicznej?

Raz już wspomniałem o kompromisie, który w tym przypadku jak ulał wyraża się w postawie neutralnej przyjmowanej przez tych spośród gejów i lesbijek, którzy zdecydowanie nie chcą jakichkolwiek zmian albo chcą ich tylko trochę: w zakresie gwarantowanej wygodnej i bezkonfliktowej koegzystencji. Lub też tych, którzy chcieliby daleko idącej reorganizacji społeczeństwa, ale z różnych powodów nie potrafią się do tego przyczynić. Osobnym tematem jest, czy zmiany powinny być przeprowadzone gruntownie, czy tylko w zakresie tak zwanej kosmetyki obyczajowej.

Nieszczęście ofiary polega na jej przekonaniu, iż ofiarą jest. Skrajnym tego przypadkiem jest mit ofiary zaszczutej przez środowisko skumulowanej homofobii. W sposób oczywisty osoba taka czuje się pozbawiona godności ludzkiej, dostaje łatkę zboczeńca, i jest wyalienowana. Działa pod dyktando konformizmu, starając się w ten sposób ocalić swoją tożsamość, która i tak jest zagrożona wobec prymatu większości. Teoretycznie może liczyć na poparcie organizacji lesbijsko-gejowskich przy dochodzeniu praw cywilnych, jeśli zajdzie taka potrzeba, jednak cena takiego wsparcia (np. utrata pracy) często przewyższa chwilową korzyść i satysfakcję. Ponadto organizacje działając dla polepszenia sytuacji ofiar homofobii – a często w ogóle wyeliminowaniu skutków tej ostatniej – zazwyczaj nie mogą liczyć na współpracę najbardziej pokrzywdzonych.

Elitarne organizacje i samotność jednostki

Tęczowe flagi i jaskrawe hasła tolerancji i akceptacji zarezerwowane są paradoksalnie tym, którzy wcale wsparcia organizacji nie potrzebują. Są silni swoimi racjami i całkowicie wyemancypowani, pewni swego bez względu na cenę, jaką płacą: niechęci lub agresji ze strony większości, a nierzadko także śmieszności. Może działać wśród nich kojące poczucie wspólnoty, swoiste braterstwo broni, ale na pewno nie utożsamienie z tysiącem nieznanych, milczących ofiar homofobii. Martwię się, że i w tym przypadku, w zorganizowanym środowisku gejów i lesbijek, granica pomiędzy szczerym impulsem współczucia i pomocowości a wiecem politycznym zaciera się coraz bardziej.

Nawiązując do sytuacji ludzi, którzy czują się osaczeni w nieprzychylnym im środowisku, chciałbym zauważyć, iż osamotnienie ich wynika nie tyle z represji ze strony zewnętrznej, ile z ich własnego nastawienia wewnętrznego. Homoseksualista musi w kontekście środowiskowym (sąsiedzi, rodzina generacyjna, itp.) być indywidualistą. Świadomość własnej nieprzeciętności, psychicznej i seksualnej, to wielki ciężar, który trudno unieść samemu. Akceptacja i przychylność innych ludzi goją rany duchowe, ale naprawdę poszukujemy przecież kontaktu raczej tylko z tymi, którzy nas najpełniej rozumieją. Właściwie nie zależy to od orientacji seksualnej, bo podobne czysto człowiecze, ponadczasowe i uniwersalne rozterki nieobce są ludziom wszystkich ras i preferencji seksualnych zamieszkujących kulę ziemską. Jeśli jesteśmy ofiarami, to wyłącznie samych siebie. Siła, żeby zmienić własne życie, jest w nas samych, i nikt inny na pewno nam w tym nie pomoże.

Jak to widzą heterycy

Nie będzie z mojej strony próby publicystycznego nadużycia, jeśli podpiszę się pod niepopularną ze względu na dużą niepoprawność polityczną oczywistością, że obecni wśród nas ludzie różnią się między sobą. Dyferencjał ów określa nie tylko wykształcenie, miejsce zamieszkania, środowisko koleżeńskie, światopogląd, ale również poziom intelektualny, indywidualne aspiracje, sposób wyrażania emocji czy reagowania na sytuacje stresowe. Czasami różnice te są drastyczne, a zdaniem rozmaitych naukowców odpowiadają za nie czynniki bardziej genetyczne lub bardziej środowiskowe. Albo jedno i drugie po trochu. Zdania w tej materii jak zwykle są mocno podzielone, a z wyrażaniem własnych opinii trzeba bardzo uważać (nie będąc przecież specjalistą, powołałem się kiedyś w prywatnej rozmowie na analizę naukową wnioskującą przewagę opcji „genetycznej”, za co natychmiast zostałem przez interlokutora ukarany przyfastrygowaniem mi etykietki zapiekłego faszysty).

Za każdym razem, kiedy w mediach podnosi się temat np. dyskryminacji homoseksualistów, wówczas są oni ukazywani opinii publicznej jako całkowicie zintegrowana zbiorowość, wspólnie manifestująca, wspólnie składająca petycje i protesty. Generalnie ludzie wierzą w to, co widzą w telewizji. Niestety, w przypadku gejów i lesbijek widzą mocno zniekształcony obraz. Skąd mają wiedzieć, że drag queen z parady równości to nie zawsze to samo, co homoseksualny kolega ich syna ze szkolnej ławki. Mógłby ktoś powiedzieć, że to wina niskiej wiedzy społeczeństwa, rozeznania w tym, co jest na poważnie, a co po prostu dla żartu, brak odpowiedniego przedmiotu w szkole i oświeconej kadry nauczycielskiej, patriarchalny system rodzinny wykluczający odstępstwa od wzorca (w rzeczywistości jest to system dość elastyczny). I tak dalej. Z większością zarzutów się zgodzę, ponieważ wydają się racjonalne, a poziom wyedukowania społeczeństwa nieustannie należy podnosić. Uważam jednak, że parady równości nie są do tego właściwym środkiem. Mogą wieńczyć dzieło, ale nie rozpoczynać je.

Obsesja antyklerykalna

Szkoda, że zawsze w tle argumentów działaczy środowisk homoseksualnych pojawia się pokusa negowania rzeczywistości, która wyraża się najczęściej w artykulacji ostrego sprzeciwu wobec prawodawstwa, a także kultury i obyczajów narodu oraz korespondującego z nimi wyznania katolickiego. Bardzo wiele z tego, co mówią aktywiści, to rzeczy słuszne, piętnujące niesprawiedliwość. Wszelka ksenofobia, szufladkowanie bliźnich pod kątem ich fizyczności lub modelu ich życia duchowego, agresywna postawa wobec mniejszości znamionują nędzę umysłową i moralną tych, którzy swoim działaniem dowodzą hołdowaniu antywartościom. Rasiści to ludzie, którzy nie nadążają za swoimi czasami. Gdyby urodzili się dwieście, może sto lat wcześniej, bądź w pierwszej połowie ubiegłego wieku, znaleźliby właściwą dla siebie atmosferę publiczną. Obecnie nadają się już tylko do lamusa historii, ich gwiazda dawno już zgasła.

Tym bardziej, iż mamy w pamięci niechlubne schematy ideologii antyludzkich dopiero co wspomnianych indywiduów, razi zaperzenie gejowsko-lesbijskich teoretyków nowo proponowanego ładu społecznego, który jak dotąd również zdaje się bazować na antagonizmach. Warto oczywiście zaznaczyć, iż w większości przypadków są to antagonizmy wymyślone i rozpropagowane przez kogoś, kto stara się wprowadzić do świadomości publicznej zjawiska nieistniejące w rzeczywistości. Na przykład niepotrzebnie akcentuje się tu konflikt gejów z Kościołem, który ewidentnie jest sprawą medialną; nie bez znaczenia jest także pewna moda na antyreligijność, a już na antykatolicyzm w szczególności. W nowomowie homoseksualistów nazywa się to antyklerykalizmem.

Państwo wyznaniowe czy laickie

Nie każdy musi być wierzący. Jedni widzą w religii i obrządkach jakiś głębszy, duchowy sens, inni wiary w Boga nie podzielają. Nie myślę tutaj wyłącznie o rzymskim katolicyzmie. Na świecie roi się od zborów, gmin, związków wyznaniowych, mamy do dyspozycji pełen serwis wszystkiego, co w tej dziedzinie człowiek jest w stanie wymyślić. A nawet więcej, bo jak mi się zdaje, powstały ostatnio zupełnie nowe religie „techno”. I dobrze. Dokonujemy wyboru indywidualnie, na własną odpowiedzialność. Nie ma siły, która by nas zmusiła do tego, żeby uznawać i praktykować zachowania, których nie aprobujemy.

Tak się ma rzecz, jeśli chodzi o jednostkę, państwo zaś, jako twór instytucjonalny, może być wyznaniowe lub tylko laickie, o pośrednich wariantach nie wspominając. Nie ma żadnych reguł, które mogłyby ten aspekt z góry określić. Możemy spoglądać na sąsiadów zza Odry i zastanawiać się, jak oni to czy tamto zorganizowali, ale pamiętajmy, iż nie jest to dla nas żaden wyznacznik działania. Wielość dopuszczalnych wariantów regulowania tych spraw powoduje, że doskonałości żadnego z nich nie możemy być pewni. Dawniej decydowały o tym względy kulturowe, okoliczności historyczne, a nawet geograficzne (Polska jako przedmurze świata chrześcijańskiego, broniąc Europy przed inwazją muzułmańską, nie bez powodu tak silnie związała się z Krzyżem); w czasach nam bliższych religia bardzo często pełniła rolę akceleratora kulturowego, dawała ludziom jednolitą tożsamość wobec groźby wynarodowienia czy eksterminacji. Złościć się na historię zakrawa na absurd, ale abstrahować od niej to już najuczciwsza głupota. Brak wniosków ze złych doświadczeń spowoduje, że nieszczęścia wrócą kiedyś jak bumerang.

Jeszcze o chrześcijańskich korzeniach

Kiedy chcemy zachować jakieś cenne wspomnienia z przeszłości, wiedząc, że będzie warto do nich sięgnąć w przyszłości, nagrywamy je na jakiś nośnik: taśmę magnetofonową, dysk komputera, itp. Taką rolę pełnił (i częściowo pełni nadal) wobec polskiej kultury katolicyzm. Nie zapominajmy o tym. Nie optuję za czołobitnością przed świętym obrazem, odmawianiem różańca dwadzieścia cztery godziny na dobę, ścieraniem butów na pielgrzymkach, przyjmowaniem księdza po kolędzie. Jak podkreśliłem, są to tylko potencjalne wybory korespondujące z indywidualnym intelektem i stopniem ulegania doznaniom quasimistycznym. Ale potępienie w czambuł Kościoła (razem z kolosalnym, wielopokoleniowym dorobkiem intelektualnym) oraz próba wyrugowania z ludzkiego aparatu emocjonalnego czynnika religijnego może przypominać podcinanie gałęzi, na której się siedzi.

Zdaję sobie sprawę, że powyższym akapitem być może wtargnąłem w gniazdo os. Parę osób na pewno się ze mną zgodzi (znam takie), ale czy reszta? Nie jestem jednak tu od tego, żeby kadzić w klubie wzajemnej adoracji, tylko dlatego, żeby mnie kumple lubili i że taka panuje obecnie w salonach moda. Nadal należymy do kręgu cywilizacji chrześcijańskiej i podlegamy jej wpływom. Paradoksalnie emancypacja gejów i lesbijek jest efektem procesów, które zapoczątkował właśnie ów chrześcijański światopogląd. Kto tego nie może pojąć, niech spróbuje przemaszerować w różowych majtkach i z tęczową flagą po ulicach Bagdadu. Amen, jak lubią kończyć akapity cyniczni antyklerykałowie.

Nieunikniona starość, i co dalej?

Sam aspekt bycia ofiarą homofobii (uznania się za nią lub nie) zależny jest jeszcze od innego, równie ważnego, choć niezwykle rzadko notowanego wskaźnika, który określa degradację psychospołeczną homoseksualisty. Nadchodzi w życiu wielu starszych gejów moment, w którym ich bilans psychiczny i społeczny wykazuje saldo ujemne. Większość życia spędzona w samotności bądź mało satysfakcjonujących, krótkotrwałych związkach z podobnie uwikłanymi w sprzeczności ludzi powoduje, że nie mają oni trwałej podstawy psychicznej i ekonomicznej dla dalszego bytowania. Następuje zazwyczaj szybki regres widocznych objawów przystosowania tych często aktywnych i użytecznych niegdyś ludzi. Wskutek tego mniej dbają o siebie, cierpią na zaniedbane schorzenia, są pogrążeni w depresji, nie próbują zmienić swojego życia.

Przykład tak funkcjonujących osób ukazuje, choć zapewne w innej intencji, Michał Witkowski w swoim Lubiewie. Za książkowymi bohaterami czai się gdzieś widmo wykluczenia, które towarzyszyło im przez całe życie. A jednak nie potrafimy przyznać im miana „ofiar homofobii”, ponieważ oni sami nie postrzegają siebie w ten sposób. Osiągając pewien wiek, przeszli na drugą stronę, na tę stronę, w której już im nie zależy, co o nich inni pomyślą, jak ich percypują. Oni wciąż istnieją egotycznie poza jakąkolwiek definicją, a jednak w ramach wyznaczonych przez nasz stosunek do ich życiorysów i teraźniejszych postaw. Obecni, choć jakby świadomie wyłączeni z głównego nurtu. Nie ulega wątpliwości, że to nie jest właściwe miejsce dla zdrowych ludzi.

Czy parady równości urządzane są również dla nich? Organizatorzy gejowskich i lesbijskich manifestacji powiedzą zapewne, że tak, że przede wszystkim dla nich. Oni sami natomiast widzą współczesną gejowską atmosferę jako cudaczną. Nie tyle w jej sensie demagogiczno-ideologicznym, ale funkcjonalnym. Biegun zainteresowania w ich przypadku oscyluje wyłącznie ku sprawom osobistym – w praktyce skupiają się na przeżuwaniu przeszłości, zmyślaniu swojej biografii, intrygowaniu w swoim wąskim gronie. Popularyzowany homoseksualizm razem z jego klubami, paradami i specyficznymi gadżetami jest domeną osób młodych, które wkrótce staną przed analogicznym problemem. Jaki sens nadać życiu, jeśli jego poprzednie atrybuty (uroda, zdrowe ciało, itp.) należą do sfery niebytu? Można dywagować jak bardzo wraz z przypływem lat zmieniają się nasze poglądy i sposób widzenia świata. Pytanie tylko jedno: jak się urządzić z tym, co naprawdę zostanie.

Autorzy:

zdjęcie Kamil Zachert

Kamil Zachert

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 115; nazwa: KamilZachert

358 komentarzy do:Racjonalizm w homoseksualizmie

  • Dodi

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Autor zapisal tyle slow, ze nie wiadomo o co mu chodzi. Dostrzegam, ze liderom ruchu gejowskiego zarzuca, ze w ogole sa, dzialaja na korzysc emancypacji homoseksualistow, i to tak wkurza „racjonaliste”, bo jego zdaniem „propaguja” homoseksualizm w cywilizacji chrzescijanskiej – jezeli oczywiscie takowa w ogole istnieje, bo poganie i Zydzi dla autora nie istnieli.

  • pip

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    czy to początek cyklu „drogi pamiętniczku…”?

    okropny tekst

  • spectator

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Spróbuję od końca: „Jaki sens nadać życiu, jeśli jego poprzednie atrybuty (uroda, zdrowe ciało, itp.) należą do sfery niebytu? (…) Pytanie tylko jedno: jak się urządzić z tym, co naprawdę zostanie.”
    No nijak nie jest to zagadnienie, które frapuje wyłącznie człowieka ze względu na jego przynależność seksualną. Jest to pytanie czysto egzystencjalne i takiego zatwardziałego „homofoba” jak niżej podpisany dotyczy w tym samym stopniu. Odpowiedź także nie zależy od naszego obecnego statusu – materialnego, seksualnego, towarzyskiego, a wyłącznie od sensu, które niesie ze sobą nasze życie. A taki sens nadaje, wierzcie lub nie, tylko wiara. Nie jako fenomen społeczny czy kulturowy ale oobiste spotkanie z Tym, który powołał mnie do życia. Bo przecież sam się nie powołałem. I basta.
    Autor poddaje w wątpliwość skuteczność strategi wiecowo-happeningowej. Nie mi się wypowiadać na temat, nie należę do Waszego środowiska. Więc powiem jak ktoś z zewnątrz: Zgadzam się z ta opinią, bo owe „Tęczowe flagi i jaskrawe hasła tolerancji i akceptacji”, o których pisze autor tyle maja wspólnego z losem przecietnego homoseksualisty w tym kraju, co krzesło z krzesłem elektrycznym. Wiece zwołuje się nie dla poprawy losu ale dla p o l i t y c z n e g o zaistnienia. Oczywiście tą osobą „politycznie zaistniałą” nie będzie Jan Kowalski z Lubaczowa ale panowie Gadzinowski i Biedroń. A ponieważ „ludzie wierzą w to, co widzą w telewizji” – tu znowu się zgadzam z autorem, to nie może dziwić, że homoseksualista jest powszechnie postrzgany jako wulgarny antyklerykał albo „ten, który publicznie żałuje że nie miał kilkuset (czy iluśtam) kochanków”. I nie jest to wina przeciętnego, bogu ducha winnego, homoseksualisty ale tzw. liderów tzw. środowisk gejowskich.
    Homoseksualizm przestaje być traktowany w kategoriach „normy”, „zboczenia”, „choroby”, „zjawiska” czy „orientacji”. Na naszych oczach staje się postulatem politycznym. Więc budzi polityczny sprzeciw. I nie należy go mylić z zaczpkami „pijanych meneli, grupek dresiarzy, arogancją i bezdusznością w urzędzie, szyderstwem sąsiada, wrogością najbliższej rodziny.” Jestem na te zjawiska narażony tak samo jak Wy. Polityczny sprzeciw wobec Waszych środowisk to sprzeciw przeciwko przemodelowywaniu społeczeństwa podług nowszych, a już skompromitowanych, wersji marksizmu. To sprzeciw skierowany nie przeciwko Janowi Kowalskiemu ale wobec cywilizacyjnych roszczeń ideowych spadkobierców po Marcusem i Habermasie.
    Aha, jeszcze jedno. Różnice miedzy ludźmi wynikają w mniejszym stopniu z różnic środowiskowych i, w jeszcze mniejszym, genetycznych. Takie różnice wystepują również u stada szympansów. Możemy różnic się i spierać, np. na tym portalu, tylko dlatego, że posiadamy wolną wolę. Dopiero dlatego życie jest ciekawe.

  • marcinmichal

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    wcale nie uważam, że okropny. kamil stawia sporo nowych i trafnych pytań, choc miejscami jest niezreczny, ale kto nie bywa niezreczny?

  • Dina

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Strategia hepeningowo- paradowa jest trafna odpowiedzia gejow na proby zepchniecia naszego srodowiska z przestrzeni publicznej na powrot do szletow i pikiet schowanych w zmroku! To wlasnie ich drazni, ze widzą na wlasne oczy, ze jestesmy tacy sami jak oni, to kuje ich w oczy, bo uswiadamia, zwlaszcza mlodym, ze gej nie jest zboczencem. W takim razie niech nas zobacza.
    Zarzuca sie, ze zwykly gej Jan Kowalski nic z tego nie ma. Czyzby? A co by Jan Kowalski mial, gdyby liderzy nie organizowali parady, tylko dzialali w podziemiu, czyli po zmroku na pikiecie?? Moze moglby liczyc na litosc i wspolczucie dla chorego. Moze pochylono sie by ze wspolczuciem dla grzesznika? Ciagle moze….ale wystarczy pomieszkac w tym kraju kilka lat, by sie przekonac ze tak nigdy nie bylo. Poza tym ja jestem grzesznikiem dlatego, ze grzesze w tych samych sytuacjach co heteroseksualista, a nie z samego faktu mojej homoseksualnej tozsamosci. Reasumujac, Jan kowalski mialby wegetacje permamentnie chorego zboczenca, a jego choroba jest sama w sobie grzechem. Za taki przywilej KRK dziekuje! Bóg – tak, hierarchiczna instytucja zorganizowana na wzor kasty korporacji – nie!
    Moja odpowiedzia jest organizowanie sie z podobnie mi myslacymi ludzmi, zas moja wiara nie wymaga instytucjonalnej przynaleznosci do organizacji KRK.
    Mam pewne zastrzezenia do naszych liderow gejowskich, jednak to dzieki Nim w tym kraju z roku na rok zmienia sie na lepsze. Tym wszystkim, ktorzy maja odwage przed wojujaco homofobia pokazac twarz ,chce powiedziec, ze jestescie moimi bohaterami, ze chce byc taki sam, jak Wy…ze dziekuje wam za to, co robice, i prosze nam, zwyklym Janom Kowalski dodawajcie odwagi.

  • MArek

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    A więc dobry gej to cichy i pokorny gej. Bez postulatów politycznych??

    Gratulacje dla autora artykułu, za znajomośc trudnych słów. Jak rozumiem było to konieczne. Oto tekst dla przeciętnego geja, który podobno ma najgorzej. Teraz dopiero widać, że to prawda.

    Do spectatora: a czymże Ci się naraził Habermas i w jaki sposób się skompromitował (poza tym, żyje i jest neomarksistą??!!). Mnie tylko jego styl pisarski denerwuje, a do poglądów nic nie mam. Choć przyznam też, że jakoś mnie szczególnie nie ruszają.

    Choć rozumiem stanowisko autora, nie zgadzam się z tym co napisałw 100%. Do pewnych wniosków sam dawno doszedłem. Ale tekst moim zdaniem jest zbyt ogólny, niedokłądny i jednostronny, a poza tym brakuje jakiegoś podsumowania, konkluzji. I nawet najtrudniejsze słownictwo tego nie zmieni.

    Chyba, że ten tekst w calości odnosi siędo analizy medialnej ruchu gejowskiego to wtedy spoko.

  • marcinmichal

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    „Chyba, że ten tekst w calości odnosi siędo analizy medialnej ruchu gejowskiego to wtedy spoko.”

    też tak go odczytałem ale chyba najważniejsze – nie proponowane odpowiedzi – były tu pytania.

    spectator, miło cie widzieć;P

  • Erico

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    tekst ciekawy, ale nie zgadzam sie z paroma rzeczami.
    Paradoksalnie emancypacja gejów i lesbijek jest efektem procesów, które zapoczątkował właśnie ów chrześcijański światopogląd.
    tu niestety nie widze analogii. Monoteizmy maja w sobie prozelityzm, nakaz plodzenia duzej ilosci wyznawców i rozszerzania religii, a co za tym idzie – potepienie osob inaczej ksztaltujacych swoja plciowosc niz w malzenstwie.

    I po drugie – nie ma co porownywac i prorokowac z Lubiewa przyszlosci obecnych homikow. Co innego wychowywac sie i emancypowac w czasach, kiedy homoseksualizm byl co nahjmniej przestepstwem, co innego zyc teraz. Czas pokaze, jacy bedziemy, ale bez histerii:-)

  • spectator

    [mała polemika]

    I znowu zacznę od końca:
    Do Erico: „Monoteizmy maja w sobie prozelityzm, nakaz plodzenia duzej ilosci wyznawców i rozszerzania religii, a co za tym idzie – potepienie osob inaczej ksztaltujacych swoja plciowosc niz w malzenstwie.”
    Hmmm… Jestem wyznawcą religii monoteistycznej ale wcale nie przypuszczam, żeby w niej chodziło o płodzenie kolejnych wyznawców czy kogokolwiek (Chodzi raczej o coś, co nijak nie mieści się w zakresie „dialogu poporawnie politycznego czy jakoś tam” – o Prawdę, Naturę ludzką, Zbawienie itd…)
    Do MArek: Jeśli założymy, że Wasza orientacja seksualna ma nieść z konieczności p o s t u l a t y p o l i t y c z ne , to dlaczegóż orientacja heteroseksualna nie? np.: prawnego zakazu jakichkolwiek innych orientacji? Wydawało mi się, że homoseksualizm nie jest postawą polityczną tylko seksualną ale widać się mylę…
    Do Dina: „jestem grzesznikiem dlatego, ze grzesze w tych samych sytuacjach co heteroseksualista, a nie z samego faktu mojej homoseksualnej tozsamosci” Słuszna prawda jak mawiała woźna na moim wydziale. Skoro grzech znajduje się poza postulatami politycznymi to poco czynić z niego akceptowalną normę w ramach politycznych programów?
    Sami czynicie z Waszej orientacji seksualnej zagadnienie polityczne. Czy od tego, że władza publiczna wejdzie Wam do łóżka będzie Wam lepiej????

  • HERETYK?

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Najprymitywniejszy tekst , jaki tu spotkałem.Gdyby to napisał „Kaczorek z Lędzin ” to bym się nie zdziwił.Podobny duch i poziom ,tylko udający przyjaciela gejów. Próba przemycenia własnych tez,wplecionych pomiędzy oczywistościami ,dla nadania pozoru wiarygodności – tak to widzę.

  • Erico

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    spectatorze – „Prawda, Natura Ludzka , Zbawienie” – ja to rozumiem i z calym szacunkime podchodze do Twojej religii. ale prozelityzm jest z jedna z czesci przeslania monoteizmow (a najbardziej chrzescijanstwa i islamu).
    „idzcie i nauczajcie”, „przyszedlem ogien rzucic na ziemie i bardzo pragne, aby on zaplonal”.
    dodac do tego nauke Pawłową i mamy katolicką naukę społeczną.

    a co do robienia z homoseksualizmu sprawy politycznej – zapłodniłeś mnie duchowo spectatorze i moze niebawem powstanie tekst na ten temat. Bo to właśnie heterycy przyczynili sie SWOJA NIETOLERANCJA do powstania ruchu wyzwolenia gejow i les, do kultury queer, do parad, do drag queen, do partii gejowsko poprawnych, do krucjaty szyszkowskiej i do sammosiery kaczynskiego.
    akcja rodzi rekakcje.

    nacisniesz na pomidora – wyplynie sok.

  • Erico

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    spectatorze – „Prawda, Natura Ludzka , Zbawienie” – ja to rozumiem i z calym szacunkime podchodze do Twojej religii. ale prozelityzm jest z jedna z czesci przeslania monoteizmow (a najbardziej chrzescijanstwa i islamu).
    „idzcie i nauczajcie”, „przyszedlem ogien rzucic na ziemie i bardzo pragne, aby on zaplonal”.
    dodac do tego nauke Pawłową i mamy katolicką naukę społeczną.

    a co do robienia z homoseksualizmu sprawy politycznej – zapłodniłeś mnie duchowo spectatorze i moze niebawem powstanie tekst na ten temat. Bo to właśnie heterycy przyczynili sie SWOJA NIETOLERANCJA do powstania ruchu wyzwolenia gejow i les, do kultury queer, do parad, do drag queen, do partii gejowsko poprawnych, do krucjaty szyszkowskiej i do sammosiery kaczynskiego.
    akcja rodzi rekakcje.

    nacisniesz na pomidora – wyplynie sok.

  • JakeNYC

    [FATALNY TEKST]

    W pierwszej klasie liceum wystawiłbym pałę osobie która przedstawiłaby ten teks jako własny. Przesłanie tekstu, to bzdury a autor stara się zatuszować ten oczywisty fakt poprzez użycie „wielkich słów” które co prawda mają sens lecz użyte w sposób który zaprezentował autor rażą prymitywizmem> Okropny okropny tekst…przez cały weekend nie bede mógł zajrzeć do książki ze strachu ,że takie COŹ może z niej wyskoczyć Ble..ble ble. kamilu proszę cię, zajmij się czymś innym pisanie to z pewnością nie twoja domena, postaraj się być ze sobą szczery, wiem że potrafisz.Oszczędź nam wszystkim męki…a jeśli już kiedyś cię najdzie ochotą na pisanie , to wszystko co spłodznisz schowaj w najgłębszy kąt szuflady.

  • krystyna

    [Re: Drogi spectactorze]

    „Odpowiedź także nie zależy od naszego obecnego statusu – materialnego, seksualnego, towarzyskiego, a wyłącznie od sensu, które niesie ze sobą nasze życie. A taki sens nadaje, wierzcie lub nie, tylko wiara. Nie jako fenomen społeczny czy kulturowy ale oobiste spotkanie z Tym, który powołał mnie do życia. Bo przecież sam się nie powołałem. I basta.”
    Zapamiętaj, zapisz sobie gdzieś na kartce i powtarzaj codziennie, że istnieją na tym świecie ludzie, których sens życia nie opiera się na wierze w Boga/boga/istotę nadprzyrodzoną czy jak to tam nazwać.
    Mi do szczęścia i do życia jest ona nie potrzebna, nie czuje się przez to gorszy, uboższy czy upośledzony.
    Zupełnie mnie rozkłada na łopatki, gdy dorosły człowiek (a za takiego cię miałem) pisze, że do życia powołał go Ten… zapłodnienie, ciąża i poród to dzięki temu mogłeś zaistnieć na tym świecie…
    A już najzupełniej opadłem z sił czytając stwierdzenie „I basta.”. Tak możesz twierdzić tylko i wyłącznie w odniesieniu do siebie i sobie podobnym i proszę nie uogólniaj tego na wszystkich ludzi… bo brzmi to jak imperatyw…
    Autor artykułu nie powinien się wypowiadać na temat homofobii, bo za mało się wgłębił w zagadnienia teoretyczne z tego zakresu, co dla znawców tematu (choćby w tak nikłym stopniu jak ja) razi ta niewiedza aż po oczach…
    amen.

  • MArek

    [Dla spectatora]

    Chybaśmy się nie zrozumieli. Nie mam nic do poglądów politycznych. Niech sobie mają je heterycy, geje, czarni, żółci, biali (a nawet zieloni jeśli są). Ale artykuł odczytałem tak: „Dajcie sobie spokój z robieniem czegokolwiek, aby bylo inaczej (szczególnie z polityką), bo jestescie kółkiem wzajemnej adoracji i za wasze ekscesy całe środowisko cierpi. W dodatku wszystko robicie nie tak.” Może mam zbyt bujną wyobraźnię, ale to wina RPG. I do tego ten tekst się odnosił. Pozdrawiam

  • spectator

    [Do: Krystyna, Erico, MArek]

    Krystyno, ależ zdaję sobie sprawę z tego, że „istnieją na tym świecie ludzie, których sens życia nie opiera się na wierze w Boga/boga/istotę nadprzyrodzoną”. Ale istnienie takich ludzi to zjawisko socjologiczne a nie dowód na nieistnienie Istoty Najwyższej (i vice versa – społeczna kategoria ludzi wierzących nie stanowi dowodu na Jej istnienie).
    „zapłodnienie, ciąża i poród to dzięki temu mogłeś zaistnieć na tym świecie…” To tak samo jakby powiedzieć, że skoro świat powstał z Big Bangu to znaczy, że nie mógł go stworzyć Bóg albo, ze skoro fizjologią ludzkiego organizmu kierują procesy chemiczne tzn ze miłość jest wymysłem metafizyków. Umysł człowieka potrafi wznosić się od szczegółowych prawd pozytywnych do prawd ogólnych i nie gardźmy tą umiejętnością. Bo wtedy okaże się, ze rzeczywiście nie różnimy się od szympansów.
    Poza tym, życie skądś się jednak bierze i idąc śladem Twojego rozumowania trzeba by bronić teorii samorództwa. A to szanującemu się intelektowi napewno nie przystoi.

    Erico: moja uwaga dotyczyła Twojej niezgody na zdanie autora: Paradoksalnie emancypacja gejów i lesbijek jest efektem procesów, które zapoczątkował właśnie ów chrześcijański światopogląd.
    Sam zresztą raczej uważam, że procesy emancypacyjne mają swoje źródło raczej w ideologii oświecenia, której przyjaznej chrześcijaństwu nazwać raczej nie można. Ale fakt faktem, że to chrześcijaństwo zapłodniło myślenie w kategoriach godnosci ludzkiej osoby. W gruncie rzeczy samo pojęcie osoby – przynajmniej to co dzisiaj rozumiemy pod tym pojęciem – wykuwało sie wraz z rozwojem chrześcijańskiej doktryny, zwłaszcza w okresie sporów przedchalcedońskich. Chrześcijaństwo wniosło w to pojmowanie ludzkiej (i nie tylko) cielesności kapitalną i dośc oczywistą zmianę. Słowo ciałem się stało. Tak na prawde na tę chwile datuje się nie tylko „dowartościowanie” tego co fizyczne ale w ogóle pojawienie się znanej nam antropologii bazujace na uznaniu w człowieku swobodnego indywiduum, o s o b y (jako złozenia duszy+ciało)– Żadna wcześniejsza religia ani kultura pozachrzescijańska nie operuje zauważ kategorią osoby; w najlepszym wypadku człowieka jako przedstawiciela pewnego gatunku biologicznego (teraz nieco upraszczam ale nie mam wyjścia).

    MArek: Po prostu nie rozumiem jaki jest związek między orientacją seksualną (kolorem skóry, oczu, przynależnością etniczną itp.) a poglądami politycznymi. Homoseksualista może być – podobnie jak heteroseksualista – liberałem, konserwatystą, komunistą, endekiem, anarchistą i nie wiem kim jeszcze. Nie będę głosował na Szyszkowską nie dlatego, że jestem hetero tylko dlatego, ze nie zgadzam się z jej pogladami. Z jakiej paki przynależność do mniejszości seksualnej ma determinować polityczne wybory?

    Oj, wychodzi na to, że wsparłem autora tekstu, przez co narobiłem mu niezłego obciachu… -)
    Pozdrawiam

  • krystyna

    [w odp.]

    „Ale istnienie takich ludzi to zjawisko socjologiczne a nie dowód na nieistnienie Istoty Najwyższej (i vice versa – społeczna kategoria ludzi wierzących nie stanowi dowodu na Jej istnienie).”
    Zgodzę się z Tobą w pełnej rozciągłości. Może po prostu jest uprzedzony (przyznaję się bez bicia) do osób zrzeszonych w związkach wyznaniowych, bo mają silną tendencję do narzucania swojego „sensu życia” tym, którzy mają inne wirzenia/przekonania/światopogląd, a ja w te sposób odczytałem, może zupełnie niesłusznie, wyrażenie Twojego zdania, za co należą Ci się przeprosiny (ukłon).

    „To tak samo jakby powiedzieć, że skoro świat powstał z Big Bangu to znaczy, że nie mógł go stworzyć Bóg.”
    Tu mam duży problem, gdyż w świetle jednych teorii powstania wszechświata (tych z Big Bangiem) dopuszcza się możliwość ingerencji zewnętrznej i jest to najzupełniej logiczne, gdyż nie można tego zjawiska w inny sposób na razie wytłumaczyć. Możliwe, że teoretycy nie mogąc dojść do przyczyn i praw rządzących się w warunkach początkowych wszechświata nazwyają tą wielką niewiadomą Bogiem, ale nie ma on nic współnego z obrazem Boga w tradycji chrześcijańskiej. Jest też inna teoria powstania wszechświata, równie prawdopodobna, która zakłada, iż nie było nigdy warunków początkowych i ingerencja zewnętrzna nie była wymagalna, czyli nie ma w tej teorii miejsca na Boga.
    I choć nie wierzę w Boga w ujęciu chrześcijańskim, dopuszczam możliwość istnienia Siły Sprawczej, jak również dopuszczam teorię, że nigdy takowej nie było.
    „fizjologią ludzkiego organizmu kierują procesy chemiczne tzn ze miłość jest wymysłem metafizyków.”
    Wedle znanego mi stanu wiedzy, miłość nie jest niczym niezwykłym w ujeciu biologicznym, co dla codziennego życia osoby, która się biochemią miłości nie zajmuje, nie ma żadnego znaczenia.
    „Poza tym, życie skądś się jednak bierze i idąc śladem Twojego rozumowania trzeba by bronić teorii samorództwa.”
    Chyba raczej idąc Twoim tokiem rozumowania winniśmy bronić teorii samorództwa… coś ci się pomieszało. Ja mówię jako człowiek kierujący się przesłankami logicznymi, a nie dogamtami. ty zaś wspominasz o powołaniu do życia, ja o procesach biologicznych. Samorództwo oznaczało powstawanie czegoś w sposób bliżej nie pojęty, tak samo z siebie, bez wyjaśnień biologicznych.
    no.

  • krystyna

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    MArek: Po prostu nie rozumiem jaki jest związek między orientacją seksualną (kolorem skóry, oczu, przynależnością etniczną itp.) a poglądami politycznymi.”

    wetnę się w dyskusję:
    nie BYŁOBY żadnej zależności między orientacją seksualną (kolorem skóry, oczu, przynależnością etyczną) a poglądami politycznymi, gdyby faktycznie każdy z tych podziałów nie miałby znaczenia wobec faktu, ze wszyscy jesteśmy równi wobec siebie i prawa. Ale tak niestety nie jest i jak długo tak będzie, tak długo przynależność do jakiejś grupy mniejszościowej będzie miało zabarwienie polityczne, gdyż przez działania polityczne (ale nie tylko!) można zmienić status społeczny jakiejś grupy mniejszościowej. Bez działań politycznych dziś kobiety nie miałyby prawa głosu, nie mogłyby pracować w wielu zawodach, bez działań politycznych Afroamerykania dalej by siedzieli na plantacjach bawełny, a eksterminacja Żydów nie miałaby końca…

    „Homoseksualista może być – podobnie jak heteroseksualista – liberałem, konserwatystą, komunistą, endekiem, anarchistą i nie wiem kim jeszcze. Nie będę głosował na Szyszkowską nie dlatego, że jestem hetero tylko dlatego, ze nie zgadzam się z jej pogladami.”
    Jesteś w grupie większościowej, więc postulaty równouprawnienia twojej orientacji nie mają dużego znaczenia w programie politycznym partii czy polityków. My musimy się także i tym kierować, ale oczywiście gdyby było 5 kandydatów na urząd prezydencki, którzy stoją muram za gejami i lesbijkami (jam Szyszkowska), a każdy miałby inny pogląd na sprwy np służby zdrowia czy polityki zagranicznej, to moglibyśmy sobie wybierać także i w tym względzie. Niestety tak nie jest…

    „Z jakiej paki przynależność do mniejszości seksualnej ma determinować polityczne wybory?”
    Z tej właśnie oto paki.
    no

  • MArek

    [Do spectatora]

    Odpwoadając a twoje pytanie: Dokładnie żaden (związek)!!!!!!!!!!!!!!!! Chodzi mi o to, że czytając zinterpretowałem tak: Homo wara od polityki bo nic nie robią konstruktywnego i nijak to się ma do rzeczywistości. Uważam, że jest inaczej i nie ma znaczenia jakie kto głosi poglądy pod warunkiem, że jest to w granicach prawa i spełnia podstawowe wartości demokratyczne.

  • JLCT

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Panie Kamilu, niech pan sobie przemyśli jeszcze raz te tezy a potem napisze te swoje przemyślenia w punktach, używając prostych i jasnych słów. I NIECH PAN NIE DYSKRYMINUJE DYSLEKTYKÓW… starciłem za dużo czasu i energii na czytanie tego tekstu… a treści w nim zawarte można było napisać w postaci kilku prostych równoważnikach zdań… a nie stosować przerost formy nad treścią. IM BARDZIEJ SKOMPLIKOWANY TEKST, TYM WIĘCEJ MOŻLIWOŹCI INTERPRETACJI – a ja chcę poznać Pana zdanie, a nie moje domysły co do niego.

  • pip

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    odszczekuję: tekst może nie najlepszy, ale wywołał dyskusję – to jego duża zaleta.

  • Kamil Zachert

    [Odpowiedź na nie zawsze racjonalną krytykę]

    Złe autor wydaje o sobie świadectwo, jeśli tekst, który opublikował dla szerokiego odbioru, musi dodatkowo jeszcze tłumaczyć. Dowodzi to, że nie wyraził swych myśli dostatecznie jasno bądź artykuł jest po prostu nieumiejętnie skonstruowany. Albo brak mu czegoś, co przykuje uwagę czytelnika, zachęci do własnych przemyśleń, zwłaszcza wtedy, gdy tekst jest bardzo długi.

    W związku z opublikowanym artykułem otrzymałem prywatnie kilka sensownych listów z krytycznymi uwagami, oczywiście nie licząc paru powyższych, mądrych komentarzy. Pojawiały się też opinie moim zdaniem niezbyt trafne przede wszystkim z powodów „technicznych”. O tym za chwilę.
    O chamskich lub prostackich wycieczkach osobistych (argumentum ad personam), oznajmianych prywatnie (trzy takie listy) bądź publicznie, wspomnę tylko, że zawsze, w każdym przypadku, źle świadczą nie o autorze i jego dziełu, lecz o osobie, która się nimi posługuje. Niestety, publikując dla mniejszościowego portalu pod swoim nazwiskiem, jest się narażonym na niewybredne ataki różnych indywiduów, czasem takich, którzy prawdziwy sens swojego życia znaleźli w tym, żeby bliźniemu szkodzić. Na całe szczęście docinki ze strony takich osób nigdy nie są zbyt elokwentne, pełne tłumionych kompleksów i zawsze anonimowe.

    Mój test musi być czytany wybiórczo, dlatego właśnie podzieliłem go na nie za długie akapity i wprowadziłem śródtytuły. Przyznaję, że jeśli przeczyta się go w całości od razu, i natychmiast będzie się chciało wyciągnąć wnioski, to będzie to bardzo trudne zadanie. Tekst jest wielowątkowy, nie da się poruszonych w nim tematów sprowadzić w zakończeniu do krótkiej konkluzji. Oczywiście nie może on także wyczerpywać problematyki danego zagadnienia, wręcz odwrotnie – pozostawia znaczny niedosyt. I jest to z mojej strony jak najbardziej celowe. Tekst i tak jest długi, wolałem nie przeciągać struny, skupiając się na jego materii zbyt szczegółowo. Z drugiej strony wcale nie planowałem rozpoczęcia jakimś krótszym i bardziej konkretnym tekstem długiego cyklu osobnych artykułów, które być może lepiej oddałyby charakter zagadnień. Zagaiłem po prostu kilka w miarę kontrowersyjnych tematów, żeby rozruszać skostniałe już za bardzo towarzystwo, któremu należałoby się nie tyle przewietrzenie głów, ile mocny przeciąg. Możliwe, że popełniłem błąd i trzeba mi było rzeczywiście zainicjować długą serię krótszych odsłon.
    W tym tekście środek ciężkości przesuwa się od spraw medialnych dotyczących ruchu gejowskiego w Polsce do spraw czysto indywidualnych, skupiających uwagę raczej na psychice jednostki, niż jej aktywnemu (lub nie) udziałowi w środowisku mniejszościowym. Jako autor wyczuwam te subtelności, czytelnik czasem musi się ich domyślić.

    Zwracam jednak uwagę, że mój tekst wcale nie musi być czytany jednorazowo od deski do deski. Połykając go jak pojedynczą pigułkę można dostać niestrawności w tym całym galimatiasie; docierając do ostatniego akapitu, można zapomnieć o czym było w pierwszym.

    Jeśli pamiętacie drugi akapit tekstu (pierwszy pod wytłuszczonym lidem), zauważycie, że zaznaczyłem w nim jaki jest układ tematyczny tego tekstu i jakie cele mu stawiam. Nie ukrywałem również tego, że ujmuję sprawy subiektywnie, że przedstawiam własne refleksje. Dlatego zarzut, że w tekście próbuję przemycać własne tezy, okraszając je dla pozoru prawdy oczywistościami jest co najmniej dziwaczny. Niczego nie próbuję „przemycać”. Piszę o wszystkim zupełnie otwarcie. Mój artykuł – moje tezy. Ktoś po prostu tego nie doczytał.
    Nie zawsze też uogólniam, jak sugerowałyby niektóre komentarze (słowo „niektórzy” wcale nie oznacza „wszyscy”).
    Proponuję, korzystając z „śródtytułowej nawigacji” powrócić po jakimś czasie do wybranych fragmentów i przeczytać je jeszcze raz „na chłodno” (tym razem).
    Stwierdzenie, że tekst zawiera „trudne słowa” (przez co jest niedobry) odbieram jako smutny żart z kategorii analfabetyzmu wtórnego. Wszystkie słowa, które zostały przeze mnie użyte, funkcjonują powszechnie w polskiej kulturze leksykalnej, ani jedno z nich nie jest hermetyczne, zbyt specjalistyczne, aby nie można było go zrozumieć z kontekstu lub odnaleźć w wokabularzu. Jednak wydaje się, że zrozumienie nawet prostego, ubogiego językowo tekstu (pisanego „pod internet”) przerasta chęci niektórych osób. Jest to naprawdę poważny problem. Można poradzić sobie z nim regularnie czytając jak najwięcej tekstów, które zawierają „trudne słowa”. Efekty nie są co prawda natychmiastowe, a nawet mocno odłożone w czasie, ale ręczę za skutek.
    Cóż właściwie oznacza pretensja, że dyskryminuję dyslektyków i w jaki niby sposób ja to robię? Czy pisząc tekst mam przestać dbać o ortografię, wyrażać się monosylabami i najlepiej zapisać je w punktach? Przecież to absurd. Chińczyk jako tako dukający po polsku mógłby mi zarzucić, że tekst jest dyskryminujący i do d…, b nie napisałem go po chińsku, w języku który ten potrafi najlepiej zrozumieć.

    Malkontentom udzielę bezpłatnie pewnej rady z własnego doświadczenie: jeśli podczas lektury artykułu w prasie lub książki natrafiam na słowo bądź zwrot, którego nie rozumiem, sięgam do słownika języka polskiego czy wyrazów obcych. Oba słowniki mam zawsze pod ręką i przysięgam, że nie jest to żaden wstyd. Powodem do wstydu jest natomiast ganienie autora za swoje lenistwo.

    Jeśli autor popełnił jakiś poważniejszy błąd, zwłaszcza merytoryczny, dobrym zwyczajem byłoby ten błąd sprostować, wyjaśnić dla dobra czytelników. Można oczywiście (no bo jak zabronić?) popisać się „erudycją” i przysunąć w artykuł jakimś wyszukanym epitetem: okropny, prymitywny lub bijący niewiedzą po oczach. Niedobrze natomiast, gdy stawia się tuż po tym kropkę, poprzestając na takim tylko komentarzu. Rubryka komentarzy to nie spłuczka w klozecie. Zapewne nie tylko ja chciałbym dowiedzieć się dlaczego mój tekst jest okropny. Czy zawdzięcza to wadom konstrukcyjnym, podłemu stylowi, czy też komentujący uważa, że w czymś przekłamuję. A może po prostu komentujący ma inne poglądy?

    Jeśli to pierwsze, warto byłoby napisać o co konkretnie chodzi. Jestem otwarty na słuszną krytykę i zawsze staram uczyć się od lepszych. Nie jestem encyklopedycznie doskonały, popełniam błędy, czasem zdarza mi się używać nadmiernych skrótów myślowych i zapomnieć, że tekst będzie czytany także przez młodszego odbiorcę. Bronię swoich poglądów, ale jeśli ktoś w sposób uczciwy przekona mnie do swoich, nie będę potrafił nie przyznać mu racji. Jeśli ktoś pisze, że nic nie wiem o homofobii, to niech napisze co on takiego wie, czego ja nie wiem. Dla ogólnego pożytku i mojego indywidualnego oświecenia. W najgorszym razie niech mi chociaż wskaże źródła, dzięki którym uzupełnię swoją wiedzę i w przyszłości nie napiszę bzdur (a jeśli jednak nic nie wie, a pod nikiem ukrywa się wcale nie poważna osoba, ale jakiś dowcipny brzdąc ze smarkiem u nosa? Skąd mam to wiedzieć? Na słowo nie wierzę przemądrzałym anonimom).

    Jeśli jednak to drugie (inne poglądy), to radziłbym takiej osobie przedstawić własne zdanie w polemicznym tekście. Na tym polega twórcza dyskusja. No, chyba że się nie chce dyskutować, tylko opluwać. Przyznaję, że jest w tym jakaś metoda, aczkolwiek trudno mi pojąć, jak inteligentny człowiek może takową stosować.

    Na portalach lesbijsko-gejowskich publikuje kilku dobrych, dyżurnych autorów, którzy napiszą dokładnie to, czego oczekujecie. Są całkowicie przewidywalni – począwszy od tytułu tekstu aż do jego podpisu. Są zaangażowani w działalność organizacji lub bardzo mocno z nimi sympatyzują, wyznają poprawność polityczną i wierzą w socjalistyczny porządek rzeczy (zgodnie z tym, co powiedział onegdaj p. Biedroń żaden gej nie może nie być lewicowy). Przyczepiłem się tych organizacji nie dlatego, że ich nie lubię, ale dlatego, iż to one stanowią elitarny ośrodek nadawczy dla ruchu emancypacyjnego mniejszości seksualnych. I z nimi się najczęściej utożsamiamy. Działalność tych grup uważam za niezręczną, zaprawioną arogancją i brakiem społecznego wyczucia. Uważam je za prywatny folwark osób, które mają ambicję zaistnieć w polityce. Powołanie partii Unia Lewicy i polityczne happeningi tylko moją opinię potwierdzają. Ufność w tę coraz bardziej oddalającą się od zwykłego człowieka strategię może nie wyjść nam na dobre. Wierzę, że istnieje alternatywa dla tych działań.

    Na koniec pytanie retoryczne. Czy naprawdę chcecie czytać wyłącznie takie teksty, które przedstawiają tylko jeden, niezmienny punkt widzenia, tak ciasny, że można się w nim udusić? Jeśli mówię o towarzystwie wzajemnej adoracji, to między innymi mam na myśli – niemożność wyrwania się ze schematu i oburzanie się, gdy ktoś ma inne zdanie.

  • bukowski

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Przeciagi są potrzebne, wręcz huragany, nie tylko w kwestii gejowsko-lesbijskiej. I najmądrzejszy umysł pełen najbardziej słusznych poglądów warto czasami przewietrzyć. Wiem, że nic nie wiem, nikt nie ma racji i wszyscy mają rację.
    A homiki są platformą do wyrażania różnych poglądów, byle bez skrajności i nienawiści.
    A potem o tym warto rozmawiać:-)

  • bukowski

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Przeciagi są potrzebne, wręcz huragany, nie tylko w kwestii gejowsko-lesbijskiej. I najmądrzejszy umysł pełen najbardziej słusznych poglądów warto czasami przewietrzyć. Wiem, że nic nie wiem, nikt nie ma racji i wszyscy mają rację.
    A homiki są platformą do wyrażania różnych poglądów, byle bez skrajności i nienawiści.
    A potem o tym warto rozmawiać:-)

  • JakeNYC

    [Sztuka wymagajaca interpretacji autora nie jest zadna sztuka]

    Na pewno nie chce przeczytac zadnego z Panskich artykulow Panie Kamilu. To Pan jest aroganckim bubkiem ktory mysli,ze jest darem od boga dla spolecznosci gejowskiej. Nie podoba mi sie to co Pan napisal i nie podoba mi sie to jak to Pan napisal; rzeczywiscie zaden to wstyd zagladac do slownika ale zagladac do niego za kazdym razem gdy pisze Pan artykul i tylko po to by wymyslnymi wyrazami zamaskowac brak jakiegokolwiek polotu do pisania to hanba. Mam nadzieje,ze z czasem sam dojdzie Pan do wniosku ze zadnej przyszlosci w tej dziedzinie Pan nie ma. Odpowiedz na komentarze ktore otrzymal Pana artykul pozwolila mi wierzyc ze nie tylko jest Pan beztalenciem ale i prostakiem. Goraco pozdrawiam i mam nazieje, ze odbierze Pan moj komentarz jako wyraz konstruktywnej krytyki. Jesli natomiast hodzi o anonimowosc to z radoscia udostepnie wlasny adres email ingrave@interia.pl

  • Sławek

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Uważam, że p. Kamil poruszył wiele ciekawych i rzadko podnoszonych wątków. Mnie osobiście zainteresowały bardzo jego refleksje na temat przymierza środowisk gejowskich z lewicą (szybko zapomniano jak to socjaliści tępili w Polsce homoseksualizm – vide akcja „Hiacynt” (wystarczy też zapytać jakiegokolwiek homoseksualiste powyżej 4o roku życia jak mu się żyło w PRL-u z jego skłonnościami) oraz problem niezwykle trudny, a rzadko powaznie podnoszony, mianowicie stosunku obecnego pokolenia gejów do swoich starszych „kolegów”, do któych i ja poniekąd się zaczyanm zaliczać oraz ich samotności na starość. Nie rozwijam tego tematu, bo nie mam na to czasu, ale jest on bardzo poważny. Poza tym mam tylko dwa male zastrzeżenia: jestem filologiem i dla mnie ten tekst jest podobnie jak dla wypowiadających się na tym forum zbyt ciężki (quasimistycznym warto by zapisać po polsku jako kwasimistycznym). Drugie zastrzeżenie: nie utożsamiam się z uczestnikami parad i drażni mnie ich sposób ekspresji, ale tak sobie pomyslałem, że gdyby w XIX wieku robotnicy nie zaczęli walczyć o polepszenie swojej tragicznej sytuacji bytowej, to dzisiaj nie mielibyśmy takich standartów w dziedzinie praw pracowniczych. Czasem jedynym argumentem, jakie się słucha, jest tylko siła lub presja. Smutna konstatacja. Ale dzięki takim gejowskim inicjatywom, także na polskiej ziemi dzieje się coś pozytywnego i zmienia się – powoli, lecz zauważalnie – stosunek do problemu homoseksualizmu. Pozdrawiam Autora, którego chętnie będę czytał w przyszłości oraz uczestników forum.

  • Diego

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Jak dla mnie zwyklego szarego czlowieka ten tekst jest super i chyba wlasnie dla takic ludzie on jest napisany. Dzieki panie autorze.

  • Maradonna

    [Hahahahahaha....]

    Dla zwykłego szarego człowieka ten tekst jest zupełnie niezrozumiały….

  • Matti Lindsen

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Ciekawy tekst, ale to wszystko piękne słówka… Jestem gejem i już nie mam sił żeby żyć. Powiedzcie jak mam wytłumaczyć ludziom, że to co mnie spotkało nie jest absolutnie moją winą. Przecież nikt się mnie nie pytał o to czy chcę być homosekseualistą- to nie jest mój wybór! Żyję w tak homofobicznym środowisku, że po prostu zaczynam przyznawać rację tym, którzy twierdzą, że ”pedałów trzeba zagazować”- może rzeczywiście powinienem umrzeć… Brak mi słów

  • [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Matti Lindesn, twoje słowa są oznaką, że geje muszą wciąż walczyć o swoje prawa, bo zostałeś za nami, na granicy do świata, w którym gej ma odebrane prawa i dokonuje autoagresji w przekonaniu, że jest kimś gorszym – co zostało mu wmówione latami „tresury negatywnej” i proreligijnego (czyli antyhumanitarnego) prania mózgu…

  • [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Wiele istotnych spraw z przenikliwością wypunktowanych. Wiele powodów, dla których sytuacja homoseksualistów polskich jest tak marna. Zgadzam się: powodów szukać trzeba w sobie, nie poza sobą. Zgadzam się po stokroć!!!

    Tylko nie rozumiem, dlaczego miałby to być argument przeciw Paradzie Równości, takiej, na jakiej byłem.

  • Przemek

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Ja czesto stawiam sobie pytanie. O co tak naprawde chodzi w ruchu wyzwolenia gejow? Ten ruch narodzil sie jako odpowiedz na przesladowania tego srodowiska przez policje w USA. Byla wiec to walka o wolnosc, walka z prrzesladowca, zjednoczenia w obliczu opresji. To jest cos wielkiego powswiecenie, idea swiadczaca o czlowieczenstwie, to jest cnota godna pochwaly.

    Jednak w dzisiejszych czasach nikt gejow nie przesladuje a zatem sens uczestniictwa w paradach gejowskich jest taki sam jak uczestnictwo w paradzie pierwszego maja z przestarzalymi chroagiewkami Zwaizku Radzieckiego w dloni. Ja sam jestem gejem i nigdy nie czulem sie przesladowany i jestem w pelni swiadom tego co mowie.

    Bez obrazy ale ostatni paragraf tego artykulu wydal mi sie niezrozumialy czy wrecz denerwujacy. Moja odpowiedz na te watpliwosci jest prosta.
    W zyciu czerpie sie satysfakcje z pracy, z zainteresowan, z dobrych uczynkow wobec innych ludzi., z wiary.To jest to co z Ciebie zostaje na starosc. Pamiec o Tobie i o Twoich uczynkach u potomonosci. Jesli ktos byl cale zycie prozny i zamiast budowac cos trwalego w zyciu, np. trwaly zwiazek oparty na milosci, i zrozumieniu a nie tylko na egoizmie i okazyjnym sexie, to nie ma co sie dziwic ze na starosc jest pozbawiony wszystkiego. Geje sami sobie kopia grob z powodu swojej obojetnosci i marazmu.
    W swiatku gejow nie ma zadnej jednosci. Ten stan rzeczy wykorzystuja liczni oszusci heterycy albo tzw bisexualisci ktorzy zeruja na niewinnosci gejow.
    A geje i tak nie protestuja bo sami nie wiedza czego w zyciu chca. Gdy sie zestarzeja to dopiero wtedy zdadza sobie sprawe z zmarnowanego zycia.

    Ja nie mam zamiaru marnowac swego zycia na bezuzyteczne protesty. Chce pracowac i kochac i pomagac bliznim. Jedank bardzo niewielu znam gejow ktorzy mysla tak jak ja.

    Z pionierskim pozdrowieniem na nastepna parade gejowska i orgie sexualna po niej nastepujaca.
    Przemek

  • kirchhof

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    a ja się z Tobą, Przemku, zgadzam ;)

  • Jacek

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    to jest dorze napisane. tylko dlaczego takie łzawe??

  • Jacek

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    to jest dorze napisane. tylko dlaczego takie łzawe??

  • Słowianin_22

    [Re: Racjonalizm w homoseksualizmie]

    Jestem jedną z tysiąca nieznanych, milczących ofiar homofobii… DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁY TEXT, PANIE KAMILU! Czytając powyższy artykuł odniosłem wrażenie jakby ktoś dokładnie przedstawił mój pogląd na temat homosexualizmu. JEDNA UWAGA: słowo ”homoseksualista” nie jest terminem fachowym- w psychologii używa się terminu ”osoba homoseksualna”! Pozdrawiam




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa