Dojrzewanie Błazna

Zimowy wieczór na przedmieściu miasta. Sinieje niebo nad lasami, willami i zwykłymi domkami jednorodzinnymi. Kosmos rozciąga się stąd do wieczności. Na gwiaździstym niebie po samotnym łuku krąży satelita. Na południu różowieje horyzont. To Sztokholm oświetla noc. W zupełnej ciszy można nawet usłyszeć daleki dźwięk samochodów. Ale tutaj jest prawie jak na wsi. W willach na skraju lasu pobłyskuje światło, ciepłe i przytulne, w niektórych ogrodach na zmarzniętych jabłoniach wiszą lampki. A na ziemi leży gruba, nienaruszona warstwa śniegu. Juha ma jedenaście lat, wkrótce skończy dwanaście. Położył się na polanie w lesie i macha rękoma i nogami. Mimo że leży na śniegu, nie marznie, jest zupełnie suchy, ma na sobie kilka warstw ubrań. Głowa swędzi go od czapki. Leci mu z nosa. Smarki wyciera w sztywną od śniegu rękawiczkę. Przez zmarznięte, nagie gałęzie widzi gwiazdy. Odbijają się w jego oczach. Robi anioła na śniegu. Ale kiedy podniósł się i otrzepał śnieg z ubrania, skonstatował zawiedziony, że to zupełnie niepodobne do anioła.

Nie, to nie wygląda jak anioł. Raczej jak odcisk czy uderzenie anioła, który wylądował na ziemi, po czym uniósł się, odleciał i przyczajony czeka gdzieś w pobliżu na swój czas. Kiedy Juha zastanawia się nad tym, z głębi lasu słyszy hałasy. Zaczyna drżeć. Czy to nie trzask łamanej gałęzi? I już wie, że to gałąź się złamała, bo ktoś na nią nadepnął.

Czy to nie skrzypi coś, co się rusza, coś, co po prostu oddycha? I już słyszy wyraźnie to okropne skrzypienie czegoś nieznanego, co chowa się między drzewami, słyszy czyjś ruch i ciężki oddech.

Anioł, który wylądował na ziemi, uniósł się i odleciał. Juha wytęża wzrok, próbuje coś dojrzeć w ciemności.
- Czy jest tam ktoś? – krzyczy i zaczyna się bać, kiedy nie słyszy odpowiedzi. Bo jest zupełnie cicho. Aż za cicho. Jakby go ktoś obserwował, ktoś ukryty w drzewach. Kogo on nie widzi, ale kto widzi jego. Ktoś, kto się śmieje. Pokazując lśniące zęby, błyszczące ślepia. Ktoś, kto ma pazury.

Juha nic nie może na to poradzić. Anioł ma kły, pazury i straszne ślepia. I kiedy o tym myśli, aniołowi wyrastają kły, pazury, a jego oczy zaczynają świecić jak rozżarzone węgle. Juha wyobraża sobie, że anioł jest bardzo delikatny i dobry, lecz już za późno – anioł zbliża się do niego. Juha nigdy przedtem nie bał się być sam w lesie, ale teraz spływa na niego strach, zaczyna biec. Wie, że kiedy zacznie biec, będzie stracony, że strach pokona tylko wtedy, gdy spokojnie i powoli odejdzie. Mimo wszystko biegnie, a przerażenie chwyta go jak drapieżnik swoją zdobycz. Charczy, smarka, potyka się w głębokim śniegu. A anioł, demon – czy ktokolwiek to jest – idzie za nim, ma nad nim przewagę. Juha słyszy odgłos złowrogo łopoczących skrzydeł. Odwraca głowę i widzi oczy jak rozżarzone węgle i wystawione pazury, które go rozszarpują. Krzyczy. A kiedy krzyczy, potyka się, a kiedy się potyka, upada. Upada, upada, upada. Bo wszystko upada. Wcześniej czy później wszystko upada.
- Mamo, mamo, zrobiłem anioła na śniegu!
- Przyprawiłeś matkę o ból głowy, oto co zrobiłeś. Młody człowieku, czy zdajesz sobie sprawę, która godzina? Kiedy tego wieczoru Juha kładzie się do łóżka, pamięta, żeby opuścić żaluzje. Na zewnątrz, w ciemności stoi anioł – i czeka na swój czas. Gdzieś blisko jest anioł, który powstał na zimowej leśnej polanie. Stworzył go Juha. Wyciąga książkę o Kajsie Kavat i czyta modlitwę wieczorną: „Chodzi anioł po świecie, trzyma w dłoni złote świece…”. Anioł zraniony. Anioł pełen gniewu. Juha sam jest sobie winien. Nigdy nie wolno wywoływać czegoś, nad czym nie można zapanować, bo to wielka odpowiedzialność. Gdy leży w łóżku, próbuje wmówić sobie, że anioł jest dobry, niestety nie wie, czy anioł życzy mu dobrze czy źle. To, że są dobre i złe anioły, Juha już wie. Złe to te upadłe. Te, które upadły. Czy to nie jest niesprawiedliwe? Przecież wszystko upada.

