Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest

pod „procesem” na homikach pojawił się komentarz. ktoś mi zarzucił, że zgrywam męczennika, artystę pieprzonego. porwał się na mnie z oskarżeniami, że niby powinienem – a jakże – propagować pozytywne idee. tęczowe.
a ja zupełnie nie jestem tęczowy.
choć jestem gejem.

- jesteś najmniej gejowskim gejem, jakiego znam – powiedział mateusz tuż po tym jak się kochaliśmy.

i może to jako punkt odniesienia.
pamiętam, że jeszcze w przedszkolu lizałem siusiaka koledze – na zielonej szkole, w technikum, zawsze i nieodwołalnie – byłem. czułem. pożądałem.
i w chwili, kiedy zrobiłem to po raz pierwszy, szczęście. nieskończone. i to wystarczyło.
i wystarcza do dzisiaj.
bo znikam. bo on i ja, w rozgrzanej pościeli, to cały świat. bo oni, w liczbie mnogiej, którzy byli, to małe krainy nieskończonej izolacji. własne, prywatne, intymne. bo wszyscy, którzy mnie znają – wiedzą.
bo nikt się nie odwrócił.
nie odszedł.
bo mój homoseksualizm jest naturalny, wynika z natury i jest błogosławiony przez życie.
bo gdy na imprezie, kiedy w pokoju gra muzyka i tańczą ludzie, inni piją wódkę, a ja całuję się na łóżku z chłopakiem i przytulam się do niego – nikt nie patrzy wilkiem. nie pożera wzrokiem. bo heteroseksualny przyjaciel, którego głaskam po głowie w chwili słabości, nie boi się gwałtu z mojej strony. nie czuje wstrętu. ponieważ rozmawiam, słucham, czuję, opowiadam, śmieję się i płaczę. ponieważ czasami się boję, a czasami jestem nieskończenie wściekły. bowiem zawsze broniłem słabszych i nieraz dostałem po mordzie.
bo poza tym, że jestem homoseksualny, mam jeszcze dwadzieścia dwa lata.
i wiele innych rzeczy.

pozytywne idee.
pozytywne słowa.
a dla mnie tylko cierpienie jest konstruktywne, bo kiedy jestem szczęśliwy – a jestem, gdy mam kogoś obok – swoje szczęście przelewam na przyczynę szczęścia. to zaklęte koło karmy. i nie ma potrzeby pisania o szczęściu.
a kiedy cierpię, nikomu nie mówię o cierpieniu, tylko walę po klawiaturze i to mnie oczyszcza.

dawno temu napisałem „proces”. kiedy nagle się przestraszyłem, kiedy dotarło do mnie, że wielu osądza, szufladkuje i najchętniej obcięłoby mi jaja. kiedy pewna przyjaźń pomiędzy mną a drugim, została zagrożona. została zbrukana, zaszpuntowana i naznaczona. kiedy odbył się sąd nade mną i tą relacją. kiedy pewni ludzie tak bardzo chcieli zobaczyć coś, czego nie było. brud, syf, zboczenie. kiedy miałem szesnaście lat i po raz pierwszy się zakochałem – napisałem „proces”.
i tak jest nadal. jeśli coś się dzieje, czarnego, mrocznego, piszę o tym. i czasami publikuję. niektóre teksty są lepsze, niektóre gorsze – ale żadnego się nie wstydzę. bo to są fotografie. klatki z mojego życia, o których kiedyś, jeśli będzie mi dane, chcę pamiętać. bo to one mnie ukształtowały. nie radość i beztroska, tylko upadki. tylko cierpienie. zło. uwrażliwiły – na całe skurwysyństwo, które mnie otacza.
nie jestem tęczowy – przegięty, drobny, wymuskany. nie chodzę po knajpach dla gejów, choć stoję po tej samej stronie barykady. nie krzyczę. nie dyskutuję z niesiołowskim. nie staram się wyglądać młodo, ślicznie i cudownie. nie akcentuję. swój homoseksualizm przeżywam po swojemu jak wielu innych. bo nie odczuwam innej potrzeby.
bo są ważniejsze rzeczy niż medialny wrzask.
stachura napisał kiedyś, że miłość jest bezinteresownym czynieniem miłości.
i skoro relacje pomiędzy dwoma facetami potrafią układać się tak samo, jak pomiędzy kobietą a mężczyzną, to po co – u diabła – to sobie komplikować? czy nie lepiej czynić tę miłość?
na boga!
giertych, młodzież wszechpolska, prezydent kaczyński – to kreatury. w żaden sposób nam na nich nie zależy, nie widujemy ich i nie wznosimy wspólnych toastów. to banda fanatyków. hipokrytów, z których możemy się tylko wyśmiewać. bo poza agresją i fałszem, tępotą i prymitywem poglądów, niczego nie reprezentują. bo nie powinniśmy zwracać na nich uwagi. bo jeśli przejmujemy się nimi, okazujemy swoją słabość. dajemy się im zaklinować, zlinczować, obezwładnić. poddajemy się zbiorowej homofobii i zaczynamy wrzeszczeć! a krzyk pojawia się tylko wtedy, gdy czujemy bezsilność. to fakt. bezsporny. boli nas ząb, nie mamy tramalu, dentysta jest zamknięty i pozostaje tylko wrzask. wrzask bólu i bezsilności.
ja wolę szeptać – do ucha – że kocham, że czuję i że boję się borowania.
jestem numerem i wy jesteście numerami.
z czerwonym trójkątem – polak.
z różowym – pedał.
z zielonym – pani od muzyki.
poszukujące szczęścia, posegregowane numery. nipy, regony i pesele.
poszukujące szczęścia – różnymi drogami – co kraj to obyczaj, co człowiek, to inne szczęście. na inny sposób. więc idźmy przed siebie. cieszmy się tymi nielicznymi chwilami, które to szczęście ze sobą przynoszą. bo są bardzo krótkie. bo giną pomiędzy innymi momentami.
ciotka na plaży w lubiewie drutuje. zerżnięta jak bura suka, na pomiętoszonym prześcieradle, zapala papierosa i jest w błogostanie. osiąga nirwanę.
ja, w swoim malutkim mieszkanku, zasypiam obok chłopaka i rano się z nim kocham. całuję go czule i też mam nirwanę. odpływam.
prostymi słowami.
wszystko jest takie, jakie jest. wszystko jest oczywiste. wszystko płynie.
i choćby biedroń, którego ostatnio widziałem w telewizji. przystojny jest chłopak, jasne – aż miło na niego popatrzeć. spokojny, w miarę opanowany, choć może zbyt mało w nim siły przebicia. zbyt cichy. ale to odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku.
inaczej to widzę od niego i w innym świecie jestem. w zupełnie innym.
nie ma kamer, pikietowania, ale są książki i filmy. dym z papierosa, wódka i kawa.
od wielkich świata antycznego, poprzez da vinci, aż po oscara wilde'a i capote'go – jest w nas więcej poezji po prostu. więcej sztuki, piękna, uczuciowości. oni też szli po swojemu, znowu nawiązując do czegoś – spełniali własne legendy.
i ja chcę spełnić własną legendę, i wy, w przyszłości, odkryjecie własne. zrealizujecie. nie zagubicie. i biedroń, który był w telewizji, też ją ma. i chwała nam za to. tym, którzy ja odnaleźli i starają się za nią podążać. i tym, którzy szukają.

(na marginesie: to pierwsza, zakrawająca na publicystykę, rzecz jaką piszę. cena: pół paczki goldenów, litr mleka i czarna kawa).

nie chcąc propagować pozytywnych idei, coś tam jednak propaguję. i właściwie chciałem napisać o pisaniu, o procesie, odgryźć się jakoś komentarzowi, a tu wyszło coś takiego. szydło z worka takie. niespodziewane.
coś tam jeszcze było, że niby chłopiec występuje w tekście i chyba miało to związek z podejrzeniem o pedofilię. i gdyby nie to posądzenie, moja wściekłość osiągnęłaby zenitu, a tak – wszystko skwitowałem śmiechem i tymże właśnie tekścikiem.

Autorzy:

zdjęcie Michał Nowacki

Michał Nowacki

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 59; nazwa: MichałNowacki

13 komentarzy do:Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest

  • morgiana

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    wzruszam się ^_^. strasznie się wzruszam

  • Szymon Niemiec

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    Cierpienie oczyszcza i uczy pokory.
    Kto nigdy nie płakał, nie dojrzy piękna świata.

    Ojjjj tak… podpisuję sie pod tym tekstem wszystkimi łapkami….

  • ebh

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    Dobra, udowodniles tym wymeczonym tekstem, ze nie zgrywasz meczennika, faktycznie nim jestes.
    Straszny belkot z tego wyszedl, jeszcze ujdzie jako takie tam artystyczne pieprzenie, chociaz mnie akurat nie wzrusza, ale jako manifest to o co ci chlopie chodzi? Ze spelniasz swoja legende plodzac teksty o cierpieniu, a nie na ulicy jak biedron? To mozna bylo sobie darowac.

  • konrad

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    Darować sobie można było ten komentarz. Może sam coś napiszesz? Zapewne będzie lepsze. Ja osobiście bym nie potrafił

  • Erico

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    każdy ma wiersz, który pisze. Michał wprawdzie uderzył już prawie w dzwon Zygmunta, ale rozumiem o co mu chodziło. Róbmy swoje i czujmy się z tym dobrze.

  • Erico

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    i miejmy przekonanie, że racji nie ma nikt. kazdy ma prawo się mylić, i ja i ty i oni. tak naprawde nie ma prawdy absolutnej. (to taka metafora dla ebh)

  • ebh

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    Ja wlasnie nie rozumiem o co Autorowi chodzi i skad to bicie w dzwony jakby byl drugim Miloszem, komentarz mozna bylo skwitowac szeptem i w przyslowiowych dwoch zdaniach albo olac. Zamiast tego papka ni to publicystyczna, ni to artystyczna. Z teza, ze kazdy spelnia swoja legende, ale legenda Autora jest jakby lepsza, subtelniejsza w swym szepcie i cierpieniu, silniejsza w nieprzejmowaniu sie, w zaciszu czterech scian przy klawiaturze niz w bezsilnym krzyku, przed kamerami i na ulicy.
    A wszystko z nieznosna maniera prowokowania siusiakami i krygowania sie, ze sie nie aspiruje artystycznie i meczensko, tylko odpowiada spragnionej publice, tylko po co biciem w dzwony, z ktorego wychodzi bicie piany. Niech za Autora mowi jego dzielo i niech sie nie tlumaczy, w dodatku koslawo.

  • Schizoid

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    „-Tyś jest swoim ja. Tyś nazwiskiem. Podpisem na papierze. Wizytówką na drzwiach. Inicjałami na sygnecie. Imieniem na kartce kalendarza. Próżnym słowem. Suchą sylabą. Martwą literą.
    -Niczym więcej?
    -Niczym mniej.”
    Każdy ma swój sposób na spełnienie się i nie ważne jaki, czy koślawy, czy prosty, czy nieudolny, czy genialny… ważne, że swój.

  • ebh

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    jak pieknie, wzruszylo mnie do glebi, moze przeczytaja to spelniajacy sie na swoj sposob Parda, Wierzejski, Gertych, Niesiolowski, Oko i tez sie wzrusza

  • Mateusz z ósmej linijki tekstu

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    Michał… gdziekolwiek zamieścisz swój tekst zawsze poznam, że to właśnie Twój, bo za każdym razem opisujesz siebie, swój obraz prawdziwy, obraz siebie takiego jakim dokładnie jesteś, jakiego Cię znam. Bez oszukiwania, bez poetyckiej przesady. Jesteś szczerym twórcą siebie.
    Nie rozumiem pana ebh i chyba nie chcę rozumieć, bo po co. Wypowiedział się. I… być może dobrze że to zrobił.
    I dodam jeszcze jedno, gratuluję Ci, że tym tekstem wzbudziłeś taką dyskusję i że pomimo durnej krytyki pana ebh ludzie wiedzą co dobre co Twoje i szczere.

    I nigdy nie byłeś i nie będziesz dla mnie gejem z tęczową flagą, sztandarową pacynką na placu defilad.

  • Schizoid

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    oni się nie wzrusza… oni muszą być dzielnymi Polakami! Jak bóg przykazał! jak mówi tradycj!! jak wycina i zakleszcza stereotyp………

  • Kala

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    Można poczuć całego Ciebie w tym tekście… Bardzo mi się on podoba. Wzrusza. Zawsze działał na mnie sposób w jaki pisałeś, mówiłeś… Wiesz o tym. Homoseksualista czy hetero – przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy prawo czuć, kochać i wyrażać swoje zdanie. Gratuluje Ci tego artykułu :)

  • Amait

    [Re: Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest]

    Nie o to chodzi by iść na paradę i rażącym w oczy transparentem i krzykiem rzucać się w oczy światu… Prawdziwy artysta nie potrzebuje niczyjej akceptacji ani krytyki. Człowiek, który jest po prostu sobą, też tego nie potrzebuje…
    Co złego w tym, że dzielimy się sobą?
    Pan ebh zdaje się zaszufladkował się sam i w swoim zamkniętym świecie widzi tylko to, co do tego świata mu pasuje, a jeśli nie, to musi to być szmira, megalomania czy bóg wie co jeszcze…
    Ale przecież pan ebh zna się, jest ZNAWCĄ sztuki i dusz ludzkich… jest KRYTYKIEM.on WIE…
    Ciekawe czy wie też, jak skomplikowanym człowiekiem jest Autor… bo nie zawsze prostota oznacza piękno i tak też jest w tym przypadku – skomplikowana osobowość przelana na papier. Trudna, kapryśna ale prawdziwa. i to jest piękne…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa