- homiki.pl - http://homiki.pl -

Legenda Stonewall

Historia gejowskiego i lesbijskiego ruchu oporu jest stosunkowo młoda. Mimo swego zapału, determinacji i dynamizmu geje w praktyce osiągnęli tylko to, że zaistnieli w przestrzeni publicznej i są tam tolerowani. W większości krajów szczycących się dumnym przymiotem: demokratyczne, homoseksualna mniejszość nie jest już prześladowana przez oficjalne prawo a w niektórych związki jednopłciowe są nawet akceptowane. Prawne uregulowanie i usankcjonowanie tych związków stanowiło kamień milowy w historii walki o równouprawnienie mniejszości seksualnych, o wolność i godność ludzi, których jedynym przestępstwem, wykluczającym ich z grona „normalnego” społeczeństwa był fakt istnienia popędu seksualnego skierowanego ku własnej płci i związanego z tym faktem ukierunkowania emocjonalnego. Zmian w mentalności społeczeństwa i sposobie postrzegania inności nie da się jednak zadekretować i uregulować prawnie. Trzeba lat by odwrócić proces agresywnej homofobicznej indoktrynacji.

Rok 1969 to rok przełomu. To data, która w Europie, dla gejów niemieckich stanowiła zniesienie – 24 lata po zakończeniu II Wojny Światowej – słynnego paragrafu 175, pozwalającego na prawne prześladowanie, osadzanie w więzieniach i jawną dyskryminację osób o orientacji homoseksualnej. Był to niewątpliwy sukces osiągnięty 25.06.69 na terytorium starego kontynentu. A za oceanem…

W tym samym roku w nowojorskim pubie Stonwall Inn po raz pierwszy geje i lesbijki sprzeciwili się nietolerancji. Zamieszki trwały przez kilka dni. Wydarzenie z Nowego Jorku miało kluczowe znaczenie dla światowego ruchu emancypacyjnego gejów i lesbijek. Do dzisiaj, w rocznicę tamtych zdarzeń tęczowe flagi pojawiają się na ulicach większych miast na całym świecie, głosząc prawdę o niepodważalnych i niezbywalnych prawach jednostki do wolności i równości, do prawa wyboru, do godności, do praw, które heteroseksualni obywatele posiadają jako oczywiste, i z których w sposób naturalny korzystają. Walka o emancypację gejów w heteronormatywnym społeczeństwie przypomina absurdalność, która zawsze towarzyszyła usiłowaniom likwidacji różnic w społeczeństwie: walce o zniesienie niewolnictwa, segregacji rasowej, emancypacji kobiet. Absurdalność tej sytuacji polega na tym, że ludzie zmuszeni są walczyć o prawa, które z zasady przysługują każdemu człowiekowi. Chodzi tu o prawa człowieka, niezależnie od koloru jego skóry, pochodzenia etnicznego, przynależności religijnej czy też w końcu preferencji seksualnych. Prawa do zaistnienia i korzystania w pełni z tzw. przestrzeni publicznej.

Gdy spojrzymy na historię gejów na tle historii cywilizacji zachodniej uderza tu fakt, iż mężczyźni homoseksualni podlegali prześladowaniom, dyskryminacji, czy wreszcie nawet bywali karani śmiercią o wiele częściej niż kobiety. Powodem tego było zapewne niepoważne traktowanie lesbijskiej miłości kobiet, podobnie jak niepoważnie traktowano kobiety „bawiące” się w politykę, próbujące robić karierę zawodową, czy wreszcie działające na niwie społecznej. Próżno zastanawiać się, która sytuacja, mężczyzn czy kobiet homoseksualnych była lepsza. Faktem jest, że pary jednopłciowe, kochające się i pragnące żyć razem skutecznie mają to życie utrudnione przez heteroseksualnych współobywateli, nawet jeśli prawo teoretycznie jest po ich stronie. Rzekomo tolerancyjne nastawienie niektórych „tolerancyjnych obywateli”: Róbcie to w domu i po kryjomu! (sic!) – nie rozwiązuje wcale problemu i jest namiastką tzw. akceptacji. Dlatego nadal parady równości są potrzebne. Aby wywalczyć przestrzeń życiową (a nie prawo do wegetacji w ukryciu) dla siebie i dla wszystkich homoseksualistów w krajach, gdzie inna orientacja seksualna może być przyczyną, pozbawienia wszelkich praw obywatelskich, łącznie z prawem do życia. Aby, podobnie jak inni obywatele korzystać z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń i manifestowania swych poglądów. By wreszcie móc się w sposób nieskrępowany bawić, przy czym granic tej zabawy nie miałaby wyznaczać jakaś mniej lub bardziej abstrakcyjna „moralność” lub tez poczucie przyzwoitości czy dobrego smaku, cokolwiek by to miało znaczyć. Już starożytni wiedzieli, że o gustach się nie dyskutuje.

Nowy Jork, 27. Czerwca 1969. Inspektor Seymour Pine i jego 8 policjantów New Yorker Police Departments nie miało powodu przypuszczać, że ta noc przebiegać będzie inaczej niż zazwyczaj. Patrole przeprowadzały rutynowe czynności w Greenwich Village i nie meldowały niczego nadzwyczajnego. Na ten wieczór zaplanowano przeszukanie klubu Stonewall Inn przy Christopher Street. Ten rozkaz stworzył legendę, która w ciągu następnych trzydziestu paru lat zmieniła oblicze ruchu gejowskiego na świecie. Był to początek wielkiej rewolty.

Pub Stonewall Inn był w dzielnicy Greenwich Village jednym z wielu nielicencjonowanych klubów, gdzie wejście kosztowało 3 dolary. W środku można było dostać chrzczone drinki, ale można też było zatańczyć z kim się chciało, a pamiętać należy że w 1969 rok i w Nowym Jorku taniec mężczyzny z mężczyzną był zabroniony. Dlatego takie miejsca jak Stonewall były przepełnione młodymi ludźmi, czy Drag-Queen. Bywali tam też hipisi, chłopcy z dobrych domów, a także z obskurnych dzielnic i ekskluzywnych hoteli. Wielu gości nie ukończyło jeszcze 18 roku życia.

Patrol przebiegał zrazu zupełnie spokojnie, interwencja dotyczyła nielegalnego wyszynku alkoholu, nic nie zapowiadało przyszłej emancypacyjnej rebelii. Aresztowano dwóch barmanów, trzy Drag-Queens, jedną lesbijkę. Pozostałych gości spędzono na ulicę. Christopher Street. Tak powstała grupa wzmocniona została przechodzącymi wokoło klientami spieszącymi do bądź z innych okolicznych barów. W końcu na ulicy stało już ok. tysiąca ludzi. Niektórzy cicho protestowali na upierdliwość organów ścigania. Atmosfera pękła, gdy policjanci chcieli wepchnąć lesbijkę do samochodu. Lesbijka broniła się, w końcu wyrwała swoim prześladowcom. Całej sytuacji towarzyszyły okrzyki „Świnie!” lub „Faggot cops”. W kierunku stróżów prawa posypały się kamienie i butelki po piwie. Policjanci zostali w mgnieniu oka okrążeni i zmuszeni byli szukać schronienia w środku lokalu. Na zewnątrz słychać było brzęk tłuczonego szkła i odgłosy wyrywanych z bruku kamieni.

Na zewnątrz już się gotowało. Policjanci poczęli odbezpieczać broń. „Zastrzelimy pierwszego gnoja, który przekroczy drzwi!”. Ktoś wylał benzynę przez wybite okno i rzucił zapałkę. W tym samym momencie do akcji przystąpiły uzbrojone oddziały interwencyjne. „The New York Daily News” pisało później, że w Greenwich Village wybuchła regularna wojna domowa. W ciągu najbliższych dni atmosfera była napięta, a o zmroku walki wybuchały ze wzmożoną siłą. Szacuje się, że ok. 4 tyś. gejów i lesbijek brało udział w tych wydarzeniach, z tego kilkuset czynnie. Podsumowując należy stwierdzić, ze wściekłość „gay community” osiągnęła swe apogeum w nocy z 2 na 3 czerwca. Środowisko napełniło po raz pierwszy nie spotykane dotychczas uczucie: poczucie dumy. I poczucie wspólnoty.

Inspektor Pine udzielił później reporterowi „Village Voice” wywiadu o tym, jak wyglądała interwencja w Stonewall Inn: musieliśmy wejść i zabarykadować się od środka. To było konieczne dla naszego bezpieczeństwa. Byłem z moim ludźmi. Zamknęliśmy ciężkie drzwi. Ściana frontowa Stonewall była zbudowana głównie z cegły, z wyjątkiem otworów okiennych, które były chronione drewnianymi blendami. Będąc w środku słyszeliśmy łomotanie do okien, którym towarzyszyły odgłosy rzucanych w drzwi kamieni. Słychać było podenerwowany tłum.

W tym samym czasie na zewnątrz na Christopher Street sytuacja się zaostrzała. Słychać było okrzyki: szturmować Stonewall! Zaczęto rzucać w drzwi kubłami. Ktoś próbował wyrwać stojący na ulicy parkomat, by wywarzyć nim drzwi frontowe.

Nagle drzwi otwarły się z trzaskiem. Poleciały przez nie puszki po piwie i butelki. Pine i jego ludzie usiłowali zamknąć ponownie drzwi, jeden z policjantów został ranny w okolicy oka. Wyglądało to bardzo poważnie. Ogarnął nas strach. Trzech policjantów wystąpiło na przód by uspokoić tłum. Odpowiedzią był głuchy pomruk i grad drobnych monet. Puszka od piwa uderzyła w głową inspektora Smitha. Po chwili udało się policjantom ponownie zaryglować drzwi.

„Roast the pigs alive!” – Usmażymy te świnie żywcem! – Słychać było wśród tłumu i potem gorączkowe poszukiwanie benzyny. Niektórzy zamknięci w lokalu policjanci zaczynali panikować. „S-dalać albo was zastrzelę! – Zagroził jeden odbezpieczając broń. Drzwi wejściowe otwarły się nagle, i wydawało się, że rozsierdzony tłum wleje się do środka. Wszyscy policjanci wyciągnęli i odbezpieczyli broń. Celowali w kierunku drzwi. Któryś powiedział: zastrzelę pierwszego s-syna, który przekroczy próg!

Podpalono benzynę. Z oddali słychać było syreny policyjnych radiowozów zapowiadające przybycie posiłków. Odziały uzbrojone w pałki i tarcze ruszyły na tłum gejów i lesbijek. Po kilkunastu minutach udało się rozpędzić zgromadzenie i ugasić ogień.

Ta cała część „Rebeli w Stonewall” trwała niespełna 45 minut. Było wielu rannych, trzynaście osób zostało aresztowanych. Lotem błyskawicy rozniosła się w środowisku wiadomość: pedały zaczęły się bronić! Następnego dnia bywalcy innych klubów przybyli licznie do Stonewall by na własne oczy zobaczyć miejsce czegoś niesłychanego. Czynnego oporu wobec brutalności i bezwzględności służb porządkowych. Na murach pojawiły się napisy. „Support gay power!”, „Drag power!”, „They invaded our rights”, „Gay is good” a przede wszystkim: „Gay Power!”

Relacje naocznych świadków oraz relacje prasowe dostarczyły materiału, z którego zaczęła powstawać legenda. Podaje się, że przywódcą całego buntu była jakaś Drag Queen. Ani świadkowie ani zdjęcia nie mogą temu zaprzeczyć ani tego faktu potwierdzić. Najbardziej rozpowszechniony mit to opowieść o maltretowanych i prześladowanych regularnie przez tych samych policjantów gejach, którzy tylko w ten sposób, stawiając czynny opór, mogli się wyzwolić od swych oprawców. Kolejny powód tych pamiętnych wydarzeń stanowić miała wprowadzona w 1965 roku prohibicja w gejowskich knajpach, ale nie jest to prawdą gdyż w 1969 roku została ona zniesiona przez nowego liberalnego burmistrza Nowego Jorku.

Robert Amsel, który należał do świadków zdarzeń na Christopher Street w 1987 roku w amerykańskim czasopiśmie dla gejów „Advocate” podaje w wątpliwość, czy te wydarzenia miały w ogóle cokolwiek wspólnego z prawami gejów i lesbijek. Jednak nawet gdyby wystąpienia w Stonewall były tylko czystym przypadkiem, który – jak twierdzą niektórzy szydercy wzmocniony został faktem pogrzebu w tym samym dniu ubóstwianej przez wielu gejów Judy Garland, to „spinkowa rewolucja” jak początkowo ją nazywano, wkrótce zyskała niesamowity rozgłos i była inspiracją dla wszechświatowego ruchu emancypacyjnego gejów, który rozkwitł w Ameryce na fali rewolty lat 60-tych. Wkrótce po tym powstał Gay Liberation Front (GLF), organizacja o zabawieniu lewicowym. Własnie GLF i jego radykalni działacze nawiązali kontakty z kulturą hipisów i współtworzyli pacyfistyczny ruch skierowany przeciwko wojnie w Wietnamie.

Znaczenie wydarzeń w Stonewall doceniono już w kilka lat później. Gay Liberation Fronts powstały w wielu amerykańskich i kilku europejskich miastach. Geje i lesbijki zaczęli brać udział w pokojowych manifestacjach przeciwko konfliktom militarnym na całym świecie. Później organizowano własne pochody, demonstracje czy wreszcie parady.

W Niemczech radykalizacja ruchów emancypacyjnych wśród gejów nastąpiła po premierze filmu (będącego swoistym coming – outem) znanego i cenionego powszechnie reżysera Rosy von Praunheim „Nicht der Homosexuelle ist pervers, sondern die Situation, in der er lebt (To nie homoseksualista jest zboczeńcem, lecz sytuacja w jakiej on żyje jest zboczona” w roku 1971. Regularne parady CSD na terenie Niemiec odbywają się od 1979. Pierwsze publiczne manifestacje odbyły się w Berlinie i Bremen 30 czerwca przed ponad dwudziestu laty.

Obecnie w rocznice CSD geje i lesbijki manifestując na ulicach setek miast na całym świecie traktują to często jak super imprezę i mega zabawę. Parady bywają różne, bo różnorodne jest samo środowisko gejowskie. Prócz karnawałowych, kolorowych korowodów bywają też poważne manifestacje połączone z deklaracjami politycznymi, demonstracje niezadowolenia i buntu.

Z powodów organizacyjnych parady CSD nie odbywają się dokładnie w rocznice tych pamiętnych wydarzeń, czyli 27.06, lecz w weekendy od czerwca do sierpnia. Każda parada ma jakieś przesłanie polityczne, motto. Każdej towarzyszą też polityczne zgromadzenia i wiece. W 2000 roku na berlińskiej paradzie przemawiał przewodniczący Bundestagu Wolfgang Thierse oraz rezydujący burmistrz Berlina Klaus Wowereit (otwarcie zdeklarowany gej). W Dreźnie Ingolf Roßberg, Nadburmistrz miasta w 2003 objął honorowy patronat nad imprezą, mimo, że sam gejem nie jest. W Monachium – stosunkowo mała w porównaniu do innych miast niemieckich parada (wiadomo- katolicka Bawaria) prowadzona jest tradycyjnie przez Nadburmistrza Christiana Ude. Po zakończeniu manifestacji rozpoczynają się inne uroczystości, koncerty, występy, pokazy uliczne. Całość imprezy polega na zademonstrowaniu faktu, że można być dumnym z powodu swojego życia, i orientacji seksualnej. Stąd też angielska nazwa parad równości: Gay Pride czyli gejowska duma.

Od 1991 EPOA (European Pride Organizer's Association, – Związek europejskich organizacji CSD-) przyznaje jednemu miastu tytuł „Europride”. Zorganizowana tam demonstracja CSD jest wtedy odpowiednio większa, a rozmach towarzyszący temu wydarzeniu ma przyciągnąć uwagę opinii publicznej na sprawy mniejszości homoseksualnej.

Oto miasta które organizowały już Europride:
•1992 Londyn
•1993 Berlin
•1994 Amsterdam
•1996 Kopenhaga
•1997 Paryż
•1998 Stockholm
•2000 Rzym
•2001 Wiedeń
•2002 Kolonia
•2003 Manchester
•2004 Hamburg

(relacje prasowe opracowano na podstawie niemieckich i amerykańskich stron Gay Pride; tytuł pochodzi od redakcji)

Autorzy:

zdjęcie Janusz Boguszewicz

Janusz Boguszewicz [1]

tłumacz, belfer, germanista, publicysta, gej, komunista, ateista, czasami „mason” i anty-kaczysta. Ostatnio feminista i antyglobalista. WYKSZTAŁCIUCH. Współpraca z portalami homiki.pl, innastrona oraz magazynem Replika.