Wcześniej czy później wszystko upada.
Jest ranek. Budzę się, parzę herbatę ziołową, siadam przy biurku i piszę. Ćwiczę miny, wkuwam spontaniczność. Nowy materiał, nowe żarty. Dużo bieganiny, mało spokoju. Czy udało mi się w życiu? Tylko pracuję i pracuję. Co chcę osiągnąć? Miejsce w programie Zgaduj-zgadula? Piję herbatę ziołową, żeby uprosić Boga. Robię poranną gimnastykę, żebym nie był gruby i obwisły.

Rzuciłem palenie, żeby żyć. I pracuję, pracuję, pracuję. Kiedy byłem mały, marzyłem, żeby występować. Pamiętasz wszystkie skecze, które opowiadałem? Napisałem też masę piosenek. Ale nigdy ich nie zaśpiewałem. Moje piosenki w większości traktowały o Bogu i o śmierci, a z tym nie mogłem przecież wystąpić na lekcji wychowawczej na wesoło. Kiedy byłem mały, dużo myślałem o Bogu, o śmierci. Ale nigdy nie umarłem. Żyłem przerażająco długo. Pokazywali „Spadkobierców” i „Wpół do siódmej” Lasse Widinga i Lennarta Swahna, i bosko piękną Karin Falck. (Kochałem się w Karin Falck.) Orkiestra szkolna w środy wieczór i piłka nożna we wtorki i czwartki. Jadaliśmy pierogi z masłem i kurczaka w sosie śmietankowym. A lody na deser zawsze były dokładnie mierzone linijką, żeby każdy dostał po równo, co do milimetra.

Dni były jak kolorowe plastikowe koraliki nawlekane w nieskończoność na nitkę, a ich sznur był tak długi, że mógłby opasać kulę ziemską kilka razy. Jedno z moich najsilniejszych wspomnień z dzieciństwa: jestem w szkole. Przerwa. Przyciskam nos do okna. Przez szybę widzę bawiące się na dziedzińcu dzieci. Nie słyszę, co do siebie krzyczą, jakby były w innym świecie. Oddycham na szybę i piszę kilka razy z rzędu: Juha Lindström, Juha Lindström. Próbuję zrozumieć, że to ja. Nie obchodzi mnie, że oni bawią się na dziedzińcu, a ja nie. Bo nagle odwracam się twarzą do korytarza i robię przedstawienie: jest scena, jest salon, jest światło, jest publiczność i jestem ja!

Muszę powiedzieć o sobie jeszcze jedno. Moje marzenia trzymam w ręku. Są nagie i drżące, jak nowo wyklute kurczaczki, nie takie, jak myślałem. Cały czas rodzą się nowe marzenia. Tęsknota przesuwa się, drwi sobie ze mnie. Jeszcze nie czas kończyć, dopiero czas zaczynać. Więc zaczynam.
Pracuję, pracuję, pracuję. Piję swoją herbatkę ziołową, robię wymachy ramion, wystrzegam się palenia. Każdego ranka budzę się pełen ciekawości. Jestem już dorosły. Wciąż nawlekam te plastikowe koraliki. Ich sznur jest już długi, a będzie jeszcze dłuższy. Tak długi, że mógłby opasać kulę ziemską kilka razy. Kiedy byłem mały, odkryłem, że potrafię czarować. Umiałem wyczarować wszystko, o czym zamarzyłem. Każda moja fantazja stawała się rzeczywistością. A lata biegły. I oto jestem tutaj. Czekając w loży na swój występ, miotam się jak uwięzione, nieszczęśliwe zwierzę. Od czasu do czasu walę w ściany i krzyczę. Zwierzę musi na wolność. Musi na wolność. Teatr jest wypełniony do ostatniego miejsca, tak jak powinno być. Słyszę szmer publiczności.

Wystarczy mikrofon, nic więcej. Duża pusta scena czeka na mnie. Reflektory czekają na mnie.
Na mnie. Wywołują mnie. Czas zaczynać. światło gaśnie, publiczność cichnie. Wolno wchodzę na scenę. W skupieniu odkładam rekwizyty, podchodzę do mikrofonu, biorę wdech – przygotowywałem się do tego miesiące i lata, po to męczyłem się i przeżywałem katusze. A teraz stoję i nic nie potrafię – chwilę potem eksploduję. Uniwersum eksploduje. Czas odbyć podróż na księżyc i z powrotem.

Noc potem śpię niespokojnie. Mdli mnie, mam bóle żołądka. Żałośnie krzyczę do Boga, żeby wybaczył mi moją pychę, ale nie wiem, czy pychę taką jak moja można wybaczyć. Czego żądam? Całej siły, jaka jest w niebie i na ziemi. To wszystko.

Tomas Karsk nie dzieli szafki z nikim. Został sam. Żal go. Jego tata nie żyje, a mama jest trochę trzepnięta. Jest Niemką. Właściwie to nikt nie widział jego mamy, bo jeszcze nikt nie był u niego w domu, ale wszyscy i tak wiedzą, że jest trzepnięta. Takie rzeczy po prostu się wie i trudno wytłumaczyć, dlaczego. Tomas Karsk to beznadziejny przypadek. Przez całą pierwszą, drugą i trzecią klasę bawił się z dziewczynami w skakankę. A dokładniej mówiąc, pozwalały mu nią kręcić.

I kręcił. Przerwa za przerwą. Teraz, w piątej klasie, Tomas nie bawi się z nikim na przerwach. Chodzi na boisko, gdzie nikt nie chodzi. Snuje się tam iż powrotem i wyczekuje, aż zadzwoni dzwonek. I w deszcz, i w śnieg, kiedy boisko jest jedną wielką kałużą błota, Tomas snuje
się sam. Wygląda, jakby ciągle mu było zimno. Czasami stoi przy płocie i patrzy przed siebie, jakby marzył. Kiedyś Juha był ciekawy, o czym Tomas tak myśli. Ale tylko przez chwilę. Wokół Tomasa panuje jakaś dziwna atmosfera wykluczenia, której Juha się boi. Tak jakby między nim a innymi była zawsze pusta przestrzeń. Tomas Karsk musi dzielić szafkę z chłopcami z innych klas, którzy też nie mają partnerów. Jego spodenki nie mają żadnej podszewki. Czasami z nogawki wystaje mu siusiak. Kiedyś, kiedy wszyscy siedzieli wkoło w sali gimnastycznej na podłodze, każdy mógł zobaczyć jego siusiaka. Nawet dziewczyny. On sam nie zdawał sobie z tego sprawy, a nikt mu o tym nie powiedział. Gdyby coś takiego przytrafiło się Jusze, umarłby ze wstydu.
- Położyłbym się, cholera, na podłodze i chyba zdechł! – krakał Juha, kiedy przebierali się po wf.

Potem Tomas oberwał od Eryka. Przecież Eryk musiał innym pokazać, że niczego się nie boi. Tomas się nie bronił. Nigdy się nie broni. Następnym razem na gimnastyce Tomas miał pod spodenkami majtki. I to wszystko. Ale nic nie powiedział. Nigdy nic nie mówi.

Wyglądam przez okno. Pada. Padało i będzie padać. Deszcz pada bez przerwy, jak przypomnienie, że wszystko pada. Pada wcześniej czy później. To, że nie odpowiadasz, nie odgrywa żadnej roli. I tak wysyłam listy do ciebie. Jeśli piszę je od ośmiu lat, to mogę je pisać i dłużej. Dużo myślę o moim dzieciństwie. Kiedy byłem mały, mogłem czarować. Czyniłem cuda, leczyłem rany, chodziłem po wodzie, mogłem podróżować w czasie i przestrzeni, miałem władzę, żeby zmienić ten świat albo stworzyć inny. Kiedy byłem mały, mogłem czarować. Zanim nauczyli mnie, że nie mogę. Kiedy byłem mały, śmiałem się jak dziecko, moje zmysły były jak u dziecka i myślałem jak dziecko.

Zabrali mi to i muszę ich nienawidzić za to, co ze mną zrobili, za to, co z nami zrobili, zrobili z nas półludzi. Najokropniejsze w Sävbyholm było to, że było takie ciche. To nie była spokojna cisza, to była groźna cisza. Coś ciężkiego i lepkiego przygniatał o mieszkańców do ziemi. Nie było tam żadnych dźwięków. Wszystko było jak z waty, zamroczone, otulone w zdradziecko lśniąca zieleń, a Bóg był martwy. I rośliśmy tam bez możliwości, żeby cokolwiek zakwestionować.

Chciałem, żeby Sävbyholm mnie kochało. Ale nigdy się tak nie stało. Z jakiegoś powodu uznało, że nie będę tam pasował. Więc żeby nie pójść na dno, opuściłem Sävbyholm. Myślałem, że odciąłem się od niego, myślałem, że jestem silniejszy, że to ja odszedłem ze zwycięstwem. A kim jestem? Odrzucony i żebrzący o miłość. Od kogoś, kogokolwiek. To, co pokazuję dziś na scenie, to resztki moich czarów, rozcieńczonych w tanich chwytach i rutynach. Teraz robię to już dla pieniędzy. Żeby mieć na czynsz, światło, gaz, jedzenie i telefon. I robię to w połowie tak dobrze jak kiedyś. Odebrali mi wszystkie siły, kiedy nauczyli mnie, że jestem nikim. Patrzę w przeszłość na nasze dojrzewanie w Sävbyholm, i czuję smutek. Czuję smutek i nienawiść. Jak nas okaleczyli, Tomas. Zrobili z nas półludzi. Nie zapomniałem i nie wybaczyłem. Ty byłeś za dobry, żeby nienawidzić. Ale możesz być spokojny. Będę nienawidził za ciebie.

Dojrzewanie Błazna
Jonas Gardell
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co
Tłumaczenie: Iwona Jędrzejewska
Wydanie I
Maj 2005
ISBN: 83-89763-08-7

Autorzy:

zdjęcie Jonas Gardell

Jonas Gardell

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 134; nazwa: JonasGardell

8 komentarzy do:Dojrzewanie Błazna

  • mou

    [Re: Dojrzewanie Błazna]

    Piękna książka, chociaż piękna to chyba złe słowo. Raczej prawdziwa, z krwi i kości. Fajnie pokazuje, że szcześliwe dzieciństwo to najczesciej mit a dzieci mogą być jeszcze gorsze niż dorośli. Momentami straszliwie cyniczna, momentami zabawna a w gruncie rzeczy bardzo smutna. im dalej tym smutniej. a moze tylko mi się tak wydaje. kumpela podczas czytania prawie cały czas się śmiała… Polecam.

  • Dodi Elektrodi

    [Re: Dojrzewanie Błazna]

    Kilka dni temu kupilem w merlinie.pl Skusila mnie recenzja w Polityce. Przejrzalem, zapaowiada sie na pychotke….jednak z czytaniem poczekam na urlop. Jak na razie czytamA.Burgessa „Rozpustne nasienie” Tez dobre, polecam. Fajnie poczytac o fikcji w ktorej geje rządza swiatem….tylko ze ten świat to nedzna „resztka” pozostawiona przez nieodpowiedzialnych i płodnych heteroseksow, ktorzy poddani zostali represjom przez panstwo.

  • Jerzyk

    [Re: Dojrzewanie Błazna]

    Ano pychotka… świetnie opowiedziana historia… a ten obraz rodziny Juhy! mozna powiedziec, ze gej nie mogl nie pozwolic sobie na ostra krytyke „podstawowej komorki spolecznej”, jednak takich „krzywych” rodzin wszedzie pelno wokol nas… czytalem i przychodzily mi na mysl stadłą znane mi z realnego zycia… ech…

  • juta

    [Re: Dojrzewanie Błazna]

    Dla mnie to książka starsznie poruszająca. Przeczytałam ją jednym tchem i popłakałam sie kilka razy.A raczej mi sie to normalnie nie zdaża…
    Gorąco polecam!

  • mTV

    [Re: Dojrzewanie Błazna]

    przeczytałem. hmmm. w sumie mam miesznane uczucia. oczywiście warstwa literacka niczego sobie. temat jednak do bólu przygnębiający, odarty ze wszelkich złudzeń i to u dziecka. czasem dobrze, że wyrastamy jednak z tego niby najpiękniejszego okresu w życiu. cień pozostaje niestety za naszymi plecami stale.

  • Juha

    [Re: Dojrzewanie Błazna]

    Bardzo mnie poruszyła ta książka. Czuję się tak jakby autor pisał o mnie. Aż jestem zaskoczony że tak dokładnie opisał moje życie, po cześci przez postać Juhy, a po częsci Tomasa. Właściwie jestem skrzyżowaniem ich obydwu. Opis imprezy u Tomasa zrobił na mnie niesamowite wrażenie.
    Dlaczego inni ludzie nie widzą albo nie chcą widzieć tych problemów?

    „Ty byłeś za dobry żeby nienawidzić. Ale możesz być spokojny. Będę nienawidził za ciebie.”




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa